Zen Jaskiniowca – zrozumieć i wcielić cover

Zen Jaskiniowca – zrozumieć i wcielić

Zen Jaskiniowca – zrozumieć i wcielić

Przestań się martwić. Zacznij wygrywać!

Przestań się martwić. Zacznij wygrywać!

Bartek Kubkowski & Rafał Mazur – zapowiedź i fragment programu „Życie mniej wygodne”

0:00 0:00

Odcinki

Bartek Kubkowski & Rafał Mazur – zapowiedź i fragment programu „Życie mniej wygodne” 29 Sep 2026

Za każdym razem gdy się poddasz i zrezygnujesz, oddajesz głos na przyszłość której nie chcesz. Za każdym razem gdy się nie poddasz i dalej robisz swoje, oddajesz głos na przyszłość, której pragniesz. Ten program jest o tym jak się nie poddawać. Opowie Ci o tym, w rozmowie ze mną, sam Bartek Kubkowski. Jedyna osoba w historii ludzkości, która przepłynęła Bałtyk wpław. 6 lat przygotowań. 5 prób. 55 godzin płynięcia non-stop. Program ten – podobnie jak wyczyn Bartka – jest absolutnie unikalny. Omawiamy w nim bowiem, w formie ciekawej, głębokiej i użytecznej rozmowy, co robiliśmy przez 6 lat wspólnej pracy, podczas 5 prób na samym Bałtyku i jak Bartek radził sobie z dyskomfortem, cierpieniem, bólem, lękiem i wątpliwościami. Program jest odpowiedni dla każdego, kto ma ambicje. Sprawdzi się tak u sportowców, jak i przedsiębiorców, pracodawców, pracowników, uczniów czy studentów. Uczy bowiem nie tylko tego jak wygrywać, ale przede wszystkim tego, jak przygotowywać się do wygrywania poprzez budowanie odpowiedniej tożsamości. Zatem, jeśli chcesz zajrzeć za kulisy naszej 6-letniej współpracy i jeśli interesuje Cię jak nasze doświadczenia przełożyć na Twoje życie – ten program jest dla Ciebie. Na program składa się 11 plików MP3 o łacznej długości około 14 godzin. (ostatnie 3 z 11 plików audio oraz PDF zostaną dodane do końca września 2026).

o czym jest BYĆ i MIEĆ 2 [oraz krótki fragment programu] 11 Feb 2026

To nie jest "typowy" wpis - chciałem Cię tylko poinformować, że po 9 miesiącach (uffff!) skończyłem pracę nad BYĆ i MIEĆ 2: High Performance. Nie chcę tu go wychwalać albo reklamować, dlatego zrobimy tak: wypiszę to co w BiM 2 omówiłem i to pomoże podjąć Ci decyzję, czy chcesz go kupić czy też nie. W pierwszej kolejności o tym, dla kogo jest BYĆ i MIEĆ 2: dla ludzi w biznesie dla ludzi w korporacjach dla ludzi w polityce dla sportowców dla ludzi w jednostkach specjalnych oraz dla wszystkich tych, których interesuje sięganie po więcej Dla kogo NIE jest BiM2? Bez wątpienia nie jest to program dla początkujących. NIE polecam również zaczynania przygody z ZenJaskiniowca od tego właśnie programu... Najbardziej skorzystają ci, którzy już znają moją twórczość, moje programy, moje podcasty, szczególnie BYĆ i MIEĆ 1. Pomimo tego, że BYĆ i MIEĆ 2 pomyślane jest jako program niezależny. Czyli - dobrze jest mieć bazę i przerobić to co było wcześniej, jeśli jednak tak się nie stało, nie ma szczególnego problemu. Jest to zatem program dla tych, którzy pracowali już z moimi materiałami i dla tych, którzy chcą spojrzeć na siebie, swoje możliwości oraz na świat w inny, lepszy sposób. Wiele w programie tym elementów, z którymi ja się spotkałem po raz pierwszy. WSTĘP - wstępu nie ma, bo od razu przechodzimy do rzeczy. ROZDZIAŁ 1 - Obi Wan Nairobi Czy aby napewno mental jest najważniejszym elementem High Performance? I czy aby na pewno najlepszym sposobem poprawy swojego mentalu jest praca nad nim bezpośrednio? Czym jest model MUSK? Jakie są dwie podstawowe przeszkody na drodze do wyjątkowych osiągnięć? Czego i High Performance uczą nas MrBeast, Matthew McConaughey i Anthony Hopkins? oraz czy skupianie się na detalach ma jakikolwiek sens? ROZDZIAŁ 2 - ALL BLACKS Czy High Performance polega na połączeniu się pod tradycję czy też na odrzuceniu jej? Dlaczego Juliusz Cezar popłakał się na widok pomnika Aleksandra Wielkiego? Jak pracować nad tym czego nikt nie będzie mógł ci odebrać? TO-DO-LIST vs TO-BE-LIST Jakie jest 5 pytań, które pomogą kształtować twoją nową, lepszą tożsamość? Jakich 3 mantra uczeni się wszyscy zawodnicy All Blacks? Jak postrzegać presję by cię wzmacniała? oraz na czym polega model czerwonej głowy / niebieskiej głowy? Czego tresura psów uczy o High Performance u ludzi? Jak w 3 krokach radzić sobie w sytuacji presji przy bardzo wysokich stawkach? Jakie są pułapki pogoni za większą pewnością siebie oraz do czego prowadzi wygrywanie tylko tego momentu... ROZDZIAŁ 3 - MACHIAVELLI dlaczego silni potrzebują konfliktów i godnego wroga? Czy jest jego prawie nieznana ale absolutnie rewolucyjna koncepcja UNO SOLO (oraz jakie są dalekosiężne jej konsekwencje) Do jakiej pozycji powinien dążyć każdy ambitny człowiek? Czy ekspansja jest dobrym pomysłem - a jeśli tak, to jaka? Jaka była główna - a często jedyna - motywacja wielkich historycznych postaci? (nie, nie chodzi o próżność) W jaki sposób High Performance wiąże się z koniecznością - czyli de facto z brakiem wyboru i wolności Która z konieczności musi być dla Księcia najważniejsza? Co powinno być jedynym hamulcowym pogoni za więcej? Na czym polega myślenie w kategoriach konieczności? i dlaczego starożytni byli silniejszymi ludźmi niż współcześni? Jaki jest jedyny sposób na osiągnięcie nieśmiertelności? Czym dla Machiavellego było "dobre, szczęśliwe życie"? W jaki sposób zrozumieli ludzkiej kondycji prowadzi w logiczny sposób do sięgania po więcej? Czym u Maka było pojęcie prawdy faktycznej (rzeczywistej) i jakie są konsekwencje tego pojęcia? Czy twoja religia aby na pewno cię wzmacnia? Co jest jedynym gwarantem skutecznego działania? Jaką jest "etyka" w wykonaniu Machiavellego? Jaka jest jego psychologia High Performance i czym są LEW, LIS, SPIRITO i AMINO? Dlaczego musisz być bardziej zwierzęciem niż człowiekiem i dlaczego szkoda czasu na "doskonalenie" duszy? Dlaczego najważniejszą niezależnością jest niezależność od własnych automatyzmów? Jak stać się (bardziej) niezależnym od kaprysów losu? Świat jako scena konfliktu pomiędzy siłą jednostki z siłą Natury i Chaosu Dlaczego "psychologia" Machiavellego jest "anty-psychologią" i dlaczego jest ci ona potrzebna? Dlaczego twoja natura, wychowanie i twoje traumy nie mają żadnego znaczenia? Na czym polega jego potężna koncepcja powrotu do lęku pierwotnego? Dlaczego odczuwanie strachu i lęku jest korzystne i rozsądne? Dlaczego Machiavelli zajmuje się tylko tym światem i w jaki sposób dzielił on ludzi? oraz kim jest dla niego człowiek mądry z kim człowiek głupi ROZDZIAŁ 4 - NAPOLEON Dlaczego Bonaparte jest historycznym fenomenem? Kiedy Napoleon przełamał się psychologicznie? Przeznaczenie vs Los według Napoleona Jaka jest rola kalkulacji w High Performance? W jaki sposób Napoleon uwiarygodnił wszystko to o czym pisał Machiavelli? Kim był dla niego geniusz i jak tym geniuszem zostać? Jaką umiejętność mają wszyscy wielcy ludzie? Co robić być mieć w życiu farta? Dlaczego Napoleon wolał "mieć szczęście" niż "być szczęśliwym"? Co cenił sobie u żołnierzy a co u generałów i dlaczego lepiej brać przykład z tych drugich? W jaki sposób wypełnia się swoje przeznaczenie? Dlaczego podążanie ze wydarzeniami może być lepsze niż próby kontrolowania ich? Czy aby napewno Napoleon miał wielki plan? Dlaczego siła woli jest przereklamowana i jak odnieść wielki sukces (prawie) bez niej? Dlaczego czytanie kontekstu jest ważniejsze niż tworzenie wizji? Jak wyglądało "równanie sukcesu" Napoleona? Dlaczego historię uznawał za jedyną prawdziwą filozofię? I co doradził własnemu synowi w kontekście władzy i potęgi? Dlaczego tak wiele rzeczy postrzegał jako "sentymentalizm" i "zabobony"? (i jak przenieść to na swój sukces) Co było podstawą jego "psychologii sukcesu"? Jaka jest cena wielkości? Dlaczego chwała bez szlachetności jest niczym? I dlaczego wielkimi ludźmi rządzi strach przed byciem zapomnianymi? Dlaczego doświadczanie szczęścia i przyjemności uważał za niebezpieczne I w jaki sposób postrzegał swoje życie (skrajnie ważne!) Co robić by myśl prowadziła do działania a nie do kolejnych myśli? W jaki sposób kreować swój wizerunek i dlaczego udawanie jest świadectwem (niezbędnym) samokontroli? Dlaczego jego biograf McLynn uznawał Napoleona za człowieka podwójnego i w jaki sposób Bonaparte całkowicie zmienił swoją tożsamość? W jaki sposób potrafił połączyć swój "romantyczny epicki sen" z byciem skutecznym i pragmatycznym? Jaka, w osiąganiu sukcesu, jest rola wyobraźni, siły i kalkulacji? Jaka była struktura świata Napoleona? Na czym polegało - w jego przypadku - bycie "artystą władzy", "poetą działania" i "skałą ciśniętą w kosmos"? W jaki sposób budować swój mit i jak stworzyć nowe JA, które działa w oparciu o swój potencjał? Dlaczego chwalił zimne serce, chłodną głowę i brak sentymentów? W jaki sposób myślał by pozyskiwać energię i czym jest Energia Emocjonalna oraz Emocjonalna Dominacja? Kogo i za co podziwiał? oraz jakie DWIE cechu uważał za najważniejsze? Jaka jest struktura charyzmy oraz jak powiększyć swoją by móc porywać tłumy W jaki sposób przeszedł od pesymizmu i myśli samobójczych do bycia władcą Europy? Dlaczego porównywanie się z innymi jest korzystne i kluczowe? oraz dlaczego ptaki od tysięcy lat budują w ten sam sposób gniazda? Jak być "wielkim wbrew sobie"? I za co cenił w sobie bojaźliwość? Dlaczego nie możesz liczyć na zrozumienie innych ludzi oraz dlaczego nie mógł pozwolić sobie na wrażliwość? Jak postrzegał ludzi, którymi rządził i dowodził oraz jaki postrzegał ludzką naturę? Czy wierzył w swój własny PR i co łączyło go z Oktawianem Augustem? Dlaczego nienawidział teorii i przede wszystkim jak przesunął granicę wielkości? ROZDZIAŁ 5 - ZAKOŃCZENIE Na czym polega pogodzenie się z własną śmiercią i jak pomaga komandosom Delta Force? W jaki sposób szczelna obrona pomaga w pewnym ataku (wg. Johna Danahera) Dlaczego "tylko ignoranci nie spodziewają się trudności"? Co jest najważniejszym zadaniem trenera mistrzów i dlaczego umiejętności ważniejsze są od talentu. Całość programu to 7 plików MP3 o łącznej długości około 5 godzin.

Sam OVENS – jak przejść z milionów w miliardy mając więcej frajdy i radochy 26 Nov 2025

Był kiedyś guru branży konsultingowej, zarabiającym nawet 30 mln $ rocznie, ale nagle zniknął. Sprzedał biznes, usunął większość kont z mediów społecznościowych. Odrodził się jako założyciel i szef platformy edukacyjnej SKOOL. SKOOL jest bardziej kolejną platformę społecznościową niż edukacyjną. Skupiają się na niej ludzie, którzy chcą się czegoś uczyć od tych, którzy chcą ich tego uczyć. Pojawiają się głosy, że obecna wycena tego biznesu przekroczyła miliard dolarów. Obecnie SKOOL ma około 15-16 milionów użytkowników, którzy zostawiają na platformie ponad 1 miliard dolarów rocznie. Celem jest 1 miliard użytkowników. Dojście do pierwszego miliona userów zajęło im 4 lata. Teraz milion kolejnych pojawia się co 20 dni. Skool jest firmą prywatną, więc jej wartość nie jest znana, ale dochody za 2025 przekroczyły 25 milionów dolarów. Obecnie SKOOL ma około 15-16 milionów użytkowników, którzy zostawiają na platformie ponad 1 miliard dolarów rocznie. Jest jednym z najbardziej popularnych biznesów i sposób zarabiania pieniędzy w USA. Skool jest firmą prywatną, nie musi więc “chwalić się” swoimi dochodami, jednak mówi się o tym, że jej przychody za 2025 wynosić mają 26,6 miliona i rosną z roku na rok geometrycznie. Co ciekawe, zmiana z Consulting.com na inny biznes - w tamtym czasie - nie miała żadnego sensu i opierała się jedynie na przeczuciu. A może jednak miała? POZYTYWNA MOC HEJTERÓW “Odkochałem się w Consulting.com - mówi Sam OVENS - bo praca, którą musiałem wykonywać nie pasowała bo mojej osobowości. Nie lubię mówić do kamery, plus to co robiłem drażniło część ludzi. Pojawiła się krytyka i wiem co zaraz powie część ludzi - Jebać hejterów - ale problem polegał na tym, że czasami się z nimi zgadzałem. Część z tego co mówili była autentycznie pomocna. Bo jeśli nie podoba mi się to co robię, jeśli nie mam z tego przyjemności a dodatkowo ludzie mówią mi, że jestem w tym sztuczny - to być może dlatego, że tak jest.” Mało osób stać na to, by spojrzeć na krytykę obiektywnie (przy okazji - nie każda krytyka to hejt) i rozważyć, czy nie jest aby przypadkiem zasadna. Lepiej odgrażać się, że masz w dupie co pomyślą sobie inni - jeśli jednak jesteś w biznesie i ci inni to twoi klienci i potencjalni klienci, ten rodzaj “wdupiemania” jest mocno ryzykowny. “Większość ludzi chce odnieść sukces za wszelką cenę, więc nie zwraca uwagi na takie rzeczy [ja na przykład to, czy lubią to co robią lub czy nie są w tym sztuczni]. Ale po tym jak będziesz na szczycie przez jakiś czas, zaczynasz się zastanawiać - ok, odniosłem sukces, ale czy aby na pewno we właściwej kategorii… Przynajmniej ja myślę w ten sposób cały czas…” To co podoba mi się w Samie najbardziej, to przebijanie mitów, którymi branża rozwoju osobistego i sukcesu tak bardzo lubi się brandzlować. A będzie tu tego dużo. Kiedy ja startowałem, lata temu, z moim biznesem konsultingu, trafiłem na Sama, ale, nie podobała mi się jego energia i miałem wrażenie że się męczy. Dlatego uczyłem się od innych ludzi. Miałem rację, jak się po latach okazuje. Na całe szczęście - szczególnie dla niego - OVENS również to rozumiał, dlatego postanowił zabrać swoje zasoby gdzie indziej - i odniósł jeszcze większy sukces. “Żeby robić to co miałem robić, musiałem założyć maskę, bo ani nie sprawiało mi to przyjemności ani nie było zgodne z tym czego chciałem. Byłem trochę jak artysta, który na scenie udaje kogoś kim nie jest.” Żyjemy w tak fejkowych i sztucznych czasach, że bycie autentycznym jest strategią na wyróżnienie się. I nie chodzi mi o życie hasłami - co ludzie uwielbiają - pierdoły typu “transparentność” i tak dalej, tylko robienie tego w co wierzysz i co autentycznie wychodzi ze środka, jednocześnie - w kontekście biznesu - trzymając puls na aspekcie popytu. “SKOOL pasuje mi znacznie bardziej, bo to nie ja a użytkownicy odgrywają główną rolę. A to pasuje mi znacznie bardziej, bo lubię być w tle i udoskonalać produkt. Przestałem być “pół-celebrytą’ - ta rola nigdy mi nie pasowała - i zamiast tworzyć treści, stworzyłem platformę, która pozwala innym dzielić się swoimi.” A to wszystko, po części dlatego, że słuchał głosu swojego oraz części narzekających - o czym porozmawiamy sobie jeszcze później. WADY NADMIERNEJ DYSCYPLINY Pod koniec 2018, Sam, jeszcze w poprzednim wcieleniu, wrzucił na YT prawie 2h prezentację o tym jak wyrobić w sobie dyscyplinę jak u mnicha. Jednak od tego czasu sporo się zmieniło: “Zrozumiałem, że jeśli coś jest nieprzyjemne, być może jest z tym coś nie tak. Jak już wspomniałem, większość ludzi po prostu chce odnieść sukces, niezależnie od wszystkiego. Więc są gotowi na dużą ilość bólu. Ale kiedy już odniesiesz sukces, łatwo dojść do wniosku, że na dobrą sprawę możesz zajmować się czym chcesz i również wygrywać.” Sam przecenia możliwości trzeźwej oceny sytuacji u ludzi - większość ludzi nigdy nie dojdzie do takiego wniosku, chociaż, generalnie i dla większości z nich byłby prawdziwy. “Czyli, że nie musisz robić tego co obsysa. No bo sam zobacz: które produkty odnoszą sukces? Te, które sprawiają, że ludzie czują się lepiej.” Dla mniej uważnych to jedna z najważniejszych lekcji biznesu i marketingu - tworzenie produktów i usług, które sprawiają, że ludzie czują się lepiej. “Różnica między produktem dobrym i złym polega na tym, jak sprawia on, że ludzie się czują. A tym samym, by stworzyć coś wspaniałego, musisz mieć kontakt z odczuciami. Jak to sprawi, że użytkownicy będą się czuli? Więc owszem, zapewne możesz odnieść sukces robiąc rzeczy wbrew sobie i harując. Ale pytanie brzmi - jak to samo możesz robić w sposób, który ci odpowiada? Bo jeśli znajdziesz taki sposób, zadziała on prawdopodobnie znacznie, znacznie lepiej.” To przyjemniejsze i łatwiejsze podejście, zdaniem Sama, jest zazwyczaj rodzajem luksusu, wyższej potrzeby tych, którzy już są na jakimś poziomie, i którym zgadza się stan konta, ale nie zgadza się odczucie we flakach. Co nie oznacza, że nie można z tego typu “luksusem” wystartować. Bo można. Jednak większość ludzi tego nie wie, więc wybiera modele oparte na dyscyplinie i rozwiązaniach “siłowych”. Co jest logiczne, bo brakuje nam zazwyczaj wszystkiego - osiągnięć, wiary, dowodów. Wracając do tematu dyscypliny: “Wciąż jestem zdyscyplinowany - nie zrozum mnie źle - ale nie jestem usztywniony [chodzi o to, że nie wierzy w to, że jeden sposób, jeden system, czy jedna metoda jest rozwiązaniem wszystkiego - a tym samym, używa i dyscypliny i elastyczności]. Moja mnisia dyscyplina polega na tym, że się pojawiam [jak w tym znanym powiedzeniu Woody Allena -’ 80% sukcesu to po prostu się pojawić’]. Każdego dnia wstaję rano - prawie zawsze o tej samej godzinie i przychodzę do pracy i ciężko pracuję - ale to co robię podczas dnia pracy jest luźne, płynne i elastyczne. Kiedyś miałem rozpiskę i grafik na wszystko - i oby nic tego porządku dnia nie zburzyło! Ale już tego nie robię, chociażby dlatego, że muszę znacznie bardziej się ‘rozpraszać’ - mamy różne zespoły pracujące nad różnymi aspektami w SKOOL. Jeśli jeden z tych zespołów utknął, wstrzymuje wszystkie pozostałe, więc nie mogę pozwolić sobie na z góry ustalony grafik. Co z tego, że masz plan, jeśli pojawia się coś, co zadziała jeszcze lepiej? Cel najwyższy i plan najwyższy się nie zmieniają - to nie jest tak, że co chwilę zmieniam firmy albo że co chwilę wypuszczamy inny produkt. Kierunek jest jeden - zmieniają się niuanse i poziom frajdy z pracy.” Po pierwsze - Sam, jako osoba inteligentna i skuteczna, bardzo często używa słowa niuanse, co będzie tu widać i słychać. To synonim słowa kontekst, w kontekst jest królem. Po drugie, Sam mówi o tym, żeby nie być człowiek z młotkiem, dla którego wszystko wygląda jak gwóźdź. A tak większość ludzi rozumie dyscyplinę i ‘laserowe skupienie’ - obrać cel, jedną drogę do celu i robić ciągle to samo, żeby się srało i paliło, niezależnie od tego co mówią ci flaki, okoliczności i wyniki. Zamknąć oczy i z okrzykiem rzucić się na strzelające CKM-y. Dlaczego? Paradoksalnie dlatego, że tak jest łatwiej. Ogólnie, jeśli zastanawiasz się dlaczego ludzie robią to co robią to odpowiedź brzmi - tak jest IM łatwiej. To może nie być ani łatwiejsze ani logiczne dla ciebie - ale jest dla nich. Celem SKOOL jest 1 miliard użytkowników. Ten cel się nie zmienia. Jest stały. Zmieniają się natomiast metody osiągania tego celu. Logiczne? Logiczne, prawda? To dlaczego nie robisz tego w swoim życiu, w innych kontekstach? Przy okazji metody na człowieka z młotkiem, kilka miesięcy temu pojawiła się informacji o polskiej frutariance, która zmarła w wyniku wyniszczenia na Bali. Sam cel był szczytny - dbać o swoje zdrowie i o dobro planety - ale pojawił się nadmiar dyscypliny i niedobór wglądu. Ideologia okazała się być silniejsza niż logika. I Matka Natura wcisnęła przycisk cenzury. Myślenie jest trudne. Bycie bezmyślnym i powtarzanie frazów - łatwiejsze. Dla większości. “Kolejnym elementem który pomógł mi odejść od bycia maniakiem kontroli w stronę płynności i elastyczności były narodziny moich dzieci. Bo ich nie da się kontrolować. Nie da się przy nich utrzymywać grafiku. Musisz nauczyć się płynąć z prądem, bo jeśli będziesz się temu stawiał, polegniesz. Może to jednak być bardzo pomocne, jeśli nauczysz się przemieszczać z prądem. I właśnie to doświadczenie z moimi dziećmi przeniosłem na biznes. Szczegółowy grafik zastąpiony został listą rzeczy do zrobienia.” POZBĄDŹ SIĘ FAŁSZU I SZTUCZNOŚCI “Budowanie biznesu zacząć powinieneś od obierania siebie z warstw fałszu. Zamiast budować brand - dowiedz się kim naprawdę jesteś i na czym naprawdę ci zależy. Musisz znaleźć sposób na wejście z kontakt z tym, co naprawdę lubisz a czego naprawdę nie lubisz [bo większość z tego co sądzisz, że lubisz lub nie, jest albo założeniem albo została ci narzucona przez innych - a tym samym większość twoich celów nie jest wcale twoja]. Czyli nie możesz ślepo podążać za modą....

Nietzsche i afirmacja życia: Q&A sierpień 2025 09 Aug 2025

W tym podcaście odpowiedzi między innymi na te pytania: czym jest koncepcja AFIRMACJI ŻYCIA? jaki mit o sobie słyszę najczęściej ? jak sprawić by pewność siebie była wielka, stała i nie znikała? czym jest pewność siebie? czy dalej napędzam się gniewem? jak nie przejmować się opiniami innych ludzi? a co z fartem? co sądzę o hipnoterapii? czy da się wyjść z nałogu? jak wyjść z dołka? jakie było najważniejsze zdarzenie w moim życiu? czy mam dzieci? jak poradzić sobie z wypaleniem? jak pozbyć się poczucia, że jest się niewystarczającym? jak zacząć wierzyć w siebie? czy tworzę swoich następców? jak brać stawki premium? czy mam w planach kolejny kurs? dlaczego nie przyjmuję zaproszeń do podcastów? jakie są moje ulubiony albumy The Rolling Stones?

CHADD WRIGHT – to co mówisz ma znaczenie 03 Aug 2025

JESSE ITZLER “Jestem sportowcem ultra i parę lat temu trenowałem do imprezy o nazwie The Last Man Standing. Zrobiłem wtedy 10 treningowych biegów po 61km każdy. Za każdym razem kiedy dochodziłem do 61km uznawałem że to mój limit. Zatrzymywałem się. Koniec. Więcej nie dam rady. W końcu i tak nie najgorzej jak na gościa w wieku 50 lat. Ale w wyścigu to byłoby za mało. W jakimś podcaście usłyszałem o byłym Navy SEALS, kolesiu który nazywa się Chadd Wright. Przygotowywał kiedyś do 161 km biegu kolesia, który przebieg w życiu najwięcej 8 kilometrów. Jedyne co z nim zrobił to kazał mu na głos powtarzać NIGDY SIĘ NIE PODDAM, NIGDY SIĘ NIE PODDAM! Myślę sobie - nie ma opcji, nie da się bez przygotowania przebiec 20-krotności swojej personalki. No więc dzwonię do niego w ciemno, mówię jaki mam problem - maks 61 km. A on do mnie: ‘Bracie, mogę go rozwiązać w dwa dni.’ No i pojawia się u mnie tydzień później: broda jakby grał w ZZ Top, cały w tatuażach a w oczach spojrzenie człowieka, który widział rzeczy o których nie chcesz wiedzieć. Telefon mi się urywa, bo koledzy chcą dowiedzieć się co u mnie zmienił. Kadencję? Dietę? Buty? Jakie sekrety ci sprzedał? No to mówię im, że żadnych sekretów mi nie sprzedał, bo słowem się dotyczas nie odezwał. Siedzi tylko w rogu, głaszcze swoją brodę, gapi się na mnie i śmieje. Pierwszy raz odezwał się do mnie w drodze na kolację, tym swoim ciężkim południowym akcentem: Bracie, jutro zaczniemy naszą misję punkt 5:00. O 4:45 spotykamy się w kuchni i zapoznam cię z planem. Czyli chcesz mi powiedzieć, że usiądziemy sobie przy stole, pogadasz do mnie 15 minut i to ma sprawić, że przełamię granicę 61 kilometrów? Następnego ranka o 4:45 siadamy do stołu i Chadd mówi: Jesse, zrobimy dziś trzy i tylko trzy rzeczy. I gdy tylko je zrobisz, zdemolujesz granicę 61 km. Pierwszą rzeczą którą zrobisz będzie to, że NIGDY PRZENIGDY NIE DOPUŚCISZ SWOJEGO BÓLU DO GŁOSU. A co to ma niby znaczyć - pytam? Wiem, że będziesz myślał, że jest za trudno, że jesteś zbyt zmęczony, stopy masz całe w pęcherzach. Zatem, wiem że będziesz miał tego typu myśli, ale nigdy nie wypowiesz ich na głos. Bo gdy wypowiadasz je na głos, nadajesz im władzę. Więc jeśli zapytam cię jak się czujesz, jedyną poprawną odpowiedzią jest - WSPANIALE! Numer dwa - mówi Chadd - NIGDY PRZENIGDY NIE UMRZESZ NA KRZEŚLE. A to co realnie oznacza, Chadd? Oznacza, że nigdy przenigdy nie zejdziesz z trasy, nie usiądziesz na krzesełku i nie oznajmisz, że rezygnujesz. Opcja poddania się zostaje usunięta z menu. Są bowiem tylko dwie opcje: albo zwyciężysz albo polegniesz próbując. I każda z tych opcji jest jak najbardziej OK - ale nie ma opcji poddania się, I numer 3: z każdym nowym kółkiem trasy pamiętać będziesz o tym za co jesteś WDZIĘCZNY. Bo niezależnie od tego jak będziesz się czuć - jesteś tu. Na każdym kólku będziemy gadać sobie o tej wdzięczności. I nigdy przenigdy nie wolno ci zapomnieć za co jesteś wdzięczny. No to zrobiłem tak i faktycznie, pokonałem granicę 61 km. 30 dni później biegnę ten 161 km bieg a Chadd biegnie ze mną. Jestem na 119 kilometrze i rozpadam się na kawałki. 6 paznokci lata mi po butach, mam hipotermię i zamarzam. Mój koniec jest bliski - i ja to czuję i Chadd to wyczuwa. Zwalniam do chodu, on zwalnia ze mną i mówi: Jess, powiem ci teraz o mnie coś, czego nikt inny nie wie… To prawdziwy cud! JA SIĘ NIGDY NIE MĘCZĘ! - Chadd, błagam, nie teraz, daj sobie spokój z tym gównem - mówię. A on mówi: Wiem, wiem, też tego nie umiem wyjaśnić. Całkowite szaleństwo. Ale teraz chcę żebyś to za mną powtórzył. Na głos. Byłem tak zdemolowany, że ani nie chciałem ani nie mogłem. W końcu wyrzucam z siebie od niechcenia: Dobra, Chadd. Ja się nigdy nie męczę. A on na to - Nie, nie nie! Masz powtórzyć to z przekonaniem. No to znowu bełkoczę to pod nosem i pokazuję mu fucka. A Chadd mówi do mnie: Zrobimy tak - do stacji żywienia jeszcze pół kilometra. Możesz tam pójść, Ale kiedy tam dotrzemy i kiedy dadzą ci jedzenie i picie, masz do nich na głos powiedzieć na sekret. No więc docieram tam, facet podaje mi coś do jedzenia i do picia a ja patrzę na niego i mówię: Stary, wiem że zabrzmi to nieco dziwnie, ale zdradzę ci nasz sekret - ja się nigdy nie męczę! JA SIĘ NIGDY NIE MĘCZĘ! Wtedy Chadd łapie mnie za chabety i drze się: LECIMY! 120 kilometr! Jak się czujesz? WSPANIALE! Na 124 znowu pyta - i jak się czujesz? WSPANIALE - odpowiadam. To samo na 127, 130 i 134. JA SIĘ NIGDY NIE MĘCZĘ! Jak się czujesz? WSPANIALE! 141 kilometr. Ja i Chadd w lesie. Sami. Nikogo więcej, tylko my i nasze lampki czołówki. 145 kilometr. JA SIĘ NIGDY NIE MĘCZĘ CHADD! 150. 156. I tak do samej mety tego 161 km Ultra - bo słowa które wypowiadasz mają znaczenie! Więc jak się czujesz? KIM JEST CHADD WRIGHT? Kiedy przemawia David GOGGINS masz wrażenie że on może wszystko. Kiedy przemawia Chadd WRIGHT, masz wrażenie, że ty możesz wszystko. Chadd jest, podobnie jak GOGGINS, byłym komandosem Navy SEALs i podobnie jak GOGGINS, ultra-biegaczem. Z tym, że jako Ultra-biegacz odnosi większe od Gogginsa sukcesy. Ale to nie ma znaczenia. Znaczenie dla nas ma to, że ma skrajnie ciekawe rzeczy do powiedzenia. Trafiłem na niego parę lat temu i generalnie zignorowałem, bo llu byłych SEALsów a obecnie ultra sportowców można słuchać? Co jeszcze można powiedzieć, czego nie powiedział Goggins. No i okazuje się że można i to wiele. Nie tylko mówi co innego, ale mówi też inaczej. Jest mi trudno porównać go do Gogginsa teraz, bo nie śledzę Davida od momentu w którym zrobiłem o nim dwa wpisy / podcasty - zatem nie jestem na bieżąco z jego przekazem. Ale ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, co co mówi Chadd trafiło do mnie znacznie mocniej niż lata temu to co mówił Goggins. Dlatego poświęcam mu ten podcast. Skierowany jest do wszystkich, którzy uprawiają Ultra lub chcą uprawiać. Skierowany jest do wszystkich, którzy są w jednostkach specjalnych lub chcą a nich być. Ale przede wszystkim skierowany jest do każdego, kto chce od życia znacznie więcej - znacznie więcej w zakresie stanu ciała, stanu ducha i stanu konta (oraz relacji). Podcast ten będzie składał się głównie z cytatów. To co mówi Chadd jest tak trafne, że zbrodnią byłoby skracanie tego swoimi słowami. Jeśli chcesz od życia więcej, jednocześnie nie tracąc godności i budując znacznie potężniejszą praktyczną duchowość - ten podcast jest dla ciebie. Testy sprawnościowe do Navy SEALs zdawał 12 razy, bo albo oblewał pływanie albo… bieganie (PST test). Nigdy wcześniej nie był w basenie a jego ówczesna dziewczyna, obecnie żona, tuż przed testami uczyłą go pływać żabką Dotarł do końca bootcampu [czyli selekcji do Navy SEALs], zaliczył go i dosłównie tuż po tym jak go skończył został wezwany przed komisję lekarską - znaleziono u niego 7 cm torbiel osierdzia. Co prawda nie dawała ona żadnych objawów, ale Marynarka USA obawiała się, że podczas wodnej części szkolenia coś może mu się stać. Dostał ultimatum - albo odchodzi z wojska albo idzie po prostu do “normalnej” marynarki. Dzień przed uroczystością ukończenia kursu. Jedyną drogą była operacja, której nikt nie chciał się podjąć. Odrzuciło go 3 kardiochirurgów. Zgodził się dopiero czwarty, dr Cooper, były wojskowy, który rozumiał, co Chadd chce osiągnąć. Przed komisję wrócił rok później, z pooperacyjną dokumentacją, budząc respekt u lekarza który poprzednio go odrzucił. Zaryzykował swoje życie żeby spełnić marzenie bycia Navy SEALs. W Navy SEALS słuzył 12 lat, łącznie z misjami w Afryce podczas których 3-krotnie, podczas wizyt Obamy w Afryce, był ostatnią linią obrony (i ataku) chroniąc Prezydenta podczas snu (CAT team). Do Ultra-biegania poszedł jeszcze będąc w wojsku, mimo, że wcześniej nie pobiegł nawet maratonu. Pierwszy ultra bieg miał 80 km. Jego typowy dzień wygląda tak: pobudka ok 6 rano; pierwsze chwile dla Boga - np czytanie Biblii przez 45 min; kawa (french press) i trening od 7- 8 do 12 (czyli 4-5h). To co trenuje zależy od tego co czego się przygotowuje: bieganie, wspinaczka, interwały; trening siłowy itd. Żadnych trenerów, tylko słuchanie swojego ciała. “Moja historia dla ludzi, którzy przez wiele wiele lat czegoś pragnęli i do czegoś dążyli ale ciągle im nie wychodziło. Ciągle gdzieś nawalali. Oraz dla ludzi, którzy łapią się na tym, że od zrobienia tego co trzeba odciągają ich zawsze rzeczy, które są poza ich kontrolą.” [w skrócie to historia dla ludzi którzy mają marzenia i ambicje, ale nie mają wyników]. Chadd jest autorem i szefem projektu 3 of 7: gdzie 3 odnosi się do 1) ciała 2) duszy - czyli umysłu, woli i emocji oraz 3) ducha, czyli więzi z siłą wyższą - w jego wypadku Bogiem i Jezusem. SZTUKA BYCIA TWARDYM “Nawet nie wiem w ilu Ultra brałem udział, bo patrzę w przód a nie w tył. Liczą się tylko te biegi których jeszcze nie wygrałem. Z tego co było wyciągam lekcje - i one ze mną zostają - ale reszta mnie nie interesuje.” “Ultra dla mnie to po prostu łącznik - pomost. Wychodzę z założenia, że każdy człowiek musi testować się, testować i przekraczać swoje granice w kontrolowanym środowisku. Żeby jednak przejść te testy pozytywnie, potrzebujemy narzędzi, czyli umiejętności. Dzięki temu, kiedy w realnym życiu wydarza się coś czego nie możemy kontrolować mamy już i narzędzia i właściwy trening. I do tego właśnie sprowadza się bycie SEALsem - trening i narzędzie by zniszczyć wroga.” “Wyjaśnijmy coś sobie na początek - to nie jest tak, że uwielbiam brak komfortu, ból i cierpienie. Bo tego nie lubię. Ale to co uwielbiam to lekcje i narzędzie, które ten brak komfortu mi daje. Żyję zgodnie z mantrą - bądź twardym gdy trzeba być twardym. Czyli, kiedy robi się ciężko, musisz w środku mieć miejsce wykute ze stali, miejsce które sprawi, że sprostasz wyzwaniu po to by wrócić potem do domu, usiąść na kanapie i cieszyć się czasem ze swoją rodziną.” Chodzi mi o to że musisz mieć umiejętność bycia twardy

Elon MUSK 2: X-Tremalny Hardcore 12 Dec 2024

"Już od dziecka MUSK żywił przekonanie, że jego przeznaczeniem był ogromny wpływ na dzieje świata. O ile początkowo chciał tworzyć gry wideo, finalnie postanowił zostać przedsiębiorcą, ponieważ tworzenie gier nie było zadaniem odpowiednio wielkim. 'Bardzo lubiłem gry komputerowe, ale jaki wpływ na świat miałoby ich robienie? Niezbyt wielki... - powiedział Elon pewnego razu - zatem nie mógłbym się do tego typu kariery przymusić." i dalej "Zaczął mieć to przeświadczenie, że gdyby nie istniał, świat by zginał" - mówi Kara SWISHER. "Powiedział mi, w skrócie, że jeśli jego firmy nie przetrwają, ludzkość ma przejebane." - z książki "Extremely Hardcore", Zoe Schiffer. TWOJA DROGA Zanim przejdziemy do mięska, chcę ci powiedzieć to co następuje: kolejny Elon MUSK nie będzie Eltonem MUSKIEM. Kolejny Donald TRUMP nie będzie Donaldem TRUMPEM. Ci ludzie - i wielu, wielu innych - są wyjątkowi, bo są wyjątkowi. Nie stajesz się wyjątkowym przez kopiowanie innych. Mam nadzieję, że chociaż to jest jasne. Zatem, ten czy moje wcześniejsze wpisy czy podcasty nie są po to, żebyś bezmyślnie kopiował innych, tylko po to, żeby dać ci menu, z którego wybierasz to, co akurat na tym etapie drogi sprawdza się akurat w twoim wypadku. Większość ludzi, jak wiemy zgodnie z zasadą 5/15/80, pozostaje w dupie czy nie odnosi sukcesu z bardzo prostego powodu - tworzenie siebie i tworzenie swojego sukcesu - czymkolwiek dla ciebie jest - wymaga czegoś obrzydliwego: czyli ŚWIADOMEGO WYSIŁKU. Dwa strasznie brzmiące i odrażające słowa - nie dość, że trzeba się WYSILIĆ to jeszcze trzeba przy tym wysilać się ŚWIADOMIE. ŚWIADOMY WYSIŁEK zwiększy ilość władzy w twoim życiu, a problem z władzą, jak już zdaje się wielokrotnie mówiłem, polega na tym, że nie można jej komuś dać. Władzę się zdobywa. Po władzę się sięga. I robi się to w świadomy sposób. Twoim zdaniem jest odnalezienie twojej drogi. Twoim zadaniem jest iść w sposób świadomy, potykać się w sposób świadomy, błądzić w sposób świadomy i wracać na kurs w sposób świadomy. "Oto moja nauka: kto chce się kiedyś nauczyć latać, musi najpierw nauczyć się stać, chodzić, biegać, skakać, wspinać i tańczyć; latając nie nauczy się w lot latać! (...) Różnymi sposobami i drogami dochodziłem do mojej prawdy; nie po jednej drabinie wspinałem się na szczyt, stąd oko moje wybiegało w dal. I niechętnie pytałem o drogę; zawsze było mi to nie w smak! Wolałem pytać same drogi i je wypróbowywać. (...) 'Taka oto jest moja droga; gdzie jest wasza?' - tak odpowiadałem tym, którzy pytali mnie 'o drogę'. Jednej drogi bowiem - nie ma! To rzekł Zaratustra." ("To rzekł Zaratustra", PIW, w tłumaczeniu Sławy Lisieckiej i Zdzisława Jaskuła) HARDCORE Walter ISAACSON, który napisał biografie tak Elona jak i Steve'a JOBSA, powiedział: "ELON lubi działać poprzez wrzucenie do pomieszczenia granatu (...) co oczywiście powoduje spore straty, rownież po stronie osobistej. Ale jeśli chcesz rewolucji, przełomu i innowacji, być może to jest cena, którą trzeba zapłacić. (...) Dobrze jest, że istnieją różnego rodzaju kultury organizacyjne, i dobrze jest, że istnieją różnego rodzaju liderzy: Jak Steve JOBS, jak Bill GATES we wczesnych stadiach rozwoju Microsoftu, jak Jeff BAZOS, we wczesnych stadiach Amazon'u czy jak MUSK. Oni, mówić wprost - byli po prostu DUPKAMI. Ja, na przykład, nie potrafię i nie chcę być DUPKIEM. JOBS powiedział mi, że to ogranicza moje możliwości, bo zawsze staram się sprawiać, żeby ludzie czuli się wygodnie i zawsze mam na sobie aksamitne rękawiczki. A on, jak twierdził, nie miał takiego luksusu i nie stać było go na tolerowanie graczy klasy B. (...) Zarówno JOBS jak i MUSK powiedzieli mi, że ta potrzeba bycia lubianym może być zgubna. Że stanowi słabość. Bowiem jeśli szukasz akceptacji, to nie doprowadzisz do przewrotu. Co więcej, MUSK powiedział mi wprost, że empatia i koleżeńskość są wrogiem sukcesu. JOBS z kolei zarzucił mi, że to co ja lubię uważać za empatię - to dbanie o to co myślą i czują inni ludzie - jest tak naprawdę formą próżności. W ten sposób nie tworzy się czegoś bezprecedensowego. (...) Pamiętam jak Elon wściekł się i wrzeszczał na swoich księgowych, bo próbowali zakolegować się z inżynierami. Nie chciał, żeby obie strony za bardzo się poznały czy zaprzyjaźniły, bo obie strony miały stanowić dla siebie przeciwwagę. 'Jeśli cię lubią, nie wykonujesz poprawnie swojej pracy' - mawiał. Kiedy Elon przejął TWITTERA postanowił ruszyć zgodnie z zasadą ALL-IN i od razu zwolnić 80-85% ludzi. Jego kuzyn wpadł jednak na bardziej przewrotny pomysł - niech ludzie sami zadeklarują się, czy X-TREMALNY HARDCORE to coś co im pasuje, czy wolą odejść. Masz czas do północy, opowiedz się po której stronie jesteś. Podejście Elona było całkowitym zaprzeczeniem tego z czego słynął TWITTER, ze swoją dbałością o komfort (mission impossible, czyli nikt nie ma prawa czuć się w żaden sposób niekomfortowo), studiami jogi, dniami wolnymi dla mentalnego relaksu czy usuwaniem wszystkiego co może uchodzić za psychologicznie obciążające. Walter ISAACSON uważa, że plan MUSKA na X jest prosty - ma być HARDCORE. Właściciel - HARDCORE. Pracownicy - HARDCORE. Oraz algorytm, który umacnia twórców HARDCORE. Dlatego nazwa i logo zostało zmienione - grubawy niebieski mało inspirujący ptaszek został zamieniony na literę X - symbol z jednej strony prostoty a z drugiej zwielokrotnienia TEORIA DUPKÓW Teoria, stworzona przez Aarona Jamesa, doktora filozofii na Harvardzie, jest prosta: są wśród nas ludzie, którzy cieszą się specjalnymi względami, odłączając się tym samym od kodu kierującego stadem. Nie cieszą się nimi bo względy te nadał im ktoś (chociaż mogło tak być po częsci, na przykład w wypadku dobrze i/lub bogato urodzonych). Względy te nadali oni sobie. A oto 4 elementy - które mówią nam, że masz do czynienia z dupkiem - również, kiedy nim sam(a) jesteś: Osoba ta uznała, że cieszy się specjalnymi przywilejami i przywileje te nie są wyjątkiem a zasadą (przywileje z trybu domyślnego) Które to przywileje wynikają z głęboko zakorzenionej (bardzo głęboko!) roszczeniowości (ekspansywnych “nieuzasadnionych” i “nadmiernych” żądaniach - oczywiście w oczach samego dupka, żądania te nie są ani nadmierne, ani nieuzasadnione, tylko należy się jak psu micha - o czym za chwilę I które to poczucie uprzywilejowania i roszczeniowości stanowi szczelną barierę uodparniającą na wszelką krytykę A całość tego prezentowana jest otwarcie, bez krycia się i bez udawania W skrócie, jeśli dla kogoś pracujesz, jest to najprawdopodobniej twój szef. Należy mu się więcej i może więcej, bo jest ponad innych i ma wyjebane na to co sobie o tym myślisz. Co, dodajmy - daje mu potężną przewagę. Cechami typowymi dla dupków, poza tym o czym już byłem uprzejmy wspomnieć jest głębokie przeświadczenie, że normalne zasady go / jej nie dotyczą, bycie ślepym i głuchym w zakresie norm społecznych i typowych oczekiwań i nie tylko nie krycie się z tym, ale wręcz dumne obnoszenie. Nie będzie zapewne, po zapoznaniu się z powyższą charakterystyką, szczególnym szokiem to, że w świecie ludzi sukcesu, dupki mają nadreprezentację. Jeszcze parę lat temu, szczególnie po tym jak naczytałem się książek o wysokofunkcjonujących psychopatach, sądziłem, że pracując z ludźmi z wierchuszki biznesu czy sportu, będę miał z nimi do czynienia bez przerwy. Spotkałem może dwójkę, czy trójkę. Niech będzie że 2 i pół… Co jest w sumie logiczne, bo psychopata nie będzie - raczej - potrzebował tego typu pomocy. Pomocy potrzebują ci, którzy mają do czynienia z psychopatą. Nawet dziś, po tych wszystkich latach, jestem zaskoczony jak nie-psychopatyczni są ludzie których często znamy i podziwiamy. Ile mają lęków, jak kiepsko reagują na stres, jaką cenę - mentalną i emocjonalną płacą za swój sukces. I dlatego, bardzo rozjaśniającym było rozróżnienie jakiego dokonał wujek Aaron między psychopatami a dupkami - i miało to dla mnie od razu 1000% sensu - bo pomimo, że z psychopatami - jak już wspomniałem - za często się nie spotykam - z dupkami mam do czynienia na co dzień. Przypomnę również, jako, że mimo moich usilnych starań by tak się nie działo, moje zasięgi rosną, a co za tym idzie spada jakość “wyznawców”, zatem przypomnę, że nie namawiam tutaj do stawania się dupkiem pełnokrwistym - nie zmienia to jednak faktu, że troszkę domieszki dupkowatości może w znaczny sposób przełożyć się na jakość twojego życia oraz poziom sukcesu, nie tylko w świecie materialnym. Wspomniałem, że Aaron James mówi o różnicy pomiędzy psychopatią a dupkopatią. Nie trzymając cię zatem dalej w nadmiernym napięciu - oto owe różnice: Psychopata - czy socjopata, jak wolisz - powszechnie rozumiany jest jako osoba, która czy całkowicie wyrzekła się, czy nigdy nie posiadła kręgosłupa moralnego. Nie posiada moralnego drogowskazu, zatem nie może się nim posługiwać. Tym samym przypomina trochę drapieżne zwierzę. Z kolej dupek - i to jest bardzo ważny i kluczowy moment - dupek to osoba, które używa moralności jako swojego usprawiedliwienia. Mówiąc inaczej - to jest osoba, która nieco na bakier, ale jednak, interpretuje i używa powszechnie obowiązującego kodeksu moralnego. Tak naprawdę, postępowanie dupka wynika z głębokiego wewnętrznego przekonania o swojej moralnej czystości i prawości, które to czynią go człowiekiem lepszym i wyższym, a tym samym cały system nakręca się sam. Weźmy na przykład dupka, przekonanego, że jego celem jest zbawienie świata. Albo chociażby zbawienie firmy, którą zarządza (brzmi znajomo?) Jego postępowanie - np. masowe zwolnienia, cięcie kosztów poprzez wstrzymanie wypłat czy niepłacenie dostawcom, nie wynika z braku etyki, tylko w przeświadczenia, że jego misja jest tak ważna, tak święta i tak etyczna, że cel usprawiedliwia środki. To nie przez psychopatię, a właśnie przez dupkopatię, mamy te słynne słowa modlitwy - Boże, wybaw nas od wszystkich wybawicieli - bowiem bycie wybawicielem daje ci pełne “moralne prawo” w imię wyższej sprawy - do jechania po bandzie bez (

Elon MUSK – ULTRA HARDCORE 22 Dec 2023

KALENDARIUM 1971 - w Pretorii, w Republice Południowej Afryki na świat przychodzi Elon Reeve MUSK 1984 - Elon, mając lat 13, wypuszcza w świat swoją pierwsza grę komputerową, BLASTAR, którą kupuje od niego za 500 dolarów magazyn komputerowy 1988 - Elon przynosi się do Kanady i otrzymuje kanadyjskie obywatelstwo 1992 - Elon przenosi się do USA, gdzie na uniwersytecie Wharton rozpoczyna studia na kierunku ekonomia oraz fizyka 1995 - Elon przenosi się do Kalifornii by robić doktorat z fizyki na Stanfordzie, jednak rezygnuje bo rusza ze swoją pierwszą firmą, Zip2 1999 - Elon sprzedaje Zip2 firmie Compaq za 307 milionów dolarów, w tym 22 miliony są dla niego. Ma 28 lat. Całość pieniędzy inwestuje w nowy start up: X.com (minus 1 mln $ na zakup McLarena...) 2000 - X.com łączy się z Confinity. Elon zostaje CEO. Jednak pod koniec roku zostaje z tej funkcji zwolniony 2001 - X.com zostaje przemianowany na PayPal. 2002 - Elon otrzymuje obywatelstwo USA. PayPal debiutuje na giełdzie, chwilę później za 1,5 mld $ kupuje go eBay. Elon, największy udziałowiec, dostaje 180 milionów dolarów. Ma 31 lat. Na nagłą śmierć łóżeczkowa umiera pierwszy syn Elona, Nevada. Za część pieniędzy z PayPal Elon startuje z nową spółką, SpaceX. 2004 - Elon inwestuje 6,5 miliona dolarów w firmę Tesla i zostaje przewodniczącym jej rady nadzorczej, oraz aktywnym uczestnikiem prac projektowych 2008 - Tesla Roadster trafia w końcu do pierwszych klientów i właściwie nie działa... Tesla wpada w głębokie finansowe kłopoty ale ogłasza nowy Model S; rakieta Falcon 1, po 3 nieudanych próbach w końcu osiąga orbitę; Elon się rozwodzi; oraz zostaje CEO Tesli; oraz rzutem na taśmę, w ostatniej chwili ratuję od upadłości i Teslę i SpaceX 2010 - Tesla trafią na giełdę zyskując w ten sposób 226,1 mln $. W ciągu pierwszego dnia jej akcje rosną o 40,5%. Elon żeni się ponownie. 2012 - Rynki szacują wartość Tesli na 1,3 mld $; pod koniec roku wycena jest dwukrotnie wyższa (2,4 mld); Elon się rozwodzi; Model S zostaje wybrany samochodem roku 2013 - Elon bierze ponownie ślub (z b. żoną z która rok wcześniej się rozwiódł); SpaceX wykonuje niemal 50 startów a Tesla produkuje ponad 20 tyś samochodów rocznie; Elon zostaje Przedsiębiorcą Roku magazynu Fortune 2014 - Tesla ogłasza, że otwiera wszystkie swoje patenty i każdy może z nich korzystać; w grudniu Elon wnosi ponownie o rozwód ale potem się rozmyśla 2015 - Tesla wypuszcza pierwsze sztuki Modelu X; Elon ogłasza rozpoczęcie projektu OpenAI; rakieta Falcon 9 wynosi na orbitę 11 satelit po czym wraca i bezpiecznie ląduje, udowadniając, że wielokrotne użycie jednej rakiety jest możliwe; w ramach SpaceX powstaje projekt Starlink 2016 - Tesla ogłasza wypuszczenie „masowego” Modelu 3 i w ciągu tygodnia otrzymuje 300 tyś zamówień i przedpłat; do sądu trafia finalny wniosek o rozwód; rakieta Falcon 9 ponownie skutecznie ląduje, tym razem na wodzie; Tesla otwiera Gigafactory, największą fabrykę akumulatorów na świecie; oraz kupuje za 2,6 mld inną spółkę Elona, SolarCity; wybucha rakieta Falcon 9 2017 - Tesla wypuszcza Model 3 i kolejne pół miliona osób składa zamówienie, wymuszając potrzebę znacznie szybszej produkcji samochodów 2018 - Elon wystrzeliwuje w kosmos czerwony Roadster Tesli; poważne problemy z płynnością produkcji Modelu 3; Elon rozkręca się na Twitterze ale notowania jego i Tesli zaczynają gwałtowanie spadać; krytyka Elona zaczyna przybierać na sile; Elon ogłosza, że uczyni Teslę prywatną, co rozpętuje burzę i kosztuje go 20 mln kary; Elon przyznaje, że był to najtrudniejszych i najbardziej bolesny rok w karierze 2019 - Tesla zwalnia 7% pracowników, ogłaszając jednocześnie pracę nad Cybertruck i Model Y, oraz, w raptem 168 dni otwiera nową fabrykę w Chinach 2020 - Mimo lockdownu, Elon nie zamyka fabryki Tesli; FORBES ogłasza Elona 5-tym najbogatszym człowiekiem na świecie; Elon ogłasza powstanie Neuralink - czipów wszczepianych do mózgu; pod koniec roku, z majątkiem wycenianym na 128 miliardów dolarów zostaje drugim najbogatszym człowiekiem na świecie, spychając Billa GATES'a 2021 - Elon zostaje ogłoszony najbogatszym człowiekiem na świecie; Tesla zwiększa produkcję o 80%; SpaceX wysyła w kosmos więcej rakiet niż cała reszta amerykańskiej konkurencji; Tesla po raz pierwszy przynosi dochody 2022 - Elon zaczyna skupować akcje Twittera; w kwietniu posiada 9,2% spółki; składa propozycję kupna całości za 54,2 $ za akcję, czyli za 46,5 mld $; Potem grozi wycofaniem się, Twitter go pozywa; finalnie, w październiku, Twitter zostaje kupiony przez niego za 44 mld $; dochodzi do masowych zwolnień, ostatecznie w nowym Twitterze zostaje ok. 25% pracowników; Elon wysyła Ukrainie Starlinki 2023 - Elon wyzywa na pojedynek MMA Marka Zuckerberga; Twitter staje się teraz X; konta Trumpa, Kanye West i Alexa Jonesa zostają przywrócone; rynkowa wycena X/Twittera spada o połowę; Elon każe firmie Disney i innym, którzy szantażują go wycofaniem z X reklam „WYPIERDALAĆ”; Tesla wypuszcza Cybertruck; Rafał MAZUR tworzy post i podcast o Elonie WSTĘP Jak zapewne już wiesz, życie nie jest fair, a objawia się to między innymi tym, że Pani Bóg, w całej swojej nieskończonej mądrości i łaskawości, dała niektórym znacznie wyższe IQ a znacznie wyższe IQ jest najważniejszym prognostykiem wieszczącym sukces w życiu. Sukces a nie bycie szczęśliwym - bo tu zapewne głupsi mają przewagę - tylko sukces w życiu, tak prywatnym jak i zawodowym. Inne czynniki, np. środowiskowe, mają już mniejsze znaczenie. Ludzie z IQ 145 lub powyżej uchodzą za geniuszy. Elon MUSK, bo o nim sobie dziś porozmawiamy, zdaniem psychologów, ma IQ na poziomie 160. A dokładniej, między 154 a 166. Czyli porównywalne do Einsteina. Nie są to dane oficjalne, tylko szacunkowe, ale podaje je, bo tylko takie mamy. Bardzo podobnie wygląda IQ u Billa GATES'a. Podobno Enrico FERMI miał IQ 220 a Max PLANK - 225. Jordan PETERSON twierdzi, że IQ nie można podnieść. Masz jakie masz, chyba, że je uszczuplisz. Ale Jordan PETERSON twierdzi wiele różnych rzeczy (a potem zaczyna płakać). IQ można podnieść. Jak? Tak jak wszystko pozostałe: za pomocą nauki i treningu. "W rozwinięciu IQ, czyli intelektu, najważniejsza jest osobowość, czyli podejście. Musisz mieć INTENCJĘ bycia najlepszym. Typowa osoba uczy się czy studiuje coś, żeby dostać dobry stopień, dobrą pracę i dobrą pensję. Ale tego typu nastawienie prowadzi jedynie do przeciętności. Twoje musi być inne: chcę być najlepszym, chcę być w tej dziedzinie gwiazdą, chcę dokonywać w tym zakresie nowych rewolucyjnych odkryć. Bo tego typu nastawienie naenergetyzuje twój mózg co pomoże doskonalić się w danym przedmiocie. Musisz się w przedmiocie swoich studiów rozkochać. Musisz również ZAUFAĆ swojemu intelektowi i nie bać się iść pod prąd. I nie możesz bać się wykorzystywać swojego kompleksu niższości jako trampoliny do najwyższych osiągnięć." - doradza dr Peter ROGERS. Ale nie o tym tu będzie mowa. Mowa będzie o Elonie i o tym, co możemy sobie od niego pożyczyć. Bowiem, jak mawia sam MUSK: "WIELKIE RZECZY NIE WYDARZĄ SIĘ AUTOMATYCZNIE." Ale żeby osiągać WIELKIE RZECZY, potrzebujesz, podobnie jak w przypadku podniesienia swojego IQ, odpowiedniego nastawienia. Nastawienie to, słowami samego Elona MUSKA nazywa się ULTRA HARDCORE. Zobaczmy zatem czym jest i skąd się u niego wzięło. ULTRA HARDCORE - GENEZA Elon urodził się 28 czerwca 1971 roku w Pretorii, czyli w RPA, czyli w Republice Południowej Afryki. To bardzo ważne, że akurat tam, a nie np. w Kanadzie czy Kalifornii, bo RPA w tamtych czasach oznaczała apartheid - czyli ideologię i "porządek" prawny, który oznaczał segregację rasową: Młody Elon "(...) Ideologowie apartheidu uważali, że RPA powinna być krajem jedynie dla białych, czarni i kolorowi mieli mieszkać i pracować w rezerwatach w najbardziej nieprzyjaznych częściach kraju lub mieli pełnić rolę taniej siły roboczej dojeżdżającej do pracy w miastach z rezerwatów." Mówiąc inaczej, to było twarde, hardcore'owe miejsce, które wymagało bycia twardym tak fizycznie jak i mentalnie, zarówno po stronie białej jak i stronie czarnej i kolorowej. Mimo, że to Afryka Południowa a nie Południowa Ameryka, wszem i wobec panował "maczyzm" - czyli to co kiedyś określane było mianem "kultu silnego, władczego i agresywnego mężczyzny" (PWN) a teraz określa się jako "toksyczna męskość". Dobra, zatem w takich warunkach, rodzi się Elon. Jako, że jest biały, on akurat jest w tej grupie uprzywilejowanej. W dodatku jego ojcem jest kot nie mniej ciekawy niż on sam - Errol MUSK. Errol jest trochę jak połączenie Dana PENA ze skrajnie uzdolnionym inżynierem. Ci, którzy go znają mówią: „Bardzo wysoki poziom IQ, bardzo niski poziom EQ.” I o ile - o czym później - rodzeństwo Elona i on sam, emocjonalnie dzieciństwo wspominają jako koszmar, intelektualnie to Errol stworzył warunki pod rozwój Elona, zaczepiając w nim ciekawość tego jak rzeczy działają i dając wolną rękę do eksperymentowania. Ale wracając do bardziej mrocznej strony Errola, oto krótka historyjka z 1998 roku. Errol przebywał w domu ze swoją 6-letnią córką, kiedy zauważył, że ktoś się włamał. Okazało się, że nie ktoś a 7 zamaskowanych i uzbrojonych napastników. Rzucił się więc w stronę sypialni, gdzie przechowywał swoją broń ale przestępcy otworzyli ogień. Strzelili do niego ponad 50 razy, zawsze niecelnie (co by wyjaśniało, dlaczego apartheid utrzymywał się tam tak bardzo długo...). Errol strzelił dwa razy zabijając trzech napastników. Potworze jeszcze raz - zabił trzech ludzi dwoma kulami. Jedna kula (pocisk ze spłaszczonym wierzchołkiem) trafiła jednego w głowę a następnie drugiego w klatkę piersiową. Trzeciego, już uciekającego z cała resztą, trafił w jądra. Facet wykrwawił się na podłodze. Zszokowanemu tym zdarzeniem (i skutecznością Errola) dziennikarzowi, tata Elona z uśmiechem wyjaśnił, że było to możliwe, bo strzelał z pistoletu Magnum .357 i że lata wcześniej wygrał strzeleckie zawody Południowoafrykań

Paul ORFALEA czyli jak zarobić MILIARDY dzięki zamartwianiu się 07 Apr 2023

Co robisz gdy: Masz dysleksję, czyli problemy z czytaniem i uczeniem się i w wieku 8 lat lądujesz w klasie specjalnej Nie masz absolutnie żadnych umiejętności technicznych i nie jesteś w stanie obsługiwać żadnego urządzenia Masz ADHD więc nie jesteś w stanie usiedzieć na miejscu Kończysz szkołę z 8 wynikiem na 1200 osób - 8 od końca... Bardzo proste - zakładasz swój biznes ksero a po 27 latach sprzedajesz swoje imperium za 1,5 miliarda dolarów. Bo tak zrobił to Paul ORFALEA. Roześmiany mistrz zamartwiania się, Paul ORFALEA W wieku 23 lat założył swój pierwszy punkt ksero - Kinko's. Dziesięć lat później punktów było już 80. Kiedy sprzedawał swój biznes w 1997 roku Kinko's zatrudniało 23 tysięcy ludzi i miało 1200 punktów w 10 krajach. Imponujące, ale nie zainteresowałoby mnie gdyby sam ORFALEA nie miał czegoś ciekawego do powiedzenia. A ma bardzo dużo, jak się okazuje. I było to jedna z najbardziej odświeżających perspektyw na prowadzenie biznesu z jaką się spotkałem. Z jednej strony bardzo konserwatywna. Z drugiej strony bardzo agresywna. Dlatego będzie mowa o wartościach wyniesionych z domu, a problemie z dzisiejszą młodzieżą i pokoleniem 20-sto latków, o niepokoju, paranoi, zamartwianiu się, biedzie, ambicji, pracowaniu nad biznesem a nie w biznesie, o traktowaniu pracowników oraz zarządzaniu nimi i firmą, o poczuciu winy, inwestowaniu, oszczędzaniu, wychowywaniu dzieci, łamaniu zasad oraz o tym, czy dobrym pomysłem jest kochanie swojego biznesu. Zanim przejdziemy do konkretów - małe przypomnienie. Ja tym blogu - i w tych podcastach - omawiam przeróżne sposoby na osiągnięcie sukcesu. To, że dla przykładu to co mówi ORFALEA jest inne lub sprzeczna z tym co mówi np. PENA nie oznacza, że któryś z nich się myli. Ich wyniki mówią za siebie. Moim zadaniem jest przedstawienie różnych perspektyw - jako, że jest znacznie więcej dróg prowadzących do sukcesu niż tych które gwarantują porażkę. Życie nie jest jednoznaczne - o czym zresztą będzie ten post - zatem prawdziwe jest stwierdzenie F. Scotta Fitzgeralda, że: Oznaką inteligencji najwyższej klasy jest zdolność do uznawania dwóch przeciwstawnych idei jednocześnie. ROZWIJANIE BIZNESU Ludzie ciągle pytają mnie jak rozwinąłem swój biznes. A w jaki sposób ty urosłeś między 4 a 20 rokiem życia? To się po prostu działo. Tak samo jest z biznesem. Po prostu każdego dnia przychodziłem do firmy i starałem się uczynić ją odrobinę lepszą. Bardzo szybko zauważyłem, że biznes doskonale funkcjonuje bez mojego udziału, jednak kiedy spędzałem swój czas na myśleniu o nim, funkcjonował jeszcze lepiej. Zatem jednym z moich najważniejszych zadań było, od samego początku, stworzenie systemu, który będzie niezależny od mojej obecności. Musisz, już na początku swojej biznesowej drogi, zajrzeć do swojej duszy i odpowiedzieć na proste pytanie - czy chcesz wszystko robić samemu? Czy chcesz na co dzień użerać się z kaprysami ludzi? Jako dyslektyk zawsze miałem jedną przewagę - dobrze czułem się z wieloznacznościami. Bo życie nie jest jednoznaczne. W biznesie każda decyzja jest niejednoznaczna: jeśli zapłacisz ludziom za dużo to masz problem; jeśli nie zapłacisz im wystarczająco, też masz problem. Czy lepiej płacić im więcej czy kupić ubezpieczenie zdrowotne? Mikroekonomia - jeden z niewielu przedmiotów, które mnie fascynowały, uczy, że zawsze podejmujemy decyzję rozważając przewagi. To powinien robić każdy menedżer i każdy właściciel biznesu - podejmować decyzję w oparciu o rachunek zysków i strat i zazwyczaj te zyski tylko nieznacznie przeważają potencjalne straty. To są tak zwane decyzje marginalne. Analiza marginalna: Analiza marginalna polega na ustaleniu zysku lub straty uzyskanej przez firmę lub osobę fizyczną poprzez poniesienie dodatkowego kosztu. - https://pl.economy-pedia.com/11039699-marginal-analysis To samo w życiu codziennym - jeśli jedziesz autostradą z szybkością 100 km/h, szansa na otrzymanie mandatu wynosi zero. Ale jeśli jedziesz 180 na godzinę, szansa na mandat rośnie. Dobra wiadomość brzmi w ten sposób, że każdy z nas codziennie, intuicyjnie, podejmuje wiele marginalnych decyzji, tylko nawet tego nie zauważamy. Kolejnym elementem, którym pomógł mi rozwijać Kinko’s było to, że nie miałem inwentarzu. Bo robiliśmy kserokopie, wydruki albo odbitki. Wielu właścicieli biznesu nie może go rozwinąć, bo walczy ze sprzedażą tego co zalega w magazynach. Ja tego problemu nie miałem, więc mogłem myśleć o tym, jak przenieść się na wyższy poziom. Nie cierpię biznesów z zapasami magazynowymi. ADHD sprawiało, że jeździłem bez przerwy od punktu do punktu - po całym kraju czy świecie, szukając pracowników, którzy mieli dobry pomysł. To była dla mnie znacznie lepsza opcja niż kombinowanie nad ścinaniem kosztów. Bo dobry pomysł, wprowadzony w życie, wart jest mnóstwo pieniędzy. Ile godzin dziennie jesteś w stanie pracować? 5? 10? 15? 20? Twoje pieniądze i twoje pomysły mogą pracować - dla ciebie i na ciebie - 24 godziny na dobę, 365 dni w roku. Dlatego od samej pracy ważniejsze były pomysły i oszczędzone pieniądze. Podejście Libańczyków do edukacji jest proste - idziesz do szkoły, żeby się czegoś realnie nauczyć a nie po to, żeby brylować dobrymi stopniami. Uczyłeś się tylko po to, żeby stosować to potem w swoim życiu. Cała reszta była stratą czasu. Wiedziałem co będę w życiu robił - będę miał swój biznes - więc przyswajałem tylko to, co będzie mi do tego potrzebne. Dlatego w collegu najważniejsze, dla mnie, przedmioty to mikroekonomia, księgowość i marketing. Cztery najważniejsze słowa w każdej libańskiej rodzinie to Mama, Taka i Podlegający potrąceniu (od podatku). W biznesie właściciel powinien być zawsze w przyszłości, kierownicy w teraźniejszości a księgowość w przeszłości. Dlatego zawsze martwiłem się problemami jutra. Biznes sprowadza się do liczenia pieniędzy. Księgowość jest skrajnie ważna. JAK SIĘ WYRÓŻNIĆ? Każdego dnia robiłem wszystko by być sprytniejszym od moich konkurentów. To co kosztowało mnie 17 centów sprzedawałem za dolara, więc miałem parę centów na eksperymenty. To odróżniało mnie od innych wielkich biznesów, które stają się asekuranckie gdy się rozrosną. Ta zmiana prowadzi do tego, że wszelkie innowacje są niemile widziane czy wręcz karane. Dlatego zawsze w kulturze organizacyjnej zasiewałem zachętę do podejmowania ryzyka. Co jest niemożliwe, jeśli właściciel-szycha, zarządza firmą zza swojego biurka. Fragment mojego artykułu o PIJ na MarkatingNaSterydach.pl W ostatnim roku w mojej firmie nasze obroty przekroczyły 3 miliardy dolarów. CZYM JEST DOBRY BIZNES? Najbardziej lubię biznesy, w których można bez przerwy podnosić ceny. Dla przykłady McDonalds nie jest w stanie cenowo przeskoczyć modnej restauracji. Od np firmy DELL wolę gumy Wrigleys. Bo komputery ciągle tanieją a guma do żucia ciągle drożeje. Dlatego gumy do żucia są dla mnie lepszym biznesem niż komputery. Komputery ciągle trzeba projektować od nowa a guma do żucia zawsze jest taka sama. Przychodzę na jakieś przyjęcie i wszyscy ci wyrafinowani ludzie opowiadają w jakie nowe technologie zainwestowali. A ja zainwestowałem w akcje firm produkujących cukierki i gumy do żucia. W skrócie, najbardziej lubię biznesy gdzie bez zmian w produkcie można podnosić ceny i klientom to nie przeszkadza. POCZUCIE WINY Większość pieniędzy rozdałem, bo zawsze miałem poczucie winy z powodu tego, że ja mam tak wiele a inni mają tyle potrzeb. Plus nigdy nie miałem fioła na punkcie posiadania. Domek Paula w Montanie Ponieważ miałem dysleksję i w szkole nie radziłem sobie dobrze, od początku rozumiałem, że muszę oszczędzać pieniądze. Odkładałam pieniądze i zastanawiałam się, co mogę potem z nimi zrobić. INWESTOWANIE Zawsze inwestowałem w akcje, obligacje i nieruchomości. Moja filozofia była taka: jeśli część pieniędzy zainwestowaną masz w swój biznes, co nie jest inwestycją płynną, to drugą część pieniędzy chcesz mieć w bardziej płynnych narzędziach finansowych - jako, że najlepszym sposobem by położyć swój biznes jest utracenie płynności finansowej. Lekcja - płynność może uratować ci dupę, więc inwestuj, poza biznesem, rozsądnie w instrumenty płynne. Kiedy byłem starszy z grubsza ⅓ pieniędzy inwestowałem w swój biznes, ⅓ w instrumenty płynne, typu akcje czy obligacje i ⅓ w nieruchomości. W nieruchomości dlatego, że do czasu gdy sprzedam biznes, lub z niego odejdę, nieruchomości będa spłacone. Mało rzeczy ułatwi ci życie tak bardzo jak płynność finansowa. SWOJEGO BIZNESU NIE MOŻNA KOCHAĆ Od pierwszego dnia biznesu wiedziałem, że jestem w nim dla pieniędzy i biznes zawsze był na sprzedaż. Sprzedałem go dopiero w 1997, ale zawsze był do kupienia. Bowiem twój biznes jest instrumentem, który ma zapewnić TOBIE szczęście. To ty masz mieć biznes a nie biznes ma mieć ciebie. Niezliczona ilość przedsiębiorców powtarza jak to bardzo kocha swój biznes. Gówno prawda. Biznes ma sprawiać ci przyjemność, ale kiedy go pokochasz, tracisz niezbędny dystans, a tym samym obiektywność. I nigdy nie możesz dopuścić do sytuacji, w której to ty należysz do biznesu, a nie odwrotnie. Nie musisz kochać swojego biznesu i nie musisz kochać tego, czym się zajmujesz. Myślisz, że szefowie firm oczyszczających miasto kochają śmieci? Możesz iść do biznesu by robić pieniądze. Oraz jedna z jego książek Libańczycy nie prowadzą biznesów w imię prowadzenia biznesów tylko po to, żeby móc cieszyć się swoją rodziną. Dlatego prowadzą je po swojemu a nie pod z góry narzucone przez innych normy. Zawsze wyraźny był podział między biznesem a byciem. Nie jesteś swoim biznesem. To twój biznes istnieje dla ciebie, nie odwrotnie. U mnie zawsze Kinko’s to był jeden zbiór, a ja, Paul, to był zbiór drugi. I to były całkowicie oddzielne zbiory. Nie zachodziły na siebie. I nigdy nie dałem się uwieść zbiorowi Kinko’s - co nie zawsze było łatwe. Ale obawiałęm się, że jeśli wpadnę w tę pułapkę, nie będę w stanie podejmować dobrych, czyli obiektywnych, biznesowych decyzji....

ZWOLNIJ EGZORCYSTĘ! Opętania, demony i korzystna psychopatia 29 Aug 2022

W poście tym będę posługiwał się - poza moimi osobistymi doświadczeniami - dwoma książkami. Za podstawę teoretyczną posłuży nam książka Stevena KESSLERA "THE 5 PERSONALITY PATTERNS" a za ilustracje tego, że KESSLER piszę prawdę, książka - zresztą świetna - redaktora Łukasza GRASSA - "ROBERT KARAŚ - MOJA SIŁA". O ile z książki KESSLERA wycisnąłem tu to co najważniejsze, o tyle książkę o KARASIU, zwłaszcza, że jest po polsku, polecam każdemu kto interesuje się high performance. A teraz do roboty. Był sobie kiedyś kot taki - Wilhelm REICH się nazywał i był najzdolniejszym uczniem FREUDA. Sam Zigi uważał go za geniusza i traktował jak syna. Do czasu kiedy REICH doszedł do wniosku, że cała ta psychoanaliza jest chuja warta i poszedł swoją drogą. Wtedy, dziwnym trafem, FREUD przestał go ubóstwiać. Ale my dziś nie o FREUDZIE. REICH był faktycznie jednym z tych pierdolniętych geniuszy, przy których jedną ręką łapiesz się z podziwu za głowę a drugą robisz face palm. Stworzył swoją szkołę terapii - z naszego punktu widzenia nie ma znaczenia jaką, wszak my nie będziemy się naprawiać tylko będziemy się tworzyć. To co liczy się dla nasz to fakt, że szkoła REICHA opiera się o pracę z ciałem, wszak to ciało jest (również) naszą podświadomością. To co nas interesuje to również fakt, że REICH dokonał swojego podziału na typy osobowości. Żeby być nieco bardziej precyzyjnym - na typy charakteru. Jego model wyglądał bowiem tak, że masz swoje ZACHOWANIA, zachowania te wynikają z twojej OSOBOWOŚCI a osobowość jest wynikiem twojego CHARAKTERU. Charakteru nie w sensie "właśnie wykazał się charakterem" tylko "on po prostu ma taki charakter". REICH był koleżką który się w tańcu nie pierdolił i lubił w swoich działaniach rozmach. Z polityczną poprawnością również nie miał wiele wspólnego - jako, że na początku XX wieku jej po prostu nie było. Zatem, jego nazwy typów osobowości są równie barwne jak i sam Wilhelm - schizoidalna, oralna (tu się kłania FREUD), masochistyczna, sztywny (w sensie usztywniony, perfekcjonistyczny) i - i tu zatrzymamy się na dłużej - psychopatyczna. Wilhelm REICH i jego szykowny włosień na genialnej głowie Każdy z tych typów charakteru ma, co oczywiste, swoją charakterystykę. Ma też, co już nieco mniej oczywiste, własny, specyficzny przepływ energii w ciele. Ten drugi element jest kluczowy, bo nie spotkałem się z żadnym innym podziałem na typy osobowości, gdzie akcent idzie na przepływ energii i zarządzanie nim. Jak już byłem uprzejmy wspomnieć, każdy charakter ma pewną charakterystykę. Dziś zajmiemy się charakterystyką tego, co REICH nazwał typem psychopatycznym a co dziś neoreichianie (czy jakoś tak) nazywają typem AGRESYWNYM bądź typem PRZYWÓDCZYM. Kiedy, w paru zdaniach wysłałem tę charakterystykę Alicji Pyszce-Bazan, obecnej Mistrzyni Polski w triathlonie (zdobyła ten tytuł 21 sierpnia 2022 roku w Białymstoku), którą prowadzę mentalnie, zatem, kiedy wysłałem jej tę charakterystykę, odpowiedziała mi jednym słowem: KARAŚ. Zatem Robert KARAŚ - i nie tylko on, też się tutaj pojawi. Nie oznacza to oczywiście, co muszę niniejszym podkreślić, że Robert KARAŚ jest psychopatą w rozumieniu klinicznym. Oznacza to "jedynie", że kiedy Robert KARAŚ wchodzi w tryb bycia Robertem KARASIEM (czyli dopuszcza do głosu swojego DEMONA, o czym później) jest esencją charakteru określonego przez REICHA jako 'psychopatyczny' (tudzież agresywny czy przywódczy). I jeszcze trzy ważne elementy na początek: to co REICH nazywał charakterem a my powszechnie nazywamy osobowością, jest wyuczoną, automatyczną reakcją mającą na celu przetrwanie a geneza tego mechanizmy sięga dzieciństwa. To było jedno. Po drugie każdy z nas ma jedną domyślną i jedną "zapasową" strategię przetrwania. Jeśli nie działa tryb A, przełączamy się na tryb B lub C. Nie ma nikogo, kto robi tylko cały czas jedną rzecz. I trzeci element, łączący się z drugim - to, że ktoś, jak na przykład Robert KARAŚ ma dominującą strategię AGRESYWNĄ nie oznacza bynajmniej, że zachowuje się zgodnie z nią cały czas od rana do nocy i podczas snu. Strategie te odpalają się nam najbardziej kiedy w taki czy inny sposób czujemy się zagrożeni. Wszak, jak już wspomniałem, to strategie przetrwania. Zatem, kiedy podnosi się poziom presji, stresu, kiedy stawki idą w górę wtedy przełączamy się (jeśli jesteśmy strategii bardziej świadomi) lub wpadamy (jeśli tu automatyzm nieuświadomiony) w naszą domyślna strategię. Od tego się wszystko zaczęło... A teraz, do rzeczy! Jeśli tu jesteś to pewne jest jedno: po pierwsze jakoś się urodziłeś (nawet jeśli było to niepokalane poczęcie) i miałeś jakieś dzieciństwo. U tych którzy się urodzili i mieli jakieś dzieciństwo pewne jest jedno - żyli a to oznacza, że tak czy inaczej dostawali po dupie. I to co sporcie nazywamy kontuzjami, w życiu codziennym zwie się traumą. Więc tak jak nie możesz uprawiać bezkontuzyjnie sportu tak nie możesz wyjść z dzieciństwa bez draśnięcia traumą taką czy inną - tudzież wieloma. Filozofia REICHA była taka, że - jak już wspomniałem - to co on nazywał CHARAKTEREM a my teraz powszechnie OSOBOWOŚCIĄ, jest mechanizmem obronnym. I jego zdaniem jest tylko 5 wzorców na jakie można zareagować (plus ich kombinacje). My nie będziemy przerabiać pozostałych czterech, bo nie chodzi nam o to, żeby się naprawiać tylko o to, żeby się tworzyć, ale zanim zacznę, muszę dodać co następuje: NIE CHODZI o to, żeby z jednego wzorca bezmyślnie wpierdolić się w drugi i tam radośnie pozostać. Jesteś człowiekiem, więc NIE CHCESZ być żadnym kurwa wzorcem. Więc wpis ten NIE MA na celu wymusić na tobie bycie w innym stopniu ograniczonym. Omawiamy tu wzorzec agresywny (psychopatyczny) dlatego, że ten wzorzec jest najczęściej powtarzającym się wśród ludzi sukcesu. Chodzi zatem żeby go poznać i z niego CZERPAĆ a nie zostać dziwką kolejnego automatyzmu. I tak jak koncepcja OPORU PRESSFIELDA zmieniła moje życie - nazwał coś czego nie umiałem określić - tak koncepcja PRZEPŁYWU ENERGII w typie AGRESYWNYM pokazała mi - DOOKREŚLIŁA, że tak powiem - to co znałem i czułem - u siebie samego, u ludzi z którymi pracuję i u ludzi, których analizuję i o których często mówię. To troszkę tak jak w grze komputerowej - chodzisz sobie i zbierasz kolejne bronie, które pozwalają ci lepiej radzić sobie z tym co cię czeka. Capisci? A o to opiera się ten tekst GENEZA Kiedy byliśmy dziećmi, przeżywaliśmy chwilę trwogi, niepokoju czy realnego zagrożenia. W tej sytuacji jedni się odłączali (np. uciekali w świat fantazji, czyli robili dysocjację), drudzy szukali pomocy u innych a jeszcze inni zaciskali zęby i brali to wszystko na klatę. Była natomiast grupa dzieci, która zmobilizowała swoje wewnętrzne zasoby i skonfrontowała się z zagrożeniem. Jeśli wygrała (lub uznała, że wygrała) dostała pozytywne wzmocnienie i przykład tego co robić, kiedy natrafi się na opór. Dzieci te, podświadomie zobaczyły, że zignorowanie własnych obaw, lęków, strachu - w skrócie dużej części emocji - przy jednoczesnym skupieniu się na własnej SILE i WOLI pozwala im nie tylko przetrwać, ale również wygrywać - a to cholernie przyjemne uczucie, zwłaszcza u kogoś tak zależnego od innych jak dziecko. W skrócie, cykl wyglądał tak: Czuję zagrożenie -> Mobilizuję się i konfrontuje -> Wygrywam -> Czuję się NADczłowiekiem Ci ludzie NIE uciekają, NIE chowają głowy w piasek, NIE podwijają ogona. Nie wierzą, idąc za The Beatles, że miłość jest wszystkim czego potrzebujesz. Ufają tylko sobie, swojej sile i swojej WOLI. Bycie zależnym od innych oznacza dla nich śmierć. Droga do życia i wygrywania prowadzi jedynie przez walkę. Przy okazji innych: to, że dzieci te skonfrontowały się z zagrożeniem nie oznacza, że nie czekały na pomoc. Oznacza, że pomoc nie nadeszła. Dorosłych nie było, nie rozumieli sytuacji albo mieli ją w dupie. A tym samym, poza tym, żeby ignorować własny strach i mobilizować SIŁĘ i WOLĘ dzieci te nauczyły się jeszcze jednego elementu, a mianowicie staropolskiego: "Jeśli umiesz liczyć, licz na siebie." Gdzieś tam, na głęboko podświadomym poziomie, dzieciaki te zaczęły odbierać życie jako walkę o byt, walkę na smierć i życie, albo ja ich albo oni ciebie - ale walkę samotną, gdzie nie można liczyć na pomoc innych, więc nie pozostaje nic innego jak wzmacniać siebie i nie okazywać słabości. Ale tylko nigdy. Innymi słowami, bo to bardzo ważny moment: ludzi ci nauczyli się odłączać (lub ignorować) swoje obawy, potrzeby (przyda się nam to podczas analizowania osiągnięć KARASIA czy KUBKOWSKIEGO) oraz swoją kruchość jako istoty ludzkiej (czyli ignorować swoją podatność na zranienia od fizycznych po emocjonalne). Zamiast tego skupiają się na doskonaleniu ZBOI (potem pogadamy o tym jakiej). Tak więc, dla grupy tej, głębokie podświadome druki brzmią: "Licz tylko na siebie"; "Tylko kontrola, siła i władza dają poczucie bezpieczeństwa", "Siła, wola i przebiegłość są cnotami" podczas gdy "Słabość zabija" a - i tu element kluczowy: "Zaufanie jest dla frajerów". Robert i Bartek - zdjęcie Przemysław ZAWALICH (IG: przemyslaw_zawalich_fotografia) Zanim przejdziemy dalej, ważna lekcja. To, że nie byłeś dzieckiem z grupy tych "agresywnych", które zmobilizowały swoje zasoby i postawiły się by wygrać, to, że twoje dzieciństwo wyglądało inaczej i, dla przykładu, uciekałeś do własnej głowy albo z płaczem po pomoc dorosłych, nie oznacza, że TERAZ nie możesz "modelować" dzieci z wzorca agresywnego. Jak już wspominałem w jednym z wcześniejszych podcastów, jest bardzo prosty sposób na to, by zmienić swoją przeszłość - zacząć zachowywać się inaczej TERAZ, bo za chwilę teraz będzie już przeszłością i jeśli teraz zaczniesz zachowywać się inaczej - inaczej zaczną wyglądać twoje punkty odniesienia. Zatem, zamiast - jak to teraz modne - opłakiwać, że twoje dzieciństwo nie było optymalne, przenieś strategię o których mówię na poziom operacyjny tu i teraz. Tamte dzieci nie miały wyboru - w tej rosyjskiej ruletce charakterów w komorze było tylko 5 pocisków - a one trafiły na jeden z n

(jak odnieść) SUKCES BEZ GOGGINSOWANIA feat. Przygody Przedsiębiorców 22 Jun 2022

Po 50 miesiącach przerwy PONOWNIE spotykamy się przed kamerą z jeszcze bardziej potężnym i jeszcze bardziej wpływowym Adrianem GORZYCKIM z kanału Przygody Przedsiębiorców by porozmawiać o życiu & sukcesie. Pierwszą cześć rozmowy znajdziesz na YT na kanale Przygody Przedsiębiorców pod tytułem "PRAWDZIWE OBLICZE LUDZI SUKCESU" https://youtu.be/1ep7BDSFTgM Cześć druga właśnie oficjalnie wleciała na mój kanał i jest tutaj: https://youtu.be/C9JlM-lulh8 a jej tytuł to (jak odnieść) SUKCES BEZ GOGGINSOWANIA Miłego

„BYĆ & MIEĆ – jak być pitbullem możliwości” już jest! 28 Apr 2022

"BYĆ & MIEĆ - jak być pitbullem możliwości" już jest! Kliknij tu by kupić program

O IMPERIALNYM STANIE UMYSŁU 30 Dec 2021

Dopiero niedawno „ciężka praca” stała się powodem do dumy, a nie wstydu z powodu braku talentu, finezji i, przede wszystkim, sprezzatury - Nassim TALEB Uwielbiam ten cytat. Jest genialny. I bardzo głęboko wnika we współczesną psychologię - czyli potrzebę ekspozycji, pokazania swojego cierpienia (jakie to do głębi chrześcijańskie) oraz szukania poklasku i akceptacji grupy - no i , co dziś najważniejsze, emocjonalnego ekshibicjonizmu w czasach, kiedy środki do celu (np. "przepracowywanie" swoich traum z psychoterapeutą czy bycie na diecie - tu wpisz sobie czy keto czy wege) stały się, same w sobie, celem. Oczywiście myk polega na tym, że kluczem do sprezzatury jest ciężka praca - ale ciężka praca którą ukrywasz a nie którą się chwalisz. Ale my dziś, rzekomo, żyjemy w czasach transparencji. Jeśli nie wiesz co oznacza transparencja - spiszę z wyjaśnieniem. Transparencja oznacza brak klasy, pretensjonalność, narcyzm i potrzebę przypodobania się. W skrócie - jest przeciwieństwem autonomii, tudzież osobistej władzy. A to właśnie autonomia, czyli budowanie i utrzymywanie władzy osobistej, jest tematem tegoż jakże wyczekiwanego wpisu. Wybitny amerykański kompozytor, dyrygent i pianista Leonard BERNSTEIN nauczał, że prawdziwy artystyczny performance składa się z TRZECH elementów: DECORO: czyli z ciężkiej pracy, treningów, wysiłku, często w pocie czoła oraz samotności. Idąc za FRISELLĄ i GROVEREM z poprzedniego wpisu - to jest faza przygotowywania do wygrywania. SPREZZATURA: to faza druga, czyli sztuka lekkości, nonszalancji, zainspirowanego działania, przepływu w skrócie. Jest ona, oczywiście, niemożliwa bez fazy DECORO. Czyli mamy tu paradoks, który paradoksem nie jest: ciężka, świadoma praca, tresura (nieładnie to ujmując), prowadzi do spontaniczności - o ile jej i sobie na to pozwolimy. Potem, jak uczył BERNSTEIN, następuje jeszcze faza trzecia i ostatnia, czyli: GRAZIA: czyli gracja, czyli światło wielkości i geniuszu, które to unosi się nad artystą, który przez fazę DECORO przeszedł do fazy SPREZZATURY. Mówiąc inaczej, metaforą: jeśli SUKCES jest górą, DECORO to 9/10 góry, z jej podstawą włącznie, SPREZZATURA to wierzchołek, czyli jej szczyt a GRAZIA to słońce, które nad tym wierzchołkiem się unosi. Czyli: DECORO prowadzi do SPREZZATURY a SPREZZATURA rodzi GRAZIE. DECORO bez SPREZZATURY to wyrywanie sobie zębów. SPREZZATURA bez DECORO to pewna klęska. DECORO plus SPREZZATURA równa się GRACJA - bo ostatnia rzecz której chcesz, jeśli mieszkać w krainie martyrologii i samoudręczenia. Mistrz ciężkiego uderzenia w lekkim stylu, Pan Charlie WATTS, the ROLLING STONES (foto: NYTimes.com) Pamiętam jeszcze czasy, to było ze 20-25 lat temu, kiedy nasza wybitna wtedy reprezentacja piłki nożnej biła kolejne rekordy w minutach bez strzelonego gola. Któryś z dziennikarzy miesięcznika CKM napisał wtedy dowcipnie, że trudno w sumie ich za to winić, bo nie każdy dobrze czuje się z piłką, czyli okrągłym przedmiotem którego nie da się ani położyć ani postawić. Jednak nawet wtedy nie brakowało chłopakom bojowości w znajdowaniu kolejnych wymówek ich chujowej gry oraz - co bardzo ważne kiedy jesteś przegrywem - bezwzględnego i bezwarunkowego poczucia wyższości moralnej - niezależnie od okoliczności. Tak się bowiem dziwnie na tym świecie dzieje, że (o czym wspominałem we wcześniejszych materiałach) naszym życiem rządzi słowo na S - i nie chodzi tutaj o SEKS, tylko o STATUS. Wszyscy bowiem jesteśmy w biznesie zwiększania tudzież przynajmniej utrzymywania naszego statusu. Nic nie poradzisz - stadne z nas zwierzęta. Znawcy tematu STATUSU, w tym autor Will STORR wyróżniają w temacie STATUSU trzy rodzaje gier: Gry DOMINACJI Gry NIESKAZITELNOŚCI i Gry SUKCESU W grach DOMINACJI twój status opiera się głownie na budzeniu STRACHU czy RESPEKTU. Przykładem jest tu np. kariera w mafii [w "majfii" jak mawiał jeden z bohaterów książki "Chłopcy z ferajny"] czy jednostkach specjalnych. W grach NIESKAZITELNOŚCI demonstrujesz swoją cnotliwość i wyższość moralną. Tutaj króluje wszelkiego rodzaju duchowość czy rozwój osobisty. Nie wspomnę o kościołach i organizacjach religijnych, bo nie chcę zabić cię śmiechem... Ale tu mamy również, do czego wrócimy, dwory królewskie. W grach SUKCESU status budujesz poprzez osiąganie czegoś namacalnego lub mierzalnego - kejpijaje, ale również wszelkiego rodzaju WYGRYWANIE, które opiera się o umiejętności, talent czy wiedzę. Przykłady? Biznes, korpo, sport. Oczywiście, to nieco sztuczny podział, bo gry te nawzajem się przenikają, szczególnie gry DOMINACJI z grami SUKCESU, wszak twoje osiągnięcia oparte o ciężką pracę, talent czy wiedzą możesz zgrabnie, czyli z gracją, łączyć z zastraszaniem innych [patrz Tiger WOODS, JORDAN czy KOBE]. Will STORR Oczywiście najbardziej przewrotne są gry NIESKAZITELNOŚCI vel cnoty, bowiem gracze o wysokim statusie robią wiele - a czasem wszystko - by swoim moralizowaniem i nierealnymi wymaganiami zastraszyć cię, onieśmielić i unieszkodliwić. Ty próbujesz grać w NIESKAZITELNOŚĆ (tu wpisz sobie te cechy, które absolutnie i koniecznie musisz posiadać by być akceptowanym) a oni grają z tobą, de facto, w DOMINACJĘ i SUKCES. Problemik polega jednak na tym, że kiedy ty, naiwnie, przeżarty poczuciem winy i wstydu błąkasz się miedzy krainami o nazwach DOBRO i ZŁO oni, z niemałą gracją i sprezzaturą, rozumieją, że władzy, sukcesu i autonomii NIE buduje się poprzez postrzeganie świata w kategoriach dobra i zła, tylko w kategoriach walki jednych grup interesów z innymi grupami interesów. No ale nic to, zawsze wszak możesz, jak wspomniani przed chwilą piłkarze, budować swój STATUS dzięki poczuciu moralnej wyższości i ciężkiej pracy nad swoją cnotliwością. Piękno gier o STATUS polega bowiem na tym, że zawsze w nie grasz - i wtedy kiedy walczysz o SUKCES czy DOMINACJĘ jak i wtedy kiedy postanowisz to wszystko pierdolnąć w diabły i wyjechać w Bieszczady. Nie ma bowiem ucieczki od gier o STATUS. Nie ma bowiem ucieczki od naszej BIOLOGII. Na całe nasze szczęście: Ważne zadanie przesuwania świata na przód nie będzie oczekiwało na pojawienie się jednostek perfekcyjnych - jak powiedział George ELIOT W 2012 roku w USA, jakimś cudem, wydana została cyniczna książeczka dwóch politologów, opowiadająca o tym, jak naprawdę robi się politykę. Autorami są Bruce Bueno de Mesquita oraz Alastair Smith a jej tytuł to "The Dictator's Handbook". Tytuł fajny, podtytuł jeszcze lepszy: "O politycznych zaletach niegodziwości." W niej to, zacni autorzy konstatują co następuje: Całość polityki sprowadza się do zdobycia i utrzymania władzy - a nie do służenia swojemu suwerenowi czy też zapewniania mu dobrobytu Analizując politykę i polityków, olej drobiazgi takie jak ideologia, "dobro narodowe", "interes stanu", "wspólne dobro" czy "dobrobyt dla wszystkich" i skup się na tym co służy interesowi liderów politycznych i ich koalicji, jako że politykę uprawiają jednostki a jednostki działają najpierw w interesie własnym Pamiętaj, że w polityce chodzi o to, żeby rządzić a nie o to żeby rządzić dobrze, tym bardziej, że zabiegi niezbędne do tego by utrzymać władzę są inne niż te, by zapewniać dobrobyt... ... tym bardziej, że długofalowe konsekwencje politycznych działań nie są problemem obecnie rządzących, tylko tych, którzy ich kiedyś zastąpią (bo korzyści masz teraz a przejebane będzie później) Oraz dwa najbardziej nas interesujące elementy: Bycie przyzwoitym człowiekiem nie przekłada się na bycie skutecznym politykiem, a zatem... Jeśli brzydzisz się ubrudzeniem sobie rąk, trzymaj się z daleka od ról przywódczych Oczywiście wszystko co to opisałem jest czysto teoretyczne i dotyczy tylko innych krajów. U nas, w Polsce, jest i będzie całkowicie odwrotnie. Ale, jeśli jesteś wiernym fanem serialu "SUKCESJA", którego 3-ci sezon właśnie się zakończył i przeanalizujesz sobie powyższe założenia a następnie przełożysz je na biznesowa metodologię Logana ROYA, może okazać się, że coś jest na rzeczy... A coś jest na rzeczy bo LOGAN gra głownie w gry DOMINACJI i gry SUKCESU a oglądanie "SUKCESJI" jako serialu wyłącznie biznesowego jest błędem, bowiem Loganowi chodzi głownie o UTRZYMYWANIE WŁADZY. Co prowadzi nas do naszego dzisiejszego bohatera, tym razem ze świata prawdziwego biznesu i w tym celu będziemy musieli się przenieść do dżungli Ameryki Południowej a następnie, już przy okazji kolejnych lekcji zwiększania własnej WŁADZY i AUTONOMII odwiedzimy również angielską królową... BANANOWY SAM Przejdźmy zatem od ogółu do szczegóły. BANANOWY SAM, a dokładniej Samuel ZEMMURAY był jedną z najbardziej potężnych postaci amerykańskiego biznesu o jakich nigdy nie słyszałeś. Jego barwne życie, w jeszcze barwniejszy sposób, opisał w swojej książce Rich COHEN. Tytuł książki to "The Fish That Ale The Whale". BANANOWY SAM, nim stał się BANNANOWYM SAMEM, urodził się w Kiszyniowie, w biednej i nic nie znaczącej żydowskiej rodzinie w roku 1877. W wieku 14 lat, po śmierci swojego ojca, wyemigrował do Ameryki, gdzie, oczywiściem codziennie zastanawiał się czy jest wystarczająco zmotywowany oraz czytał wszystkie książki z zakresu rozwoju osobistego oraz moralnego postępowania... Nie - żartuję. On akurat nie miał takiego luksusu i zapierdalał gdzie się dało za ile się dało żeby ani on, ani jego rodzina, nie umarli z głodu. Tak się bowiem dziwnie składało, że w czasach kiedy Ameryka stawał się z potęgi lokalnej potęgą światową nikt nikomu darmowych posiłków nie rozdawał a w życiu i w biznesie panował darwinizm. BANANOWY SAM, jak się nie trudno domyśleć... Mając lat 16 trafia - pierwszy raz w życiu - na egzotyczny, luksusowy owoc zwany bananem i to odmienia jego życie. Postanawia zacząć nimi handlować, tym bardziej, że rynek na nie rośnie. Co jest lekcją przy okazji lekcji - z prawem popytu jeszcze nikt nie wygrał, więc jeśli chcesz (w miarę szybko) zrobić w biznesie fortunę, idź tam gdzie jest popyt. Żadnych dojść, żadnych forów,...

Tim GROVER 2 – o nałogu WYGRYWANiA 17 Jun 2021

WSTĘP "C.T. Fletcher, wielki C.T. Fletcher słynie z powiedzenia: “It’s still your motherfucking set.” - 'Nie zmienia faktu, że teraz twoja kurwa seria.' Rzucił to podczas jakiegoś szaleńczego treningu w stylu niemieckich objętości, kiedy partner treningowy nie wiedział czy ma umrzeć czy porzygać. I właśnie wtedy, C.T. tym swoim głosem, rzucił: “Mike, nie zmienia faktu, że teraz twoja kurwa kolej.” Tekst stał się kultowym, bo oznacza po prostu - ok, padasz na ryj, nie zmienia faktu, że trzeba dokończyć co się zaczęło. Tim GROVER i jacyś koszykarze I w tych dodatkowych przejebanych seriach nie chodzi o hipertrofię (chociaż oczywiście dojdzie do wzrostu mięśni) tylko o to, żeby wzmocnił ci się mózg. Bo to właśnie te najbardziej wymagające serie najbardziej rozwijają umysł. Kiedy dochodzisz do punktu, w którym wydaje ci się, że już więcej nie możesz - to właśnie jest znak, że MUSISZ WIĘCEJ. Oczywiście trzeba z tym ostrożnie, bo nie chodzi o to, żeby pokaleczyć technikę i złapać kontuzję. Zupełnie nie o to mi tu chodzi. Chodzi o to, żebyś ten moment pod ścianą zaczął rozpoznawać jako okazję to wzrostu, do rozwoju, do stania się silniejszym. I możesz to przenosić na każdy aspekt swojego życia. Bo w życiu wszystko może być twoją kolejną serią. Wszystko może być okazją do dalszego treningu. Zatem, każdy rodzaj pracy, który wykonujesz powinien być przez ciebie traktowany jako OKAZJA by stać się jeszcze lepszym. TWOJA PRACA JEST TWOJĄ OKAZJĄ. A najlepsze jest to, że nawet jeśli nie wyjdzie, i tak zyskasz - bo czegoś się nauczysz. Bo wszystko może być twoim treningiem. A to całkowicie odmieni sposób w jaki pracujesz i żyjesz. Piękne jest to, jak nasz system przekonań potrafi w jednej chwili zrobić pełny obrót. Weź przykład kogoś, kto jednego dnia jest w kimś zakochany a następnego już go nienawidzi. Zatem, wniosek z tego prosty - większość tego co o sobie sądzisz, lub sądzisz że wiesz jest po prostu twoim wyborem. Podobnie jak w tym zakochaniem przechodzącym nagle w nienawiść, możesz odmienić to kim jesteś jedną decyzją. C.T. FLETCHER w koszulce: It's Still Your Motherfucking Set Zatem, wracając na siłownie: kiedy w niej jesteś, każda grupa mięśniowa nad którą pracujesz, każde ćwiczenie które wykonujesz, jest nie tylko okazją do wzrostu mięśni, spalenia kalorii czy stania się większym - jest okazją do zmiany najpotężniejszego elementu na świecie - czyli ludzkiego umysłu. Wyobraź sobie co by się działo w twoim życiu, gdybyś każdego dnia na siłownie zabierał swój umysł. Gdybyś to co trudne traktował jako wzywające do działania, a wezwanie do działania jako coś ekscytującego… Weź Dante Trudela i jego Doggcrapp Training - zasada jest prosta: robisz 5 serii pod rząd, ale zabawa polega na tym, że to co możesz - lub myślisz że możesz - zrobić zrobić w 10 powtórzeniach, masz zrobić w 20. Co za psychol… Ale to właśnie tego typu mentalność możesz przenosić na resztę aspektów życia. Tak, że kiedy dochodzisz już do granicy i sądzisz, że więcej nie możesz, wyciskasz kolejne powtórzenie, a potem kolejne i kolejne. Bo na tej planecie i w tym życiu chodzi o to, żeby udowodnić coś sobie i o sobie, i ulepszać siebie dla siebie. Nie żeby udowodnić coś innym i nie żeby porównywać się do innych. Sobie, o sobie i do siebie. Słyszałeś już tysiąc razy o tym, żeby poczuć się komfortowo z dyskomfortem. Jak tego dokonać? Periodyzacja. Dodawanie obciążenia albo poziomu skomplikowania. Z czasem, dzięki powtórzeniom, stajesz się coraz lepszy. A co robi większość ludzi kiedy robi się coraz trudniej? Wycofuje. Zatem wyobraź sobie, co by się stało, gdybyś ty atakował to czołowo. Czego wtedy nauczyłbyś swoje ciało? Czego wtedy nauczyłbyś swój umysł? Twój umysł przekazałby ciału prostą wiadomość: “Stary, to ja tu teraz dowodzę. I nie pozwolimy na to by czynniki zewnętrzne dmuchały nam w kaszę!” Mark "Smelly" BELL I nie chodzi tu nawet o bycie twardym. Chodzi jedynie o to, że masz możliwość zmiany swojego nastawienia i zafiksowania się na tym, co chcesz zrobić. Chodzi po prostu o posiadanie umiejętności przełamywania oporu. A jak posiądziesz tę umiejętność? Trenując ją każdego dnia. Chodzi o to, żebyś umiał spokój, kiedy inni tracą głowę. Możesz, dosłownie, użyć hasła: “MINDSET” żeby przywrócić sobie właściwą zrównoważona postawę. Ktoś gada o polityce, i czujesz że zaczynasz buzować. MINDSET! Ktoś gada o Covid, maseczkach i szczepieniach. MINDSET! Ktoś mówi ci: “Fajnie, że trenujesz, ale nadal jesteś tłusty!” MINDSET! Traktuj wszystko jako wezwanie do trenowania, jako amunicję do twojej przyszłej skuteczności. To twoje paliwo na drodze do doskonałości. Pamiętaj, że nie musisz być twardy gdy umiesz być elastycznym i że każdy dzień jest okazją do stania się lepszym. Dzięki pracy. I pokonywaniu oporu. Od siedzenia na dupie lepszy się nie staniesz. Rzuć wyzwanie swojemu ciału i przebij się na drugą stronę.” - Mark BELL GENEZA Wygląda to tak, że kiedy uczynię kogoś bohaterem mojego wpisu, kiedy poświęcę czas na to żeby przeanalizować to co ten robi czy mówi i kiedy wpis czy podcast zostanie wypuszczony, tracę tym człowiekiem zainteresowanie. Tak było np. w przypadku Conora McGregora, którego przestałem śledzić również na IG (ile jeszcze razy mam się dowiedzieć, że jego whiskey jest zajebista), w przypadku Peni, Bilzeriana, paru o których teraz nie pamiętam, oraz w przypadku Tima GROVERA. GROVERA śledziłem na IG a potem przestałem. Znudził mnie. Dostałem od niego to czego potrzebowałem i przestał mnie interesować. Kilka miesięcy temu Marcin OSMAN wysłał mi wiadomość, że z Kamilą KRUK wygrali wydanie drugiej książki GROVERA po polsku, i podesłał mi jej spis treści (kilka miesięcy przed jej wydaniem w USA). Spojrzałem, pogratulowałem i zapomniałem. I w maju 2021, przypadkiem lub nie przypadkiem - to zależy czy w nie wierzysz czy też nie - Andy Frisella, którego znasz zapewne z techniki 5 zwycięstw dziennie, zaprosił GROVERA do swojego podcastu, żeby omówić W1NNING, czyli jego najnowszą książkę. "A chuj, zobaczmy" - se pomyślałem, bo - jak w tym kultowym memie - myślę raczej zwięźle. Po paru minutach wiedziałem już o czym będzie kolejny wpis na ZJ. Polska edycja "W1NNING" - OSMPower 2021 Z GROVEREM jest pewien problem. Sprawdź jak nie wierzysz. Jest marnym mówcą. Promując najnowszą książkę, czyli "W1NNING" pojawił się w nieskończonej ilości podcastów. Nie opierdalał się, przyznać to muszę. Ale jeśli zobaczysz na te, które odbywały się online, czyli takie w których GROVER siedział za swoim biurkiem, to zauważysz, że ma na biurku porozkładane kartki z paroma soczystymi łanlajnerami, i czeka jedynie by zamiast odpowiedzieć to co myśli, zacytować to co napisał. Jednak jest parę rozmów z nim - w tym właśnie Friselli (a dokładniej obu braci Frisella, Andy'ego i Sala Frisella) czy Eda MYLETTA (tak, o nim zapomniałem, też straciem nim zainteresowanie) które są po prostu zajebiste. Są zajebiste, bo wysoka energia prowadzących (szczególnie Andy i Ed) podbiła GROVERA na lepszy poziom plus, do rozmowy (nie zwykłego wywiadu, tylko rozmowy) zabrali się prawdziwi wymiatacze od high performance. I to jest tym razem mój kąt podejścia do najnowszej książki GROVERA - WYGRANA. Nie omawiam samej książki. Możesz ją już zamówić w przedsprzedaży na OSMPOWER.pl. I to jest naprawdę, naprawdę, naprawdę zajebista książka. Miałem obawy, że GROVER zacznie odcinać kupony i że wydał gówno. Ale nie - W1NNING jest - uwaga uwaga - lepsze niż RELENTLESS. Ponieważ jednak, po tym jak ciut ponad 2 lata temu napisałem "O tym jak zostać WYMIATACZEM" i wiele osób pytało mnie, czy ma kupować książkę, skoro słuchało podcastu, więc tym razem pobawimy się inaczej, i porozmawiamy sobie o elementach, które wycisnęli z Tima co lepsi rozmówcy. Mówiąc inaczej: nie omawiam tu W1NNING rozdział po rozdziale, tylko te uzupełniające elementy, które GROVER przy okazji promocji książki powiedział. Tak więc ten wpis / podcast stanowi niezależną całość i sama książka stanowi niezależną całość. Jednak wpis / podcast PLUS książka stanowi uzupełniającą się całość. A po masz zapoznawać się z jednym i drugim? Po co? A po to, żeby WYGRYWAĆ. Bo, jak powiedział nieżyjący już niestety klient GROVERA, Kobe Bryant: WYGRYWANIE JEST WSZYSTKIM KOBE tuż po zdobyciu tytułu w 2010 ROZGRZEWKA Andy FRISELLA: "Świat nie jest ustawiony pod ludzi dążących do sukcesu. Jest ustawiony pod przeciętniactwo." GROVER: "Dlatego w pogoni za wielkością musisz posiąść umiejętność blokowania szumu [czytaj: wątpliwości, obaw, poczucia niezasługiwania, krytyki, niechęci, braku zrozumienia ale również rozpraszczaczy typu imprezy, dragi itd - R.M. W daleszg części tekstu zajmiemy się tym JAK to zrobić]. Wsłuchujesz się tylko w to, co z punktu osiągnięcia celu najważniejsze. I właśnie dlatego, każdego dnia masz okazję do WYGRYWANIA." Zgadnij dlaczego, na samym początku zamieściłem cytat Marka BELLA? To jest dokładnie ten sam model myślenia. Kiedy masz swoją WIELKĄ INTENCJĘ, swoje PO CO i DLACZEGO, ekscytujący (ale i być może przerażający) CEL, który chcesz osiągnąć, każdy dzień to otwarte pytanie - zbliżysz się do swojego celu czy nie zbliżysz? Zatem, jeśli idąc mapą MINDSET BELLA, wszystko traktujesz jako trening, a każda napotkana przeszkoda, każde "nie chce mi się" albo "nie wiem jak" jest najważniejszym powodem do "DLATEGO TO ZROBIĘ." Andy FRISELLA: "Do ludzi musi dotrzeć, że WYGRYWANiE jest szlachetnym kurwa zajęciem a jest szlachetne, bo inspiruje innych do stawania się lepszymi. Tak więc, gdy Ty WYGRASZ, WYGRYWAJĄ też inni ludzie. I wbrew temu co teraz powszechnie obowiązuje, najważniejsze nie są twoje odczucia, tylko twoje rezultaty. Tim GROVER: "Powiedzmy jasno: oczywiście, że możesz wygrywać odczuwając emocje. Jednak TWÓJ UMYSŁ MUSI BYĆ SILNIEJSZY niż twoje odczucia. Bo gdy jest odwrotnie, gdy twoje emocje zdominują twój umysł, spierdolisz temat za każdym razem. Kiedy podejmujesz decyzje w oparciu o umysł, to bywa tak, że to kurewsko trudne i bolesne decyzje....

Ayn RAND i Mike MENTZER czyli człowiek jako HEROS 15 Feb 2021

Główne założenie tego wpisu jest bardzo proste: mamy dziś za mało heroizmu a za dużo traumatymu. I już tłumaczę o co mi chodzi: we wpisie tym zajmę się tym, jak każdy z nas może zmienić swoją filozofię i zacząć postrzegać życie przez pryzmat bycia herosem osiągającym wielkie rzeczy zamiast, co teraz popularne i powszechnie obowiązuje - przez pryzmat bycia ofiarą urazów, kompleksów i "przepracowywania" traum. A pomoże nam w tym Ayn RAND, z którą w wielu aspektach zupełnie się nie zgadzam, jednak która była - moim zdaniem - najpotężniejszą kobietą XX wieku. A to dlatego, że stworzyła własny rodzaj filozofii, tzw. obiektywizm i napisała co najmniej dwie książki - "Źródło" i "Atlas zbuntowany", które miały kluczowy wpływ na wielu wypierdalaczy drugiej połowy XX i początku XXI wieku. Już po objęciu urzędu Donald J. TRUMP porównał się do głównego bohatera "Źródła" Howarda ROARKA. Były Sekretarz Stanu w administracji Trumpa - Rex TILLERSON rozsmakował się z kolej w "Atlasie zbuntowanym" - to jego ukochana książka. Były szef CIA, Mike POMPEO, były Sekretarz Pracy Andrew PUZDER czy spiker Izby Reprezentantów - Paul RYAN - wszyscy oni czytają RAND regularnie. Podobnie jak założyciel i były szef UBER'a Travis KALANICK, który jest jej wyznaczą do takiego stopnia, że fragment okładki "Atlasu" był jego avatarem na Twitterze. Steve JOBS i Steve WOZNIAK uznawali "Atlas zbuntowany" za jeden z swoich najważniejszych przewodników po życiu. Miliarder i właściciel klubu NBA Dallas MAVERICS, Mark CUBAN na cześć "Źródła" nazwał swój jacht, ponieważ: "Książka ta zachęciła mnie do myślenia jak indywidualista, do podejmowania ryzyka by osiągnąć cele oraz brania odpowiedzialności własne sukcesy jak i porażki." "Atlas Zbuntowany" znajduje się również w TOP-20 książek polecanych przez Elona MUSKA. I to dlatego uważam, że Ayn była najważniejszą kobietą XX wieku - bo wychowała całą grupę samców i samic alfa, które teraz tym światem rządzą lub mają znaczny wpływ. Jej ideał człowieka - tak kobiety jak i mężczyzny - był bardzo prosty: Człowiek racjonalny, wiedziony wyłącznie przez rozsądek Niezależny, samodzielny i samowystarczalny O ogromnym i głębokim poczuciu własnej wartości Jednak charakterystyka ta nie wynika z tego, że takim się urodził, tylko z tego, że obrał pewien rodzaj filozofii, który leży pod spodem bycia tego typu herosem. I żeby ten rodzaj filozofii poznać i zrozumieć, musimy najpierw udawać się w komiczną podróż a następnie rozbić się na obcej planecie... Trump. Racjonalny. ROTFL. Oddajmy głos Ayn RAND: "Załóżmy, że jesteś astronautą a twój statek rozbija się na obcej, nieznanej ci planecie. Odzyskawszy przytomność sprawdzasz, że nie masz poważnych obrażeń i pierwsze trzy pytania, które powinny pojawić się w twojej głowie brzmią: Gdzie jestem? Jak się tego dowiedzieć? I co mam zrobić? Na zewnątrz widzisz nieznaną ci roślinność, nie ma tam jednak tlenu, którym można oddychać; słonce wydaje się świecić słabiutko i jest znacznie zimniej. Zaczynasz patrzeć w niebo ale natychmiast przestajesz. (...) jeśli w nie nie spojrzysz, przynajmniej nie dowiesz się przynajmniej, że najprawdopodobniej jesteś zbyt daleko od planety Ziemia skąd powrót jest niemożliwy; jednak póki tego nie wiesz, możesz wierzyć we wszystko co chcesz i doświadczać tego ulotnego ale przyjemnego poczucia nadziej wymierzanej z poczuciem winy. Zwracasz uwagę na instrumenty pokładowe i widzisz, że są uszkodzone - nie wiesz jednak na ile poważnie. I wtedy przeszywa cię strach: skąd możesz wiedzieć, że nadal możesz im zaufać? Skąd mieć pewność, że nie wprowadzą cię w błąd? Skąd masz wiedzieć, że sprawdzą się na obcej planecie? Odwracasz uwagę od instrumentów bo zauważasz coś innego - że nie masz ochoty robić czegokolwiek. Dużo bezpieczniejszym wydaje się po prostu czekać i liczyć, że ktoś ci pomoże; lepiej będzie - wmawiasz sobie - nie robić gwałtownych ruchów. I wtedy gdzieś tam w oddali zauważasz jakieś żywe istoty zmierzające w twoim kierunku: nie wiesz czy to istoty ludzkie, chociaż poruszają się na dwóch nogach. To one, decydujesz finalnie, powiedzą ci co robić dalej. A potem słuch o tobie ginie... Że to tylko fantazja, powiadasz. Że nigdy nie zareagowałbyś jak ten astronauta? Być może. Ale w dokładnie ten sposób żyje większość ludzi tu na planecie Ziemia. Większość ludzi bowiem uchyla się od odpowiedzi na 3 pytania. A odpowiedzi te leżą u podstaw wszystkich twoich myśli, odczuć i działań, tak tych świadomych jak i nieświadomych: Gdzie jestem? Skąd to wiem? Co mam zrobić? Naiwnie wydaje im się, że znają odpowiedzi. Gdzie jestem? Powiedzmy, że w Nowym Jorku. Skąd to wiem? To dość oczywiste. Co mam zrobić? I tu jasności zaczyna brakować, więc odpowiedzią zwyczajową jest: robić to co robią inni. Problem jednak leży w tym, że ci inni nie wydają się za bardzo aktywni, za bardzo pewni czy za bardzo szczęśliwi i dość regularnie odczuwają lęk niewiadomego pochodzenia czy poczucie winy, którego źródła nie potrafią wyjaśnić i których nie mogą się pozbyć. 1943 - portret Talbota Nie odkryli oni bowiem tego, że ich bolączki pochodzą z tych trzech pozostawionych bez odpowiedzi pytań i że jest tylko jeden rodzaj nauki, który pomoże im na nie odpowiedzieć: FILOZOFIA." FILOZOFIA I dalej Ayn RAND, z tego samego przemówienia do absolwentów West Point z 1974 roku: "Filozofia oczywiście nie powie ci, czy jesteś w NY czy w Zanzibarze, ale oto w czym może ci pomóc: Czy znajdujesz się w świecie, którym rządzą prawa naturalne, a tym samym w świecie, który jest stabilny, namacalny i absolutny a tym samym - który można rozumowo poznać? Czy też panuje niepojęty chaos, dzieją się niewyjaśnialne cuda, wszystko zmienia się w sposób nieprzewidywalny tak, że twój umysł nie jest w stanie niczego pojąć. Czy wszystko to co widzisz wokół siebie jest prawdziwe, czy jest jedynie iluzją.(...) którą można zmieniać je na życzenie? W ZALEŻNOŚCI OD TWOICH ODPOWIEDZI - NATURA TWOICH DZIAŁAŃ ORAZ TWOJA AMBICJA - BĘDĄ SIĘ RÓŻNIŁY." Zwróć uwagę na to, czego RAND nie robi - oni nie pyta Ciebie o to KIM JESTEŚ. Ona pyta Ciebie GDZIE JESTEŚ, czyli jaka jest natura otaczającej Cię rzeczywistości. I bardzo słusznie, bo by wiedzieć KIM JESTEŚ (lub raczej KIM SIĘ STANIESZ) musisz znać kontekst, czyli otaczające Cię środowisko. I jednocześnie, upraszczając i prymitywizując to co RAND powiedziała, temat jest prosty: jeśli uważasz, że rzeczywistość jest skrajnie skomplikowana, że rządzą nią tajemne siły poza naszą kontrolą, że nie jesteś w stanie pojąć jej rozumiem - a tym samym nie masz realnie szans - to odetnie Ci prąd. Koniec ambicji, koniec działania, koniec sprawczości. To dlatego tak bardzo lubię i cenię te 3 cytaty: Odrzuć iluzję skomplikowanego świata - Chris HYATT Sukces jest procesem logicznym, którym zarządzają istoty emocjonalne - Steve CHANDLER Kto trywializuje, ten realizuje - Rafał MAZUR Wracamy do Ayn RAND: "W zależności od twoich odpowiedzi - natura twoich działań oraz twoja ambicja - będą się różniły. (...) Podobnie zresztą jak będzie różnił się poziom twojego poczucia własnej wartości oraz poziom odniesionego przez ciebie sukcesu. A wszystko to w zależności od odpowiedzi, które uznasz za prawdziwe." [pytania o naturę rzeczywistości - R.M.] Struktura Obiektywizmu - grafika: Pinterest Jeszcze raz, prosto a nawet prostacko - kiedy będzie Ci łatwiej: kiedy uznasz, że sukces (niezależnie od tego jak go definiujesz) ma swoją strukturę, którą możesz poznać, czy wtedy kiedy uznasz, że sukcesem rządzą niezrozumiałe, tajemnicze siły z obcej planety a dostępu do niego strzeże grupa trzymająca władzę? Która z tych opcji doda Ci więcej pewności, optymizmu, sił i animuszu? Odpowiedź jest, nomen omen, prosta. "Musisz odpowiedzieć sobie na pytanie rodem z metafizyki i epistemiologii: Czy człowiek jest istotą racjonalną, zdolną do radzenia sobie z rzeczywistością czy też, jak wielu woli, bezradną i bezbronną, ślepym wyrzutkiem, korkiem targanym falami wszechświata? Czy tu na Ziemi możliwe jest dla ludzi osiągnięcie szczęścia i cieszenie się życiem - czy też skazani jesteśmy na porażki i cierpienie? I, w zależności od odpowiedzi udzielonych na te pytania, zajmij się pytaniami z kategorii etyki: Co dla człowieka jest dobrym a co złym - i dlaczego? Czy naszym najważniejszym zadaniem winno być dążenie do szczęścia i radości czy też ucieczka od cierpienia? Czy głównym życiowym celem człowieka powinno być dążenie do spełnienia czy do samozagłady i autodestrukcji? Czy człowiek ten powinien postępować zgodnie z własnymi wartościami czy przekładać interesy innych ludzi ponad swoje? I: czy powinieneś dążyć do szczęścia czy składać się w ofierze? Teraz, oczywiście, możesz powiedzieć: 'A tam, nigdy nie myślę w tak ogólnych i abstrakcyjnych kategoriach. Chcę radzić sobie z konkretnymi, namacalnymi życiowymi problemami - więc na co mi ta twoja filozofia?' Na co odpowiem: 'Właśnie po to, byś radził sobie z konkretnymi, namacalnymi życiowymi problemami - takimi chociażby jak życie na Ziemi' Bowiem system filozoficzny jest zintegrowanym sposobem postrzegania naszych doświadczeń. I jako istota ludzka, chciał nie chciał, potrzebujesz jakiejś filozofii. Zatem twoim jedynym wyborem jest to czy dojdziesz do swojej filozofii poprzez świadomy, racjonalny proces zdyscyplinowanego logicznego myślenia - czy też pozwolisz by twoja podświadomość zbierała hałdy śmierci na które składają się bezpodstawne wnioski, fałszywe uogólnienia, niezbadane sprzeczności, nieprzetrawione slogany, niezidentyfikowane zachcianki, lęki i wątpliwości a wszystko to wymieszane w jedną wielką kupę o bardzo określonym ciężarze cząsteczkowym - zwątpieniu, braku zaufania do siebie; jak kula u nogi w miejscu, gdzie powinny wyrosnąć ci skrzydła rozsądku." I znowu przypominają mi się słowa HYATTA o tym, że naszym największym narkotykiem, od którego większość ludzi nie uwolniła się nigdy, jest dogmatyzm. Przypominam, że jednym z jego zaleceń było usuwanie wszystkich zało

Jak zostaje się GRACZEM 3 – czyli ego jako twoja dziwka 25 Mar 2020

"Całe to dziękowanie Bogu i szczęściu za wszystkie błogosławieństwa, które cię spotkały jest błędną w założeniu koncepcją, niezbędną jedynie tym, którzy muszą napompować się poczuciem wdzięczności za to, że nie jest jeszcze gorzej. Ja obiema rękami podpisuję się pod egzystencjalną doktryną pod tytułem: 'ŻYCIE JEST JAK ROLLER COASTER - WIĘC PO PROSTU CIESZ SIĘ JAZDĄ'. Wzloty i upadki przyjmuj dokładnie tak samo. Zarówno gwałtowną przyjemność jak i dołujące cierpienie. Bo CZYNIĄ TWÓJ DZIEŃ BARDZIEJ EKSCYTUJĄCYM." - Charles SAATCHI w "Be The Worst You Can Be" (czyli "Zostań najgorszą wersją siebie"). Nigdy nie miałem problemu z byciem całkowicie zdystansowanym. Ta ich niepewność, emocjonalność i całkowity brak siły przyprawiają mnie o mdłości. – TENDERLOIN TIM Działanie w AFEKCIE - działanie pod wpływem silnego wzburzenia emocjonalnego.Słowo afekt tłumaczone jest jako silne wzburzenie umysłu, poruszenie, a także namiętność czy silne uczucie. Działanie z PREMEDYTACJĄ - ułożenie PLANU jakiegoś działania, zwykle wbrew czyimś oczekiwaniom, zaplanowane i przemyślane działanie z pełną świadomością, obmyślenie PLANU działania. W momencie w którym piszę ten post rzeczywistość przypomina Mrożka. Jest dziwnie a może być bardzo nieciekawie. Nie mówię jedynie o aspekcie zdrowotnym. Mówię przede wszystkim o aspekcie biznesowo-gospodarczym. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz w życiu spotkałem się z Marcinem OSMANEM rozmawialiśmy sobie wtedy na parę tematów i jednym z nich był temat wolności. Marcina zafascynowało to co powiedziałem: że nie ma czegoś takiego jak wolność i jedyne co w tym życiu możemy zrobić, to zbudować swoje własne więzienie. Jeżeli bowiem wolność to jest coś, co ktoś może Ci dać lub odebrać to nie ma mowy o żadnej wolności. Jak mawiał Hyatt: Twoje prawa kończą się z chwilą gdy kończy ci się amunicja Do Hyatta wrócimy na samym końcu tego wpisu a co zatem mamy teraz? Otóż nagle okazało się, że mamy granice, chociaż ich nie mieliśmy. Nagle okazało się, że rząd podejmuje jedną decyzję i całe branże zostają zamknięte z dnia na dzień. Nagle okazuje się - ach cóż to za zaskoczenie - że kryzys uderza nagle, czarne łabędzie się zdarzają a odpływ pokazuje, że większość plażowiczów ma gołą dupę a i z przodu nie za bardzo czym się pochwalić. Charles jest moim cichym bohaterem... Założenia tego postu są dwa: Biznes jest GRĄ intelektualną a NIE emocjonalną Zasada 5/15/80 obowiązuje i nic ani nikt tego nie zmieni W swoim pierwszym z dwóch wystąpień na #KONFERENCJA ze wspomnianym wcześniej Marcinem OSMANEM i Mirkiem BURNEJKO (pełne nagrania wideo z #KONFERENCJI możesz kupić tutaj) wspomniałem taki oto cytat: Zanim jednak przejdziemy dalej, połączymy film "WYWIAD Z WAMPIREM" z pewnymi podstawowymi założeniami hinduizmu, czyli trzema GUNAMI. Zrobię tak, żeby nie było nudno - obiecuję! W wielkim skrócie GUNA oznacza cechę. W modelu tym - bo to tylko model, przypominam - mamy 3 cechy, czy też może fazy rozwoju człowieka: TAMAS - faza najniższa, toteż powszechnie spotykana - po naszemu: gnuśność i ignorancja. Jej efekt? Letarg i ociężałość - fizyczna, psychiczna i emocjonalna. Idąc za REJSEM: "Bardzo niedobre dialogi są. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje." Po naszem, zenowojaskiniowcowemu - bycie pizdą. Unikanie jako główny cel życia. W filmie ilustracją tego poziomu jest postać Brada PITTA czyli Louis. Wieczne wahanie, wieczne niepogodzenie się z tym że jego świat się zmienił i jest teraz WAMPIREM a to oznacza picie krwi ludzkiej a nie szczurzej. Więc Louis, esencja energii TAMAS, miota się jak idiota, zapominając o tym co jest jego DHARMĄ. Tu na sekundkę się rozproszymy, bo wprowadziłem nowe pojęcie DHARMY. Nie KARMY - tylko DHARMY. Będzie nam ono potrzebne. Nie będę podawał górnolotnych religijnych definicji. DHARMA oznacza po prostu Twój kurwa zasrany obowiązek. Gdy jesteś rodzicem, to Twoim zasranym obowiązkiem jest dbać o swoje potomstwo. Gdy jesteś żołnierzem, Twoim zasranym obowiązkiem jest walczyć czyli również zabijać. Gdy jesteś wampirem masz kurwa obowiązek picia ludzkiej krwi (a nie wege-szczurzej). Gdy prowadzisz biznes, Twoją zasraną dharmą jest dbać o swoje zyski. A gdy jesteś człowiekiem, Twoją zasraną dharmą jest działać rozumnie i intencjonalnie a nie jak małpa w rui... Wróćmy do filmu: Louis daje dupy bo zaniedbuje swoje wampirze obowiązki. Jest sentymentalny. Jest niepogodzony. Jest współczujący. Testo za nisko. Estro za wysoko. W skrócie - jest typowym przedstawicielem naszego gatunku - mistrzem unikania i NIE pociągania za spust. Dużo napięcia. Mało energii. Zero działania. Toczy się. Tli. Nawet z oczu mu tak melancholijnie paczy... I tu pojawia się nasza postać #2 - Claudia grana przez Kirsten DUNST. To z kolej energia wyższa, czyli energia RADŹAS. A nasza Claudia jest wyjebana w totalnie przeciwną do wege-Louisa stronę. Bowiem RADŹAS to energia pasji, osiągania, hustlingu, bycia aktywnym i w ruchu, bogacenia się, zdobywania. Dan PENA to radźas. GOGGINS to radźas. To energia wiecznego podniecenia - fizycznego, emocjonalnego, mentalnego. Nadpobudliwość. Claudia zatem - co dość typowe nie tylko dla wampirów ale i dla ludzi - ma nieco kłopotów z nadgorliwością i jest przegięta tak bardzo, że nawet wampiry uznają ją za zagrożenie. Mała ale wariat, więc zapada decyzja - Claudia idzie do utylizacji. Robi wokół siebie za dużo syfu. Nie panuje nad impulsami. Jest po prostu jebaną psychopatką. "Nowy działacz o krótkim stażu zepsuje powietrze od razu" - śpiewa o takich ludziach KAZIK. Co prowadzi nas do postaci najbardziej fascynującej, będącej esencją tego co nazywam GRACZEM czyli to LESTATA, granego (genialnie zresztą) przez Toma CRUISE'a. LESTAT - arystokrata zresztą, co widać, słychać i czuć, to energia sortu najwyższego - to SATTWA. To EKSPANSJA, WIEDZA, MĄDROŚĆ i SAMOKONTROLA. To NIE jest napierdalanie - to jest OSIĄGANIE. To nie HUSTLING - to PIMPING (o czym na samym końcu). Louis (PITT) to umysł mętny. Claudia (DUNST) to umysł napalony. Lestat to umysł OBECNY. LESTAT to postać, która odwróciła grę - to jego ego jest jego dziwką a nie odwrotnie. On WIE... I MOŻE... Tym karkołomnym sposobem docieramy do sedna - bycia w jedynym biznesie który tak naprawdę się liczy - w biznesie kontrolowania i podporządkowania własnego ego. Czyli w biznesie SAMO-KONTROLI. Do której przejdziemy za bliższą lub dalszą chwilę. Jest ostatnio to modne pytanie: "Co doradziłbyś 20-letniemu sobie?". Dziś WIEM, że powiedziałbym sobie: "NIE BĄDŹ NADGORLIWY". Nie bądź nadgorliwy w czym? We wszystkim mój przyjacielu. We wszystkim. Nie bądź nadgorliwy w swoim strachu, w miłości, nienawiści, gniewie, radości, chciwości, zawiści, lenistwie czy pracowitości. Nie bądź nadgorliwy w krytykowaniu samego siebie i w zachwytach nad sobą. Nie bądź nadgorliwy w radości z wygranych ani w smutku po klęskach. Bo jak powiedział Steve SIMS w genialnej książce "Bluefishing" wydanej ostatnio przed OSMPower: Ludzie nie toną bo wpadli do wody. Toną bo w niej pozostali - Steve SIMS To nie bycie nadgorliwym to oczywiście lekcja prosto od mojego ukochanego (ale bez nadgorliwości) de Talleyranda - mistrza dystansu i dyscypliny. Jego już nieco znamy z wcześniejszych wpisów. Wprowadźmy teraz w takim razie postać nową - która zresztą Talleya znała bo razem tworzyli Francję tamtych czasów. Mowa o Josephie FOUCHE. O ile Napoleon był Bogiem Wojny, Talleyrand Królem Dyplomatów to FOUCHE, jako twórca tajnej policji i służb specjalnych był Panem Życia & Śmierci. Dość obślizgła i antypatyczna postać - ale GRACZ klasy światowej, od której możemy nauczyć się wiele, szczególnie jeśli chodzi o trzymanie swojego ego na krótkiej smyczy - przy jednoczesnym dbaniu o swoją głowę (a te spadały we Francji tamtych czasów często i gęsto), oraz o władzę oraz pokaźny majątek... „To gorsze niż zbrodnia: to błąd” - ten cytat mówi o nim WSZYSTKO (...) również psychicznie należał do gatunku zimnokrwistych. Obce były mu prostackie porywy namiętności, nie szalał za kobietami, nie był hazardzistą, nie pił wina, nie bawiło go wydawanie pieniędzy, nie popisywał się siłą mięśni, czuł się dobrze tylko wśród akt i papierzysk. Nigdy nie wpadał w widoczną złość, w jego twarzy nigdy nie zadrgał żaden nerw. (...) Ta niewzruszona zimna krew była prawdziwą siłą Fouchego. Nie miały nad nim władzy nerwy, nie zwodziły go zmysły (...) Igrał swoją siłą i czuwał czatując na błędy innych; pozwalał im płonąć z namiętności i czekał cierpliwie, aż się wypalą lub z braku powściągliwości odsłonią swoje słabe strony; wtedy uderzał bezlitośnie. Przerażająca byłą byłą przewaga jaką dawał mu stoicka cierpliwość: kto umie tak czekać i tak ukrywać swoje myśli, potrafi zwieść nawet najzręczniejszego przeciwnika (...) (...) trzy pokolenia, cały naród walczy i wypala się porwany namiętnością, a on trwa zimny i dumny, jedyny beznamiętny (...) Zimna krew jest więc największym skarbem Fouchego (...) Krew, zmysły, serce, czynniki gmatwające wrażliwość normalnego człowieka, nigdy na dobrą sprawę nie miały wpływu na tego skrytego ryzykanta, którego całe życie uczuciowe zepchnięte zostało to mózgu. Gdyż ten oschły gabinetowy polityk występną miłością kocha przygodę, a jego pasją jest intryga. JEST TO JEDNAK ROZKOSZ CZYSTO INTELEKTUALNA (...)." Wypisz wymaluj Warren Buffett dzisiaj (do którego jeszcze wrócimy). Teraz, zobaczmy ten opis, ciekawe czy tylko mi przypominający miłościwie nam (nie)panującego Prezesa Jarosława: "Oto ostatnia tajemnica siły Josepha Fouche: wprawdzie zawsze pragnie władzy, ba, wręcz władzy najwyższej, ale w przeciwieństwie do większości, wystarcza mu jednak sama świadomość rządzenia: nie potrzebuje do tego ani oznak ani szat. Fouche jest w wysokim, w najwyższym stopniu ambitny, ale nie tęskni za sławą; pragnie zaszczytów ale nie jest próżny. Jako AUTENTYCZNY i PRAWDZIWY INTELEKTUALNY GRACZ, kocha jedynie napięcie związane z panowaniem nad ludźmi, a nie insygnia tego panowania. (......

Dan Peña #2 – high performance w życiu i w biznesie 13 Dec 2019

Ten post, jak się zapewne domyślasz, jest logicznym i emocjonalnym przedłużeniem części pierwszej. Nie będzie w nim - jak w postach poprzednich - potężnego wstępu, który ustawia całość w odpowiednim kontekście a nie będzie go z prostego powodu - był już w części pierwszej a ta jest przecież kontynuacją. Żeby jednak wejść we właściwe tempo, zaczniemy od paru smakowitych i szybkich one-linerów w wykonaniu gniewnego Dana a potem przejdziemy do elementów znacznie cięższego kalibru... "For your Quantum Leap!" ŁANLAJNERY: Jeśli masz coś zrobić, zrób to szybko Wakacje są dla biednych ludzi Jeśli rodzina i znajomi nie uważają cię za świra, nie jesteś na właściwej drodze Gdy wartości są jasne, decyzje są proste Marzenia przemieniasz w rzeczywistość za pomocą dyscypliny Wejdź na dietę bycia nieustraszonym Ilość marzeń ma przewyższać ilość wspomnień Ryzyka się nie usuwa - ryzykiem się zarządza Sukces to proste zmiany nakładane na siebie w czasie Wybieraj najcięższe emocjonalne wyzwania. Ale tylko codziennie Ryzykuj - niżej dna i tak nie spadniesz Doskonałość jest wynikiem gotowości na popełnianie większej ilości błędów Zmieniaj się lub giń Poczujesz się dobrze gdy odniesiesz sukces Więcej egoizmu! Nic tak nie gwarantuje zmiany jak obrzydzenie połączone z decyzyjnością Boisz się bo myślisz, że nie jesteś wystarczający Chaos rodzi życie, porządek rodzi nawyk Pasywny dochód czyni pasywnym Dobre jest wrogiem świetnego Ludzki talent jest formą waluty Najlepszych ludzi rzucaj na największe okazje, nie w największe problemy! Porażka jest zasobem Każdy dzień jest sprawdzianem. Czy dziś zdałeś? HIGH PERFORMANCE: "Bycie high-performance, realnie, oznacza robienie najlepszej roboty jaką da się zrobić nawet jeśli totalnie ci się nie chce." "Moja definicja osoby high-performance jest prosta - bycie maksymalną wersją siebie codziennie, 24/7." "Nigdy nie widziałem człowieka high-performance funkcjonującego na pół gwizdka. Albo jesteś high-performance albo nie jesteś. 100% skupienia, 100% oddania przez 100% czasu." ...jak życie zupełnie... "Pieniądze to nie jedyne co się w życiu liczy ale jedyne co wszyscy w życiu liczą. Ale tu nie chodzi nawet o pieniądze. Tu chodzi o bycie wszystkim tym czym możesz być. Ja uważam, że znaleźliśmy się tutaj by być maksymalną a nie minimalną wersją siebie. Nic nie ciąży nam bardziej niż własny niewykorzystany potencjał a ty nie jesteś nawet blisko!" "Z chwilą gdy zaczynasz być nieustraszony, stajesz się nieograniczony, bo najważniejszą różnicą pomiędzy mną a tobą jest to, że ja nie boję się niczego i nikogo. Więc wyobraź sobie, że umrzesz dziś w nocy - ile żalu i niespełnienia zabierzesz ze sobą do grobu? Tych wszystkich a gdybym, a co bym, a powinienem..." "Ja cały czas jestem na haju zwanym życiem i nie potrzebne mi żadne DMT, Ajołafakki [ayahuasca] i inne tego typu gówna, bo to są gówna dla totalnych idiotów i frajerów." "Wysoka samoocena to absolutna podstawa każdego high-performance. Jeśli dobrze się ze sobą czujesz i jeśli przebywasz z innymi ludźmi high-performance, to high-performance stanie się dla ciebie czymś absolutnie naturalnym." Najlepsza rada jaką kiedykolwiek dostałem - i którą kiedykolwiek dawałem - brzmi: JUST FUCKING DO IT - po prostu kurwa wykonaj - Dan S. PENA "Oto moje najważniejsze nawyki high-performance: nigdy nie daję nikomu milczącego przyzwolenia - czyli jeśli ktoś pieprzy głupoty to mówię mu wprost, że pieprzy głupoty stosuję zasadę 'do zmierzchu' Sama Waltona - czyli w ciągu tej samej doby odzywam się do tych, którzy się ze mną kontaktowali całuję żaby - bo wiem, że sukces wynika z nadmiernej ekspozycji i bywa loteryjny, dlatego nigdy nie czuję się zbyt ważny i zbyt potężny by przestać spotykać się z ludźmi i szukać nowych okazji. 95% mojego czasu to całowanie nowych żab, stąd mam je jako przypominacze wszędzie w zasięgu wzroku jako wzory na krawacie, figurki na biurku itd ale nawykiem najważniejszych jest MIERZENIE, WYMAGANIE & ROZLICZANIE samego siebie i nawet po 50 latach życia high-performance codziennie muszę zmuszać się do robienia pewnych rzeczy" "Robienie pieniędzy jest łatwe jak zabieranie dzieciom cukierków. To utrzymywanie pieniędzy jest trudniejsze. A najtrudniejsze jest bycie high-performance." Floyd i jego cukierki "Zazwyczaj pracuję tak, że wstaję w środku nocy, pracuję godzinę czy dwie, potem znowu się kładę i znowu wstaję na godzinę lub dwie i ponownie się kładę." "Co odróżniało Steve JOBSA od ciebie? Co odróżnia Elona MUSKA od ciebie? Co odróżnia mnie od ciebie? Nasze nawyki związane z pracowitością. Ciebie nie podnieca perspektywa pracowania 100 czy 120 godzin tygodniowo. Dlatego w kontekście potencjalnego sukcesu nie tyle interesuje mnie twój inteligencji co twój poziom pracowitości i produktywności." Pracując dłużej, ciężej i mądrzej niż konkurencja staliśmy się warownym grodem - Mike OVITZ "Większość z was marnuje od 70 do 95% swojego czasu. Ci z was, którzy oblegają media społecznościowe marnują tego czasu najwięcej. Nie mówię akurat o tych, którzy mediów tych używają jako narzędzia do sprzedawania. Bo jeśli tego nie robisz to po co w ogóle w nich w nich jesteś? Jakie cele pozwala ci to osiągnąć skoro twierdzisz, że chcesz być bogaty a spędzasz tam kupę czasu niczego przy okazji nie zarabiając. Co takiego, poza uzależnieniem, dał ci Facebook?" "A oto krótka charakterystyka ludzi z mojej stajni, którzy w ostatnich latach zarobili duże albo bardzo duże pieniądze. Łączy ich to, że: Zrezygnowali z mediów społecznościowych (o ile na nich nie zarabiają) Pracują przy biurku na stojąco Najczęściej chodząc przy okazji po bieżni Ćwiczą 3 do 5 x w tyg. od 30 do 60 min by być w formie (a nie by mieć 5% tkanki) Zdrowo się odżywiają I wszyscy kurewsko szanują oraz chronią swój czas. 'Mamo, czy to skrajnie pilnie? Nie? OK, pogadamy w weekend.' 'Tato, czy to zawał? Grypa. Dobra, pogadamy w weekend.' Bill Gates dzieli swój czas na 6-minutowe odcinki. A to oznacza, że w ciągu godziny może odbyć 10 spotkań. Odcinki czasowe u Buffetta mają podobno 10 minut. Zatem, skoro wiemy, że sukces pozostawia ślady, jak możesz tego typu zarządzanie czasem odnieść do siebie?" Josh, 21-letni fenomen ze stajni Dana P. "Największy współczesny sprinter, być może największy sprinter w historii tego sportu, czyli Bolt, trenował codziennie dokładnie tak samo - czyli dosłownie do wyrzygu. Codziennie! Aż do treningów przed swoim ostatnim sprintem, który postanowił sobie nieco odpuścić. Efekt? W swoim ostatnim w karierze biegu dobiegł jako 3-ci. Tak się kończy odpuszczanie sobie." "Tylko na filmach, przed wykonaniem egzekucji, jeden pyta drugiego co ma jeszcze do powiedzenia albo sam wygłasza mowę. W realnym życiu dostajesz parę strzałów w klatę i beret a mowy odbywają się - o ile - po tym jak wyzioniesz już ducha. Nikt nie pytał Bin Laden czy ma jeszcze coś do powiedzenia. I to jest idealna metafora życia high-performance: robisz co trzeba bez zbędnego pierdolenia. Po prostu pociągasz za spust i jest po temacie." "Ci goście od 6% tkanki tłuszczowej, jadący bez przerwy na odżywkach czy innych tabletkach, to nie są ludzie, którzy odnoszą największy sukces w biznesie, bo za dużo czasu poświęcają sobie. Bo nie chodzi o to, żeby harować nad sześciopakiem tylko nad swoim biznesem i nauczyć się żyć w odrzuceniem. Więc kiedy oni spędzają dodatkowe 6-8h tygodniowo na siłowni, ich konkurencja siedzi na telefonie i domyka kolejne deale. Tak więc rada jest prosta - zajmij się biznesem, eksponuj na ryzyko i okrzepnij." "Jednym z głównych wyróżników ludzi sukcesu jest to, że wierzą oni w to co niezwykłe i mało prawdopodobne [mówiąc inaczej - myślą w kategorii możliwości a nie prawdopodobieństw - R.M.] Pragnąć 10 milionów nie zarobisz 100 milionów a pragnąc 100 milionów nie zarobisz miliarda, bo kiedy zaczniesz zbliżać się do oczekiwanej kwoty, podświadomie zaczniesz się wyhamowywać." "Skoro ja, ze swoimi osiągnięciami, najbardziej żałuję tego, że wyznaczyłem sobie za małe cele to co ty w takim razie masz myśleć o swoich?" Wiesz dlaczego niemal wszyscy ludzie mega-sukcesu są aroganccy? Bo nie mają ani czasu ani tolerancji dla idiotów. Czyli dla większości ludzi - Dan S. PENA "Niech na wysokość współczesnych standardów wystarczy ci fakt, że są teraz na świecie ludzie, którzy dumni są z tego, że przebiegli maraton w 6 czy 7 godzin. Bo robili to, jak twierdzą, dla samej frajdy z uczestnictwa. Powinni włożyć sobie rewolwer w usta i odstrzelić tył głowy. Metaforycznie mówiąc oczywiście, bo prawnicy kazali mi dodawać tę formułkę o metaforyczności." "Serio myślisz, że Elon MUSK martwi się nadgodzinami? Serio myślisz, że ludzie high-performance martwią się o pieniądze? Te wasze pytania są tak bardzo od czapy, że od razu widać, że nie macie pojęcia o tym jak naprawdę funkcjonują ludzie wielkiego sukcesu!" Elon MUSK po godzinach... "Kolejne durne pytanie - którzy w tych ludzi są mściwi. Wszyscy oni są mściwi i każdy z nich z osobna jest mściwy! Nie mówię, że to dobrze albo że to źle, tylko, że tak to po prostu wygląda i jeśli tego nie wiesz, jeśli się na to nie przygotujesz to zeżrą cię żywcem. Ale tak naprawdę, gdzieś tam w środku właśnie tego się obawiasz. Wiesz, że mogą cię pożreć na surowo i dlatego z nimi nie rywalizujesz, dlatego chowasz się pod kamień." "Jeśli niektórzy z tych ludzi, najwięksi z największych, uważają mnie - mnie! - za słabą pipkę to gdzie wy jesteście na ich skali? No gdzie, pytam. Pozwól, że powiem wam gdzie. Was w ogóle nie ma na ich skali!" "Weź sobie Steve'a JOBSA i całe to jego zachwycanie się zen i religią. Był jednym z największych kutafonów w branży a naprawdę religijny zrobił się dopiero pod sam koniec, kiedy było już jasne, że zaraz umrze." "Co jeszcze łączy tych wszystkich ludzi high-performance? Zachowują się inaczej, bo zachowują się jakby byli lepsi i bardziej uprzywilejowani....

Dan Peña – mentalność za 50 miliardów dolarów 30 Nov 2019

WSTĘP "Moc niezwykłą pozyska ten, kto w najtajniejszych zakamarkach swojej duszy umacniać będzie własne przekonanie, że urodził się tylko po to, by kontrolować przebieg spraw." - jeden z najbogatszych ludzi w historii Andrew CARNEGIE Oko Dana konto tuczy... Zwróć baczną uwagę na ten cytat, a szczególnie na fragment mówiący o "najtajniejszych zakamarkach duszy", czyli fragment, w którym Carnegie pokazuje, że Twoje POCZUCIE WYŻSZOŚCI nie może być ostentacyjne i rażące, tylko ukryte ale wyczuwalne - szczególnie dla najważniejszej osoby, czyli dla Ciebie. Co tłumaczy nam dalej Dan KENNEDY: "Andrew Carnegie, jeden z pierwszych amerykańskich miliarderów i główna inspiracja dla książki 'Myśl i bogać się' mówił nam o POTRZEBIE posiadania UTAJONEGO POCZUCIA WYŻSZOŚCI. Chodzi tu o odczucie, że normalne zasady i normalne ograniczenia obowiązują normalne osoby a nie Ciebie. To wyjaśnia dlaczego tak wielu mega-przedsiębiorców dosłownie rewolucjonizuje całe branże. Oznacza to również, że tak zarządzasz swoimi myślami i emocjami, że inni nie dyktują tego jak masz myśleć i w co masz wierzyć. Wszyscy legendarni super-biznesmeni, których podziwiam i których studiowałem posiadali właśnie ten mechanizm samo-zarządzania." A następnie KENNEDY stwierdza: "Potrzebujesz tego POCZUCIA WYŻSZOŚCI i potrzebujesz poczucie to wyrabiać i umacniać. A najlepszym na to sposobem jest dostrzeganie i zaakceptowanie głupoty, ignorancji i niższości wszystkich, którzy Cię otaczają. Jest bardzo przyjemnym przechadzać się po świecie wiedząc i rozumiejąc jak bardzo przewyższasz innych." I ponownie, zwróć uwagę na to, że Kennedy mówi Ci o budowaniu swojego poczucia wyższości poprzez dostrzeganie niższości w innych a nie poprzez ciągły samorozwój i pracę nad sobą. Dodaj do swojego życia odrobinę DYSTANSU & DYSCYPLINY i dorzuć szczyptę wysokiej jakości kompetencji a z automatu staniesz się gatunkiem dominującym. Czy rozumiesz potęgę tego o czym właśnie napisałem? Dużo łatwiej i dużo szybciej zyskasz przewagę nad innymi, kiedy strącisz ich mentalnie z piedestału i zaczniesz aktywnie szukać i zauważać ich słabe, dysfunkcyjne strony. Strąć ich z piedestału A teraz patrz na to: "Bardziej niż za Twoje know-how, bardziej niż za Twoje usługi czy ciężką pracę, nawet bardziej niż za Twoje wyniki ludzie płacą za TWOJĄ REPUTACJĘ. A czym jest ta reputacja? Reputacją jest to, w co oni WIERZĄ, ŻE O TOBIE WIEDZĄ. Nie 'prawda', nie 'fakty' tylko to co SĄDZĄ, ŻE O TOBIE WIEDZĄ. Bo nie chodzi o to, żeby być najlepszym, tylko oto, żeby uchodzić za najlepszego." - Dan KENNEDY A teraz lekko to sparafrazujmy, w odniesieniu do życia wewnętrznego, czyli do obrazu siebie, do własnej samooceny. Bo czym innym jest obraz siebie, czym innym jest samoocena jak nie WEWNĘTRZNĄ REPUTACJĄ właśnie? Co my tu więc mamy? "Bardziej niż Twoje know-how, bardziej niż Twoje usługi czy Twoja ciężka praca, nawet bardziej niż Twoje wyniki liczy się Twoja WEWNĘTRZNA REPUTACJA, czyli to w co WIERZYSZ, ŻE O SOBIE WIESZ. Nie 'prawda', nie 'fakty' tylko to co SĄDZISZ, ŻE O SOBIE WIESZ. Bo nie tyle chodzi o to, żebyś był najlepszy, co o to, byś we własnych oczach uchodził za najlepszego." Przypominam, że w ramach wstępu kręcimy się cały czas wokół tematu POCZUCIA WYŻSZOŚCI. Zatem jedziemy dalej: Dan KENNEDY wsiada w swojego Rollsa, którym wcześniej jeździł Dean MARTIN a na jego miejsce, również białym Rollsem podjeżdża mega-kot konsultingu, czyli Alan WEISS oraz jego filozofia robienia opłacalnego biznesu w oparciu o poczucie własnej wyższości: "Moja osobista mantra, moja filozofia sukcesu sprowadza się do 'NO GUILT, NO FEAR, NO PEER' ['Żadnego poczucia winy, żadnego poczucia strachu i żadnego poczucia równości']. To magiczny eliksir, który odpowiada za mój sukces, może więc również być odpowiedzialny za twój. Bez przerwy zauważam jak bardzo ludzie przeżarci są poczuciem winy. Zazwyczaj źródłem tego poczucia są rodzice i najbliższe środowisko. Ale, o ironio, to poczucie winy ludzie narzucają sobie sami. Chodzi tu o poczucie, że zrobiło się coś niewłaściwego albo - o ile nie będzie się skrajnie uważnym - coś niewłaściwego zrobi się lada moment. Mówiąc prościej, w tym psychologicznym sadzie najwyższym, zamiast domyślnej pozycji domniemania niewinności, większość ludzi uważa się za z góry winnych i co gorsza, nie posiada nawet własnego obrońcy. Zdaje się, że filozofia działa... fot: CNBC.com Wspomniałem kiedyś o tym mechanizmie pewnej bogatej w naukowe tytułu terapeutce i wyznałem, że pokonałem moje poczucie winy i teraz czuję się 'bez-winny'. Na co ona, jakże to było pomocne..., powiedziała mi, że brak poczucia winy jest charakterystyczny dla psychopatów. Co prowadzi nas do sedna sprawy: dosłownie wtłoczono w nas że POWINNIŚMY mieć wyrzuty sumienia a ich brak jest nienaturalny. Że brak poczucia winy jest psychicznym zaburzeniem. A pierwszy rzut oka może wydawać się to zabawne ale kiedy przyjrzymy się temu bliżej okaże się, że to właśnie ten element bycia grzesznikiem paraliżuje ludzi najbardziej gdy mowa o sięganiu po szczęście czy rozwijanie własnego talentu. Żeby pozbyć się tego korodującego poczucia winy zapoznaj się i zinternalizuj koncepcję ZAPRACOWYWANIA. Zapracowałeś sobie na ten wynik, podjąłeś ryzyko, rywalizowałeś i wygrałeś, ale wygrałeś bo zapracowałeś na to zwycięstwo. To nie był jakiś tam ślepy traf. Wbij sobie również do głowy, że życie nie jest grą o sumie zerowej. To że Ty wygrałeś nie oznacza automatycznie, że ktoś inny musiał przegrać. Mówiąc inaczej, Twój sukces nie odbiera innym ludziom ich możliwości odniesienia sukcesu. Nie jesteś na huśtawce, że ktoś musi spaść żeby ktoś mógł się wznieść. Aktywnie wyzbywaj się też ludzi, którzy instalują lub wzmacniają w Tobie poczucie winy. Nie stać się na przebywanie z nimi, bo wynikiem będzie stoczenie się w próżnię pod tytułem 'bycie nikim'. Jednak elementem najważniejszym jest to by nigdy, ale to nigdy przenigdy nie budować własnego poczucia wartości w oparciu o ocenę innych ludzi. Oceniasz i wartościujesz siebie sam. To Ty masz wiedzieć kim jesteś i to Ty masz wiedzieć czym dla Ciebie jest sukces, tak w życiu jak i w biznesie. I nikt, absolutnie nikt, nawet członkowie Twojej rodziny oraz najbliżsi przyjaciele nie mają prawą Twojej wewnętrznej oceny podważyć. Twoja wartość jest TWOJĄ DECYZJĄ i nie możesz tej władzy oddać w ręce innych ludzi. Dokładnie! Co do strachu: strach jest zarezerwowany na sytuacje takiej jak ktoś z bronią w ręku, tornado czy jadowity wąż. I przez wszystkie lata sprzedawania moich usług nigdy nie spotkałem się z wymienionymi przed chwilą zagrożeniami ani w biurze, ani w restauracji, ani na scenie lub na konferencji. Możemy generalnie założyć, że nikt do Ciebie strzelać nie będzie, więc przestań się bać tego, co nigdy nie następuje. Zamiast uciekać, zacznij zgłębiać. Zdaje się, że to święty Augustyn powiedział: "Nie ma cudów tylko jeszcze nam nie znane prawa." Przejdźmy teraz do ostatniego elementu, czyli NO PEER - żadnego poczucia równości. Oznacza to, że CELOWO nie postrzegam siebie jako równego innym członka grupy. Zachowuję się jak byśmy byli równi jednak wcale tak nie czuję. Czuję, że to ja jestem ten mądrzejszy aż do czasu kiedy druga strona udowodni mi, że jest inaczej. Kiedy mówię ze sceny (albo kiedy piszę czy prowadzę konsultacje) nie zachowuję się jakbym był tak jakimś szczęśliwym zrządzeniem losu. Ten typ pseudo-pokory jest niszczący i nie robi wrażenia. Przyjmuję za to założenie, że skoro jestem na scenie, to ja jestem tym właściwym ekspertem, zatem to ja wiem więcej niż ty. Uznaję ten oczywisty dla mnie fakt bez żadnego poczucia winy (no guilt) i bez żadnego oczekiwania oporu (no fear) co czyni mnie jeszcze bardziej skutecznym w pomaganiu ludziom. Podsumowując - kiedy wchodzę to pomieszczenia, zachowuję się jakby już należało ono do mnie, niezależnie czy jest w nim osób pięć czy pięćset. Wiem, że niezależnie od okoliczności mogę dostarczyć wartość i nie mam najmniejszego poczucia winy z powodu moich dokonań i tego, że tam jestem. Jednocześnie w żaden sposób nie obawiam się tego co może się wydarzyć (wszak nikt nie będzie do mnie strzelać) a jeśli jesteś w czymś lepszy ode mnie, to mi to udowodnij." Mówiąc inaczej - nie tyle chodzi o ostentacyjna obnoszenie się ze swoim poczuciem wyższości co NIE odczuwanie i NIE okazywanie poczucia niższości. Czyli - żadnego zaniżania własnego statusu, tak w oczach swoich jak i innych ludzi. NO GUILT NO FEAR NO PEER Dan. S. PENA Z Danem S. Peñą łączy mnie stosunek przerywany - od wielu lat od niego odchodzę i od wielu lat do niego wracam. Jeżeli jeszcze nie wiesz kim jest Peña - oto jego bio w telegraficznym skrócie. To urodzony w 1945 roku amerykański biznesmen, który na stałe mieszka we własnym XV-wiecznym zamku w Szkocji, gdzie uczy ludzi swojej formuły zarabiania wielopokoleniowej fortuny (nie chodzi tutaj o lajfstajlowy przypływ pieniędzy, tylko majątek, który wystarcza na kilka pokoleń) zgodnie z własną metodologią QLA (nie będziemy jej omawiać, ale polega ona w skrócie na centralizowaniu - poprzez przejmowanie - wybranych sektorów i albo na wejściu na giełdę albo na sprzedaniu udziałów w takiej mega-firmie). Peña jest o tyle unikalny, że autentycznie najpierw zarobił fortunę (podobno około 500 mln dolarów) a dopiero potem postanowił zająć się nie tylko nauczaniem rozwoju osobistego co nauczaniem high performance. Jest również najlepszym mówcą jakiego słyszałem i stwierdzenie, że jest kontrowersyjny jest - parafrazując samego Dana: "niedoszacowaniem biblijnych rozmiarów." Nas - tu i teraz - interesować będzie nie jego metodologia QLA ale aspekt mentalny - a ten Peña ma jeden z najlepszych na świecie. Felix DENNIS i Tim GROVER są przy nim - w formie i treści - napompowanymi oksytocyną siostrami miłosierdzia i tolerancji. Peña jest kurwa żywiołem. Nie da się go odtworzyć i nie da się go podrobić. W megalomanii, narcyzmie i wyolbrzymianiu przebija go jedynie Donald J. TRUMP, którego zresztą Peña jest ogromnym fanem....

DAN BILZERIAN – czyli życie jako gra warta świeczki 22 Aug 2019

Cechą charakterystyczną każdego nieudacznika jest lamentowanie z powodu ludzkich wad, uprzedzeń, sprzeczności czy nieracjonalności bez wykorzystywania ich dla własnej korzyści i radochy - Nassim Nicholas TALEB Trójca święta... TWOJE ŻYCIE JAKO FILM: "Większość ludzi babra się z koncepcją samorozwoju a jedynym prawdziwym sposobem jest określić czego kurwa chcesz i sięgać po to. Bo w innym wypadku będziesz żyć w świecie pełnym pustych zachcianek. Gdy już ZDECYDUJESZ: będę miał to i to, zrobię to i tamto, przebiegnę maraton poniżej 5h - cokolwiek - zapisz to i bierz się do roboty. Często powtarzam ludziom, że najlepsza rada jaką kiedykolwiek otrzymałem brzmi: żyj jakbyś był głównym bohaterem własnego filmu. Twój film zaczyna się dokładnie w tej chwili a twoje życie jest obsraną porażką - zupełnie jak w każdym filmie z Arnoldem, gdzie budzi się i wrzuca do blendera kawałek pizzy i resztkę lodów. Dokładnie tak jak ci wszyscy kolesie na granicy załamania, którzy przykładają sobie lufę do głowy ale rezygnują w ostatniej chwili bo ze zdjęcia patrzy na nich córka... Udaj, że to właśnie ty. Udaj, że to właśnie początek twojego filmu i film ten ukazuje cię jako totalnego nieudacznika - i po prostu zdecyduj nigdy więcej nim nie być. I zacznij żyć jakby na każdym kroku, bez przerwy, podążała za tobą ekipa filmowa dokumentująca wszystko co robisz i analizująca twoje wybory i zachowania. Zacznij robić to co chcesz i rób to tak, żeby któregoś dnia twoje dzieci mogły obejrzeć ten dokument z dumą i by mogły powiedzieć - WOW, mój tata był niezłym wymiataczem! Zrobił co było trzeba! - WOW, moja mama naprawdę miała jaja!" - Joe ROGAN foto: Rolling Stone Zanim przejdziemy do samego Dana Bilzeriana, krótki filozoficzny wstęp w wykonaniu Alana Wattsa, którego Bilzerian namiętnie ogląda na YouTube i który wywarł na niego spory wpływ. Ten filozoficzny fundament pozwoli nam ustawić całą grę, w którą gra DB w odpowiednim świetle i kontekście. Tak więc - chwila cierpliwości nim przejdziemy do sedna. W tym momencie, jak w dobrej restauracji, czas na przystawkę, która zaostrza apetyt... BYĆ JAK JOKER: "Częścią gry, zwanej życiem, jest zaangażowanie się w nią tak, by zapomnieć, że to gra. Na dobrą sprawę wcale nie chcemy wiedzieć i pamiętać, że ta gra jest jedynie grą... To psuje całą zabawę... Tak więc cała gra polega na świadomości, że to tylko gra... ale pozostaniu w grze. Na byciu z jednej strony odłączonym a z drugiej strony wkręconym, tak by nadal grać w zaangażowaniem i pełnym zapałem. A zapał ten bierze się właśnie ze świadomości, że to tylko gra... Może wydawać ci się to paradoksalne, ale jest jak najbardziej możliwe i świadczy o samoświadomości - wiedzieć, że to tylko gra a jednocześnie czerpać z niej radość. To zupełnie jak z byciem szczęśliwym i w pełni zdawaniu sobie faktu ze swojej szczęśliwości. A wielu ludzi się tego obawia, sądząc, że moment w którym zauważą swoje szczęście będzie momentem w którym ono się automatycznie skończy." "Na tym właśnie polega funkcja Jokera - on dostrzega dosłownie wszystko co się dzieje, niczego nie traktuje do końca poważnie co wcale nie oznacza, że jest płytki czy błahy. Joker jest po prostu osobą, która ma wgląd w to, że wszystkie instytucje społeczne są grą. I wszystkie te społeczne gry rozgrywane są zgodnie z jedną fundamentalną zasadą: a zasadą tą jest to, że to nie jest gra, tylko sprawa jest całkowicie poważna. "Na jeszcze głębszym poziomie Joker rozumie, że każda forma występująca w naturze jest również grą - bo wszystkie te formy - tak jak muzyka czy taniec - nie mają konkretnego celu czy kierunku i rozgrywane są dla siebie samych. Tak więc, kiedy ludzie traktują społeczną grę śmiertelnie poważnie - a przypominam, że częścią zabawy jest traktowanie gry poważnie - Jokerowi wydaje się to tak zabawne jak i żałosne. Traktuje takich ludzi jako nudziarzy, którzy okradają się z bogactwa życiowych doświadczeń. Więc kiedy Joker widzi kogoś takiego - kogoś kto traktuje grę zbyt serio a siebie zdecydowanie zbyt poważnie, to z wielką ochotą bufonadę tę uwypukla. Rozumie, że ludzie, którzy zagubili się w życiu to ludzie, którzy zaczęli zbyt serio je traktować. I zamiast potępiać ich czy się nabijać, raczej pogratuluje im heroizmu i siły zaangażowania..." "Zresztą sam Joker nie ma z góry ustalonej roli - on ją płynnie zmienia i potrafi się dopasować. Po tym względem jest człowiekiem dzikim. A jego rola jest paradoksalna - z jednej strony ukazuje, że ta gra to tylko show jednocześnie utrzymując to show w ruchu. Trochę na zasadzie: 'widzisz, nie widzisz, widzisz, nie widzisz..'. Na królewskim dworze rolą błazna, czyli Jokera, było napominanie króla o jego śmiertelności i ludzkich słabościach" "Sam świat, w czystej formie, nie ma nic wspólnego z moralnością, bo moralność jest jedynie kolejną z pomniejszych ludzkich gier. Jednak sama WIELKA GRA toczy się znacznie ponad podziałem na 'dobro' i 'zło'. Amen... "Joker postrzega świat w kategoriach gier co wcale nie oznacza, że w jakiś sposób im umniejsza. Bo nie chodzi jedynie o rozrywkę. Rozumie, że natura świata jest jak musical - wszystkie te formy grane są dla samego ich odgrywania. Nie mają celu innego niż ich wykonywanie. Jak z tańcem - kiedy tańczysz, nie zmierzasz do jakiejś określonej lokalizacji, do jakiegoś szczególnego miejsca. Po prostu tańczysz. Tak więc, z punktu widzenia świata jako gry, wszystko co się dzieje jest celem samo w sobie." "Ale jeśli chcesz nadal grać w tę grę - i grać w nią z entuzjazmem - potrzebujesz optymalnego z punktu grania modelu świata. Pierwszym modelem był tzw. model ceramiczny - czyli świat został stworzony przez Boga tak jak garnek powstaje z gliny. To Bóg jest architektem, to On ma wielki plan i to on tchnie życie we wszystko. To dawało ludziom poczucie ważności - bo powstali w jakiś celu jako dzieci Boga, bo ktoś o nich dbał i się troszczył - jednak z czasem model ten zaczął się kompromitować bo niby wszystko co robimy, wszystkie nasze myśli i odczucia są obserwowane i oceniane przez Stwórcę. I tym cudownym sposobem, około XVIII wieku ludzie przerzucili się na bycie ateistami, pozostawiając element z góry narzuconego porządku spraw, ale odrzucając istnienie Boga. Co nie nastroiło ich zbyt optymistycznie, bo zgodnie z tym modelem, który nazywam modelem w pełni automatycznym, jesteśmy jedynie puchem marnym, przypadkowym wydarzeniem wkręconym z mechanizmy świata. W dodatku świat ten jest ślepy i nam wrogi, więc my - ten puch marny - musimy narzucać mu swoją wolę, czyli być z nim w konflikcie, zawsze w kontrze. Tak zrodziło się pojęcie wojny pomiędzy człowiekiem a Naturą. I to dlatego egzystencjaliści, jak Camus, tak dużo mówili o samobójstwie..." "No bo jeśli masz teorię wszechświata, która zniechęca cię do gry, to po co próbować? Lepiej od razu strzelić samobója... Wszak będzie chciał grać tylko wtedy, kiedy uznasz, że gra jest warta świeczki. Satysfakcjonująca teoria wszechświata to taka, która zachęca do obstawiania zakładów. A tą alternatywą jest to co nazywam modelem DRAMATYCZNYM. Spójrz na świat jako na dramat. Co jest podstawą każdego dramatu? Podstawą każdego dramatu jest gra w chowanego... To najbardziej naturalna i podstawową gra jaką znamy. Zna ją nawet noworodek, bo możesz np. schować swoją twarz za książką a potem ukazywać ją i znowu chować - na zasadzie: teraz widzisz a teraz nie - i dziecko będzie świetnie się bawić. Tak więc, zgodnie z tym modelem, nie jesteś ofiarą wrogich mechanizmów a życie da ci wprost proporcjonalnie do tego, ile w tę grę włożysz. I na dobrą sprawę już o tym wiesz, ale nie chcesz się do tego przyznać, bo grasz w tę grę tak, jakby on przydarzyła się tobie a nie tak, jakbyś ty ją jednocześnie współtworzył." "Czyż nie jest optymalnym założenie, że NIE JESTEŚ jedynie bezradną kukiełką rzuconą na pastwę krwawego losu w życiu zwanym piekłem? Nigdy nie będziesz miał energii i ochoty do gry o ile nie założysz, że sytuacja - Twoja i ogólna - jest ZAWSZE OPTYMALNA. I tak naprawdę, gdzieś tam w głębi, zawsze czujemy spokój i radość, jednak udajemy, że tego nie czujemy, bo to dodaje życiu kolorków. Udajesz nieszczęście, by móc zaznać szczęścia. A w udawaniu nieszczęścia staliśmy się prawdziwymi mistrzami. Zasada jest prosta - jeśli nie wiesz jak wygląda kolor czarny, to nie będziesz wiedział jak wygląda kolor biały - i odwrotnie." https://youtu.be/5QGAgrxNOYc "Jeśli jesteś gotowy by się obudzić, to się obudzisz a jeśli nie jesteś, to nadal będziesz udawać bezbronną ofiarę. A skoro tego słuchasz, zakładam, że jednak rozpoczynasz proces wybudzania się. Jednak nie wybudzisz się póki nie zapłacisz za to ceny, którą jest poczucie winy, czy niepokój i lęk, który wynika z gry w chowanego przed samym sobą." "Powstaje więc fundamentalne pytanie: czy definiujesz siebie jako ofiarę tego świata czy jako świat? Bo jeśli utożsamiasz się jedynie ze swoimi zachowaniami świadomymi, wynikającymi z Twojej wolnej woli, i tylko tym odruchom mówisz "Są moje" to z automatu określasz siebie jako ofiarę tej gry, bo utożsamiasz się jednie z bardzo wąskim zakresem swojego zachowania i wyborów. I będziesz czuł się jak w pułapce bo uznasz, że większość została ci w jakiś sposób narzucona. A przecież równie łatwo możesz utożsamiać się tak ze swoimi świadomymi jak i nieświadomymi zachowaniami i wyborami - bo to także jesteś ty. Bo jeśli uznasz, że nikt niczego ci nie narzuca to przestajesz być ofiarą, bo wtedy wiesz, że w ten czy inny sposób, to ty to robisz. To że nie wiesz jak lub dlaczego lub to że nie umiesz tego wyjaśnić słowami nie oznacza absolutnie, że to nie ty. I właśnie wtedy i tylko wtedy będziesz mógł z werwą i przekonaniem powiedzieć na cały głos - TO JA JESTEM ODPOWIEDZIALNY ZA MOJE ŻYCIE i niezależnie od tego, czy jest ono w tej chwili komedią czy tragedią, to moja sprawka! A opcja ta jest znacznie lepsza niż uznanie siebie z nędznego grzesznika czy bezwolną ofiarę." "Z modelu dramatycznego wynika prosta prawda - za każdym działaniem kryje się jakiś gracz....

LOUIE SIMMONS – ultra-samiec alfa silniejszy od stali 22 Jun 2019

OSTRZEŻENIE: Ten wpis znacznie podniesie twój poziom testosteronu. Przez zapoznaniem się z nim skontaktuj się ze swoim lekarzem lub farmaceutą... Są po prostu ludzie, którzy się nie czają. Są po prostu ludzie, którzy są ucieleśnieniem motto Franka Kerna, czyli: żadnego opierdalania się i żadnego bycia pizdą Są po prostu ludzie, którzy są tak potężnym żywiołem, że Życie patrzy na nich i myśli sobie: "No dobra, temu skurwielowi lepiej nie podskakiwać, więc niech se robi co chce...". No i Louie Simmons - przez zdecydowaną większość swojego 72-letniego życia robi co chce. I urywa życiu dupę. Malcziki... Louie jest postacią kultową. Najbardziej znany trener sportów siłowych na świecie i założyciel najbardziej legendarnego gym'u (Westside Barbell) na świecie. "Mój gym jest prywatny i wyłącznie na zaproszenia, bo znieść nie mogę klubów komercyjnych. Po prostu nie znoszę tych wszystkich ciot, które się tam obijają i nie mają zielonego pojęcia o właściwym treningu. Unikam bycia wśród takich ludzi, bo od zawsze powtarzam: Stal ostrzy stal. A jeśli zadajesz się z kulawymi, to sam zaczniesz utykać - Louie SIMMONS Członkowie Westside Barbell pobili ponad 100 rekordów świata, a jego zawodnik, oraz jego zawodniczka, dzierżą obecne rekordy wszech czasów. "Mamy najsilniejszego trójboistę w historii świata i najsilniejszą trójboistkę w historii świata." Sam Louie, przez 34 lata kariery zawodniczej nie spadał z pierwszej światowej dziesiątki. Jest jednym z dwóch osób na świecie, które mając ponad 50 lat zrobiły przysiad 920 funtów (417 kg), wycisnęły 600 funtów (272 kg) oraz zaliczyły 722 funty w martwym ciągu (327,5kg). Wszystko to pomimo tego, że nie ma obu bicepsów: "Zerwałem je sobie w 78'. Lekarze powiedzieli mi, że już po mnie. Pół roku później zdobyłem mistrzostwo USA z 3 wynikiem w historii." Przestał startować zawodniczo w wieku 63 lat, bo traci przytomność gdy podniesie ręce ponad głowę: "Czasami trzeba powiedzieć sobie dość." "Musi być ciężko. Po prostu czasami musisz od życia dostać lanie. W ten sposób najlepiej się uczysz. Czy to najlepszy sposób? Tego nie wiem, ale wiem, że cholernie skuteczny. W wieku 13 lat dostałem kijem i miałem pękniętą czaszkę. Potem złamaną szczękę i biodro. Złamałem każdą kość w moim ciele, dwa razy byłem stanie śmierci klinicznej, więc postanowiłem uczyć ludzi jak trenować właściwie i bez kontuzji. Całe moje życie poświęciłem jednemu - temu jak ja mogę być szybszy i silniejszy i jak pomóc w tym innym." "Uwielbiam trójbój siłowy, bo uwielbiam wszystko co można zmierzyć. Po prostu lubię prostotę i lubię podstawy - to jak jesteś silny i to jak jesteś szybki." "Pomimo tego, że byłem głupi jak but i musiałem dać 100$ łapówki oraz randkować z dwoma nauczycielkami by w ogóle skończyć średnią szkolę, dziś jestem właścicielem 13 patentów i autorem ponad 300 artykułów i kilku książek. A nawet nie umiem posługiwać się komputerem." Dobra, zobaczmy zatem co leży u podstaw takiej życiowej postawy a zaczniemy od lekcji, która była dla mniej najważniejsza i ułożyła mi Simmonsa - oraz innych samców alfa - w zupełnie nowym kontekście. To lekcja absolutnie kluczowa, dlatego że daje nową, szeroką perspektywę na to czym życie, czym jest wygrywanie i czym są porażki. Dlatego zacznijmy od koncepcji #1, czyli... ŁAŃCUCH POKARMOWY: "Miałem ze 12 lat a mój sąsiad był sporo starszy i ważył z jakąś setkę. Graliśmy w baseball i on uznał, że był aut a ja upierałem się, że piłka była w polu. Więc strzelił mnie na odlew w twarz tak mocno, jak tylko mógł. Lekcja z tego była prosta - ja nie mogłem mu dokopać, bo był za silny, więc jeśli ktoś taki mówi, że był aut, znaczy że był aut. To właśnie w ten sposób dorastałem. Wiedziałem czym jest hierarchia, wiedziałem czym jest kolejność dziobania. Porządek dziobania polega na tym, że kumasz gdzie jest twoje miejsce. Jaki jest porządek rzeczy. Dziś nikt już tego nie rozumie. Każdy uważa, że może mieć wszystko co chce i że wszystko się należy. Nie bylibyśmy w tak marnej sytuacji, jako Ameryka, gdyby ludzie kumali czym jest hierarchia." "W pierwszej klasie jakiś chłopak ukradł mi but. Wróciłem do domu i poskarżyłem się ojcu a on powiedział mi, że jeśli się powtórzy, to on mi wleje. Więc wróciłem do szkoły, wdałem się z tym chłopakiem w bójkę i przywaliłem nauczycielowi, który próbował nas rozłączyć. Tym cudownym sposobem, drugiego dnia szkoły podstawowej zostałem zawieszony na cały rok szkolny. W wieku 7 lat. Zdaje się, że już wtedy miałem ciut za dużo testosteronu..." "Dziś słyszymy o tym, że rodzice przenoszą dzieci do innej szkoły, bo ktoś im tam dokucza albo się na nich wyżywa. Gdyby to mnie ojciec odesłał z tego powodu do innej szkoły, ze wstydu sam bym się chyba pobił. Mam tylko 13 własnych zębów. Zgadnij dlaczego? Od ciągłego stawiania się i pyskowania silniejszym." "Sprawa jest prosta - wolę bić niż być bitym. A wyglądało to tak, że ja dokopywałem każdemu, komu tylko mogłem, za to wszyscy silniejsi dokopywali mi. Tak po prostu wyglądała wtedy rzeczywistość. Wtedy przynajmniej każdy wiedział jaka jest jego pozycja w grupie albo w społeczeństwie. Nie to co dzisiaj - zasmarkane, zapłakane pipy, skamlające o tym jaka spotkała je niesprawiedliwość. Temat był krótki: jeśli nakopałeś mi do dupy, myślałem sobie: 'Kurna! Ten koleś nakopał mi do dupy! Trudno, najwyraźniej tak już jest!' "I wiesz co? Niczego, ale to absolutnie niczego nie żałuję. Nie mam żadnych pretensji. Bo to wszystko były lekcje. Po prostu nie możesz udawać, że jesteś kimś kim nie jesteś. Po prostu nie możesz. Musisz wiedzieć kim jesteś i musisz wiedzieć gdzie jesteś. Tylko to się tak naprawdę liczy. Ale żeby wiedzieć kim jesteś i gdzie jesteś, musisz być testowany. I nie ma znaczenia czy poślą cię na deski czy nie. Liczy się jedynie to czy powstaniesz. I ja powstawałem ze 2 miliony razy. Pieprzyć to. Po prostu wstawałem. Szczerze - to, że leżałem na deskach nie miało dla mnie żadnego znaczenia. Wiesz, kiedyś trenował tu Kevin RANDLEMAN. Prawdziwa bestia. Więc załóżmy, że Kevin mnie stłukł. No i co z tego? Zbił ze 100 innych osób, więc tak naprawdę byłbym jednym z wielu na bardzo długiej liście. Czy czułbym się z tym źle? Absolutnie nie! W sumie czułbym nawet jakiś rodzaj dumy, że to sam Randleman skopał mi tyłek!" Kevin "Długa Lista" Randleman. Polecam zwrócić uwagę na rozmiar szyi... A teraz spójrz na to w ten sposób - dlaczego ludzie tak bardzo obawiają się porażek? Dlaczego tak bardzo obawiamy się konfrontacji? Między innymi dlatego, że udajemy przed sobą - i przed innymi - że jesteśmy kimś więcej niż naprawdę jesteśmy. Dlatego, że wierzymy w to jak "być powinno", w gwarancje i w to, że życie powinno być fair. Nie bierzemy życia takim jakim jest, tylko takim, jakim chcemy żeby było. To dlatego tak bardzo uciekamy do świata założeń, fantazji i sedacji. Boimysię wyeksponować bo to może pokazać nam - realnie i namacalnie - gdzie naprawdę jesteśmy w hierarchii.. Ignorując fakt istnienia łańcucha pokarmowego, czyli tego, że są lepsi i gorsi, silniejsi i słabsi, osłabiamy i ogłupiamy się jeszcze bardziej. I to jest, dla mnie, najważniejsza lekcja, którą wyciągnąłem od Louie Simmonsa. Bo to co mówi jest tak proste jak i z drugiej strony egzotyczne: konfrontacja pokazuje Ci, gdzie realnie dziś jesteś. I nie ma żadnego wstydu w tym, że nie jesteś pierwszy. I nie ma żadnego wstydu w tym, że jesteś słabszy. Albo głupszy. Albo biedniejszy. Bo zawsze będą lepsi od Ciebie. Zatem zamiast oszukiwać się albo załamywać, pomyśl co zrobić, by awansować. Bo zawsze możesz być wyżej. Twoja pozycja w hierarchii to nie wyrok tylko feedback, lekcja, informacja zwrotna i wezwanie do tego, by stać się SZYBSZYM & SILNIEJSZYM. Tukidydes, już w starożytności mówił: Silni robią ile mogą, słabi cierpią ile muszą i słów tych nie musisz odnosić się jedynie do innych ludzi. One odnoszą się przede wszystkim to Twojego wewnętrznego konfliktu. Bo niemal zawsze i niemal we wszystkich kontekstach jesteś jednocześnie silny (silniejszy od kogoś innego) oraz słaby (słabszy od kogoś innego). Wiec wszystko sprowadza się do tego, by - jeśli taka Twoja wola - CODZIENNIE być nieco silniejszym niż dnia poprzedniego. I o tym właśnie jest ten wpis. Mówiąc prościej - łańcuch pokarmowy jest faktem i jest jednocześnie informacją zwrotną pokazującą Twoją realną siłę i Twoją realną pozycję tu i teraz. Albo będziesz robił z tego emocjonalną jazdę, buntując się jak sfoszony bachor czy szczując się poczuciem wstydu lub winy, albo użyjesz tej informacji w sposób chłodny i obiektywny by wzmocnić się i awansować w kolejności dziobania. Wybór jest Twój, tym bardziej, że masz już jego świadomość. DRAPIEŻNIK czy OFIARA? https://www.instagram.com/p/BXqsMh3gt34/?utm_source=ig_embed Normalni ludzie dadzą ci normalne wyniki. Jeśli chcesz wyników ekstremalnych, potrzebujesz ekstremalnych ludzi - Louie SIMMONS "Na tym świecie są tylko dwa typu ludzi - drapieżniki i ofiary. I bardzo szybko zorientujesz się, do której grupy się zaliczasz." "Spójrz sobie na tych siłaczy za dawnych czasów. Kolesie wyglądają jakby byli na sterydach, a przecież wtedy anabolików nie było. Dziś faceci już tak nie wyglądają. Nie wiem dlaczego, może wtedy jedzenie było dużo lepszej jakości. Ale najważniejsze jest to, że tamci faceci mieli charakter. Stawiali się i zarobienie plomby nie było szczególnie trudne. Dziś świat jest zbyt miękki. A musi być ciężko. Musi być twardo. Nie możesz wieść miękkiego, łatwego życia, bo kiedy nagle coś się stanie to masz przejebane. Dziś bez przerwy widzę tych mocnych w gębie pajaców, który bardzo szybko wznoszą się na szczyt lecz kiedy tylko napotkają na pierwszy opór, od razu się poddają i spadają na dno. Nazywam ich, jak w filmie Mad Max, 'Night Ridersami'. Szczególnie dużo ich dziś w MMA - bo prawie każdy chce być tam na szczycie, tylko prawie nikomu nie chce się włożyć w to niezbędnej pracy." https://youtu.be/UR7yWnttWck Moja filozofia jest bardzo prosta - jeśli idziesz na wojnę,...

Ari GOLD czyli jak motywować się WROGIEM 29 May 2019

Niech za motyw przewodni tego wpisu posłużą nam słowa cynicznego Francois de La Rochefoucauld, który w swoim zgrabnym dziełku, czyli "Maksymach i rozważaniach moralnych" napisał: Powodzenie w świecie częściej zawdzięczamy naszym wadom niż zaletom. Radosny sadyzm w akcji... Zanim przejdziemy dalej, zastanówmy się nad tymi słowami, bo być może stanowią one coś więcej niż jedynie zgrabny aforyzm. Nie jest przypadkiem, że biografia jednego z największych biznesowych wymiataczy końca XX i początku XXI wieku, byli byłego włodarza F1, Bernie Ecclestone'a nazywa się - "Nie jestem aniołem" a biografia najbogatszego człowieka w Kalifornii, założyciela i szefa firmy Oracle ma tytuł: "Jaka jest różnica pomiędzy Bogiem a Larry Ellisonem? Bóg nie uważa, że jest Larry Ellisonem." W wielkim skrócie, ludzie sukcesu, mają - delikatnie rzecz ujmując - ego. I ego to może uwierać postronnych obserwatorów bo nie jest społecznie docięte i ugładzone. A nie może być społecznie docięte i ugładzone, bo masz to co tolerujesz, więc jeśli chcesz mieć więcej - jeśli chcesz mieć dużo, dużo, dużo więcej, musisz wymagać od siebie i od innych znacznie, znacznie, znacznie więcej. Czyli posługiwać się presją. A to jest i będzie powszechnie odbierane jako wada. Cztery główne "wady" które zapewniają sukces (na ile cokolwiek może go zapewnić) które najczęściej zaobserwowałem u ludzi mega-sukcesu to: nietolerancja niecierpliwość nieustępliwość oraz bycie niezrażonym czyli - w znacznym stopniu - cecha, która w Wielkie Piątce nazywa się bardzo niskim poziomem ugodowości. Jeśli w tym temacie interesuje Cię więcej, sprawdź moją TRUMPNOZĘ, bo Prezydent Trump jest ikoną tego typu egocentrycznej postawy. https://youtu.be/BGymvS--s0Q SUKCES zależy od dyktatorskich skłonności - Bernie Ecclestone Swoją drogą zabawne, ale Ari GOLD, bo on będzie głównym bohaterem tego wpisu, nie jest nawet prawdziwą postacią. To bohater - i to wcale nie główny - z serialu HBO "Entourage". Skomplikujmy sprawę bardziej, bo Ari GOLD, który jak już wiesz jest postacią fikcyjną, staje się w 2015 roku autorem małej i błyskotliwej książeczki pod tytułem "The Gold Standard: Rules to Rule By", która, co ciekawe, jest jedną z najlepszych biznesowych książek jakie znam. Jest to również najlepiej przeczytany audiobook jaki miałem przyjemność słyszeć, bo czytał go - w najbardziej błyskotliwy z możliwych sposobów, odtwórca filmowej roli, czyli Jeremy Piven.A rzadko zdarza się, żeby gwiazda tego typu kalibru zajmowała się czytaniem książek. Postać Ari Golda inspirowana jest autentyczną postacią wszechpotężnego (byłego) agenta gwiazd takich jak Vin Diesel, Mark Wahlberg czy sam Donald Trump - czyli postacią Ari EMANUELA, który obecnie zarządza jedną z największych agencji talentów na świecie - William Morris Endeavor. To właśnie Ari EMANUEL jest bezpośrednim szefem Dany WHITE'a czy Conora McGREGORA, jako, że jest (między innymi) właścicielem UFC. I, już na sam koniec tego wątku pobocznego, to Ari EMANUEL namaścił Jeremy Pivena do roli Ari GOLDA. Powiedział po prostu, że nie zgodzi się na nikogo innego. Dwóch Władców Wszechświata, czyli Prezydent Donald Trump i Ari Emanuel Prawdziwych autorów książki "The Gold Standard" jest kilku ale fakt jest jeden: wiedzą oni bardzo dokładnie, by nie rzec intymnie, na czym polega zdobywanie i utrzymywanie władzy & fortuny w dżungli zwanej Hollywood. Zobaczmy zatem jakie lekcje możemy wyciągnąć dla siebie! AGRESJA ZDECYDOWANIE PRZEBIJA PASJĘ "Chciałbym ci powiedzieć, że mój sukces w Hollywood napędzały pasja i kreatywność, to byłoby to kłamstwo. Napędzały mnie czysta agresja oraz ambicja." "A najważniejsza zasada sukcesu brzmi: 'Nie masz żadnej władzy póki nie masz pełni władzy'. Jako władzę rozumiem nie zajmowane stanowisko a realną możliwość wprowadzania zmian na zawołanie. (...) Na szczęście bardzo szybko skumałem, że władzy nie zdobywa się szukając bezpiecznych dróg na skróty. Władzę zdobywasz dzięki WIZJI, pełnemu POŚWIĘCENIU i boskiej PEWNOŚCI SIEBIE, która jest tak wszechogarniająca, że masz absolutne przeświadczenie iż mógłbyś uprawiać jogę pod prysznicem w pierdlu o zaostrzonym rygorze i nikt nie śmiałby nawet rzucić okiem na twoją zgrabną i giętką dupę!" BYCIE SZCZĘŚLIWYM PIENIĘDZY NIE DAJE "Przestań marnować czas zamartwianiem się o równowagę pomiędzy życiem a pracą, poszukiwaniem lepszej wersji siebie [przypominam słowa La Rochefoucauld - RM] czy innych lipnych sekretów wciskanych przez rozlazłych hipisów, którzy nigdy nie zbudowali ani biznesu ani konkretnego dochodu, albo ockniesz się za 20 lat spłukany, wkurwiony i w kryzysie wieku średniego. Tani browar i kiepska dupa, które radowały cię w wieku 25 lat nie ukoją twej duszy w wieku 45-ciu." Świetnie napisane, jeszcze lepiej przeczytane! "Szczęście jest jak jednorazowy seks - na początku cieszy i bawi ale parę godzin później chcesz wezwać Ubera i wrócić do swoich dawnych obowiązków. Sam pomysł, że ktoś mógłby chcieć doświadczać szczęścia w sposób nieprzerwany całymi dniami czy latami jest po prostu absurdalny. Każdy kto odczuwa przyjemność i euforię non stop jest albo upośledzony albo napierdolony. Za to pieniądze - w przeciwieństwie do szczęścia - są stabilne. Można je wydać, zainwestować, podpalić zwinięte w tyłku twej stażystki... W skrócie, wybierz kasę." "Co więcej, pieniądze są zasobem, który ułatwia odnalezienie życiowego sensu i osiąganie celów, nie dlatego, że mogą kupić szczęście, tylko dlatego, że usuwają desperację, desperację, która to szczęście i sens życia skutecznie odbiera. Bo jak powiedział mój ziom, George Jefferson, pieniądze trzymają zgryzoty na dystans." "Ludziom kruchym umysłowo szczęście często myli się z sedacją, tak jakby jedynym sposobem na bycie szczęśliwym było przepieprzenie czasu łowiąc ryby na muchę, robienie swetrów z kotami na drutach albo planowanie kolacyjek, przy których chcesz powrócić do japońskiej tradycji samobójstw. Emerytura nie jest celem. Emerytura jest wyrokiem." Sedacja (uspokojenie) – obniżenie aktywności ośrodkowego układu nerwowego za pomocą środków farmakologicznych bez wyłączenia świadomości (możliwe jest jednak częściowe jej ograniczenie). Dochodzi wówczas do zmniejszenia napięcia i niepokoju, często w połączeniu z sennością - Wikipedia "Kiedy Bud Fox w filmie 'Wall Street' zapytał Gordona Gekko, ile jeszcze jachtów potrzebuje by móc jeździć na nartach wodnych, przegapił najważniejszy element. Bez znaczenia ile. Chodzi po prostu o to by mieć wybory. Jak śpiewa Wu-Tang Clan: "Gotówka rządzi wszystkim wkoło" i mają miliard procent racji." "Ci od 'pieniądze szczęścia nie dają' to ta sama grupa patafianów, która stworzyła pojęcie 'pracoholizmu' tak jakby kochanie tego co robisz zawodowo miało być chorobą na miarę malarii albo otyłości. A nie ma - poza miłością do własnej rodziny - ambicji ważniejszej niż posiadanie zajęcia, które kochasz. Bo jeśli nie masz pracy, którą kochasz, zgorzkniejesz jak upadająca gwiazda porno i rodzina cię za to znienawidzi. Przy czym nie chodzi mi tu o pracę, którą jesteś w stanie przez 8 godzin dziennie jako tako tolerować tylko o coś, co katapultuje cię co rano z łóżka w tempie podobnym do Jack Russell terriera, któremu odpalono w dupie fajerwerki." https://youtu.be/6Bw64T58AKU "Czy byłem kiedykolwiek od swojej pracy uzależniony? I to jak cholera! Masz przejebane jeśli nie jesteś. Bo w przeciwieństwie do twojego hobby czy twej szanownej małżonki, praca musi być posuwana codziennie. Niezależnie od wszystkiego." Walcz, walcz, walcz i koś kasę, kasę, kasę. Bo bycie szczęśliwym nie da ci nawet złamanego grosza - Ari GOLD SPRZEDAWANIE "Najważniejszym produktem, który sprzedajesz jest temperatura wrzenia. Ja nie reprezentuję aktorów. Ja reprezentuję gorączkę." "Każdy, dosłownie każdy na tej planecie jest sprzedawcą. Niezależnie od płci, wykonywanego zawodu, przynależności religijnej, rozmiaru miseczki, orientacji seksualnej, rasy, statusu społeczno-ekonomicznego, grupy krwi, ulubionego koloru, odległości wytrysku, niezależnie od tego czy za największy rockowy zespół uważasz the Beatles czy the Rolling Stones - każdy z nas zawsze coś sprzedaje. I masz nadzieję, że ktoś to coś kupi. Chcesz być lubiany? Musisz sprzedawać siebie jako osoba łatwą do polubienia. Chcesz, żeby ktoś zainwestował w twój biznes? Musisz sprzedać im dlaczego to właśnie ty jesteś tym, który potroi ich zainwestowane pieniądze. Chcesz żeby ktoś uprawiał seks akurat z tobą? Musisz im sprzedać dlaczego właśnie twój nektarek jest najsłodszy ze wszystkich." "Temperatura wrzenia to kinestetyczny, wybuchowy i jedynie chwilowy pęcherzyk energii, który otacza wszystko to co sprzedajesz - czy to produkt, czy klienta czy ciebie samego. I pęcherzyk ten ma przeważyć szalę na twoją stronę. (...) To właśnie ta gorączka dodaje do całego równania nieco podniecenia i sprawia, że w oczach kupującego wartość znacznie wzrasta, co daje ci dźwignie by żądać wyższej ceny." "To właśnie temperatura wrzenia sprawia, że ludziom odbija. Cztery stulecia temu, właśnie z powodu tego typu gorączki, cała Holandia dostała totalnego pierdolca na punkcie tulipanów." https://youtu.be/i__FFVZ4HM8 "Gdy masz do czynienia z gorączką, najważniejszym jest zachować lodowato zimną krew. No chyba, że masz ją po swojej stronie - wtedy gorączka ta może stopić każdą lodową przeszkodę. (...) Jedyny sekret to granie ciemną stroną monety. A ciemną stroną temperatury wrzenia jest STRACH. Jedyną bardziej motywującą siłą od korzyści kupienia tego co gorące jest paraliżująca perspektywa przegapienia tej jakże wyjątkowej okazji. Nikt nie chce być jak Ronald Wayne, czyli trzeci obok Jobsa i Wozniaka założyciel Apple Computer, który sprzedał swoje udziały za 800 dolców i mieszka teraz w przyczepie na polu kempingowym w Pahrump, w stanie Nevada, zastanawiając się zapewne co rano czy to właśnie dziś zdobędzie się na odwagę by w końcu pociągnąć za spust." "Umówmy się - nigdy tak naprawdę nie wiadomo czy rynek łyknie twój produkt....

Taśmy MAZURA & GORZYCKIEGO #1: TRANSFORMACJA w życiu & biznesie 25 May 2019

Wszyscy wszystkich nagrywają, więc postanowiliśmy z potężnym i wpływowym Adrianem Gorzyckim - pomysłodawcą i prowadzącym rosnący w siłę kanał Przygody Przedsiębiorców nagrać naszą rozmowę dotyczącą transformacji, która zaszła tak w naszym życiu jak i w biznesie. Tak więc jeśli lubisz być "muchą na ścianie" i chcesz dowiedzieć się, jakie wnioski wyciągnęliśmy dla siebie i innych po latach pracy nas sobą, ten materiał jest dla Ciebie! https://youtu.be/GMxo9PNxM3E A pod spodem, najlepszy wywiad jaki ze mną przeprowadzono, czyli moja rozmowa z Adrianem z kwietnia 2018: https://youtu.be/llq_TFLK-Uw

Tim GROVER o tym jak zostać WYMIATACZEM 30 Apr 2019

Na dobrą sprawę ten wpis mógłby mieć podtytuł: Co by się stało, gdybyś naprawdę (ale to naprawdę) sobie zaufał. Oraz co by się stało gdybyś naprawdę, ale to naprawdę zaczął od siebie wymagać WIĘCEJ. A potem WIĘCEJ, a potem JESZCZE WIĘCEJ. Zresztą, zapewne bardzo dobrze wiesz co by się stało - i zapewne bardzo się tego obawiasz. Zatem zmieńmy to i zobaczmy jak to jest być WYMIATACZEM. Kobe Bryant powiedział o nim, że jest absolutnym mistrzem mentalnej twardości, który pomaga osiągnąć zawodnikom wyniki o których nawet nie marzyli. Dwyane Wade ufał mu bezwarunkowo i słuchał jak wyroczni. Michael Jordan, jego najbardziej znany klient, przez pewien czas płacił mu dodatkowo za to by nie pracował z nikim innym w NBA. Pierwotnie Jordan zdecydował się jedynie na 30 dni współpracy. Ostatecznie pracowali ze sobą 15 lat. Zajmował się jego ciałem oraz jego umysłem. Z brutalną i bezwzględną obowiązkowością, o której zaraz się dowiesz. "Jeśli zobaczę cię w mojej okolicy, odstrzelę cię" - powiedział mu Jordan po zakończeniu sportowej kariery. Nie mów mi co czujesz, pokaż mi WYNIKI Tim Grover, bo o nim właśnie mowa, jest legendą wśród zawodowych sportowców, którzy w rekordowym czasie muszą stanąć na nogi - dosłownie i w przenośni - wychodząc z beznadziejnych kontuzji i mentalnego bagna. Jego książka - "Relentless - from good to great to unstoppable" jest od 5 lat kultową pozycją w kręgach sportu i biznesu. "Tim Grover wie o mentalnym aspekcie sportu więcej niż ktokolwiek inny. Ta książka pozwoli ci odkryć do czego jesteś zdolny, osiągnąć wyniki o których nawet nie marzyłeś i sięgnąć po najwyższe poziomy sukcesu. A potem wspiąć się jeszcze wyżej." - napisał na okładce sam Kobe Bryant. Zobaczmy zatem jak wyglądają niepoprawnie politycznie lekcje wchodzenia na szczyt - i utrzymywania się tam całymi latami. Lekcje podzieliłem po swojemu, w większe grupy tematyczne, szatkując tym samym książkę w sposób niechronologiczny. Dzięki ułożeniu fragmentów w sposób tematyczny całość układa się w bardziej logiczną całość i daje się znacznie łatwiej przełożyć nie tylko na sport, ale i na biznes czy życie prywatne. PRZESTAŃ MYŚLEĆ! Już teraz wiesz co masz zrobić i jak to zrobić. Więc co cię zatrzymuje? - Tim GROVER MASZ TO W SOBIE "Wcale nie chodzi tu o motywację. Skoro czytasz tę książkę, już jesteś wystarczająco zmotywowany. Teraz musisz przenieść to na działania i rezultaty. Wszystko co niezbędne do wielkości masz już w sobie. Większość ludzi rezygnuje, bo inni wmówili im ograniczenia a pozostanie w strefie komfortu jest i łatwiejsze i bezpieczniejsze. Zatem w jaki sposób stajesz się NIE-DO-ZATRZYMANIA? Poprzez usunięcie wszelkich narzuconych sobie ograniczeń. Chcę, żebyś chciał WIĘCEJ i osiągał WSZYSTKO czego pragniesz." "Bycie najlepszym oznacza takie ZAPROJEKTOWANIE swojego życia, że nie spoczniesz póki nie osiągniesz tego czego chcesz. A gdy już będziesz to miał, zaczniesz sięgać po NASTĘPNE. I następne i następne. NIEUSTĘPLIWIE. Odrzucasz wszelkie ograniczenia. Po cichu lecz intensywnie robisz co trzeba by mieć to co chcesz. Bo rozumiesz swój nienasycony nałóg sukcesu. Bo to on kształtuje całe Twoje życie." Wszystkie środki niezbędne do osiągnięcia celu masz już w sobie - Chris Hyatt BYCIE NIEUSTĘPLIWYM "Bycie NIEUSTĘPLIWYM oznacza WYMAGANIE OD SIEBIE WIĘCEJ niż ktokolwiek kiedykolwiek mógłby od ciebie wymagać, zdając sobie sprawę z tego, że gdy za każdym razem się zatrzymujesz, wciąż masz niewykorzystany margines sił i możliwości. MUSISZ ROBIĆ WIĘCEJ. Z chwilą gdy twój umysł mówi "Koniec" twój instynkt krzyczy "NASTĘPNY!" Nie ma w tym nic skomplikowanego. To CZYSTY ZWIERZĘCY INSTYNKT." Ten kawałek, jako żywo, przypomina "Zasadę 40%" którą spopularyzował David GOGGINS. Zasada ta jest prosta i leży u podstaw treningu operatorów Navy SEALs: kiedy twoja głowa mówi ci, że nie masz już sił, wyczerpałeś je w 40% co realnie oznacza, że 60% baku wciąż jest pełne. Mówiąc inaczej, większość ludzi rezygnuje nie wykorzystawszy nawet połowy swoich możliwości. Kupując swoją własną gadkę hipnotyzują się w stronę słabości i bezradności. Ponieważ, w ogromnym stopniu, to nasza percepcja kreuje rzeczywistość, uznania że masz dość oznacza, że będziesz mieć dość. Wszak każda hipnoza to autohipnoza. Nawet gdy Zasada 40% nie jest prawdziwa (a jest prawdziwa), bycie przeświadczonym o jej prawdziwości da ci - zgodnie z efektem placebo - znacznie, znacznie więcej sił i możliwości niż podważanie jej wiarygodności. Masz bowiem w środku głowy CZERWONY GUZIK PANIKI, który w trybie domyślnym używany jest za wcześnie i za często. "Jeśli naprawdę pragniesz być NIE-DO-ZATRZYMANIA, musisz zmierzyć się z tym kim naprawdę jesteś i obrócić to na własną korzyść. Prawdziwie nieustępliwi ludzie, których nazywam WYMIATACZAMI ("Cleaners") to drapieżniki, których Ciemna Strona odrzuciła ugrzecznienie. A niezależnie od tego czy zdajesz sobie z tego sprawę czy też nie, masz własną Ciemną Stronę. Używaj jej właściwie, bo może być twoim największym darem." "Bycie NIEUSTĘPLIWYM polega na WIECZNEJ NIE-SATYSFAKCJI, ciągłym pędzie do bycia najlepszym a potem jeszcze lepszym. Polega na wrzucaniu kolejnego biegu, który zabierze cię na wyższy poziom, nawet jeśli poziom ten jeszcze nie istnieje. Polega na skonfrontowaniu się z własnymi lękami i pozbyciu się toksyn, które gwarantują porażkę. Polega na budzeniu trwogi i respektu wynikających z twardości i mentalnej siły a nie jedynie fizycznych możliwości." Zarówno o wiecznej nie-satysfakcji, jak i budzeniu trwogi - oraz o Ciemnej Stronie - będę mówił jeszcze w dalszej stronie tekstu. Nikt nie obiecywał, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie TRANSFORMACJA W NIEUSTĘPLIWOŚĆ "I wcale nie proponuję ci transformacji w kogoś kim nie jesteś i kim nie chcesz być. Proponuję ci jedynie otworzenie swojego umysłu na możliwość tego, że MOŻESZ zrobić znacznie WIĘCEJ w ramach tego co już masz. I jeśli serio traktujesz pójście tam, gdzie jeszcze nie byłeś, jeśli naprawdę chcesz cisnąć MOCNIEJ by trafić wyżej niż ktokolwiek mógłby posądzać, to CZAS NAJWYŻSZY ZAUFAĆ temu wewnętrznemu głosowi podpowiadającemu ci byś robił to co wiesz, że MOŻESZ zrobić i nawołującemu cię do bycia prawdziwie NIEUSTĘPLIWYM." Zaakceptuj, że jesteś tylko cząstką tego kim MOŻESZ być i że CHCESZ być kimś WIĘCEJ - Chris Hyatt Mówiąc wprost, GROVER wzywa nas do zejścia do swoich flaków. Czyż nie jest paradoksalnym i smieszno-smutnym, że to nasza głowa najbardziej trzęsie dupą, choć jej nie posiada? Za mało flaków, za mało jaj, za mało serca, za dużo mózgu - oto główny problem ludzi, którzy chcą, wiedzą i mogą - ale nie robią i nie mają. URODZONY NIEUSTĘPLIWYM "Wszyscy urodziliśmy się 'złymi'. Urodzony 'złym' a przyuczony do 'dobra'. Albo - jeśli wolisz: urodzony NIEUSTĘPLIWYM i przyuczony do ustępowania. Dzieci są naturalnie absolutnie i bezwzględnie nieustępliwe. A potem rodzice naczytają się książek o wzorcach grzeczności i wszystko psują. Odbieramy im te wszystkie potężne, naturalne instynkty, te błyskawiczne impulsy z flaków, nazywamy to 'złym zachowaniem' i robimy co w naszej mocy by je wyrugować. Co za strata. Cała ta naturalna energia, napęd, intuicja, działanie - wszystko sprowadzone do stania za karę w kącie." "Czy jesteś w ogóle w stanie przypomnieć sobie czasy, w których nie byłeś przyuczany ograniczeń i podporządkowywania się, naśladowania tego co robią inni, ostrożnego badania możliwości, zamartwiania o to, co inni powiedzą? W pewnym momencie przestałeś robić to co było ci naturalnym a zacząłeś to, co ci kazano. Zebrałeś te wszystkie swoje 'niepoprawne' popędy, pomysły i pragnienia i upchnąłeś je głęboko tam, gdzie nikt nie może ich dojrzeć (...) Ale teraz wiesz i czujesz, że one wciąż tam są. Są tam w tym miejscu, którego nie ukazujesz innym, w tej części, która odmówiła bycia wyuczoną, która odrzuciła podporządkowanie się i grzeczne wychowanie. Są tam, po mrocznej stronie twojego instynktu i bez nich nie uda ci się osiągnąć WIELKOŚCI." "Większość ludzi przypomina lwa w klatce. Niegroźni, poskromieni, przewidywalni, czekający na zbliżające się zdarzenia. Jednak ludzka klatka nie jest zbudowana ze szkła i stalowych prętów; stworzyły ją złe porady i niska samoocena, reguły rodem z dupy i masochistyczny sposób myślenia o tym czego to robić nie wolno i o tym co robić się powinno. Uformowały ją lata neurotycznego myślenia, nadmiernego analizowania i zamartwiania się wszystkim tym, co może pójść nie tak. Pozostań w tej klatce wystarczająco długo, a zatracisz wszystkie te instynkty... A jednak one wciąż tam są i czekają aż znajdziesz klucz do klatki (...) Cały ten INSTYNKT KILLERA właśnie czeka na uwolnienie. Co cię zatem zatrzymuje?" Społeczeństwo jest największym wrogiem zdrowia psychicznego jednostki - Andrew SALTER "Jeśli naprawdę chcesz być ELITĄ, jeśli naprawdę chcesz być NIEUSTĘPLIWYM, musisz NAUCZYĆ SIĘ odrzucić wszystko to czego cię nauczono, pozbyć się wszystkich tych restrykcji i ograniczeń, całego tego negatywizmu oraz wątpliwości. A jeśli zadanie to wprawia cię w konfuzję, pozwól, że nieco to uproszczę: Masz przestać myśleć. Tyle w tym temacie." "Bo dokładnie w ten sposób chcę, żebyś postrzegał instynkt. Jako NIE-MYŚLENIE. Po prostu czysta, surowa reakcja z flaków, wynikająca z tego, że jesteś tak gotowy, tak przygotowany, tak pewny, że nie ma się nad czym zastanawiać. Żadnego dumania, żadnego wahania. Natychmiastowa odpowiedź poparta doświadczeniem i przygotowaniem. Gdy myślisz - umierasz. Gdy po prostu WIESZ - działasz." "Wszystko czego potrzebujesz już jest w tobie. Właściwe instynkty i odruchy prowadzące tak do przeżycia jak i do sukcesu są ci wrodzone. Działają w tle i bez twojego myślenia." Przestań myśleć. Przestań czekać. Już teraz WIESZ co robić - Tim GROVER Życie jest za krótkie by nie mieć o sobie przesadnie dobrego zdania! PRZESTAŁEŚ SOBIE UFAĆ "Czy możesz być najlepszy? Ależ oczywiście, że MOŻESZ! Więc dlaczego wciąż to kwestionujesz? Krótka piłka: ponieważ, w pewnym momencie,...

Mazura i Osmana rozmowy o drapieżnictwie #9 – o autorytetach 27 Feb 2019

W tym odcinku skupiamy się nad prostym acz mającym głębokie konsekwencje pytaniem: W jaki sposób dobierać sobie autorytety. Jest bowiem wiele psychologicznych pułapek w które można bardzo szybko i automatycznie wpaść. Na co zatem uważać, na co zwracać uwagę i jakie są nasze - czyli moje i Marcina - strategie na dobieranie autorytetów. To, oraz bardzo wiele innych elementów, już w tym długim bo 75- minutowych odcinku.

Mazura i Osmana rozmowy o drapieżnictwie #8 – na żywo o życiu & biznesie 03 Feb 2019

Stało się! Spotkaliśmy się na żywo - po raz drugi w życiu zresztą - a (prawie) wszystko nagrała ekipa filmowa Marcina. Tematu przewodniego tym razem nie było co czyni ten odcinek wyjątkowym, bo po prostu usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy rozmawiać nie wiedząc gdzie trafimy. Teraz masz okazję podejrzeć co z tego wyszło, co nas różni i co łączy. Zatem MIŁEGO OGLĄDANIA :) https://youtu.be/2vOxvQixI-0 A jeśli interesuje Cię współpraca indywidualna możesz zgłosić się poniżej:

Mazura i Osmana rozmowy o drapieżnictwie #7: POTRZEBA AKCEPTACJI 26 Jan 2019

Jak żyć niezależnie od opinii innych ludzi? W końcu! Wiecznie zielony temat czyli POTRZEBA AKCEPTACJI. Czy jest "zła"? Czy jest "dobra"? Czy (po)trzeba się jej pozbywać czy może wykorzystać jej siłę? W tej części wraz z Marcinem omawiamy ten temat - ZOBACZ zatem co z tego wyszło i do jakich wniosków w 66 minut doszliśmy! https://youtu.be/6WKue8gg3dE A jeśli interesuje Cię współpraca indywidualna możesz zgłosić się poniżej:

Mazura i Osmana rozmowy o drapieżnictwie #6: Relacje 19 Jan 2019

Powrócili! A śmichom-chichom nie było końca... A oto długo oczekiwana szósta część moich rozmów z Marcinem Osmanem - tym razem poruszamy temat RELACJI tak w życiu prywatnym jak i w biznesie. Na przykładach i błędach z własnego życia omawiamy to jak bardzo relacje są ważne, jak je budować i czego - przede wszystkim - NIE robić. A wszystko to po to, by mieć od życia to czego pragniesz i to, na co zasługujesz! https://youtu.be/sIN83MqkyiE A jeśli interesuje Cię współpraca indywidualna możesz zgłosić się poniżej:

Jak zostaje się graczem #2 – swoboda i wdzięk we wszystkim 12 Jan 2019

O ile Machiavelli w "Księciu" opisuje jak utrzymać władzę, którą się już ma, jezuita (co ważne!) Baltasar Gracian w "Sztuce doczesnej mądrości" (wydanej również jako "Sztuka roztropności") podaje sposoby na to, jak władzę i status zdobyć. Przy czym zdobyć ją nie na polu walki, tylko w warunkach dworskiej etykiety a więc w sposób, który nam, współczesnym, jest najbardziej bliski. W czasach ogólnej nadwrażliwości, narcyzmu i politycznej poprawności to właśnie metody natury dworsko-dyplomatycznej sprawdzają się najlepiej. A tym samym, jeśli marzysz o tym by zwiększyć zakres swojego posiadania i panowania i wciąż wspinasz się po drabinie społecznej, znacznie bardziej przydadzą Ci się porady Graciana niż Makiawela. Wielki Czarodziej, Kusiciel & Uwodziciel. Foto: JustWatch.com A szczególnie ten, gdzie w punkcie 127 (a jest ich w książce 300) Gracian doradza: "Swoboda i wdzięk we wszystkim. (...) To pogłębia wiarę w siebie i pomnaża doskonałość. (...) Przewyższa zalety, roztropność, rozwagę i sam majestat. To najkrótsza droga do osiągnięcia zamiarów i elegancki sposób na ominięcie kłopotów." Ten fragmencik może wydawać się banalny i behawiorystyczny, czyli odnoszący się jedynie do zachowania - jednak banalny nie jest. Zresztą post o tym jak zachowywać się w sposób swobodny i o tym jak unikać napięcia już od dawna jest. Ta swoboda i lekkość, o której będziemy rozmawiali tutaj, jest swobodą innego, bardziej subtelnego rodzaju. Chodzi bowiem o aspekt bardzo swobodnego i bardzo lekkiego podchodzenia do tego, co jest PRAWDĄ i co za PRAWDĘ uchodzi. Bez tego rodzaju kreatywnej giętkości stanie się GRACZEM będzie zapewne niemożliwe... PRAWDA: zasada uważana powszechnie za niepodważalną oraz przedstawienie czegoś zgodne z realiami - SJP W kinach leci najnowszy film Paolo Sorrentino 'ONI' będący luźną formą biografii jednego z największych GRACZY sceny biznesowo-politycznej, czyli Silvio Berlusconiego. I są w tym filmie trzy fantastyczne sceny, które dokładnie pokazują to o czym wspomniałem, czyli to o czym będzie dzisiejszy post. https://youtu.be/xN8V6BS2euM W pierwszej z nich, Silvio rozmawia ze swoim wnukiem, pouczając go - w sposób pełen swobody, lekkości, wdzięku i gracji - że prawdą nie jest prawda obiektywna. Prawdą jest to, w co Ty uwierzysz. Wnuczek twierdzi, że dziadek wdepnął właśnie w kupę a dziadek stwierdza, że to nie gówno tylko grudka ziemi. Jeśli - tym samym - Silvio przekona wnuczka, że to nie placek tylko grudka, placek stanie się grudką o co od początku chodziło. Rzeczywistość jest plastyczna i dosyć łatwo w rękach Czarodziejów daje się formować i przekazywać dalej. Mówiąc inaczej, idąc za Szekspirem, dla Berlusconiego (i nie tylko dla niego jak się zaraz przekonamy), życie to scena, on sam jest aktorem a jego zadaniem jest przekonać innych do swojej wizji. Co jest niemożliwe bez lekkiego, swobodnego, nonszalanckiego i uwodzicielskiego traktowania prawdy, dogmatów i innych świętości. A to z kolej przywraca nam na myśl najbardziej agresywnego i krzykliwego burzyciela służalczości prawdom odgórnie narzuconych, a mianowicie Maxa Stirnera, któremu poświęciłem jakiś czas temu oddzielny post: "W hierarchii żyjemy po dziś dzień, uciskani przez tych, którzy podpierają się pojęciami – pojęcia stanowią świętość. (...) O wszystkim mają decydować pojęcia; pojęcia kierują życiem, pojęcia rządzą. Wszystko robi się pod dyktando oklepanych pojęć, a rzeczywistego człowieka, tzn. MNIE zmusza się do tego bym żył według tych prawideł." "Neron jest 'złym' człowiekiem jedynie w oczach 'dobrych' ludzi. (...) Neron nie był gorszy od swoich czasów, w których mogło się być tylko albo dobrym albo złym." Powstań! oraz "Nie mogę okazać słabości i dopuścić do tego by zrodził się jakiś „Absolut”, który pozbawi mnie mej władzy i decydowania. Byłbym przez to skazany na zasadę stałości, tę właściwą zasadę życiową religii, która dba o to, by tworzyć „nienaruszalne świątynie”, „wieczne prawdy”, słowem „świętość” pozbawiając Ciebie tego co TWOJE." "Dla kogo Prawda jest bożkiem, świętością, ten musi się przed nią ukorzyć; nie wolno mu oprzeć się jej żądaniom, nie może się jej odważnie sprzeciwiać, słowem: musi się wyrzec bohaterskiej odwagi by kłamać. Kłamstwo bowiem wymaga nie mniejszego męstwa niż prawda; męstwa którego najczęściej brakuje młodym, gotowym raczej wyznać prawdę i pójść za to na szafot niż zniszczyć potęgę wroga zuchwałym kłamstwem. Dla nich Prawda jest „święta”, świętość zaś zawsze żąda ślepego oddania, uwielbienia i ofiary. Jeśli nie jesteście zuchwali, jeśli nie szydzicie ze świętości to potulnie jej służycie. Rzuca się WAM do pułapki małe ziarenko prawdy, a WY ochoczo się na nie rzucacie i już głupiec w potrzasku. Nie chcecie kłamać? Więc padajcie ofiarami prawdy i stawajcie się męczennikami! Męczennikami dla jakiej sprawy? Dla WASZEJ? Dla SWOJOŚCI? Nie, dla waszej bogini, dla Prawdy. Znacie tylko dwojaką służbę, dwa rodzaje sługi: sługi prawdy i sługi kłamstwa. Służcie zatem Prawdzie w imię boże." Następnie: "Dopóki wierzysz w Prawdę dopóty nie wierzysz w SIEBIE i nie przestaniesz być sługą i religijnym człowiekiem. Ty jeden jesteś prawdą czy raczej – jesteś czymś więcej niż sama Prawda, która jest niczym wobec CIEBIE. Wszelako TY też szukasz prawdy, też „krytykujesz” lecz nie szukasz „prawdy wyższej”, wyższej od Ciebie, nie stosujesz kryterium takiej Prawdy. Zajmujesz się myślami i wyobrażeniami, podobnie jak światem rzeczy jedynie w tym celu by SOBIE dogodzić, by móc się nimi rozkoszować i je SOBIE przywłaszczyć. Chcesz je tylko ujarzmić, stać się ich właścicielem, chcesz się w nich rozeznawać, być mistrzem. Twa bezsilność stanowi ich siłę, twoja pokora – ich wywyższenie." I na koniec ta perełka: "Przypomnijcie sobie biblijny passus: „Bądźcie jak dzieci”. Dzieci jednak nie interesują się świętością i nie wiedzą co to „słuszna sprawa”. Tym lepiej wiedzą czego chcą i rozważają, na miarę swoich sił, jak to osiągnąć." Czyż to "Bądźcie jak dzieci" nie łączy się zgrabnie z zaleceniami jezuity Graciana by zachować swobodę i wdzięk we wszystkim? A co do wdzięku i bycia jak dziecko - jeśli zastanawiasz się jak daleko może zabrać człowieka urok osobisty, idź na film 'ONI'. Berlusconi = urok. To jego główna broń. To jego najważniejsza metoda działania, obezwładniania oraz zdobywania życiowej przewagi. Wielki Uwodziciel w akcji... Foto: Google Images I podobnie jak Silvio w scenie z gównem, Gracian w swojej książce poucza nas: "Działaj, ale też sprawiaj odpowiednie wrażenie. Rzeczy nie są uznawane za to, czym są, ale za to, czym się wydają. Być wspaniałym i wiedzieć jak to pokazać, to być wspaniałym podwójnie. (...) Ofiary oszustwa przewyższają liczebnie rozsądnych. Oszustwo panuje na świecie, a rzeczy ocenianie są po pozorach i rzadko są tym, czym się wydają (...)" "Nie miej wyłącznie gołębiej natury. Przebiegłość węża powinna występować na przemian z niewinnością gołębicy. Nikogo nie jest łatwiej oszukać niż dobrego człowieka (...). Nie bądź aż tak dobry by dawać innym okazję do bycia złymi ludźmi; w połowie wąż, w połowie gołębica; nie monstrum, ale cud." W temacie tym miał też nieco do dodania sam Nietzsche, który, swoją drogą, "Sztukę doczesnej mądrości" Graciana uznał za najświetniejsze dzieło w zakresie subtelności i zawiłości moralnych: Bądź wielowymiarowy i niejednoznaczny Wszyscy, którzy czytali którąś z biografii Talleyranda wiedzą, jak bardzo był on elastyczny jeśli chodzi o posługiwanie się "prawdą". "U natur złożonych przyczyną stałości jest giętkość" - pisze przy okazji Talleya Łysiak. A Balzac dodaje: "Człowiek, który chwali się, że nigdy nie zmienił poglądów, to człowiek, który podejmuje się iść zawsze linią prostą, głupiec wierzący w nieomylność. Nie ma zasad, są tylko wypadki; nie ma praw, tylko okoliczności: człowiek wyższy chwyta w ręce wypadki i okoliczności, aby nimi kierować. Gdyby istniały stałe zasady i prawa, ludy nie zmieniałyby ich tak, jak zmienia się koszulę. Jednostka nie ma obowiązku być cnotliwsza niż cały naród." Człowiek wyższy chwyta w ręce wypadki i okoliczności, aby nimi kierować... To dotyczy również tego co jest prawdą, dogmatem i świętością... Podstawową przeszkodą stojącą na drodze do bycia swobodnym i uroczym jest bowiem DOGMATYZM, czyli (zgodnie z definicją Słownika Języka Polskiego PWN): bezkrytyczny stosunek do pewnych tez i poglądów, odrzucający możliwość poddania ich weryfikacji. Ten bezkrytyczny stosunek do dogmatów oznacza bycie skrajnie krytycznym wobec wszystkiego co od dogmatu odbiega - czyli bycie skrajnie krytycznym wobec niemal wszystkiego i wszystkich. Swoboda & wdzięk we wszystkim... Trudno jest zatem zachować lekkość i swobodę gdy jest się sztywnym i spiętym. I to dlatego, jak już za chwilę zobaczysz, GRACZE klasy najwyższej nie są sługami dogmatów. Nie da się zachować niezbędnej sprężystości gdy jest się skostniałym. Czego uczy nas Hyatt: "Na tym świecie kluczem są elastyczność i dopasowanie, dopasowanie się do danej chwili, nic nie może być wyryte w kamieniu. Bo kiedy chwila mija, mija i dopasowanie. To właśnie dlatego moralny idealista zawsze przegra z osobą, która potrafi się dopasować. Bo osoba ta jest elastyczna. Reaguje na otaczającą ją rzeczywistość a nie na kulturowe mity i fikcję. Myśli za siebie i dochodzi do własnych wniosków. Pytanie, które osoba ta zadaje sobie najczęściej brzmi: 'Jak TO pomoże mi w osiągnięciu tego, czego chcę od życia?'" I to również Hyatt napominał: Nie jesteś środkiem do czyjegoś celu. Jesteś swoim własnym celem!" W książce Johna Williamsa, 'AUGUST' (Państwowy Instytut Wydawniczy 2007), o cesarzu Oktawianie Auguście, prawdopodobnie największym graczu w historii światowej polityki, znalazłem taki oto piękny fragmencik: "Sądzę bowiem, (...) że wyczuwam zapach moralisty. A wydaje mi się, iż moralista to najbardziej nieużyteczne i godne pogardy stworzenie. Jego nieużyteczność polega na tym, że zużywa energię na dokonywanie osądu, a nie na zdobywanie wiedzy,...

Mazura i Osmana rozmowy o drapieżnictwie #5: OPÓR 03 Dec 2018

Tak, masz WROGA... Tak, to już piąta część naszych z Marcinem Osmanem rozmów i tym razem temat, który nas szczególnie połączył. Czyli OPÓR - oczywiście OPÓR w rozumieniu Stevena Pressfielda. To jedna z najważniejszych i najbliższych mi koncepcji, o której - bez przesady - mogę powiedzieć, że uratowała mi życie. Książka więcej niż ważna! Z rozmowy tej dowiesz się czym jest OPÓR, jak już objawia się w Twoim życiu oraz co zrobić, żeby go przechytrzyć i pokonać. Nasza rozmowa zbiegła się z premierą nowej wersji książki Pressfielda, która teraz nosi tytuł POCIĄGNIJ ZA SPUST. Polecam zatem posłuchać co w temacie tym mamy do powiedzenia a potem - o ile uznasz, że to dla Ciebie korzystne - kupić tę wyjątkową książkę. A jeśli interesuje Cię współpraca indywidualna możesz zgłosić się poniżej:

(nie taki) Krótki przewodnik po tym, jak zostaje się GRACZEM 25 Nov 2018

W sumie to powiem Ci, że nie mam pojęcia, czy przewodnik ten będzie krótki czy długi a nie mam z tego powodu, że w jakiś - wciąż mi bliżej nieznany acz karkołomny sposób - połączę w jednym wpisie starożytność (w postaci Seneki) z historią nowożytną (w postaci Talleyranda) z postacią nam całkowicie współczesną, czyli Floydem Mayweatherem. A wszystko to po to by zbliżyć się do prawdziwej i obowiązującej w realnym świecie strategii BYCIA GRACZEM. Sceptyczny & makiawelliczny Oto, i to już na wstępie, myśl przewodnia tego wpisu: nie ma znaczenia jaką GRĄ się w życiu zajmujesz - biznesem, polityką czy inną formą relacji ze sobą lub innymi. Jeśli chcesz być GRACZEM, jeśli naprawdę masz takie ambicje, to co robisz musi stać się dla Ciebie przede wszystkim GRĄ INTELEKTUALNĄ. SZARADĄ do rozgryzienia. ZAGADKĄ do rozwiązania. PUZZLAMI do ułożenia. A to realnie oznacza, że musisz postawić na intelekt, czyli chłodne, logiczne i racjonalne kalkulowanie a nie na afekt - czyli nie na emocje, odczucia czy hormony. A to z kolej oznacza, że za pomocą TRENINGU DYSTANSU & DYSCYPLINY musisz iść pod prąd naturze ludzkiej. Co jest trudne, co jest bolesne oraz praco- i czasochłonne. I dokładnie z powodu tego, że jest to trudne i bolesne będziesz wygrywać. Będziesz wygrywać, bo większość ludzi pozostanie głupia i słaba, szarpana odczuciami i bez przerwy rzucana pomiędzy strachem a chciwością, zawiścią a próżnością. Powtórzę to jeszcze raz bo jest to najważniejsza myśl tego wpisu. Jeśli naprawdę ją zrozumiesz, odmieni już na zawsze Twoje życie. GRACZE żyją na innej planecie. GRACZE myślą i kreują podczas gdy reszta jedynie czuje i reaguje. GRACZE to ludzie z planety JAK? a nie ludzie z emocjonalnej planety CZY? GRACZE są z planety logicznej a nie dramatycznej, z planety kalkulującej a nie pulsującej, z planety skuteczności a nie dogmatyczności i emocjonalności. Sukces jest procesem logicznym, którym zarządzają istoty emocjonalne - Steve CHANDLER GRACZE rozumieją bowiem bardzo prostą i często przegapianą prawdę. W życiu wygrywają ci, którzy popełnią mniej głupich, kardynalnych błędów. Tak się bowiem dziwnie składa, że podstawą wygrywania jest nie-przegrywanie, tak jak podstawą zarabiania jest nie-tracenie pieniędzy. A głupie i kardynalne błędy to te, które eliminują Cię z gry i których można uniknąć. Co jest główną przyczyną i matką głupich i kardynalnych błędów? Emocjonalność, czyli odwrotnością chłodnego, strategiczne myślenia, sceptycyzmu i bycia przygotowanym na różne warianty. A tym samym, każdy GRACZ, świadomie lub nie, przestrzega trzech przykazań króla dyplomatów, WIELKIEGO GRACZA de TALLEYRANDA. O przykazaniach tych za chwilę, ale najpierw w pary słowach o tym, kim był Talley. Był on francuskim arystokratą i dyplomatą, przez chwilę nawet biskupem i jak mówi nam Wikipedia: "Do historii przeszedł jako zręczny dyplomata, cyniczny i bezwzględny. Stanowił najdoskonalsze wcielenie typowego dla swej epoki pragmatyka, amoralnego polityka i męża stanu, choć inni widzą w nim żarliwego patriotę niezmiennie walczącego o francuską rację stanu (...)." Niech o jego wyrachowaniu i strategiczności świadczy ta oto piękna i krótka historyjka. Kiedy kanclerz Austrii, Metternich, który osobiście znał Talleyranda, dowiedział się o jego śmierci, spytał: "Jestem ciekaw po co to zrobił..." Tak więc Talleyrand wśród GRACZY nie jest legendą. On jest gracza IKONĄ i ucieleśnieniem - a oto jego trzy podstawowe zasady postępowania w życiu, polityce i biznesie: WIELKI GRACZ Talleyrand - czyli DYSTANS & DYSCYPLINA Nigdy nie jesteś równie daleko od celu jak wtedy, kiedy nie wiesz dokąd zmieszasz: Musisz - absolutnie musisz - wiedzieć czego chcesz. Czyli musisz wiedzieć o co grasz. Nie możesz ułożyć strategii (czytaj - nie możesz być GRACZEM) jeśli nie wiesz co chcesz ugrać. Za każdym razem kiedy brakuje Ci jasności, w Twoim świecie następuje ciemność. Musisz wiedzieć czego chcesz! O tym czego chciał Talleyrand dowiesz się już wkrótce w dalszej części wpisu! Wystrzegaj się swoich pierwszych odruchów (zazwyczaj bywają szlachetne): Wszyscy jesteśmy wynikiem programowania - tak społecznego jak i pewnych wrodzonych tendencji, które nie zawsze pomagają nam osiągnąć to, czego chcemy. Praktycznie dla wszystkich bycie emocjonalnym jest znacznie łatwiejsze niż bycie racjonalnym. Struktura determinuje funkcję a taka jest struktura naszego mózgu. A to oznacza, że musisz nieco posparować ze swoją biologia, czyli z trybem domyślnym. Jak? Musisz stworzyć BUFOR pomiędzy bodźcem a Twoją na ten bodziec reakcją. W tej właśnie przestrzeni, w przestrzeni pomiędzy bodźcem a reakcją znajduje się CAŁA Twoja SIŁA, WOLNOŚĆ & WŁADZA. Jak to zrobić? Musisz ZWOLNIĆ. Co zwolnić? Wszystko zwolnić. Masz się WEWNĘTRZNIE spowolnić. Masz zacząć się obserwować i masz zacząć analizować. Analizować w oparciu o to czy to co właśnie chcesz zrobić przybliża Cię do Twojego celu czy też nie. Navy SEALS mają rację: WOLNO TO PŁYNNIE, PŁYNNIE TO SZYBKO W wielkim skrócie i po naszemu, musisz przestać być pierdolonym psem Pawłowa i zacząć formować się samemu. O ile chcesz przenieść się do elitarnej kasty DUCHOWEJ ARYSTOKRACJI, oczywiście. Tak jak strażak, który wyucza się do tego by wchodzić w ogień kiedy wszystko co żywe od ognia ucieka, Ty musisz WYTRESOWAĆ SIEBIE by nie reagować automatycznie jak cała reszta ubranych i gadających małp zwanych górnolotnie i mocno na wyrost ludźmi... Musisz pozbyć się dogmatów i zjebanych nawyków czy założeń. A do tego potrzeba KRYTYCZNEJ POZBAWIONEJ EMOCJI OBSERWACJI SAMEGO SIEBIE. Nigdy nie pozwól podniecać się swoją pracą: Emocje są super a ekscytacja jest niezbędna i fantastyczna. Dla AMATORÓW. Jeśli chcesz być GRACZEM, to nie emocje i odczucia rządzą Tobą. To Ty zarządzasz emocjami i odczuciami. To Ty masz je kontrolować. To Ty ODWRACASZ GRĘ i stajesz się ich alfonsem i to Ty używasz ich do osiągania swoich celów - a nie one Ciebie. I żadnego pierdolenia o pozbywaniu się EGO. Niczego się nie pozbywasz. EGO zaprzęgasz do własnych celów. Ma być Ci sługą, nie Panem! W jego rękach WSZYSTKO JEST ŚRODKIEM PROWADZĄCYM DO CELU, nawet dobre uczucia - Orieux Odwieczne pytanie: kto tu rządzi? DYSTANS & DYSCYPLINA! Zauważaj to co czujesz i akceptuj to co czujesz, wszak to część rzeczywistości. Ale nie oznacza to wypinania emocjom i odczuciom tyłka z podawaniem wazeliny. Zauważaj i akceptuj to, że jest jak jest. A potem Z PREMEDYTACJĄ rób co trzeba by było tak jak chcesz. Proste i ...logiczne, prawda? Talleyrand służy wyłącznie własnej ambicji i interesowi (...) On służy innym wyłącznie po to, by służyć sobie. Zgina się jedynie po pieniądze i władzę... - Orieux Tak więc, do zapamiętania z tej części lektury, proste zalecenie: MNIEJ SPONTANICZNOŚCI, WIĘCEJ STRATEGICZNOŚCI MNIEJ AFEKTACJI, WIĘCEJ PREMEDYTACJI Głos zabierze Talleyrand: "W polityce, podobnie jak gdzie indziej, nie trzeba angażować się całym sercem, nie trzeba kochać ZANADTO, powoduje to bowiem komplikacje; SZKODZI JASNOŚCI spojrzenia i nie zawsze wychodzi nam na zdrowie. Owo NADMIERNE przejmowanie się bliźnim, przywiązanie, które każe nam zapomnieć o sobie, szkodzi osobie kochanej często, a kochającej ZAWSZE; sprawia, że staje się ona mniej POWŚCIĄGLIWA, mniej ZRĘCZNA, a nawet mniej PRZEKONUJĄCA." Jeden z licznych domków Talleya... Przeczytaj ten cytat uważnie: Talley nie mówi Ci, że masz nie czuć. On mówi, że nie możesz dopuścić do tego, by stracić kontrolę, dystans i dyscyplinę. Nie możesz dopuścić do tego, by samemu dać się pozamiatać. Mówiąc jeszcze prościej - nie możesz się wkręcać. Dlaczego? Dlatego, że pod wpływem słabości zwanej emocjonalnością popełniać będziesz głupie, kardynalne błędy. Błędy, których można unikać, błędy, które spowolnią Cię lub wyeliminują. Mówiąc inaczej - przegrasz z własnej winy i na własne życzenie. Przegrasz przez własną słabość. I przy okazji zwróć również uwagę jakie trzy cechy podkreśla stary lis dyplomacji i służenia samemu sobie: powściągliwość, zręczność i umiejętność bycia przekonującym. Dziwisz się, że do dziś jest symbolem dyplomacji rozumianej jako prowadzenie wojny metodami pokojowymi? Swoją drogą - wszyscy trzej, czyli wspomniany Talleyrand oraz Seneka oraz Floyd, których za chwilkę umówimy znani są ze swoich umiejętności komunikacyjnych. Tak się bowiem dziwnie składa, że to inni ludzie mają wszystko to czego pragniesz i to ci inni ludzie muszą chcieć Ci to coś dać. Dlatego skrajnie ważnym jest by rozumieć, że: Perswazja NIE polega na namawianiu ludzi do robienia tego, czego robić NIE chcą. Perswazja polega na dawaniu im wymówki do robienia tego, czego pragną w taki sposób, by wierzyli, że robią to dla siebie... To właśnie po mistrzowsku robili Seneka i Talleyrand i to po mistrzowsku, na naszych oczach, robi Mayweather. Dziś bardziej, bardziej niż kiedykolwiek, by być skutecznym (długodystansowym) DRAPIEŻNIKIEM, trzeba nauczyć się być DYPLOMATĄ. I nawet "jaskiniowiec" TRUMP, potrafi (gdy chce i gdy mu się to opłaca) roztoczyć wokół siebie urok i charyzmę, którym - jak mówią ci, którzy poznali go takim osobiście - trudno się oprzeć. Być przyjemnym i dowcipnym: oto był jego [Talleyranda] luksus - Orieux Swoją drogą, jeśli nadal uważasz, że uda Ci się - długoterminowo - załatwiać sprawy metodami siłowymi i na jaskiniowca, pozostawiając po sobie zgliszcza i stosy zwłok, obejrzyj fenomenalny dokument o szympansach "Armia Małp" i przeanalizuj to co stało się z brutalnym samcem alfa Loftym i w jaki sposób, oraz przez kogo, został on z tronu zrzucony. Skrajnie pouczająca lekcja a dokument ten, mimo, że o małpach, powie Ci o ludziach więcej niż większość podręczników psychologii i rozwoju osobistego razem wziętych. https://youtu.be/Sa4r14AuULo A wracając do Talleyranda, czyli do sztuki bycia życiowym dyplomatą: "Zachowywał się z pewną cechującą go od dzieciństwa POWŚCIĄGLIWOŚCIĄ i był raczej chłodny, choć MIŁY W OBEJŚCIU. NIGDY NIE TRAKTOWAŁ LUDZI SZORSTKO. Osobom ze swojego otoczenia pozwalał zachowywać się

Mazura i Osmana rozmowy o drapieżnictwie: Pasja w biznesie 13 Nov 2018

Pasje wasze, konta nasze! W części czwartej cieszącej się coraz większą i większą popularności serii rozmów Mazura z Osmanem omawiamy temat PASJI W BIZNESIE. Na ile pasja jest w biznesie niezbędna, na ile może Ci zaszkodzić i w ogóle o jakiej pasji w ogóle mowa? Przy okazji Marcin zdradza kilka swoich biznesowych strategii a ja ujawianiam kilka strategii najbogatszych ludzi na ziemi oraz moich najbogatszych klientów. Słowem: KONIECZNIE! A jeśli interesuje Cię współpraca indywidualna możesz zgłosić się poniżej:

Mazura i Osmana rozmowy o drapieżnictwie #3 – Nieustępliwość 06 Nov 2018

Wygrywanie jest nawykiem. Niestety, przegrywanie również... Tak więc uszom Waszym oddaję długo oczekiwany i jak zwykle błyskotliwy podcast z serii "Rozmów o drapieżnictwie", w którym razem z Marcinem Osmanem zajęliśmy się tematem (nie)poddawania się czy (nie)ustępliwości. Kiedy zwolnić, kiedy się zatrzymać a kiedy docisnąć? Oto temat, którym zajmujemy się w tym odcinku! A jeśli interesuje Cię współpraca indywidualna możesz zgłosić się poniżej:

Mazura i Osmana rozmowy o drapieżnictwie #2 – Pewność siebie 20 Oct 2018

Po entuzjastycznie przyjętej części pierwszej dotyczącej tego jak się zmotywować, tym razem stery rozmowy przejąłem ja i tym razem zajęliśmy się z Marcinem tematem nie mniej potrzebnym - a mianowicie pewnością siebie. Naszą rozmowę poprowadziliśmy tak abyś nie potrzebował(a) niczego więcej - narzędzia, które w niej podajemy są wystarczające by budować tak pewność siebie jak i poczucie własnej wartości a co za tym idzie skuteczności. A jeśli interesuje Cię współpraca indywidualna możesz zgłosić się poniżej:

Mazura i Osmana rozmowy o drapieżnictwie #1 – Jak się zmotywować? 15 Oct 2018

W tej nowej i unikalnej formule "Rozmów o drapieżnictwie" rozmawiam z Marcinem Osmanem (OSMPower.pl) na tematy związane z rozwojem osobistym oraz zwiększaniem skuteczności. W pierwszym odcinku na tapetę wzięliśmy nieśmiertelny i wiecznie zielony temat MOTYWACJI oraz tego JAK SIĘ ZMOTYWOWAĆ... Posłuchaj sobie co z tego wyszło... A jeśli interesuje Cię współpraca indywidualna możesz zgłosić się poniżej:

Być jak Conor McGregor #5 – Subtelna Sztuka Emocjonalnej Dominacji 06 Oct 2018

Co łączy wszystkich charyzmatycznych (lub jeśli wolisz hipnotycznych) przywódców, niezależnie od areny, na której występują? Odpowiedź jest jedna i prosta: jednostki te potrafią SKUPIAĆ i NAKIEROWYWAĆ UWAGĘ innych ludzi. Co wcale nie jest jakimś kosmicznie trudnym zadaniem, bo jak zauważył Blair Warren, potrzeba umysłowego zaangażowania, czyli ciągłego nakierowywania na coś naszej uwagi jest piętą achillesową naszego umysłu. Bez odpowiedniej umysłowej dyscypliny, umysł skoncentruje się na tym, co najbardziej przyciągające. A dyscyplina to ostatnia rzecz, którą naszemu gatunkowi można zarzucić.... Krok #1 - Ściągnij na siebie ich całą uwagę... I do tego właśnie sprowadza się przywództwo, sprzedaż, marketing czy showbusiness - do przyciągnięcia i utrzymania naszej uwagi. Z tego żyją też media. Zaangażować się, zaangażować się, zaangażować się – w cokolwiek... A wszystko to po to by uniknąć tego, czego boimy się panicznie – nudy. Nie jest więc przypadkiem, że za szczyt emocjonalnej dojrzałości uznaje się umiejętność przebywania z samym sobą w samotności i ciszy. Ci, którzy angażują nasz umysł posiadają klucz do umysłów i serc. A więc do naszych działań i portfeli... - Blair Warren A dodatkowa dobra wiadomość jest taka, że wcale postrzegamy ich nie jako manipulatorów czy złodziei czasu. O nie! Postrzegamy ich wręcz jako zbawców. Ratują nas oni bowiem od „śmierci” zwanej nudą. Co prowadzi wprost do bardzo prawdziwego acz ironicznego faktu, że to inni ludzie mają więcej kontroli nad naszą uwagą niż my sami. A teraz zobaczmy jak mechanizm ten wykorzystać dla naszych szczytnych i altruistycznych celów! Zanim jednak do tego przejdziemy, dla porządku ustalmy sobie, że przyciągnięcie uwagi jest podstawowym warunkiem i jedynym staniem, w którym możliwe jest wywieranie wpływu. To pierwszy z trzech kroków niezbędnych kroków - przejdźmy zatem do omówienia ich wszystkich... https://youtu.be/xKtDdCGjCQo Patrząc i analizując wybitne i charyzmatyczne jednostki popełniamy bardzo często tak zwany podstawowy błąd atrybucji, czyli rozpatrujemy ich wpływ na świat jedynie (lub głównie) przez pryzmat cech, które ludzi ci posiadają. Jeśli jednak chcesz - podobnie jak i oni - urywać światu dupę, potrzebujesz pomyśleć o temacie w sposób nieco bardziej całościowy i nieco bardziej precyzyjny. Zatem pomyśl sobie o reakcji, którą chcesz wywołać, jako o OGNIU. Aby Twój OGIEŃ mógł efektownie płonąć, potrzebujesz trzech elementów: Iskry Paliwa Tlenu Iskrą oczywiście jesteś Ty - przyszły Władca Wszechświata, przywódca totalny, lider charyzmatyczny i hipnotyzer mas. Paliwem są ci, których uwagę przyciągasz. Bez nich gówno zwojujesz, tak się bowiem (nie)szczęśliwie składa, że musi dojść do wymiany: Ty musisz uratować ich od nudy i dać im swoją uwagę i energię a oni, wdzięczni i zbawieni, pójdą za Tobą dając Ci to czego chcesz. Jednak to wszystko, i ta iskra i to paliwo potrzebuje tlenu a tlenem tym są okoliczności - a więc środowisko tudzież kontekst. Kontekst jest absolutnie kluczowym i jednocześnie najczęściej pomijanym elementem. Żeby dowiem doszło do hipnozy - również tej masowej - potrzeba, jak uczył wybitny hipnotyzer Jeff Stephens, dwóch elementów: Intencji Kontekstu Mówiąc inaczej - musisz wiedzieć czego chcesz i że tego chcesz i musisz stworzyć lub znaleźć środowisko, w którym do wydarzenia tego może dojść. Dla przykładu, niemal wszyscy wielcy historyczni przywódcy (z dyktatorami włącznie) przejmowali władzę w sytuacji takiego czy innego kryzysu. To nie musiała być wojna - wystarczyło społeczne niezadowolenie, zagubienie, frustracja czy znudzenie. Wiedzą o tym również sekty: ludzie zagubieni i na życiowym zakręcie są na wpływ dużo bardziej podatni niż ci, którzy są zaspokojeni i zadowoleni. Towarzysz Stalin w dobrym nastroju! Dlatego zwróć swoją drogą uwagę na moment w historii MMA (czyli na kontekst) w którym Conor McGregor pojawił się na międzynarodowej scenie. Oglądalność UFC spadała bo na dobrą sprawę jedyną świecącą gwiazdą była wtedy Ronda Rousey. Budzący emocje George 'Rush' St. Pierre odszedł na emeryturę i pojawiła się próżnia. Próżnia, w której eksplodował Conor kumający jako jeden z niewielu, że nie jest w biznesie bycia zawodnikiem MMA tylko w biznesie robienia pieniędzy poprzez robienie show w ramach bycia zawodnikiem MMA. Pomysł nie tak też znowu oryginalny, bo żywcem skopiowany od Floyda 'Money' Mayweathera, Muhammada Ali czy z amerykańskiego wrestlingu. W wielkim skrócie Conor, swoją osobowością, barwnością, krzykliwością i performancem ZBAWIŁ setki milionów fanów MMA od nudy. Iskra (Conor) + Paliwo (publiczność...) + Tlen (pilna potrzeba 'Zbawiciela') dała nie tylko OGIEŃ ale wręcz potężna EKSPLOZJĘ. OGIEŃ = ISKRA + PALIWO + TLEN Elementem który łączy i scala cały ten układ, czyli iskrę, paliwo i tlen jest EMOCJONALNA ENERGIA. A dokładniej rzecz ujmując EMOCJE, które ludzie mogą współdzielić z przywódcą. Zupełnie jak z koncertem rockowym. Zespół spotyka się z publicznością na jakiejś przestrzeni w jakimś czasie i dochodzi do pobudzenia wymiany ENERGETYCZNEJ (i u zespołu i u publiczności) w zakresie WSPÓLNYCH łączących strony EMOCJI. Im obie strony bardziej wkręcają się emocjonalnie, tym bardziej skupiają się na sobie nawzajem, co doprowadza do dalszego jeszcze głębszego wkręcania się i być może nawet do "transcendencji" czyli chwilowego zatracenia poczucia świadomości samego siebie. W wielkim skrócie dochodzi do wymiany energetycznej - publiczność zatraca się w tym co robi zespół, oddając zespołowi część swojej energii co z kolej powoduje, że zespół zatraca się w graniu karmiąc swoją energią publiczność. Mamy więc zamknięty obieg energii czy obie strony są tak nadawcami jak i odbiorcami i są od siebie całkowicie zależne - z tą tylko różnicą, że to zespół dostaje za to pieniądze... https://youtu.be/fqCZUSEao2I No dobra, bo my tu sobie pitu pitu o transcendencji a post miał być o emocjonalnej dominacji, jednak wstęp ten był niezbędny do zrozumienia i ucieleśnienia rzeczonego tematu! I już przywracam się na tory Emocjonalnej Dominacji, zwanej przez profesora Randalla Collinsa EDOM. I, jak w przykładzie rockowego koncertu, patent wygląda oto tak: Twoim zadaniem, jako władcy serc & umysłów jest przyciągnięcie ich uwagi i skupienie jej na sobie (Ty narcystyczny degeneracie Ty!) Następnie wykorzystując ich skupienie i samozatracenie budujesz WSPÓLNY emocjonalny stan - np. euforię czy gniew Wiedząc, że emocje są paliwem dla motywacji, nakierowujesz tą emocjonalną solidarność na konkretne działania (np. $$$) W ten sposób właśnie zdobywa się WŁADZĘ. Tak postępują czy to Putin, czy to Trump czy Prezes Jarosław. Niczym dyrygent, uwaga orkiestry nakierowujesz na siebie, pobudzasz odpowiednie emocjonalne nuty (np. gniew) a potem nadajesz temu wszystkiemu kierunek ("Głosuj na mnie wtedy dostaniesz / Prawie za darmo każde śniadanie / Człowiek na odpowiednim miejscu /Powiedzie Ciebie ku szczęściu"). W uproszczeniu model, który pozwoli Ci na podporządkowanie sobie świata wygląda tak: PRZYCIĄGNIJ UWAGĘ POBUDŹ EMOCJE NAKIERUJ EMOCJE Model działa, działał i będzie działał zawsze. Koniec i kropka. Dowcip polega bowiem na tym, że kiedy pobudzasz w ludziach bardzo silne emocje i odczucia, przepierdalasz ich na stronę dominacji procesów podświadomych i otwierasz w ich małych, rozpalonych do czerwoności mózgach podatność na sugestię. Używając profesjonalnej i naukowej psychologicznej terminologii, kiedy podnosisz emocjonalną temperaturę, logika i bycie rozsądnym idą się jebać a Ty wchodzisz do środka jak rozgrzany nóż w masło. Tym co sprzedajesz jest TEMPERATURA WRZENIA - Rafał Mazur Oczywiście nie wszyscy będą na Twoje wdzięki podatni ale ducha nie gaście, musisz bowiem pamiętać, że jako przyszły Władca Wszechświata jesteś przede wszystkim w biznesie ODFILTROWYWANIA tych, którzy (jeszcze) nie są na Twój wpływ podatni. W wielkim skrócie, jak mawia Rafał Mazur (tak, po raz kolejny zacytowałem samego siebie!): "Nie jesteś w biznesie nawracania niewiernych". Twoim zadaniem jest przyciągnięcie tych, którym jest z Tobą po drodze i którzy mają ochotę wejść do Twojego tunelu emocjonalnej rzeczywistości. Reszta Cię nie interesuje, bo uczy nas Wielki Mistrz Masowej Hipnozy Conor McGregor: INTENCJA & KONTEKST - pamiętasz? W podboju świata pomoże Ci również szczęśliwy fakt, że ludzie (w tym również i TY) NIE są gatunkiem logicznym i racjonalnym. Jesteśmy bowiem gatunkiem głęboko emocjonalnym z umiejętnością (często niedorozwiniętą) bywania logicznymi i racjonalnymi. Jak bowiem inaczej wytłumaczysz, że nie tak dawno temu, bo w XX wieku ludzie wyznający takie czy inne ideologie wysłali do piachu około 142 miliony innych ludzi, że w XXI wieku czyli wieku nauki, fitnessu i świadomości dietetycznej ROŚNIE liczba osób z nadwagą i otyłością, oraz że mamy ponad 1400 religii, których wyznawcy uważają, że to właśnie oni mają rację i licencję na prawdę. Tak więc NIE jesteśmy gatunkiem logicznym i racjonalnym, jesteśmy za to gatunkiem bardzo próżnym dlatego lubimy postrzegać siebie jako ostoję rozsądku i zrównoważenia. I mechanizm ten, o ile chodzi Ci o PANOWANIE & POSIADANIE będziesz musiał lewarować. W imię altruizmu oczywiście! Bo, generalnie, logiką i racjonalnymi argumentami gówno zwojujesz. Musisz pociągnąć za strunę emocjonalną, tak jak robili to Twoi wielcy poprzednicy! Wielcy gitarzyści struny emocjonalnej Steve JOBS znany był z tego, że się nie pierdolił. Wzbudzał w ludziach jednocześnie PODZIW i POSTRACH - czyli (nie zgadniesz!) dwa bardzo silne odczucia. Ludzie, którzy z nim współpracowali wspominają jego legendarne SPOJRZENIE. Głębokie, ostre, badające spojrzenie niemal pozbawione mrugania. Żadnego potakiwania, pomrukiwania czy łagodzącego uśmiechu. Kiedy Steve z Tobą rozmawiał, Ty byłeś gryzoniem a Jobs był grzechotnikiem. Mogłeś mieć jednak pewność co do jednego: Job był w pełni SKUPIONY na Tobie a im bardziej on skupiał się na Tobie,...

Felix DENNIS o zdobywaniu pieniędzy jako grze 02 Oct 2018

Jak mówi w "Ozark" (zajebistym serialu Netflix) główny bohater: "Pieniądze, na dobrą sprawę, są miarą ludzkich wyborów." W tym krótkim wpisie zobaczymy jakiego mentalnego wyboru możesz dokonać by zwiększyć szansę ich posiadania w ilościach dużych czy nawet nadmiernych. A opowie nam o tym - własnymi słowami - współbohater najbardziej popularnego w historii ZenJaskiniowca wpisu o Robercie Grynie, jego duchowy i strategiczny przewodnik - Felix Dennis. Miliarder. Cynik. Poeta. To co wyróżnia Felixa na tle innych autorów książek to drobny fakt - o ile jeszcze tego nie wiesz - że on najpierw zarobił prawie 1 miliard dolarów a dopiero potem, bez szczególnego opieprzania się i politycznej poprawności, napisał o tym jak wyczyn ten można powtórzyć. W wielkim skrócie odwrócił model finansowych guru, którzy specjalizują się w mówieniu o tym jak miliony zarobić grubo przed tym jak sami to zrobią. Felix Dennis w interesującym nas tutaj temacie zdobywania zbyt dużej ilości pieniędzy popełnił dwie pozycje: kultową "How to Get Rich" oraz nieco późniejszą, mniej znaną "88 the Narrow Road" (w USA wydaną pod tytułem "How to Make Money"). Pozycja druga ma dwie zalety, których nie ma ta pierwsza. Jest skondensowaną esencją tej wcześniejszej, napisaną jako krótki podręcznik zawierający 88 porad i uwag o robieniu ciężkich pieniędzy. Czyli jest uproszczoną, szczupłą lecz muskularną wersją dla tych, którzy szukają konkretnych rozwiązań konkretnych biznesowych problemów. Druga różnica jest oto taka, że "88 the Narrow Road" wyjdzie już niebawem po polsku o czym w tej krótkiej wiadomości, nagranej specjalnie dla czytelników tego bloga (i słuchaczy tego podcastu) poinformuje Cię wydawca polskiej wersji, czyli potężny i wpływowy Marcin OSMAN: https://youtu.be/SVkeJcopOQ0 A teraz przejdźmy do tego co robić i jak myśleć by zarobić za dużo pieniędzy. Przed Tobą parę perełek z jego drugiej książki o wąskiej ścieżce do bogactwa... A wszystko to po to, byś, jak mówi autor: "Przestał być dzieckiem strachu oraz płodnym rodzicem tysięcy wymówek"! KTO MA NAJWIĘKSZE SZANSE NA SUKCES? Zatem odpowiedź na pytanie o to 'Kto ma szanse największe?" wygląda z grubsza w ten sposób: NIE ci, którzy tego chcą, NIE ci, którzy tego potrzebują i NIE ci, którzy na to zasługują, ale ci, którzy wykażą się pełną DETERMINACJĄ, bez względu na koszt dla siebie czy dla otoczenia. Oraz: Nie ma żadnego cudownego sposobu i nie ma żadnej sekretnej formuły. Cała sprawa sprowadza się do dwóch jedynie pytań: Do jakiego stopnia gotowy jesteś poświęcić całego siebie temu zadaniu? Jak wiele razy, nim odniesiesz sukces, gotów jesteś upadać - niejednokrotnie publicznie i upokarzająco? Co na dobrą sprawę, jest jednym i tym samym pytaniem. (...) nic bowiem nie może równać się z WYTRWAŁOŚCIĄ. Ostatecznie, to właśnie WYTRWAŁOŚĆ przebije wszystkie pozostałe cechy - nabyte czy wrodzone. Bowiem każdy zdeterminowany i wytrwały w zdobywaniu pieniędzy wcześniej czy później odniesie sukces (...) Zielone, czyli zdrowe! I tu mała uwaga ode mnie, czyli od miłościwie piszącego (i mówiącego) Ci te słowa Rafuszka... Jednym z powodów, dla których w dzisiejszych czasach tak mało ludzi osiąga poziomy wybitności jest zapomniana sztuka doceniania monotonności i rutyny. Wszyscy chcą emocji, pasji, radości i świetnej zabawy - ciągle i bez przerwy. Ale jeżeli chcesz być w czym naprawdę dobrym, jeśli chcesz być w czymś KUREWSKO DOBRYM - musisz doceniać nudę powtarzalności. Kiedy przeanalizowano grupę ludzi, której udało porządnie schudnąć i utrzymać niższą wagę przez więcej niż 5 lat, jednym z powtarzających się elementów było to, że ludzi ci żywili się monotonnie. Mówiąc inaczej - wciąż trzymali się jakiegoś modelu, bo ta "monotonia" dawała im kontrolę nad wynikiem - czyli ciałem jakiego chcieli. Jako ktoś kto sam schudł ponad 30 kilogramów potwierdzam - jem niemal ciągle to samo i w niemal ten sam "nudny", monotonny i powtarzalny sposób ćwiczę. Nie ma w tym żadnej pasji, żadnego ognia, żadnych fajerwerków. Jest po prostu PROCES, pamiętanie o celu i podstawowe ruchy powtarzane codziennie, codziennie, codziennie, codziennie... Gówno by z tego wyszło gdybym prowadził bez przerwy kulinarne i treningowe eksperymenty. Mówiąc inaczej: jeśli masz cel, jeśli masz wyniki i jeśli zaczynasz się nudzić - jesteś na dobrej drodze do mistrzostwa. Potrzebę emocjonalnych orgazmów zostaw proszę innym. Wstrząśnięty, nie mieszany... Wracamy zatem do Dennisa: Żeby się bogacić, musisz się uwolnić. Nie ma innego sposobu. (...) Musisz uwolnić się od negatywnych wpływów - od mistrzów czarnowidzenia i proroków lamentów, którzy na tej Ziemi występują licznie! (...) Więc nie zdziw się gdy okaże się, że jest wśród nich twoja rodzina, kochanek czy kochanka, mąż lub żona albo przyjaciele. (...) I właśnie dlatego musisz się odciąć. Z tego prostego powodu, że BOGACENIE SIĘ JEST WYNIKIEM MENTALNEJ POSTAWY (getting rich comes from an attitude of mind). I nie uda ci się jeśli sprawy będą miały się tak, jak mają się teraz. Jeśli wciąż zastanawiasz się dlaczego tak niewielu mężczyzn i kobiet zbiło prawdziwe fortuny od zera - teraz znasz już odpowiedź. Bo nie tyle chodzi o 'fart' co o GOTOWOŚĆ ZAAKCEPTOWANIA RYZYKA BYCIA UPOKORZONYM. I nie raz i nie dwa - tylko wiele, wiele razy. Zapewne. Ten fragment pięknie łączy się z DETERMINACJĄ, o której Felix wspomniał parę akapitów wyżej. Jeśli w ogóle zastanawiasz się nad tym jak poradzisz sobie z ewentualnym upokorzeniem oznacza to realnie, że pragniesz za mało. Tego typu niedogodności nie mogą mieć dla Ciebie - po prostu - żadnego znaczenia. Ot cena do zapłacenia. Ot przeszkoda na torze do sukcesu i posiadania nadmiaru pieniędzy. Jednak, ponieważ pracuję z wystarczającą ilością osób, by wiedzieć, że dobre chęci sobie a rzeczywistość sobie, oto prosta technika by zadanie radzenia sobie z "negatywnymi" stanami emocjonalnymi Ci ułatwić: Jesteś już na FB.com/ZenJaskiniowca i Instagram.com/ZenJaskiniowca? A skoro jesteśmy przy temacie przeszkód i samo-uniemożliwiania sobie pieniędzy gromadzenia. Oto co wymienia Felix: Jeśli nie jesteś gotowy na upadki, czasami publiczne i katastrofalne -> nigdy nie będziesz bogaty. Jeśli przejmujesz się tym co pomyśli sobie bliźni -> nigdy nie będziesz bogaty. Jeśli nie możesz ścierpieć myśli o tym, że podążając wąską ścieżką bogacenia się przysporzysz zmartwień swej rodzinie -> nigdy nie będziesz bogaty. Jeśli zbyt długo pozostaniesz czyimś pracownikiem -> nigdy nie będziesz bogaty. Jeśli obawiasz się, że pogoń za pieniądzem zaszkodzi twym artystycznym inklinacjom i spłyci twój artystyczny talent -> nigdy nie będziesz bogaty (bo w tym wypadku twój strach jest uzasadniony.) Jeśli nie jesteś gotowy na harówkę ponad siły -> nigdy nie będziesz bogaty. Jeśli nie jesteś w stanie przekonać samego siebie, że jesteś 'wystarczająco dobrym' by być bogatym -> nigdy nie będziesz bogaty. Jeśli swoich dążeń do bogactwa nie potraktujesz jako GRY - niepoważnej gry z bardzo poważnymi zasadami -> nigdy nie będziesz bogaty. Szukasz okazji jak świnia trufli? I na tym ostatnim elemencie skupimy się teraz, tym bardziej, że po wpisie o Robercie GRYNIE dostałem wiele pytań o to, jak bogacenie się można jako grę traktować. ZDOBYWANIE PIENIĘDZY JAKO GRA: Życie nie jest próbą generalną. Robienie pieniędzy (the getting of money) może być niepoważną gierką ale gierka ta ma cholernie poważne reguły. Wymaga odpowiedniego poziomu dyscypliny oraz znoszenia trudu stojących z sprzeczności z tym, co większość ludzi uznaje za życie spełnione. Nie myl zatem kompulsji z pragnieniem. (...) Kompulsja przebija pragnienie w dwóch aspektach: intensywności oraz długości. (...) Ta wewnętrzna kompulsja jest absolutnie niezbędna w zdobywaniu pieniędzy. Albo ją masz albo jej nie masz. Zachcianki to za mało. MYŚL O TYM JAK O GRZE W POKERA - Felix Dennis A teraz mój ukochany, fenomenalny i NAPRAWDĘ GŁĘBOKI fragment: Tylko gatunek ludzki rości sobie prawo do posiadania. Reszta zwierząt co najwyżej broni swojego gniazda, terenu, młodych, stada czy pokarmu. (...) Z uporem utrzymujemy, że jednostka lub grupa ludzi może coś 'posiadać' (...) To zbiorowe urojenie pokazuje nam jak durna jest sama koncepcja pogoni za majątkiem (...) przeczy ona bowiem logice, jako że jesteśmy śmiertelni i niczego na tamten świat ze sobą nie zabierzemy. Owszem, majątek zapewnia nam 'dostęp' ale nie można go tak naprawdę posiadać. Dla przykładu: posiadam tysiące akrów angielskiej ziemi ale ci, którzy na niej pracują i którzy po niej codziennie stąpają 'posiadają' ją w znacznie bardziej pełnym stopniu niż ja kiedykolwiek będę czy zasługuję. Zdobywanie pieniędzy jest GRĄ. Jak ujął to autor G. K. Chesterton: 'Trzeba być bystrym, żeby zdobyć wszystkie te pieniądze ale najpierw trzeba być wystarczająco głupim, żeby pieniędzy tych pragnąć.' I tu właśnie ukryta jest cała okazja. O ile sam cel ich zdobywania jest absurdalny, to zasady są śmiertelnie poważne. A tym samym jest dokładnie odwrotnie niż zakłada większość entuzjastów wzbogacania się. Sądzą oni bowiem, że sam cel jest poważny za to zasady są najczęściej absurdem. Jeśli wybierasz pieniądze w przeświadczeniu, że bez nich nie zaznasz szczęścia, w przekonaniu, że pogoń za nimi ma egzystencjalną głębię i sens, to bardzo wątpię w prawdopodobieństwo twojego sukcesu. Jednak jeśli DOCENISZ ABSURDALNOŚĆ tego zadania to znacznie sobie pomożesz - szczególnie w chwilach trudnych i przytłaczających. Złapanie nieuleczalnej choroby - oto sprawa poważna; śmierć bliskiej ci osoby - oto sprawa poważna; nawet odrzucenie zalotów zaliczyć możemy do spraw wysokiej rangi. Jednak robienie i tracenie pieniędzy poważną sprawą NIE jest. Ci, którzy to rozumieją i z pozycji tego rozumienia działają znacznie powiększają swoje szanse powodzenia na wąskiej ścieżce do bogactwa. Felix, ludzie & symbole Nie wiem czy też tak masz, ale czasami trafiam na jakiś fragment i CZUJĘ że ukryty jest w nim skarb....

O byciu agresywnym i zmotywowanym 24 Aug 2018

Jerry Weintraub obudził się o 3-ciej w nocy po bardzo dziwnym acz przyjemnym śnie. Śniło mu się, że nad wejściem do Madison Square Garden widniał wielki napis: "JERRY WEINTRAUB PRZEDSTAWIA ELVISA". W tamtych latach, czyli połowie lat 60-tych, było tylko dwóch graczy kategorii super-ciężkiej: Elvis Presley i Frank Sinatra. Problem polegał jednak na tym, że o ile wszyscy wiedzieli kim jest Presley, nikt nie wiedział kim jest Weintraub. Z Presley'em włącznie. Co gorsza - o tym kim jest Weintraub nie wiedział również płk. Tom Parker - wszechmocny i trzymający Elvisa za jaja menadżer odpowiadający za całość jego kariery. Rano Weintraub zdobył telefon do pułkownika i dzwonił do niego - uwaga - przed 364 dni pod rząd, dzień w dzień o 8: 30 rano. Odpowiedź zawsze brzmiała "NIE" - nie tylko dlatego, że Parker o Weintraubie wcześniej nie słyszał, ale również dlatego, że Elvis w tym czasie w ogóle nie koncentrował. Dnia 365-go Parker się złamał: "Jeśli autentycznie chcesz zabrać mojego chłopaka w trasę, bądź za dwa dni w Vegas, z milionem dolarów w gotówce". Nieustępliwy Jerry Weintraub w jednym ze swoich domów Problem polegał na tym, że Jerry nie miał miliona. A dokładnej rzecz ujmując, miał 65 tysięcy długu. Spędził dobę na poszukiwaniu pieniędzy. Nieskutecznie. Mimo tego wsiadł do samolotu i już na miejscu, w Vegas, na parę godzin przed spotkaniem, ktoś wskazał mu prawnika, który miał bogatego klienta, który z kolej miał pierdolca na punkcie Elvisa. W zamian za ustną obietnicę 50% zysków, Jerry dostał milion dolarów i stał się promotorem Elvisa. Parę dni później był samodzielnym milionerem, parę lat później organizował również koncerty dla Franka Sinatry, Boba Dylana, Beach Boys czy Led Zeppelin. Zarabiał tyle pieniędzy, że kupił sobie dom w Hollywood a potem o nim zapomniał. Przypomniał mu o nim księgowy, zdziwiony po co Jerry mieszka po hotelach, skoro ma własną rezydencję. Dziś kojarzyć możesz go jako producenta takich filmów jak oryginalny Karate Kid oraz cała seria Ocean's Eleven, Twelve i Thirteen. Jerry w pracy... foto: news-entertainment.net Bob Macauley pracował z Matką Teresą dość regularnie a tego dnia lecieli razem do jednego z domów opieki w RPA. Wraz z nimi około 100 innych pasażerów. W pewnym momencie obsługa zaczęła wydawać posiłki. Kiedy stewardessa podeszła do Matki Teresy, ta zapytała ją ile taki posiłek kosztuje. "Około 5-ciu dolarów" - odpowiedziała. "A jeśli go nie zjem, czy dacie mi te 5$ na jedzenie dla głodujących?" Zapanowała pewna konsternacja i po kontakcie z zarządem firmy linie lotnicze wyraziły zgodę. Matka Teresa oddała z uśmiechem swój posiłek, a za nią podążyli siedzący obok Bob i - uwaga - cała reszta pasażerów samolotu. Samolot wylądował po czym niezwykle dumny ze swojego poświęcenia Bob usłyszał komendę: - Idź po nie - Po co? - Idź po te posiłki. - Przecież już nam zapłacili za to, że ich nie zjedliśmy. - I tak nie mogą ich więcej wykorzystać. Idź, żeby się nie zmarnowały. I znowu linie lotnicze wyraziły zgodę na to by posiłki wydano. Bob czuł się zbawcą świata. Przez chwilę... - Idź po vana Bob. - Jakiego znowu vana? - Przecież musimy przetransportować to jedzenie dla potrzebujących. Idź dowiedzieć się, czy linie lotnicze użyczą nam furgonetki. Matka Teresa na szczytach władzy foto: https://guardian.ng Co łączy historyjkę Matki Teresy i Jerry'ego Weintrauba? To że byli AGRESYWNI. Nie w znaczeniu kryminalnym - nie popełniali przestępstw i nie stanowili zagrożenia dla innych ludzi. Byli AGRESYWNI w sensie swojej mentalnej postawy. Wiedzieli czego chcą i nie obawiali się tego żądać. Nie reagowali na rzeczywistość tylko ją kształtowali. Jerry po prostu, w sposób czysto mechaniczny, codziennie rano podnosił słuchawkę i wykręcał numer. To było jego zadanie. Nie miało znaczenia to, że Elvis nie koncertuje. Nie miało znaczenia, że Parker ma kolejkę innych promotorów, których już zna i którym już ufa. Nie miało znaczenia, że nie ma ani środków ani doświadczenia. Znaczenie miało tylko to, czego chciał. Znaczenie miał tylko jego cel - zabranie Elvisa w trasę. Żadnych sztuczek, żadnych wodotrysków i żadnych wymówek - po prostu podstawowe, najprostsze ruchy powtarzane codziennie, codziennie, codziennie. Zwróć uwagę na to, że Matka Teresa również nie bawiła się w finezję. Zjadła linie lotnicze kawałek po kawałku. Zwróć również uwagę jak dobrze czuła się ze swoją władzą - najpierw wymusiła na obsłudze kontakt z zarządem linii a potem, wydając rozkazy, rękami Boba, załatwiła resztę tematu, odgryzając coraz więcej. Nie modliła się i nie czekała na bożą łaskę, tylko WYMUSIŁA zmianę rzeczywistości - zmianę zgodną ze swoją intencją. Parę dni temu na IG i FB umieściłem posty mówiące o potrzebie agresywnej postawy. Bohaterem pierwszego z nich jest legenda zapasów, złoty medalista olimpijski z Monachium, Dan Gable. A do tego ten klip: https://youtu.be/oLvVxgFBRf0 Parę dni później pojawił się kolejny krótki wpis, który wywołał prawdziwą gówno-burzę z zarzutami o to, że gloryfikuję agresję w i tak już mało przyjaznym świecie. Tym razem w rolach głównych pojawili się Bobby "Axe" Axelrod i Grigor Andolov z kultowego serialu 'Billions': A oto klip: https://youtu.be/PZafndYfQa8 Najciekawsze było to, że kiedy później omawiałem temat agresji, im wyższy był poziom dochodów rozmówcy, tym bardziej koncepcja nadrabiania słabości agresją była oczywista. Jeden z moich stałych klientów, nazwijmy go Panem X (lubi być anonimowy), 24-latek, który w ciągu roku zarabia więcej niż większość ludzi w ciągu całego swojego życia, robiąc zresztą rzeczy nieco podobne do tego co w serialu robi Axe, przyznał otwarcie, że to AGRESJA była jedynym elementem, który pozwolił mu ruszyć w wieku 15 lat i nie dać się pogrzebać żywcem póki nie zdobył odpowiedniej ilości doświadczenia i umiejętności. Dlaczego AGRESJA - czyli ofensywne pokonywanie oporu jest tak bardzo ważne? Will i Ariel Durant za opisywanie 5 tysięcy lat naszej cywilizacji dostali nagrodę Pulitzera. Możemy więc z dużą dozą bezpieczeństwa założyć, że ludzi ci kumali jak działa nasza rzeczywistość. Dlatego bez przerwy otrzymywali to samo pytanie: skoro historia lubi się powtarzać i skoro wiecie o niej tak wiele, jaka jest najważniejsza lekcja z historii? I udzielili na to pytanie odpowiedzi - i to w jednym zdaniu. A zdanie to brzmi: To, że życie jest rywalizacją. 5 tysięcy lat mądrości na 128 stronach Zgodnie z definicją rywalizacja oznacza: ubieganie się o pierwszeństwo albo o zdobycie czegoś lub kogoś. Synonimami słowa rywalizacja są: współzawodnictwo, wyścig, walka, batalia, bój, zmagania, pojedynek, rozgrywka. Pytanie zatem brzmi: czy podczas wyścigu, walki, boju, pojedynku czy batalii wolisz być AGRESYWNY czy pasywny? Jak myślisz - co przyniesie Ci większą szansę na zwycięstwo? Jeśli wciąż masz wątpliwości, pozwól, że przytoczę słowa generała Pattona: Wojen nie wygrywa się obronną taktyką I, oczywiście, najważniejsza wojna czy też rywalizacja, to ta samą ze sobą, nikt bowiem nie okradnie Cię tak skutecznie z godności i możliwości jak Ty sam(a). Jesteśmy absolutnymi mistrzami świata w robieniu samych siebie w chuja - i w skutecznym zacieraniu po tym śladów. Ten właśnie ten autosabotaż, tę siłę, która kusi nas do słabości i nieskuteczności Steven Pressfield nazywa Oporem. Oporem - jak widać - pisanym przez dużo 'O' bo jest to siła potężna i wszechobecna a jej działanie odczuwamy wszyscy. Przyjrzyjmy się jej pokrótce. Pressfield napisał 3 natchnione działa - z czego tylko jedno ukazało się po polsku. Po polsku wyszło "Do roboty" - natomiast nie przetłumaczono jeszcze "Turning Pro" oraz najważniejszej z tych trzech książek - "The War of Art" (swoją drogą Marcin Osman, może coś z tym zrobisz? Chętnie napiszę do niej wstęp, bo książka ta, dosłownie, uratowała mi życie). Czym jest więc ten Opór? Większość z nas ma dwa życia. To które żyjemy, oraz to wewnętrzne, jeszcze nie przeżyte. Pomiędzy jednym a drugim stoi Opór. - Pressfield Pisarz wybitny, Steven Pressfield Opór przejawia się jako: strach / lęk autosabotaż odwlekanie obawy i wątpliwości Cechy Oporu: Niewidoczny: nie możesz go zobaczyć, usłyszeć, dotknąć czy powąchać. Za to możesz go POCZUĆ Uniwersalny: odczuwa go każdy Zdradziecki: okłamie Cię, sfabrykuje, sfałszuje, uwiedzie, styranizuje, wyperswaduje. Potrafi przybierać różne formy, nie ma sumienia, zawsze kłamie i zawsze wciska Ci kit Bezosobowy: nie wie kim jesteś i ma to gdzieś. Jest siłą natury i działa obiektywnie – tak jak deszcz. Dla niego to nic osobistego... Nigdy nie śpi i zawsze zmartwychwstaje: każdego ranka podejmujesz walkę od początku Śmiertelnie poważny: jego celem Oporu jest Cię zabić – i celuje w samo epicentrum Twojego istnienia: w geniusz, w duszę, w dar, który posiadasz. To wojna na śmierć i życie. Jednak - na nasze szczęście, Opór ma również ogromną zaletę: wskazuje Ci właściwy kierunek, więc możesz użyć go jako kompasu. Zasada jest prosta: im ważniejsze jest dla ewolucji Twojej duszy to co chcesz zrobić , tym większy Opór będziesz odczuwać. Opór... Opór jest podstępnym i nieustępliwym skurwysynem, który, niczym T-1000 z Terminatora 2 (swoją drogą najbardziej zajebiaszczy Terminator z całej serii) potrafi przybrać właściwy dla swoich celów kształt i konsystencję. Mówiąc prościej - zrobi wszystko by Cię osłabić i pozbawić sił sprawczych. To siła, która była tutaj zanim się pojawiliśmy i która będzie tu po tym jak nas tu nie będzie. Zupełnie jak grawitacja. (codzienna) WALKA Z OPOREM JEST GŁÓWNYM SENSEM TWOJEGO ŻYCIA Dlaczego? Na polu Ja stoi rycerz i smok. Ty jesteś rycerzem. Smok jest oporem - Pressfield (dla ewentualnych przytulaczy drzew, jako że popularność bloga znacznie rośnie, małe przypomnienie - celem rycerza nie jest smoka zagłaskanie. Jego celem jest upierdolenie mu łba. U nasady.) Twoje życie, jego jakość i zapewne długość, zależy od tego jak AGRESYWNIE sobie z tym Oporem poczynasz....

Robert GRYN: Jak zostać drapieżnikiem doskonałym 07 Jul 2018

By stać się bogatym, musisz zachowywać się jak drapieżnik. Musisz się nim stać. (...) Pamiętaj, że w przeciwieństwie do ich ofiar, większość drapieżników ma szczęście przez większość swojego życia - Felix Dennis Problem z ludźmi, jak ja to widzę, jest tylko jeden: w swojej większości i w trybie domyślnym jesteśmy głupi i słabi. Nie dlatego, że musimy być głupi i słabi, tylko dlatego, że tak jest łatwiej i tak jest szybciej. I kiedy patrzę na - akurat w tym wypadku rozwijającą się na naszych oczach - historię jednostek takich jak Robert Gryn to widzę historię kolejnej owcy, która się zbuntowała i postanowiła zostać wilkiem.To jest dla mnie historia kogoś, kto gra w jedyną grę, która tak naprawdę się liczy - w grę powiększania swojej WŁADZY OSOBISTEJ. Robert paczy... Przyzwyczailiśmy się do myślenia, że władza równa się polityka. Że władzę ma prezydent, premier, posłowie i senatorowie a na końcu o wszystkim i tak decyduje Kaczyński. I to jest prawda - ale nie o ten rodzaj władzy mi chodzi. Chodzi mi o władzę przede wszystkim nad sobą samym - bo dopiero kiedy potrafisz skutecznie zarządzać sobą samym, możesz skuteczniej zarządzać innymi. CENĄ JAKĄ PŁACI DOROSŁY ZAMIENIONY W DZIECKO JEST SABOTAŻ I ZALEŻNOŚĆ - Christopher Hyatt Kiedyś cynicznie nie dowierzałem, kiedy najbogatsi mówili, że tak naprawdę nie chodzi wyłącznie o pieniądze. Bo nie chodzi wyłącznie o pieniądze. Chodzi o WYGRYWANIE, bo, jak mówił nam Max Stirner: ludzie dzielą się na tych którzy mogą i na tych którzy nie mogą. Chodzi o to, żeby móc a potem, żeby móc więcej. Nic innego w życiu się nie liczy: móc i móc więcej w jak największej ilości życiowych kontekstów (takich jak stan ciała, stan ducha i stan konta). I to, że nie chodzi wyłącznie o pieniądze absolutnie nie oznacza, że zostawiasz na stole negocjacji z życiem choćby jeden grosz więcej niż musisz. Bierzesz ile się da lub ile chcesz - chodzi jednak o to, że pieniądze są formą władzy, są tej władzy potwierdzeniem, a GRA we władzy zdobywanie jest jedyną grą, której masz prawo namiętnie się oddawać (o czym nieco później). Stanisławski, którego aktorska metoda wydała nam takie diamenty jak Brando, Nicholson, de Niro, Pacino czy Streep uczył, że dla aktora (wszak życie jest sceną, zdaniem Szekspira) najważniejsze pytania brzmią: Kim jestem? Czego chcę? Jaki przeszkody muszę pokonać, by to zdobyć? Robert łowi (zdjęcie https://jolygram.com/profile/rob.gryn) Całkowita abstrakcja dla słabych i głupich, bo proces poznania i zdobywania wymaga introspekcji i pokonywania wewnętrznych słabości oraz zewnętrznych ograniczeń. Problem ze słabymi i głupimi, właściwie jeden z problemów, polega na tym, że pomimo wszystkich targających nimi kompleksów ich własne ego jest dla nich tak cenne, że nie chcą i nie potrafią zadać mu bólu, by pozbyć się tego czego nie cierpią i by móc mieć to, czego chcą. Taki zabawny paradoks - nie chcesz zrezygnować z tego czego tak naprawdę nie chcesz, by móc mieć to, czego rzekomo tak bardzo pożądasz. UNIKANIE CIERPIENIA MIAŁOBY SENS GDYBYŚMY ŻYLI WIECZNIE - Walter Kaufmann "(...) Miej na uwadze, że większość ludzi NIE zmieni się, żeby nie wiem co. Dla większości osób podkreślenie swojej 'niezależnej tożsamości' jest ważniejsze niż bycie skutecznym, potężnym i pragmatycznym. Bowiem większość ludzi ma swój 'program roszczeniowy'. Jakimś cudem, w głębi duszy wierzą, że życie jest im coś winne. Ramię w ramię z 'programem roszczeniowym' idzie 'program bycia cennym'. Program ten brzmi oto tak: niezależnie od tego kim jestem i jak bardzo - czasami lub zawsze - siebie nienawidzę, jestem wyjątkowy i jestem cenny. 'Program bycia cennym' gwarantuje porażkę. Zmiana, czyli DEZINTEGRACJA, zawsze zachodzi w bólach a trudno jest zadawać ból czemuś co uważa się za cenne i unikalne." - pouczał nas Hyatt. Zdaje się jednak, że żonglując wątkami, koncepcjami i cytatami zapomniałem wspomnieć kim Robert Gryn jest. W wieku 30 lat dostaje się na polską listę Forbes, miejsce 50-te któreś (w 2018 60-te któreś). Rozumiem jak słabe jest definiowanie kogoś miejscem w rankingu, dlatego przedstawię sprawę tak: Robert Gryn, najbardziej niepolski ze wszystkich polskich przedsiębiorców, budzi 3 emocje, które zapewniają nieśmiertelność za życia i które świadczą o tym, że ma się REALNĄ WŁADZĘ. Robert Gryn budzi: Podziw Zawiść & Ciekawość Gdy budzisz podziw, zawiść i ciekawość, masz władzę, bo, niczym Bóg, wpływasz na ludzi nawet pod swoją nieobecność. Fizycznie może Cię wśród nich nie być, jednak ludzie i tak czują Twoją obecność. Dlatego dziś Robert może pozwolić sobie na pół roku wakacji - rządzi będąc odczuwanym bez potrzeby fizycznej obecności. WŁADZA TO SZYBKOŚĆ Z JAKĄ WPROWADZASZ SWOJĄ INTENCJĘ W ŻYCIE Robert jedzie (zdjęcie https://jolygram.com/profile/rob.gryn) Ale nieco się zapędziłem, więc jak mawiają, zacznijmy od początku. Stwórzmy filozoficzne podwaliny pod to czym jesteś świat i kim możesz być Ty a potem zobaczymy, jak ma się do tego to co robi ze swoim życiem Rob (wolę Bobbi - nie wiem czemu...) i jak możesz przełożyć to na swoje. Zatem, ruszamy! Zapewne tego nie wiesz, ale naszą europejsko-amerykańską kulturę ukształtowały trzy potężne wpływy. Pierwszy to Starożytna Grecja. To jasne. Drugi to Stary i Nowy Testament. W sumie też dość logiczne. Czy wierzysz czy też nie, wszyscy zanurzeni jesteśmy w judeo-chrześcijańskiej tradycji. Trzecim elementem zapewne lekko Cię zaskoczę. Jest nim dzieło sprzed 500-ciu set laty. Napisał je Nikuś Machiavelli a książeczka nosi tytuł "Książę". Machiavelli, podobnie jak jego późniejszy intelektualny syn, Nietzsche, traktowani są dziś bardzo twitterowo: cytat tu, cytat tam, wszystko wyrwane z kontekstu i wszystko - jak to w pop kulturze - po łebkach i na szybko. Dowcip polega jednak na tym, że Machiavelli był filozofem a nie jedynie teoretykiem władzy i parę smaczków, które w "Księciu" przemycił, burzy porządek grecki i chrześcijański. Przy czym burzy go, że tak elokwentnie to ujmę - całkowicie i w pizdu... Grecy mówili nam, że jest jakiś pierwotny, przyrodzony rzeczom i światu porządek, że celem życia powinno być poznawanie PRAWDY (czyli właśnie tego porządku) i życie zgodne z nim, bo tylko takie życie zapewni nam spokój i szczęście. Tak popularni dziś stoicy mówili w sumie o czymś bardzo podobnym, rysując swój obraz mędrca żyjącego zgodnie z pewnym IDEAŁEM (czyli "Prawdą). Nieco podobnie - ale pamiętaj, że rysuję tu grubą kreską - mówi nam przekaz chrześcijański. Rodzimy się na świecie, w którym panuje boski porządek a ludzie, mimo, że urodzili się z grzechem pierwotnym, są w sumie dobrzy, bo wszystko co istnieje jest dziełem Boga, czyli musi być dobre. Robert leci (zdjęcie https://jolygram.com/profile/rob.gryn) Gówno, kurwa, prawda - mówił Machiavelli. Nie ma żadnego porządku ani żadnej 'Prawdy' a jeśli Bóg jest, to scedował władzę. Jest totalny chaos, jest całkowita anarchia, jest znaczeniowa pustka i nie ma żadnych prawd. Ludzie są głupi, strachliwi, pożądliwi, chciwi i nieracjonalni - ubrane małpy, które potrafią budować zdania. W skrócie - są głupi, słabi i zachłanni. I w tym świecie, w tym świecie chaosu, pustki, anarchii, strachu i chciwości pojawiają się od czasu do czasu silne jednostki, które dzięki swojej AMBICJI wprowadzają PORZĄDEK, porządek, który NIE jest niczym naturalnym i typowym, tylko czymś co trzeba wypalać ogniem i mieczem - nawet jeśli ten ogień i miecz jest jedynie natury mentalnej. W jeszcze większym skrócie, burzyciel Machiavelli mówi nam: Świat jest kurwa wrogi! Porzuć wszelką iluzję, że coś Ci się należy i że wszystko będzie dobrze. Jeśli chcesz WŁADZY, jeśli chcesz wprowadzać porządek w CHAOSIE, stań się kim trzeba i rób wszystko co trzeba, bo to GRA dla ambitnych, twardych i sprytnych. Porządek - Twój porządek - nie jest niczym naturalnym, więc będziesz potrzebował siły (chociażby mentalnej i emocjonalnej), żeby go wprowadzić i żeby go utrzymać. A teraz zgadnij co jest mantrą Roberta Gryna? 'DROGA JEST WALKĄ' I patrz na to: Ludzie są zawsze nieprzyjaciółmi przedsięwzięć, w których widzą trudności - Machiavelli i na to: Utrzymanie porządku w głowie wymaga wysiłku - Robert Gryn Tym cudownym sposobem, tak Maki jak i Hyatt tłumaczą nam dlaczego większość na wieki wieków amen pozostanie głupia i słaba. Bo to jest nasz "domyślny" kosmos, nas wewnętrzny wszechświat, gleba z której wyrastamy. Dla mnie książka Machiavellego nie jest podręcznikiem o tym, jak panować nad innymi. Ona jest dla mnie przewodnikiem po tym, jak podbić siebie samego. Jak porzucić iluzje i jak spojrzeć piękno-strasznej prawdzie w oczy by wiedzieć, że: nic Ci się kurwa nie należy tylko dlatego, że miałeś (nie)szczęście się łaskawie urodzić zbawienie nie nadejdzie (o ile sam sobie nie pomożesz) urodziłeś się w Chaosie i umrzesz w Chaosie (o ile czegoś z tym agresywnie nie zrobisz) Robert pije (zdjęcie https://jolygram.com/profile/rob.gryn) 4 Przykazania według nie-świętego Christophera Hyatta brzmią: ZAAKCEPTUJ, że jesteś tylko cząstką tego kim MOŻESZ BYĆ i że CHCESZ BYĆ kimś więcej USUŃ wszelkie idee i założenia - pozytywne czy negatywne - o sobie samym i nie tylko RÓB wszystko co czyni Cię SILNIEJSZYM, nie rób niczego co Cię osłabia Wszystkie środki niezbędne do osiągnięcia celu MASZ już w sobie Wszystko, ale to wszystko - co pokazuje nam Bobbi Gryn, sprowadza się do WOLI POKONYWANIA. Z jednej strony masz ten wewnętrzny głos, to wołanie, że chcesz być kim WIĘCEJ i że chcesz mieć coś WIĘCEJ. To właśnie głos, czy raczej głosik Twojej AMBICJI. Z drugiej strony, w tym domyślnym kotle lęku i wewnętrznej anarchii nad Twoim kurczeniem się czuwa odwrotna, czyli opozycyjna siła: STRACH PRZED STRATĄ. Stratą czego, zapytasz? Bardzo dobre pytanie - co może stracić ktoś, kto już w trybie domyślnym jest słaby i głupi? Ktoś, kto już kurczowo trzyma się tego, czego nie chcę i kopie i gryzie samego siebie by - przypadkiem - nie porwać się na to czego pragnie? Bóg,...

O zapomnianej sztuce nonszalancji 22 May 2018

Wyobraź sobie taką oto sytuację - jest coś czego bardzo pragniesz. Bardzo pragniesz. I nagle dostajesz okazję przeniesienia się do przyszłości, widząc, czując i słysząc tym samym, że to czego tak bardzo chcesz stało się Twoją rzeczywistością. Masz to. Jest Twoje. I masz na to niezbite dowody. Świetnie. I co teraz? Teraz wracasz do tu i teraz. Jak się zachowujesz, jak się czujesz wiedząc, że to czego pragniesz teraz już jest Twoją rzeczywistością tylko rzeczywistość jeszcze tego nie wie? Jak się czujesz mając pewność, że to czego pragniesz będzie Twoje tylko czas musi Cię dogonić? Otóż pozwól, że powiem Ci jak się czujesz - czujesz spokój, pewność i rozluźnienie. "Why so serious?" A teraz, zamiast do przyszłości, przenosimy się do umysłu Arnolda Schwarzeneggera, który potwierdzi nam powyższą mapę. Arnold jest postacią wyjątkową - osiągnął wszystko we wszystkich dyscyplinach, za które się zabrał: sport, biznes, aktorstwo i polityka. Gość, który w kurwidołka w Austrii wspiął się na sam szczyt. Jak? Oto jak: "Kiedy widzę wielkich ludzi mówi do siebie: „Też tak mogę! Siła polega na tym, by się nie poddawać. Wszyscy posiadamy wielką wewnętrzną moc. Tą mocą jest WIARA W SIEBIE. Nim wygrasz, musisz postrzegać siebie jako zwycięzcę. I musisz czuć głód. Musisz pragnąć podbojów. Każde marzenie niesie ze sobą jakieś ryzyko, szczególnie ryzyko niepowodzenia. Ale mnie ryzyko porażek nie zatrzymuje bo nie można wiecznie przegrywać. Potrafię w pełni 'zafiksować' się na wizji tego, gdzie chcę być w przyszłości. Widzieć to przed sobą niemal tak wyraźnie, jak rzeczywistość. A potem ZACZYNAM MIEĆ TO USPOKAJAJĄCE UCZUCIE, że nie muszę już się więcej spinać, bo czuję, ŻE JUŻ TAM JESTEM. To tylko kwestia czasu. Działanie jest tylko fizyczną konsekwencją, przypomnieniem wizji, na której się koncentrujesz." Tyle od Arnolda a my teleportujemy się do Włoch epoki renesansu. Powstały tak wtedy dwa wielkie działa: w 1514 roku Machiavelli napisał działo wszech czasów - "Księcia". Książę to podręcznik mówiący o tym jak utrzymać zdobytą władzę. Podręcznik, który - gwarantuję - przerobili od deski do deski wszyscy głodni władzy i światowego panowania: Napoleon, Mussolini, Lenin czy Stalin, który trzymał ją przy łóżku... O ile jednak "Książę" jest książką o tym jak władzę utrzymać, w 1528 roku pojawia się książka o tym jak się na dworze takiego władcy utrzymać. Napisał ją Baldassare Castiglione a książka nosi tytuł "Dworzanin". A rasowy dworzanin epoki odrodzenia był jak James Bond: elegancja, maniery i pewność siebie w służbie dobra publicznego, zdobywanie przyjaźni i szacunku rządzących poprzez bycie autentyczną i niezastąpioną pomocą, osiągnięcia w sporcie i walce, umiejętność barwnego mówienia i zgrabnego pisania, flirtowania, grania i tańczenia. A wszystko to - i tu pojawia się element łączący i najważniejszy - wykonywane bez napięcia, na luzie, jakby od niechcenia - słowem z NONSZALANCJĄ. https://youtu.be/WD_vWWp3nFU I to właśnie ta NONSZALANCJA, ten wysiłek bez wysiłku i wyniki od niechcenia, właśnie to jest najważniejszą i ukrytą bronią rasowego dworzanina: SPREZZATURA, czyli ukryta, tajemnicza siła, która stanowi źródło gracji, elegancji i lekkości, która czyni z dworzanina arystokratę próby najwyższej. SPREZZATURA to sztuka ukrywania sztuki, wysiłek włożony w ukrywanie wysiłku A tym samym, SPREZZATURA jest po naszemu NONSZALANCJĄ, która zgodnie ze słownikiem języka polskiego oznacza: "niedbały, swobodny a nawet lekceważący sposób zachowania się." Przy czym - nonszalancja o której będę mówił tutaj NIE znaczy olewactwa, ignorancji i wyjebania na świat. Oznacza osiąganie własnych celów poprzez usunięcie wroga największego - NAPIĘCIA... Każdy sportowiec i każdy psycholog sportowy powie Ci to samo: nic nie spieprzy wyników tak bardzo jak "staranie się". Staranie się powoduje napięcie. Napięcie powoduje staranie się. Niezależnie od tego gdzie jest punk wejścia - w staraniu się czy w napięciu - efekt jest ten sam: nie ufasz sobie, nie ufasz procesowi i próbujesz z poziomu świadomego zarządzać tym, co powinno być robione w stanie rozluźnienia z poziomu podświadomego. Czyli - jakoby od niechcenia. O czym wiedziano już w starożytnych Chinach: "Kiedy stawką w zawodach łuczników są kamienie, strzelasz zgodnie ze swoimi umiejętnościami. Kiedy obiecali ci nagrody, martwisz się o to czy trafisz. Kiedy nagrodą jest czyste złoto, jesteś strzępkiem nerwów. We wszystkich tych wypadkach poziom twych umiejętności jest dokładnie ten sam, jednak ponieważ jedna nagroda warta jest dla ciebie więcej niż pozostałe, pozwalasz by czynniki zewnętrzne wpływały na twój umysł. Ten kto zbyt intensywnie patrzy na co co zewnętrzne, staje się nieporadny wewnętrznie." - Zhuangzi Co jest zatem czystym złotem dla Ciebie? Co wprowadza Ciebie w stan napięcia, które sprawia, że stajesz się nieporadny wewnętrznie i chybiasz... Rzekłem... "W zapasach, jak i w każdym innym sporcie, by być skutecznym, musisz być rozluźniony. Bo gdy nie jesteś rozluźniony, nie możesz EKSPLODOWAĆ gdy trzeba!" - pouczał swoich zawodników największy zapaśnik i trener zapasów XX wieku, złoty medalista olimpijski z Monachium, Dan Gable. "To samo dotyczy biznesu: ludzie, którzy są spięci nie zarabiają pieniędzy. Bo pieniądze zarabiają ci, którzy są rozluźnieni, którzy sprawiają wrażenie, jakby wszystko wychodziło im lekko, łatwo i przyjemnie. I nie chodzi o to, że są wyluzowani do poziomu olewactwa. Są zrelaksowani bo mają umiejętności i rozumieją połączenie na linii umysł - ciało. Bo jeśli masz napięte ciało, jeśli masz spięty umysł, blokujesz przepływ energii i siłą rzeczy nie możesz być skuteczny!" - mówi milioner i były uczeń Dana Gable, Matt Furey. I nie tyle chodzi o Twoje cele, co o WIBRACJĘ przy okazji tych celów - Matt Furey Zobaczmy teraz zatem co zrobić, żeby WYTRENOWAĆ w sobie to zdrowe i rozluźniające lekceważenie, tą NONSZALANCJĘ, która sprawi, że osiąganie naszych celów będzie miało energetycznie całkowicie inną WIBRACJĘ. W tym pomoże nam Matt Furey właśnie. Nonszalancki Tim Kennedy "Wszystko sprowadza się do jednego słowa. Słowem tym jest PRAGNIENIE [patrz Arnold mówiący o GŁODZIE i PRAGNIENIU PODBOJÓW - przyp. R.M.] Ale mówimy tutaj o takim poziomie pragnienia, gdzie tak głęboko WIERZYSZ, ŻE ZASŁUGUJESZ, że wiara ta daje Ci poczucie wewnętrznego spokoju. I w tym momencie nie chodzi o to co robisz - chodzi raczej o to, żeby zejść sobie z drogi i POZWOLIĆ by to się po prostu stało. Pytasz jak to zrobić? Roześmiana buźka jest tutaj całym sekretem... Musisz uśmiechać się wewnętrznie. Musisz uśmiechać się DO TEGO wewnętrznie. To absolutnie kluczowe! Bo tylko dzięki temu na to POZWOLISZ a jak na to POZWOLISZ, usuniesz napięcie i stworzysz rozluźnienie." NAPINANIE USUWA PRZYCIĄGANIE - Matt Furey O co chodzi w tą uśmiechniętą buźką? Chodzi o wspomnianą przez Furey starożytną taoistyczną technikę - jedną z najpotężniejszych technik jak znam i stosuję, swoją droga. Technikę, która odmieni Twoje życie - o ile POZWOLISZ SOBIE na to, oczywiście. PRAGNIENIE JEST KLUCZEM. NAPIĘCIE JEST WROGIEM - Matt Furey Technika jest bardzo prosta. Nasz obraz siebie jest dupą, powyżej której nie możemy podskoczyć. Kluczowym elementem tego obrazu jest POCZUCIE ZASŁUGIWANIA. Twoje poczucie tego ile jesteś wart i co jest warte Ciebie. Im większe poczucie zasługiwania, tym szersze są Twoje horyzonty. Im więcej zasługiwania, tym więcej sobie-pozwalania. Taoiści wykonywali tę technikę przed lustrem, ale my mamy smartfony z możliwością robienia selfie. Tak więc wybór technologii jest Twój: lustro albo ekran telefonu. Zobacz w nim odbicie swojej twarzy. Popatrz na siebie. A teraz wyobraź sobie, że ze Twoją twarzą jest Twoja WEWNĘTRZNA TWARZ. Nie zmieniając wyrazu twarzy zewnętrznej UŚMIECHNIJ SIĘ twarzą wewnętrzną. Kurwiki w oczach, zuchwały uśmieszek na ustach. WEWNĘTRZNIE. Nie ma znaczenia czy Twoja "prawdziwa" twarz zmieniła wyraz - masz się śmiać swoim "duchem", masz się ZUCHWALE i NONSZALANCKO śmiąc swoją twarzą wewnętrzną. Czujesz zmianę energii? Czujesz inną wibrację? Oto Twoje zdanie na najbliższe 21 dni (ambitni robię wyzwanie 90-dniowe). Ja nazywam tę technikę WEWNĘTRZNYM ZAKAPIOREM, bo KLUCZEM jest to, żeby ten wewnętrzny uśmieszek był "charakterny". Ma mieć jaja, ma mieć w sobie coś wyzywającego, ma sprawiać, że przesunie się Twoja granic tego co (nie)możliwe. Chcę, żeby ten WEWNĘTRZNY ZAKAPIOR był tak intensywny, że ZMIENI SIĘ WYRAZ TWOJEJ PRAWDZIWEJ TWARZY. Badania psychologiczne mówią nam, że największy wpływ na siebie i na innych mają ludzie, którzy odbierani są jednocześnie jako CIEPLI i SILNI. Ciepło oznacza EMPATIĘ a siła oznacza SKUTECZNOŚĆ DZIAŁANIA. Jak być jednocześnie CIEPŁYM i SILNYM? NONSZALANCJA właśnie. Pozwól, że pokażę Ci o co mi chodzi: Nonszalancja dla kobiet Nonszalancja dla facetów Różnicy pomiędzy płciami - pod tym względem - nie ma: ciepło-silna nonszalancja oznacza: uśmieszek (niesymetryczny, czyli na jedną stronę) lekko przymrużone oczy (dolne powieki idą lekko w górę) W skrócie: kącik ust w górę i dolne powieki w górę. Prosta sprawa. W wydaniu nieco przerysowanym wygląda to tak: Ian Somerhalder nieco przerysował (Photo by Jason Merritt/Getty Images) Jeśli możesz - czyli jeśli kontekst na to pozwala - miej nonszalancki wyraz twarzy i SWOJEJ i wewnętrznej. Jeśli nie możesz sobie na to pozwolić zewnętrznie - niech uśmiecha się w ten sposób jedynie Twój wewnętrzny zakapior. "Uśmiechaj się w ten sposób przez cały dzień. To odmieni Twój obraz siebie i zmieni sposób, w jaki ludzie na Ciebie reagują. To CAŁKOWICIE i ABSOLUTNIE zmieni Twoją wewnętrzną WIBRACJĘ." - Matt Furey "Chcesz więcej pieniędzy? Chcesz więcej bogactwa? Stwórz uśmiechającą się buźkę [WEWNĘTRZNEGO ZAKAPIORA] na samą myśl o byciu bogatym i na myśl o procesie bogacenia się. Bo odczucia zawsze mają pierwszeństwo. Nie chodzi o pozytywne gadanie - chodzi o pozytywną wibrację. To pozytywna wibracja przekłada się na pozytywne działania." ...

O tym jak poradzić sobie ze stresem i presją 04 May 2018

Spokojnie, to tylko panika! Ten temat nie wyjdzie z mody nigdy - po raz kolejny otrzymałem pytanie: "ALE CO MAM ROBIĆ KIEDY SIĘ STRESUJĘ, KIEDY CZUJĘ PRESJĘ I ZACZYNAM PANIKOWAĆ? Ten podcast odpowiada właśnie na to pytanie. Dowiesz się z niego co robić - i co najważniejsze - czego NIE robić, kiedy adrenalina i kortyzol idą w górę razem z Twoim ciśnieniem i biciem serca. A jeśli współpraca indywidualna interesuje również i Ciebie, możesz zgłosić się poniżej:

O najważniejszym elemencie wyróżniającym ludzi sukcesu 24 Apr 2018

Jeśli chcesz posłuchać, jak w sposób BEZCEREMONIALNY I NIECENZURALNY omawiam z moim Klientem to co naprawdę wyróżnia ludzi sukcesu od całej reszty, ten podcast jest właśnie dla Ciebie! Atak. Presja. Agresja... Omawiam w nim najważniejszy element na drodze do sukcesu - niezależnie od tego czym ten sukces dla Ciebie jest - mówię co zrobić, by sukces odnieść. Ponieważ jest to fragment zapisu współpracy indywidualnej - NIE jest to materiał dla ludzi o nadwrażliwych uszach czy delikatnych sercach. A jeśli współpraca indywidualna interesuje również i Ciebie, możesz zgłosić się poniżej:

O 90-cio dniowym roku 17 Apr 2018

90 dni. 2 tygodnie. 5 zadań... W tym krótkim nagraniu omawiam: powody, dla których "klasyczne" cele skazują Cię na niepowodzenie powody, dla których 90 dni jest okresem optymalnym sposoby na zwiększenie siły ciągu na cel oraz grę w 'Wygraj TEN Dzień'...

(nie) Być Jak Conor McGregor 4 – Ciemna Strona Wygrywania 10 Apr 2018

"Zwycięstwa i porażki kształtują nas znacznie bardziej niż geny czy leki." - dr Ian Robertson, autor książki o efekcie zwycięzcy. Odgrażałem się, że więcej postów z serii "Być jak Conor McGregor" nie będzie bo temat uznałem już za wyczerpany a i moja fascynacja Conorem zaczęła słabnąć. Jednak Conor wspiął się na nowe wyżyny - tym razem głupoty i krótkowzroczności - więc tym razem spojrzymy na niego nie jako na inspirację tylko jak na ostrzeżenie. Ostrzeżenie pokazujące mianowicie co dzieje się, kiedy stracimy władzę nad własną władzą. Za dużo wygrywania? Ale najpierw, w skrócie i dla niezorientowanych, najnowsze osiągnięcie Conora. Tuż przed najnowszą galą UFC, UFC 223 na korytarzu spotkali się dwaj Rosjanie. Jednym z nich był obecny mistrz UFC i prawdopodobnie najgroźniejszy z potencjalnych rywali Conora, Chabib Nurmagomiedow który ściął się z Artjomem Lobowem i strzelił go z liścia w twarz. Wszystko, jak to dziś bywa, zostało nagrane i wrzucone na YouTube. Tak się składa, że Artjom jest bliskim przyjacielem Conora. Conor zebrał ekipę składająca się z około 20 krewkich Irlandczyków, zapakował siebie i ich do prywatnego odrzutowca i przyleciał z pianą na ustach prosto z Irlandii do Nowego Jorku. Można by sądzić że to czas wystarczająco długi by lekko ochłonąć, ale nie. Skończyło się tym, że cała irlandzka ekipa zrobiła w garażu hali widowiskowej niemałą rozpierduchę, której centralnym punktem był sam Conor rzucający wózkiem w okna autokaru, by - zapewne - trafić Chabiba. Chabibowi nic się nie stało, stało się za to dwóm innym zawodnikom, z których jeden miał rany cięte twarzy a drugi rany cięte rogówki, czyli samego oka. Obaj przestali być - dzięki głupocie Conora - zdolni do walki. Wyczyny Conora "Waleczne Serce" McGregora możesz od zewnątrz i od środka zobaczyć na tym filmie: https://youtu.be/za0qXbofvc0 Rodzi się pytanie - jakim cudem tak bystry i wykalkulowany człowiek jakim jest (lub był) Conor McGregor mógł zrobić coś tak głupiego i szkodliwego? To, że będzie go to kosztowało miliony - to już pewne. Domyślam się, że jedynym prawnikiem w USA, który nie składa przeciwko niemu w tej chwili pozwów jest ten, który będzie go bronił. Grozi mu 7 lat więzienia i całe miesiące medialnych egzekucji poprzez ćwiartowanie i obdzieranie ze skóry. Straty wizerunkowe to kolejne miliony. Co mu zatem odjebało? Odpowiedź, w skrócie, brzmi - władza. To władza mu odjebała. Zobaczmy zatem ten ciekawy mechanizm. Roboczo i być może nazbyt optymistycznie wykluczam czynniki takie jak kokaina i/lub sterydy. Nie mam pojęcia czy bierze i czy wciąga - chociaż wątek kokainy przewija się po forach już od wielu miesięcy. Skupmy się jednak na tym co wiemy na pewno - czyli na tym jak wygrywanie i związane z nim zwiększanie władzy działa na nasz mózg - a działa jak kokaina właśnie. Zanim wrócimy do Conora, pogadamy sobie o rybkach, a dokładniej o rybkach z rodziny pielęgnicowatych. Spójrz na zdjęcie: Samiec alfa i samiec dupa... Trudno w to uwierzyć, ale na zdjęciu widzisz samców tego samego gatunku. Ten z lewej, tak zwany samiec T (samiec z terytorium) to umięśniony, kolorowy, agresywny, dominujący i przyciągający rybie lachony ogier. Samiec z prawej to nudny, szary, niepłodny i zakompleksiony samiec-dupa. Co zrobić, takie życie powiesz. Okazuje się, że nie do końca. Zamiana samca-dupy w samca-ogiera zajmuje tylko parę dni i jest pełna. Okazuje się bowiem, że jaskrawe ubarwienie i bycie królem rybiego podwóra przyciąga uwagę mew. Mewy mają przykry zwyczaj polowania na to co rzuca się w oczy a tym samym populacja samców T zostaje przetrzebiona. Co daje ogromną szansę szarakowi, czyli samcowi NT ('no territory' czyli bez terytorium) by awansować jeśli chodzi o status. I kiedy pojawia się próżnia, bo zwalnia się - dzięki mewom - teren, dosłownie w jednej chwili, szarak zamienia się w wypierdalacza: powiększa się, robi się płodny, kolorowy, agresywny i dominujący. Jednym słowem - wraz z jego pozycją w stadzie zmienia się jego fizjologia. Bajka trwa dopóki kolejna mewa nie zwolni go z obowiązków rozpłodowych. Na tym polega właśnie wspomniany w pierwszym zdaniu tego wpisu EFEKT ZWYCIĘZCY. Wygrana - i nie ma znaczenia czy jest to wygrana w MMA, szachach czy nawet wygrana zawodnika czy zespołu, któremu kibicujesz - powoduje wzrost poziomu testosteronu. Również u kobiet. Testosteron z kolej reguluje neuroprzekaźnik zwany dopaminą. Czyli - zwycięstwo powoduje potężny wyrzut testosteronu co z kolej wpływa na zwiększenie ilości dopaminy, zwanej błędnie "hormonem przyjemności" (dopa nie jest hormonem). To dopamina jest dyrygentem naszego ośrodka nagrody. Dlatego, jak mówi nam dr. Robertson: Wygrywanie wiąże się ze zwiększaniem władzy i 'smakuje' dokładnie tak jak seks czy kokaina - ma działanie uzależniające. Wygrywanie, dosłownie, zmienia nasz mózg o czym neurobiologia wie od kilkunastu lat a zawodowy boks wie od ponad 100. Osoby interesujące się zawodowym boksem znają bowiem pojęcie 'kelnera' czyli chłopaka do bicia, którego wystawia się dobrze rokującemu bokserowi. I nie chodzi jedynie o nabijanie przyszłemu mistrzowi statystyk. I nie chodzi jedynie o to, by w tym lepszym pobudzić pewność siebie i poprawić jego obraz siebie. Owszem, czynniki psychologiczne są bardzo ważne - jednak najważniejsze jest to, że wygrywanie zmienia nasz mózg i nasz układ endokrynologiczny, czyli hormonalny. Rzeźnik & Kelner Kiedy w 1995 roku były niekwestionowany mistrz świata kategorii ciężkiej, Mike Tyson wyszedł z więzienia, jego zespół i promotor Don King wiedzieli co robić. Potrzeba było wystawić mu kelnera, żeby Tyson mógł zacząć odbudowywać się i psychicznie i hormonalnie. Życiową szansę na bycie zmasakrowanym dostał Peter McNeeley i wytrzymał prawie 90 sekund. Kolejny kelner nazywał się Buster Mathis Jr i wytrzymał prawie 9 minut. Odbudowany Tyson ponownie sięgnął po tytuł pokonując Franka Bruno, przez nokaut, w 3-ciej rundzie. Mechanizm tego podbudowywania jest dosyć prosty bo jak już wiemy wygrywanie zwiększa poziom testosteronu i dopaminy. Nie na zawsze, oczywiście, ale powoduje zmiany w strukturze mózgu, w ten bowiem sposób, że zwiększa ilość receptorów na testosteron i dopaminę reagujących. W skrócie - wygrywanie pobudza głód wygrywania, zwiększa pewność siebie, poziom agresji oraz motywacji. Zaczynamy czuć się (i być) coraz większym kozakiem... Nawet jeśli to zwycięstwa 'ustawione' i odniesione na ludziach, którzy nie mieli żadnych szans... Tak więc Twoja mama się myliła - bicie słabszych ma jak najbardziej sens i przyczynia się do przyszłego bohaterstwa... Jakiś czas temu oglądałem krótki dokument o facecie, który od szczeniaka tresował psy obronne, które następnie kupowali sobie sławni i bogaci. Kluczowym były dwa czynniki - po pierwsze szczeniak musiał spełniać określone cechy, które "dobrze rokowały" ale element numer dwa był równie ważny - szczeniak ten musiał być jednocześnie tresowany i chroniony przed traumą, czyli np. przed byciem sponiewieranym w walce przez innego psa czy psy. Chodziło o to, by nie miał negatywnych punktów odniesienia, nie miał na koncie porażek. Patrz, wypisz wymaluj, podstawianie mu kelnerów aż wyrośnie na bestię... Bernie zamienia niepowodzenie w zwycięstwo (pobity podczas kradzieży zegarka występuje w reklamie pokazującej do czego zdolni są ludzie pragnący Hublota...) Ponieważ jesteśmy istotami społecznymi, żyjemy w hierarchii. Hierarchie te mogą być oficjalne i ściśle określone, ale są również ukryte i podświadome. W skrócie - zawsze i w każdym kontekście ktoś jest nad kimś i ktoś jest pod kimś. Łańcuch pokarmowy i kolejność dziobania - także wśród ludzi - są i będą biologicznym faktem. Wynika z tego prosty wniosek - ci na górze robią wiele by w sposób otwarty i ukryty zastraszyć i onieśmielić tych, którzy są niżej. Mówiąc prościej - zastraszanie i onieśmielanie innych jest grą, w którą namiętnie gra nasz gatunek. Jednak kiedy wygrywasz, nawet jeśli wygrywasz z kelnerami, rośnie Twój poziom testosteronu i dopaminy a tym samym rośnie też Twoja ZUCHWAŁOŚĆ. Ktoś kiedyś pięknie i prawdziwie powiedział, że: Bycie sympatycznym pomoże ci w budowaniu przyjaźni ale to zuchwałość koronowała królów... Im więcej wygrywasz, tym bardziej "torujesz" swój mózg do kolejnego wygrywania. Sukcesy buduje się w oparciu o sukcesy z tego prostego powodu, że sukces żywi się sukcesem a nie porażkami. To dlatego wszyscy wymiatacze, z których wielu opisałem na tym blogu, mają totalnego pierdolca na punkcie wygrywania i są od wygrywania uzależnieni. Czy słowa miliardera Bernie Ecclestone'a nabierają teraz dla Ciebie nowego, głębszego sensu? „Największa szansa leży w znalezieniu graczy, którzy mają pecha. Uwielbiam grać przeciwko pechowcom.” "NIGDY się nie poddawaj. MUSISZ WYGRYWAĆ!" "SZCZĘŚCIE polega na WYGRYWANIU za wszelką cenę" Dlatego tak kurewsko ważnym jest zasada małych zwycięstw, czyli znalezienia swoich własnych kelnerów, których będziemy mogli, z niemal 100% pewnością, sklepać na miazgę. Nasze małe codziennie zwycięstwa podbudowują nad do zwycięstw większych, pobudzają nasz głód i napędzają do sięgania po jeszcze większą władzę i wpływy. Władza bowiem ZAWSZE wiąże się z EKSPANSJĄ - fizyczną, emocjonalną, psychologiczną. Władza jest jednocześnie antydepresantem jak i środkiem uspokajająco-upajającym - dr Ian Robertson Wiemy już zatem, że zuchwałość koronowała królów. Wiemy również, że od zuchwałości dosyć blisko do poczucia bezkarności. Tak się dowiem składa, że zupełnie jak u wspomnianych rybek, wraz z wygrywaniem pompuje się również i nasze ego - i zaczynamy mieć tendencję do uważania siebie za nieśmiertelnych i we własnych możliwościach nieograniczonych. Czyli - że jesteśmy w stanie w pełni kontrolować wydarzenia oraz konsekwencje naszych czynów. Bardzo przydatna rzecz jeśli chodzi o szybkie wspinanie się na szczyty. I bardzo przydatna rzecz jeśli chodzi o z tych szczytów szybkie i widowiskowe spadanie. To się okaże... Co przywraca nam do gry Conora... ...

Trzy kręgi wysokiej skuteczności 30 Mar 2018

Rozwijaj je jednocześnie! W tym podcaście omawiam 3 kręgi składające się na wysoką skuteczność, czyli: To na czym się koncentrujesz (Uwaga) To co naprawdę umiesz (Umiejętności) I to na co uważasz, że zasługujesz (Poczucie wartości) „Klucz do sukcesu trzyma nie osoba, która jest najmądrzejsza czy najlepsza, ale przede wszystkim ta, która z pełnym przekonaniem może powiedzieć: ‚ZASŁUGUJĘ NA TO!’ Wszystko kręci się wokół frazy: ‚DLACZEGO NIE JA?’ I nie chodzi o to, że po prostu tak mówisz. Chodzi o to, że musisz tak czuć!”

Jak natychmiast zmotywować się do działania? 22 Mar 2018

W tym podcaście omawiam temat prokrastynacji - a dokładniej jak szybko i skutecznie przejść z nie-robienia do robienia tego co trzeba. Burn motherfucker! Zatem poznaj: jaki bliźniacze siły rządzą Twoją psychiką czym tak naprawdę jest ta słynna prokrastynacja jaka jest - moim zdaniem - jej prawdziwa przyczyna dlaczego większość ludzi motywuje się odwrotnie niż trzeba jak ja motywuję się do natychmiastowego działania jak wykorzystać WSTYD na swoją korzyść w jaki sposób motywują się ultra-skuteczni ludzie co możesz zrobić teraz by ruszyć już za 5 sekund

Filozofia 'DLACZEGO NIE JA?’ 18 Mar 2018

Ten krótki podcast stanowi "przedłużenie" wpisu o poczuciu własnej wartości. A niby dlaczego nie?!? Omawiam w nim: pytanie-filozofię 'DLACZEGO NIE JA?' zdrowy narcyzm... jego brak i patologiczny nadmiar poczucie zasługiwania rozumiane jako wysoki status wewnętrzny rolę społeczeństwa w zastraszaniu i onieśmielaniu Cię i sposoby zwiększania swojego statusu oraz pozycji w życiu

O poczuciu własnej wartości 15 Mar 2018

"Klucz do sukcesu trzyma nie osoba, która jest najmądrzejsza czy najlepsza, ale przede wszystkim ta, która z pełnym przekonaniem może powiedzieć: 'ZASŁUGUJĘ NA TO!' Wszystko kręci się wokół frazy: 'DLACZEGO NIE JA?' I nie chodzi o to, że po prostu tak mówisz. Chodzi o to, że musisz tak czuć!" - napisał w swojej książce kultowy Donny Deutsch (ten na zdjęciu poniżej) a my dziś zajmiemy się tym jak naprawdę poczuć, że zasługujesz na to czego chcesz i na jeszcze więcej! Bez zdrowego narcyzmu życie staje się chore Pomyśl o tym tak: Twoje poczucie własnej wartości jest jak system odporności (skoro się rymuje, znaczy że prawda!) Twojego umysłu i ducha. Wygląda to mniej więcej tak: otacza nas świat zewnętrzny, czyli wszystko to co wokół Ciebie. Ale na to co robimy w świecie zewnętrznym wpływa to co dzieje się w naszym świecie wewnętrznym. Ten świat wewnętrzny to OBRAZ SIEBIE, czyli sposób w jaki świadomie i podświadomie postrzegasz siebie i własne możliwości. W tym wewnętrznym świecie na tronie zasiada Pan i Władca Twojej przyszłości - POCZUCIE WARTOŚCI właśnie. To poczucie wartości własnej jest podstawową przyczyną Twoich sukcesów, porażek, zaradności, bezradności, skuteczności czy autosabotażu (zwanego samoutrudnianiem). To ten Król decyduje co "jest dla Ciebie" a co nie jest, czego jesteś wart i o czym nawet nie pomarzysz. To jakie masz marzenia i czy za nimi gonisz, to na ile Twoje życie jest radosnym osiąganiem czy żałosnym wegetowaniem - to poczucie wartości właśnie. Poczucie wartości to koło napędowe życia - Lee Pulos Upraszczając już sprawę całkowicie, Twoje poczucie własnej wartości odpowiada na pytania takie jak: Czego jestem wart? Na co zasługuję? Czego jestem godzien? Co oczywiście działa w obie strony, bo jeśli Twoje poczucie wartości jest wysokie, nie będziesz tolerował(a) byle czego i byle kogo. A dla przypomnienia: Masz to co tolerujesz Zatem, im wyższe i bardziej zdrowe jest poczucie Twojej wartości, tym mniejsza tolerancja (zgoda) na rzeczy, które Ci szkodzą i nie licują z powagą Twojego wewnętrznego Króla. Dodatkowo, ludzie w wysokim poczuciem własnej wartości czują się ze sobą po prostu dobrze i komfortowo. Nie oznacza to, że nie mają ambicji, planów czy celów - mają (o czym nieco później) jednak to, że nie są w życiu tam gdzie chcą być absolutnie nie oznacza, że nie lubią siebie. Mówiąc prościej: lubią i szanują samych siebie DLATEGO dają sobie szanse i chcą rosnąć i rozwijać się. Przy czym: czują się ze sobą dobrze RÓWNIEŻ w obliczu niepowodzeń czy popełnionych błędów. To jak postrzegasz siebie wpływa na to jak postrzegasz innych i świat Jak zapewne wiesz, wszyscy rodzimy się z działającym mózgiem. Wiem, że czasami trudno w to uwierzyć oceniając ludzi po ich twarzach i czynach - ale jest jak jest i nie będziemy się z rzeczywistością szarpali. Tak więc my mamy mózgi a nasze mózgi mają swoje fale. Przez pierwsze 24 miesiące (z grubsza) jesteśmy w falach DELTA (1,5-4 Hz). Pomiędzy 2 a 6 rokiem, falami dominującymi są szybsze fale THETA (4-8 Hz). Pomiędzy 6 a 12 rokiem fale znowu przyspieszają i znajdujemy się głównie w ALFA (8-12 Hz). Potem wpadamy w BETA (12-40 Hz). Nie ma większego sensu zapamiętywanie tego wszystkiego a piszę to jedynie po to, by pokazać Ci, że jestem mądrzejszy niż naprawdę jestem. Forma narcyzmu taka... To co jest do zapamiętania to drobny fakt, że kiedy ludzki mózg jest w stanie hipnozy - czyli szczególnej podatności na wpływ i programowanie - są to fale THETA i ALFA właśnie. Tym samym pomiędzy 2 a 12 rokiem życia najbardziej formuje się nasz obraz siebie i nasz Król, Pan i Władca - poczucie wartości. Nie oznacza to, że po 12 roku życia jest już pozamiatane i nie da się niczego zrobić. Da się i to dużo - nie zmienia to faktu, że jedni mają z górki a inni mają bardziej pod górkę... Ponieważ ludzkim zachowaniem rządzi nasz system przekonań, to co sądzimy o sobie (obraz siebie) i naszej wartości ma decydujące znaczenie. THERE IS NO SPOON! Nasz system przekonań (z centralnym przekonaniem dotyczącym naszej wartości) wpływa na nasze OCZEKIWANIA a nasze oczekiwania - w dużym stopniu - są samospełniającą się obietnicą. Efekt placebo w skrócie. Trudno jest bowiem wieść kozackie życie jeśli uważa się, że jest się gówno wartym. Tak więc, w ogromnym stopniu i w pewnym uproszczeniu: Masz to co tolerujesz Tolerujesz to na co - jak uważasz - zasługujesz czyli: Masz to na co uważasz, że zasługujesz (generalnie, oczywiście) tudzież: Masz to na co sobie pozwalasz Mój Ty Boże, ale jestem mondry! Dobra, zobaczmy teraz jakie są objawy NISKIEGO poczucia własnej wartości, wszak żeby wroga pokonać, dobrze jest najpierw dokładnie go poznać. Oto zatem: NAJWIĘKSZE PRZEBOJE NISKIEGO POCZUCIA WARTOŚCI: BYCIE OFIARĄ: absolutny klasyk gatunku, kawałek ograny ale wciąż niezmiernie popularny. Użalanie się nad sobą i wieczne poczucie krzywdy jest fantastycznym sposobem na wygodne rozgoszczenie się w życiowej dupie. Do tego dorzucasz jeszcze całkowity brak odpowiedzialności za własne życie oraz poczucie, że nikt Cię nie ceni i nikt Cię nie rozumie. Dzięki temu w życiowej dupie zarzuciłeś kotwicę. Czas teraz pomanipulować innymi a musisz nimi manipulować, wszak nie jesteś godzien by mówić wprost i z podniesioną przyłbicą. Poza tym nikt Cię nie rozumie, prawda? A więc wywoływanie w ludziach poczucia winy czy wstydu jest tu szczególnie w dobrym tonie. Nie możesz pozwolić by inni czuli się dobrze gdy TY cierpisz - z ich winy, przypominam! Niezależnie od tego ile Ci pomogą - i tak są winni pomagania Ci za mało! No ale czemu tu się dziwić - w końcu ludzie są Ci wilkiem. Czasami ukojenie przynosi rozpamiętywanie przeszłości. Ale tylko czasami, bo generalnie, gdybyś tylko miał lepszych rodziców, urodził się w bogatszej rodzinie, gdyby tylko ludzie dostrzegali Twój geniusz i Twoje cierpienie... BYCIE MĘCZENNIKIEM: tu z pomocą przychodzi nasz judeo-chrześcijańska kultura i podkreślanie potrzeby męczeństwa jako środka do celu. Ma być ciężko, masz cierpieć, masz skwierczeń, ma Cię boleć i uciskać - inaczej nie jesteś godzien okruchów ze stołu życia. Swoją drogą, ciekawe, ale na pytanie: 'Czy wolisz dostać 100 mln w prezencie czy też ciężko zapracować na swoje milionów 20-ścia' większość ludzi odpowiada, że woli ciężko zapracować na mniej niż dostać za darmo więcej... Tak więc rasowy męczennik musi podkreślać swoje męki i cierpienie. Jeśli nie ma bólu, to nie ma sensu. Musi być przejebane - bo jak nie jest przejebane, to masz przejebane. Pięknie wpisuje się tutaj poczucie bezradności i wypalenia. No i oczywiście: wciąż nikt Cię nie rozumie i nie wie, przez jakie katusze właśnie przechodzisz. Prawda? POCZUCIE NIEZASŁUGIWANIA: to jest tak zwana oczywista oczywistość i sedno całego problemu bycia i ofiarą i męczennikiem. Poczucie niezasługiwania jest fantastycznym sposobem na życie w miejscu, którego nie ma, czyli w przeszłości i/lub marzeniach. Bez kontaktu z rzeczywistością i bez budowania konstruktywnej przyszłości. Daj komuś takiemu jakiś prezent ot tak, po prostu, bez potrzeby zapracowania - i zobacz co się stanie. Posłuchaj co powie, zobacz jak skurczy się w ciele. Jak stawia na piedestał wszystko poza sobą samym. "W mojej praktyki z tysiącami pacjentów jasno wynika, że co najmniej 95% z nich ma poważny problem z poczuciem 'niezasługiwania' co bezpośrednio przekłada się na ich życie miłosne, finansowe, zdrowotne i na ich brak sukcesów." - Lee Pulos WSTYD: to hicior największy. Hicior tak wielki, że poświęciłem mu własny hit czyli 'BEZWSTYD - od wstydu do wolności'. Głębokie poczucie wstydu to absolutnie najlepszy sposób, żeby mieć w życiu przejebane, na wieki wieków AMEN! Tu jest dźwignia, tu jest 5% które przełoży się na Twoje 95% wyników na każdej płaszczyźnie. Poczucie wstydu dla niskiego poczucia własnej wartości jest dokładnie tym, czym The Rolling Stones są dla rocka! Nic nie porani Cię tak łatwo, szybko i skutecznie! W wielkim skrócie wstyd polega na tym, że chlastasz swoją tożsamość czyli swoje poczucia wartości i swój obraz siebie. Zamiast: 'Postąpiłem głupio' mówisz 'JESTEM głupi'. Zamiast 'Nie wyszło mi' mówisz 'JESTEM do niczego'. Czyli, regularnie i z pełnym przekonaniem stosujesz NEGATYWNE AFIRMACJE, bo wszystko co następuje po JESTEM... jest afirmacją. A afirmacje powtarzane z przekonaniem i odczuciami działają. Ciekawe dlaczego BEZWSTYD jest najchętniej kupowanym programem... No dobrze, wiemy już zatem jakie są największe hity niskiego poczucia wartości. Zobaczmy teraz, dla przeciwwagi, co charakteryzuje ludzi, którzy poczucie wartości mają WYSOKIE. A zobaczmy to tym bardziej, że wiele elementów jest po prostu behawioralnych - czyli zależy od naszego zachowania, czyli od tego na co mamy bezpośredni wpływ. Przypominam bowiem, że owszem, nasze przekonania wpływają na nasze zachowania, jednak nasze zachowania wpływają również na system przekonań. Jeśli zaczniesz zachowywać się ('modelować') jak osoba z wysokim poczuciem własnej wartości, zaczniesz - de facto - AFIRMOWAĆ SWOIM CIAŁEM nowe przekonania i Twoje poczucie wartości będzie rosnąć. Przypominam nieśmiało, że Twoja podświadomość jest również Twoim ciałem, więc jeśli nosisz się dumnie i godnie, przeprogramowujesz AUTOMATYCZNIE swoje podświadome przekonania o sobie i swoim zasługiwaniu. Umysł nakręca ciało, ciało nakręca umysł CECHY LUDZI O WYSOKIM POCZUCIU WŁASNEJ WARTOŚCI: AMBITNE CELE: sprawa jest prosta - albo będziesz kształtować swoją przyszłość i swoją rzeczywistość albo to ona będzie kształtowała Ciebie. Czyli - albo będziesz mieć wpływ, albo będziesz pod wpływem. Innego wyjścia nie ma. Ofiary rezygnują ze swojego prawa do kształtowania własnego życia. Ludzie z wysokim poczucie własnej wartości tego nie robią. Kochają siebie i ufają sobie na tyle, by marzyć i realizować te marzenia. Czyli - mają wizję, mają plan i pracują nad tym planem. Zależy im na sukcesie dla siebie samych, dla swoich bliskich oraz dla innych ludzi. ...

Czy widziałeś kiedyś pogodnego Wikinga? 24 Feb 2018

W tym odcinku omawiam: genetyczne predyspozycje do szczęśliwości, pogodności i radosności oraz ich przeciwieństwo... do której grupy zaliczają się najczęściej ludzie sukcesu... i co jest alternatywą dla "poszukiwania szczęścia" oraz jak pobudzić się do działania jeśli nie jesteś "pozytywną osobą"

Friedrich Nietzsche jako Twój mentalny trener 16 Feb 2018

Nie wiem czy wiesz, ale Nietzsche uważał siebie, przede wszystkim, za psychologa, chociaż nim formalnie nie był. Był za to filologiem klasycznym - i to wybitnym - a to realnie oznacza, że wiedział co nie co o starożytnych Grekach czy Rzymianach. Nawet nie będę udawać, że jestem specjalistą od Nietzsche albo że w pełni rozumiem o co mu chodziło. Bo nie rozumiem. Nie jestem w stanie ogarnąć swoim małym rozumkiem tego, co ten geniusz miał na myśli. Nie zmienia to faktu, że coś tam sobie wiem i wychodząc z założenia, że filozofia to nie coś coś stoi na półce tylko coś co ma pomagać Ci w realnym życiu, pobawmy się przez chwilkę psychologią Nietzsche tak jakby miał on okazję doradzać nam osobiście. W skrócie - będzie to post o paru elementach jego filozofii nie w odniesieniu do wydarzeń historycznych czy społeczno-kulturowych, tylko w przełożeniu na nasze światu dupy urywanie. A pomoże nam w tym profesor Raymond Geuss z Cambridge University, w oparciu o którego wykłady ten wpis właśnie tworzę. „Powinieneś stać się tym, kim jesteś.” NIHILIZM: Gdybyś chciał wprowadzić Fryderyka w stan największego obrzydzenia i pieniactwa, warto byłoby popisać się nihilizmem i chęciami nihilizmu promowania. Kiedy mówimy tutaj o nihilizmie, chodzi o BRAK SENSU, podejście, czy filozofię życiową, która odbiera SIŁY WITALNE zamiast ich dodawać. Pozwól, że podam Ci bardzo prostacki przykład: Jeśli mówisz, myślisz i postępujesz zgodnie z założeniem, że: "Każdy może być zdrowy, szczęśliwy i bogaty, więc i ja taki będę!" to DODAJESZ sobie sił, NADAJESZ sobie kierunek, ZWIĘKSZASZ ilość ENERGII. Teraz - być może to założenie jest błędne i złudne. To akurat ma trzeciorzędne znaczenie - znaczenie największe ma fakt, że Ci SŁUŻY. Z kolej, jeśli powiesz sobie, że jesteś tylko nic nie wartym puchem marnym, bezwładną i bezładną marionetką w rękach losu, Fortuny, czasu, historii oraz innych ludzi to ODBIERASZ sobie siły, ODBIERASZ sobie SENS, ODBIERASZ sobie energię i sprawiasz, że Fryderykowi się cofa... Owszem, być może tak jest, i możemy prowadzić sobie akademickie dysputy na ile Twoja prawda jest prawdziwa - nie zmienia faktu to, że 'manie racji' przy okazji odbierania sobie SENSU nie ma sensu. A nie ma sensu z prostego powodu: SENS MA SENS. A dlaczego ma sens? A dlatego, że jak naucza nas Nietzsche: SENS = WITALNOŚĆ NIHILIZM = IMPOTENCJA A celem życia jest jego AFIRMACJA, czyli UZNAWANIE ŻYCIA ZA DOBRE. Lekka chujnia z trąbką kiedy żyjesz swoje jedyne życie uważając, że sam proces życia jest bez sensu i życie jest 'złe'. Żebyś jednak afirmował życie, niegłupio byłoby afirmować SAMEGO SIEBIE, jako, że to życie, że tak powiem, przez siebie samego przeżywasz. Owszem, nie musisz być ideałem i możesz mieć wiele brudku pod pazurkami, ale to Ty jesteś własnym centrum, to Ty jesteś początkiem całej reszty więc wyrzekanie się samego siebie NIE MA SENSU. Graj żeby wygrać! Czy to co napisałem MA SENS? Dlaczego ludzie tak bardzo lubią ten bezsens, dlaczego nihilizm i dekadencja są obecnie powszechne i panujące? Z prostego powodu - otóż motywacją do nihilizmu jest UNIKANIE ODPOWIEDZIALNOŚCI. No bo za co masz niby odpowiadać, skoro nie masz realnego wpływu na swoje życie lub skoro nie widzisz sensu w podejmowaniu jakiegokolwiek konstruktywnego działania? Temat SENSU i BEZsensu uważam za liźnięty. Załóżmy jednak, że Nietzsche został Twoim mentalnym trenerem i pytasz go co masz zrobić, żeby zwiększyć ilość mocy, żeby zwiększyć ilość SENSU, żeby mieć więcej energii i witalności. Witaj zatem w starym jak świat podziale na Panów i Niewolników... PANOWIE & NIEWOLNICY Tu Fryderyk się nieco rozchmurza. "Zwróć uwagę, że kiedy mówię Ci o sensie i nihilizmie - mówi Ci Fryderyk - to mówię o KONTRAŚCIE. A kiedy mówię o kontraście to mówię o KONFLIKCIE. A kiedy mówię o konflikcie, to mówię o ENERGII, bo każdy konflikt, z definicji, generuje ENERGIĘ. Skoro jest przeciwieństwo, skoro jest kontrast to jest NAPIĘCIE a napięcie to dobra i bardzo wzmacniająca rzecz, dlatego, że napięcie to RUCH a ruch to życie!" Zgadnij dlaczego mamy Niebo i Piekło? Ta sama zasada - Piekło motywuje Cię bólem a Niebo motywuje przyjemnością. Motywacja OD i motywacja DO. Kontrast, przeciwieństwo, jak noc i dzień i jak wojna i pokój. "Żebyś miał aspiracje, siły i chęć do wspinania - mówi Ci Fryderyk - potrzebujesz patrzeć przez pryzmat kontrastu również na społeczeństwo. Zapomnij o tym, że wszyscy są równi. To hierarchia rodzi spięcia i napięcia, dlatego myśl w oparciu o czarno-biały kontrast. Jest elitarna grupa Panów i jest przeważająca grupa Niewolników. Panowie to ci, którzy TWORZĄ. Niewolnicy to ci, którzy albo są pasywni, albo odtwarzają bez przerwy stary porządek rzeczy. Pomiędzy grupami tymi istnieje DYSTANS i dystans ten budzi z jednej strony podziw a z drugiej pogardę. W skrócie - budzi NAPIĘCIE i właśnie to napięcie odpowiada za wszelki postęp." No dobra, dobra, mówisz, ale o co dokładniej chodzi z tymi niewolnikami oraz z grupą Panów? Przestań się mazać. Na co tak bardzo się oszczędzasz? Nietzsche mówi nam, że dla Pana najwyższy komplement i najwyższa aspiracja to "żyć tak jak moi Bogowie". Tłumacząc to na nasze - żyć tak jak ludzie, których najbardziej podziwiasz, żyć tak jak ci, którzy są jeszcze wyżej od Ciebie, na Olimpie tego, co dla Ciebie jest najbardziej imponujące. Tak więc, kiedy jesteś Panem, paradoksalnie, znajdujesz się jakby po środku - z jednej strony ASPIRUJESZ do Bogów, z drugiej strony POGARDZASZ niewolnikami, co tworzy - nie zgadniesz - KONFLIKT I NAPIĘCIE a my wiemy już, że: KONTRAST -> KONFLIKT -> ENERGIA Dowcip oczywiście polega na tym, że obie grupy, Tobie jako Panu lub aspirantowi, są absolutnie niezbędne. Bez nich bowiem zatracisz SENS czyli WITALNOŚĆ, bo zniknie napięcie a tym samym odłączysz sobie prąd. No bo z jednej strony to miłe patrzeć z politowaniem na maluczkich a z drugiej strony mieć jeszcze kawał bieżni przed sobą do pokonania. Przy czym, grupa Panów nie patrzy na świat przez pryzmat konfliktu DOBRO/ZŁO. Za dużo w tym religijnego moralizowania. O nie! Panowie, proszę ja Ciebie, patrzą na świat przez nieco inne filtry: SILNY - SŁABY SKUTECZNY - NIESKUTECZNY MĄDRY - GŁUPI SPRYTNY - FRAJER Słowem, tu nie chodzi o moralność czy jakieś pastwienie się. Nie chodzi o to, że niewolnicy są "źli". Oni po prostu są jacy są. "Jest jak jest. My na górze. Oni na dole. Takie życie" - oto cała filozofia grupy Panów. Albo się nadajesz, albo się nie nadajesz, albo się wdrapiesz, albo się nie wdrapiesz. Nie ma tym w tym jakiejś szczególnej emocjonalności. Właściwie to taki BEZOSOBOWY PROCES: "DESZCZ PADA. ACHILLES ZABIJA. MY WYGRYWAMY." Podejście do życia agresywne mentalnie... Przypomina to sytuację niegdysiejszego dominatora światowego golfa, Tigera Woodsa. Przez jakiś czas mu nie szło, jednak ponownie wygrał duży turniej. Jego ówczesna żona, uradowana, podbiega do Tigera i pyta: "Kochanie, jak to będziemy świętowali?" Na co Tiger, patrząc na nią jak na kosmitkę mówi: "Świętowali? Ale co tu świętować? PRZECIEŻ TO TAK POWINNO WYGLĄDAĆ." W tym sensie, Woods wykazał się mentalnością Rasy Panów. Nietzsche patrzy na Ciebie i mówi: "Widzisz... Niewolnicy nie rozumieją, że cierpią bo są SŁABI. Dlatego zaczynają bawić się pojęciami i dlatego tworzą, nie mogąc skonfrontować się z Panami w bezpośredniej walce, pojęcia takie jak 'ZŁY'. To co kiedyś był dobre, dostojne, silne, podniosłe i wielkie teraz staje się - dzięki niewolnikom - złe i niemoralne. Zamiast pracować nad zwiększeniem swojej realnej SIŁY dokonują przewartościowania wartości i chełpią się swoją wyższością moralną." W wielkim skrócie, zamiast spojrzeć prawdzie w oczy - a prawda w tym wypadku jest bardzo prosta i mechaniczna - ze świata mechanicznego niewolnicy przenoszą się do świata metafizycznego, bo chęć rozumienia jest dla nich ważniejsza niż AFIRMACJA ŻYCIA. Czyli - chęć zrozumienia jest u nich silniejsza niż chęć ZWYCIĘŻENIA. SŁABI CHCĄ ZROZUMIEĆ. SILNI CHCĄ ZDOBYWAĆ - prof. Geuss Oczywiście, wracamy do paradoksu - obie strony - i Panowie i Niewolnicy potrzebują siebie nawzajem. Nie mogą się bowiem bez siebie dobrze poczuć. Tak bardzo się od siebie różnią, że każda strona znajduje własne powody do poczucia wyższości i wyjątkowości. Zresztą, z naszego punktu widzenia to tylko ARCHETYPY, czyli komiksowe wyolbrzymienia i przerysowania. W swojej czystej postaci są całkowicie dysfunkcyjne i nieprzystosowane do życia w naszej rzeczywistości. I tak też masz je traktować - jako punkty odniesienia a nie jako ideały ucieleśnione, dlatego, że żeby mieć parcie do stawania się Panem, musisz mieć w sobie domieszkę Niewolnika, którą chcesz zrzucić z siebie tak jak rosnący wąż zrzuca swoją skórę. Bez 'niewolniczej' domieszki ludzie nie byliby w pełni ludźmi - prof. Geuss "Tak więc - powiedziałby Ci Nietzsche - Twój wewnętrzny niewolnik to wszystko to słabe, bezmyślnie odtwórcze i posłuszne, wszystko to, czego się brzydzisz, od czego chcesz uciec i co Cię blokuje. Jednak, ponieważ SENS, ENERGIA i SIŁA jest wynikiem NAPIĘCIA, czyli KONFLIKTU, potrzebujesz tej słabej, żałosnej strony, żeby mieć od czego uciekać, potrzebujesz jej, żeby wchodząc, niczym Achilles, na stosy Twoich wewnętrznych, pokonanych w walce niewolniczych trupów odbijać się w górę by żyć tak jak na Pana przystało - byś żył tak, jak Twoi Bogowie!" "Ale jak?! Ale jak?! Ale jak ja mogę sprawić, że będę żył tak, jak moi Bogowie??" - drzesz się w podnieceniu. "Wszystko co potrzeba - uśmiecha się tajemniczo Nietzsche - masz od urodzenia w sobie..." Napięcie = Energia! Grafika: https://amorphia-apparel.com/ CZYSTE SUMIENIE Jeśli wciąż nie jest dla Ciebie jasnym, dlaczego Nietzsche uważał się za psychologa, ta najważniejsza część tego uproszczającego wpisu w pełni Ci to wyjaśni. Pogadamy sobie bowiem o fenomenie, który 98-99% ludzi bardzo dobrze zna. Pogadamy sobie bowiem o WYRZUTACH SUMIENIA. "Bo widzisz, Twoje wyrzuty sumienia są całkowicie prawdziwym i fizj

Michel Villette o tym jak naprawdę powstawały największe fortuny 09 Feb 2018

Miliarder Bernie Ecclestone powiedział kiedyś, pół żartem pół serio, że najpierw trzeba się wzbogacić aby dopiero później można było zostać uczciwym człowiekiem. Bardziej łagodny spin-off stwierdzenia Balzaca, że za każdą wielką fortuną kryje się zbrodnia. Może właśnie dlatego socjolog Michel Villette i historyk Catherine Vuillermot postanowili, za pomocą szerokiego zestawu narzędzi i analizując biografie oraz dokonania 32 wielkich biznesmenów z Europy i Ameryki Północnej, odpowiedzieć na 3 proste pytania: Kim tak naprawdę są najlepsi przedsiębiorcy? W jaki sposób zrobili swoje fortuny aż tak szybko? Jak różni się ich zachowanie i moralność od tego co powszechnie przyjęte? Efektem badań jest książka, wydana we Francji w 2005 roku, a która ukazała się po angielsku w roku 2009. Jej tytuł rozwiewa złudzenia: "From Predators to Icons" - czyli "Od drapieżników do ikon biznesu". I co prawda autorzy nie doszukali się pod fundamentem fortun zbrodni, znaleźli jednak pewne elementy, które stoją w całkowitej sprzeczności z tym co powszechnie i robieniu majątków się sądzi i z tym, co sami przedsiębiorcy lubią publicznie opowiadać... Mieć & Być Oto najważniejsze wnioski z książki: MIT RYZYKANTÓW "Zgodnie z tym co mówią nam Villette i Vuillermot, najlepsi z najlepszych w biznesie są całkowitym zaprzeczeniem ryzykantów. To drapieżniki, a drapieżnik podczas polowania, jak ognia unika zbędnego ryzyka." - podsumował książkę Malcolm Gladwell. Ludzi ci szukają najniżej wiszących owoców, tego co daje im jak najwięcej pewności, że inwestycja będzie jak najmniejsza a zysk maksymalny. Innymi słowy, są to ludzie którzy aktywnie i agresywnie szukają wielkiej asymetryczności - wydać jak najmniej, ryzykować jak najmniej a zarobić jak najwięcej. Jednym z podstawowych sposobów unikania ekspozycji na ryzyko jest używanie OPM - Pieniędzy Innych Ludzi. Ryzyko, swoją drogą, jest ciekawą i dziwaczną koncepcją, bo to co jest ryzykiem dla Ciebie nie musi być nim akurat dla mnie. Jeśli dla przykładu ja zupełnie inaczej postrzegam rzeczywistość, albo jeśli mam wiedzę i umiejętności, których Ty nie masz, to co przez Ciebie może być odbierane jako szaleństwo dla mnie może być po prostu wykalkulowanych i chłodnym działaniem. Zresztą, zobacz ten filmik i odpowiedz sobie, czy ten facet jest szaleńcem czy najwyższej próby profesjonalistą: https://youtu.be/N4qDQwNozWU Model przedsiębiorcy jako ryzykanta sugerował nam że największa przewaga podczas budowania własnej fortuny znajduje się po stronie temperamentu. Model przedsiębiorcy jako 'drapieżcy' mówi zupełnie co innego - przewaga nie leży w cechach osobowości tylko we wglądzie, w sposobie patrzenia i oceniania sytuacji. To nie przewaga temperamentu, tylko przewaga UMIEJĘTNOŚCI analitycznych. (...) najczęściej ludzie sukcesu to „rekombinatorzy", którzy istniejące już na rynku usługi i produkty łączą w jeden biznes. (...) Steve Jobs nie jest genialnym twórcą, lecz sprawnym obserwatorem. Dostrzegł to, czego nie widzieli inni – że pliki MP3, serwery do ich wymiany oraz ciekawie zaprojektowany gadżet można połączyć w jeden dobrze prosperujący biznes." - mówił w 2010 roku w wywiadzie dla Wprost (12/2010 [1416]) polski miliarder, Zygmunt Solorz-Żak. Mówiąc inaczej - widzą linię tam, gdzie inni widzą kropki. Porządek tam, gdzie inni widzą chaos. Więc dlaczego nie ryzykują? A po co mają ryzykować, jeśli widzą luki, jeśli dostrzegają słabości, które łatwiej, szybciej i taniej mogą lewarować? Przypominam, że to KONTROLA JEST ŚW. GRAALEM ŻYCIA a wielkie ryzyko, z definicji, jest cholernie ryzykowne. Zresztą, to co łączy najlepszych, niezależnie od tego czy są w biznesie czy w inwestowaniu, to całkowicie obca amatorom zasada: "Chroń się przed stratami bo zyski zajmą się sobą same." Jeśli wciąż jeszcze nie dowierzasz, że najlepsi i najwięksi NIE są ryzykantami, pozwól, że przytoczę parę cytatów: Bardzo przyziemna zasada bardzo odlotowego Ryśka Wart 1,5 miliarda $ Seth Klarman: "Unikanie strat jest warunkiem koniecznym dla sukcesu finansowego." Legendarny inwestor Jim Rogers: "Cała sztuka polega na tym, żeby nie tracić pieniędzy. To jest element absolutnie najważniejszy." "Zwrot inwestycji jest ważniejszy niż zwrot z inwestycji" - Mohnish Pabrai Wart 1,6 miliardy $ Maec Lasry: "Większość inwestorów skupia się na tym ile można zarobić zamiast na tym ile można utopić. My skupiamy się właśnie na tym drugim." Znany już z tego bloga Pan 5 miliardów $ Sam Zell: "Wielki inwestor to ktoś, kto rozumie ryzyko straty. Zanim skupisz się na tym ile możesz zyskać, zobacz najpierw ile możesz stracić." "Święcie wierzymy w procent składany a podstawy matematyki mówią nam, że dużo nie poskładasz jeśli zbyt wiele stracisz." - Tom Perkins Bohater własnego wpisu na tym blogu, miliarder Ray Dalio: "Musisz mieć pewność, że prawdopodobieństwo nieakceptowalnego ryzyka, czyli bankructwa, wynosi ZERO." "Dużo bardziej interesuje mnie zachowanie kapitału niż jego pomnażanie." - George Soros Czyżby Wielki Donald czuł awersję do ryzyka? Z wielkim ryzykiem, czyli w ułańską szarżą, wiąże się jeszcze jeden dość mało śmieszny dowcip. Jak pokazały psychologiczne eksperymenty przeprowadzone przez Davida McClellanda w latach 50-tych XX wieku celowe narażanie się na zbędne ryzyko jest psychologiczną strategią obronną. Patent wyglądał tak: dzieci, jak to dzieci, miały rzucać kółkami do celu. Dzieci, które wykazywały się najmniejszym głodem osiągnięć i słabym poczuciem własnej wartości ("zasługiwania") robiły rzecz skrajną - odchodziły dużo, dużo, dużo dalej niż dzieci, którym zależało na wyniku. Oczywiście, w większości nie trafiały ale odchodziły w wewnętrznym poczuciem moralnej wyższości i przekonaniem, że trudno je obwiniać za niepowodzenia, skoro są aż taaaaaaak bardzo ambitne. W skrócie, dzieci te wybierały "porażkę zawodową" by chronić się przed "porażką osobistą". W jeszcze większym ułatwieniu - chroniły swoje ego i swoją reputację. 'Wydawanie się' było dla nich ważniejsze niż realne osiąganie... Problemu tego, jak opisuje nam Villette i Vuillermot nie mają najlepsi przedsiębiorcy. Oni nie robią ruchów pozorowanych. Wiedzą kim są i wiedzą czego chcą - czyli znają swój sygnał - i robią co trzeba by osiągnąć to czego chcą - jak najszybciej. A czego zatem chcą? O tym też mówią nam autorzy "Drapieżników"... MIT POŚWIĘCENIA i ETYCZNOŚCI Wersja oficjalna mówi nam tak: zobaczył niezaspokojone potrzeby rynku i biorąc na siebie odpowiedzialność oraz ryzyko finansowe - a więc poświęcając się - postanowił płonącą potrzebę rynku ugasić. Słowem - przedsiębiorczy altruista. GÓWNO PRAWA mówią nam V & V. Wcale nie zaczynali chcąc bohatersko zbawiać słabych i potrzebujących. Kierował nimi zwykły egoizm i chęć jak najszybszej akumulacji jak największej ilości kapitału - w sposób jak najmniej ryzykowny. Dlatego nie byli 'bohaterami' a zwykłymi oportunistami, węszącymi za jak najlepszą (czyli jak najtańszą) okazją do zarobienia pieniędzy. Jeden z niewielu, który ma jaja by publicznie się do tego przyznać Tak, owszem, z czasami wielu z nich - a nawet większość z nich - zaczyna zajmować się działalnością dobroczynną i zapewniać charytatywne wsparcie. Nie jest to jednak motywacja z którą ludzie ci zaczynali. Zresztą nawet to wsparcie nie musi być takie do końca niewinne, co wyjaśniam nam jeden z najlepszych cytatów z całej książki: Całe wyzwanie leży w tym, by połączyć jak najszybszą akumulację kapitału ekonomicznego [pieniędzy] z akumulacją kapitału symbolicznego - dobrej reputacji w biznesie. W skrócie, chodzi o to, żeby jechać po bandzie, ale nie przesadzić. Nie jest zapewne przypadkiem, że 500-letni "Książę" Machiavellego jest jedną z czołowych lektur biznesowych wymiataczy. To nie chodzi o to, że ludzi ci nie są moralni. Oni mają swoją moralność, której znacznie bliżej do tej nietzscheańskiej "Woli mocy" niż tej klasycznej, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Pod tym względem milionerzy i miliarderzy sięgają swoimi etycznymi korzeniami starożytnej Grecji - litość to słabość, sentymenty są nieprofesjonalne a liczy się rywalizowanie i wygrywanie. Ponieważ, jak zgrabnie zauważają autorzy, reputacja jest kapitałem i ponieważ - jak już wiemy - trzeba za wszelką cenę chronić się przed stratą kapitału wszelkiej maści - potrzeba, że tak powiem, nieco elastycznego podejścia do kwestii moralnych, bo, jak poucza mistrz Machiavelli: Albowiem człowiek żądny działać wyłącznie w zgodzie ze swoją cnotą przystaje na swój upadek pośród tak wielu złych... oraz: (...) sprawiać wrażenie litościwego, wiernego, ludzkiego, religijnego, uczciwego - i być takim, lecz z umysłem tak nastrojonym, że jeśli trzeba, nie musisz takim być - umiesz i wiesz, jak zmienić się w coś przeciwnego - Machiavelli "Książę" One Press 2010 W wielkim skrócie, jeśli chcesz być wielkim psem i sikać w wysokiej trawie, musisz przygotować się na to, że ktoś będzie chciał nadepnąć Ci na gardło i musisz przygotować się na to, że i Ty będziesz musiał przetrącić parę kręgosłupów. Podążając za słowami jednego z największych filozofów XXI wieku, Conora McGregora musisz być: Metaforycznie oczywiście, metaforycznie! Moralność moralnością, etyka etyką a logika biznesu logiką biznesu. W końcu, to nie jest świat dla słabych ludzi, prawda? By zdobyć władzę i fortunę nie trzeba mieć silnej woli – wystarczy nie mieć skrupułów - Charles Maurice de Talleyrand-Périgord Na koniec tej sekcji podkreślam jeszcze raz - ja NIE mówię, że ludzi ci są nieetyczni, niemoralni czy "źli". Ja mówię jedynie, że są bardzo skupieni na dominacji lub przynajmniej wygrywaniu... Nie jest jednak przypadkiem, że Villette nazywa tych ludzi drapieżnikami, w sensie poszukiwaczami okazji do zarobienia pieniędzy tak szybko i tak łatwo (łatwo w rozumieniu dostrzegania czegoś, czego nie widzą inni) jak się da. Przypomnę, że polski miliarder Leszek Czarnecki otwarcie mówi: Nigdy nie pociągało mnie ryzyko. Jeśli co chwila zakłada się o wszystko,...

PANUJ & POSIADAJ – Wstęp do głębokiej transformacji 19 Jan 2018

„Bo, wierzcie mi! – tajemnica, by zebrać żniwo największego urodzaju i największej rozkoszy z istnienia, zwie się: żyć niebezpiecznie! Budujcie miasta swe na Wezuwiuszu! Wysyłajcie swe statki na niezbadane morza! Żyjcie w wojnie z równymi sobie i z samymi sobą. Bądźcie łupieżcami i zdobywcami, dopóki nie możecie być władcami i posiadaczami, wy poznający! Czas wkrótce minie, gdzie starczyć wam mogło żyć skrycie w lesie, podobnie płochym jeleniom! W końcu poznanie wyciągnie dłoń po to, co mu się należy: będzie chciało panować i posiadać, a wy wraz z nim!” - Nietzsche „Kiedy ktoś w postępowaniu kieruje się nielicznymi, lecz zawsze tymi samymi motywami, postępki jego nabywają wielkiej energii i wywołują poczucie czystego sumienia. Nieliczne motywy, postępowanie energiczne i czyste sumienie stanowią to, co się nazywa mocą charakteru.” - Nietzsche „Najbardziej powszechną formą ludzkiej głupoty jest zapominanie o tym co chcemy osiągnąć.” - Nietzsche Mój powód do dumy Wszyscy czegoś chcemy. Wszyscy czegoś pragniemy. Wszyscy chcemy się jakoś dopełnić, wszyscy chcemy poczuć się bardziej kompletni. Żeby tak się stało, potrzebujemy – i o tym jest ten program - DOKŁADNIE wiedzieć JAKA jest nasza FILOZOFIA, jaka jest nasza MISJA i jakie PROCESY prowadzą do naszego sukcesu. FILOZOFIA to FILTR, przez który odbieramy rzeczywistość. To nasz SENS. Twoja filozofia mówi Ci KIM JESTEŚ - jaki jest SENS Twojego bycia tutaj. Filozofia to Twoja KONSTYTUCJA. Bezpośrednio z Twojej filozofii wynika Twoja MISJA, czyli Twoje zadanie na najbliższe 18 do 36 miesięcy. To Twój CEL, to powód dla którego rano wstajesz i robisz to co trzeba. Kiedy znasz już swoją FILOZOFIĘ i kiedy znasz już swoją MISJĘ znasz SYGNAŁ - sygnał w otaczającym nas oceanie chaosu i szumu. Sygnał, który pozwala dostroić Ci się do tego, co jest dla CIEBIE najważniejsze... Sygnał, który stanowi dla Ciebie światełko w tunelu. Sygnał, który jest przywołującą Cię latarnią morską pośród bezkresnych i chaotycznych wód oceanu. JEDNAK - żeby zrealizować misję i być wiernym swojej filozofii, potrzebujesz PROCESÓW. Moja definicja procesu jest bardzo prosta: PODSTAWOWE RUCHY WYKONYWANE CODZIENNIE. Część z tych procesów będzie indywidualnie Twoja, bo będzie zależała od Twojej misji. Jednak część z nich jest wspólna dla każdego z nas - bo to te procesy, które pomogą Ci dostrajać się do sygnału i ignorować szum. To te procesy, które pozwalają Ci powrócić na właściwą drogę, kiedy na chwilę się pogubisz. To te procesy, które pozwalają Ci na drodze tej pozostać... Czyli: FILOZOFIA -> MISJA -> PROCES. KIM jestem → CZEGO chcę → JAK to osiągnąć Do tego to wszystko się sprowadza. Wiesz KIM jesteś i PO CO tu jesteś? Foto: http://famousface.us Jeśli wiesz KIM jesteś, jeśli wiesz CZEGO chcesz, jeśli wiesz CO robić i jak pozostać na torze - Twoje szanse na osiągnięcie celu są duże. BARDZO DUŻE. FILOZOFIA to Twoje korzenie z których wszystko wyrasta. MISJA to Twoje niebo w stronę którego rośniesz. PROCES to twardy grunt po którym stąpasz. O tym właśnie jest ten program, czyli PANUJ i POSIADAJ i nie żartuje i nie przesadzam mówiąc, że najbardziej wartościowego i najbardziej dojrzałego. Bo jest to program oparty DOKŁADNIE o system, o metodologię, którą stosuję w indywidualnej pracy z ludźmi. I miałem wątpliwości czy to upubliczniać. Bo po co miałbym ujawniać wszem i wobec model, który zarabia mi pieniądze? Jednak rozumiem, że nie każdy może i chce pracować ze mną indywidualnie. Co więcej - wiem również i rozumiem, że ja NIE zrealizuję MOJEJ MISJI jeśli będę pracować z ludźmi wyłącznie indywidualnie czy osobiście. Nie wystarczy mi na to ani czasu ani sił. Dlatego wykładam wszystkie karty na stół. Dosłownie wszystkie. Pokaże zatem, krok po kroku, jak określić własną filozofię, jak określić własną misję i pokaże 4 MENTALNE procesy, które - jeśli włożysz w to codzienną pracę - ZAGWARANTUJĄ Ci: * podłączenie się do sygnału (intencji) * większą pewność siebie * znacznie mniej stresu * dużo lepsze funkcjonowanie pod presją * osiąganie wyników Powtarzam jeszcze raz, bo to skrajnie ważne: te procesy ZAGWARANTUJĄ Ci wyniki jeśli włożysz w nie codzienną pracę. Żadnego z tych elementów sobie nie wymyśliłem. Niczego nie stworzyłem. Zrobiłem to, co robię najlepiej - znalazłem najlepsze modele rodem z psychologii sportowej i psychologii osiągnięć i połączyłem je w całość. A potem zastosowałem na sobie. A potem na ludziach, z którymi współpracuję. Działa. I to kurwa jak działa! Program jest prosty. Program jest logiczny. Program ma sens i jest praktyczny - ale wymaga pracy. Bo program ten jest sam w sobie procesem. Jeśli dasz mu szansę i jeśli dasz sobie szansę - odwdzięczy Ci się z nawiązką. I – tradycyjnie – nie proszę, żebyś mi wierzył. Nawet nie proszę, żebyś mi ufał. Proszę jedynie, żebyś przetestował – przez 30 dni. 30 dni to co prawda za krótko, by skutecznie i na trwałe wprowadzić nawyk – jednak wystarczająco dużo by zobaczyć i poczuć wyniki. A na czym ma polegać ten wynik? Oczywiście, to zależy od tego, co Ty chcesz osiągnąć. Jednak w każdym wypadku sukces polega na tym, że nasze myśli, nasze słowa i nasze czyny są spójne, czyli są ustawione w jednej linii – bez zgrzytów, bez konfliktów i bez autosabotażu. Bo wtedy i tylko wtedy kiedy wiesz KIM JESTEŚ masz szansę na Twoje prawdziwe nieliczne motywy, co, jak pisał do nas Nietzsche, nada Twoim działaniom potężną energię a czyste sumienie, wynikające ze spójności intencji z tożsamością, a to da Ci poczucie siły, dumy z panowania i posiadania. Tylko kiedy Twoje myśli, słowa i czyny są spójne możliwe jest prawdziwe panowanie i posiadanie – oczywiście mam na myśli przede wszystkim panowanie nad sobą i posiadanie samego siebie – bo o tym tak naprawdę jest ten program. Bo tylko kiedy podporządkujemy swój mózg, możemy podporządkować sobie świat. Tylko wtedy możemy zacząć żyć niebezpiecznie – nie w sensie narażania się fizycznego, tylko w sensie eksponowania się na ból i dyskomfort emocjonalny. Bo dziś to nasza twardość i elastyczność (ta para jest absolutnie niezbędna) decyduje o jakości naszego życia i wielkości naszych osiągnięć. To właśnie wtedy kiedy czujesz strach czy lęk, obawy czy wątpliwości, stres lub presję widać w pełnej krasie KIM naprawdę jesteś i co sobie naprawdę cenisz. Bo możliwości są jedynie dwie: albo jesteś autentycznie nastawiony na OSIĄGANIE albo jesteś nastawiony na UNIKANIE. Nie ma niczego pośrodku. To bardzo binarny, czarno-biały model. To właśnie bycie na ostrzu brzytwy pokazuje z czego naprawdę jesteś zrobiony. A z czego Ty jesteś zrobiony? Foto: RedBull.com A może raczej – to bycie na ostrzu brzytwy pokazuje jak właśnie w tej chwili robisz siebie. Tak się bowiem składa, że bycie otwartym na nowe emocjonalne doświadczenia oraz bycie otwartym na możliwość emocjonalnego narażenia się jest akceleratorem, czyli przyspieszaczem rozwoju i wzrostu. Chodzisz tylko dlatego, że narażałeś się w trakcie nauki chodzenia. Rower, narty, deska, łyżwy – wszystko kończyło się obitą dupą. Gdybyśmy za gówniarza mieli tak durne podejście do narażania się na ośmieszenie jak dziś, wszyscy wciąż byśmy raczkowali. Tyle w temacie nauczenia się czegoś od siebie samego. I tyle w temacie braku właściwym punktów odniesienia... Dosłownie godzinę temu ktoś w prywatnej wiadomości zapytał mnie skąd się bierze ten nasz autosabotaż. I odpowiedź jest dość prosta: najważniejszy powód to fakt, że większość z nas, w trybie domyślnym NIE umie żyć z EMOCJONALNĄ INTENSYWNOŚCIĄ. I nie mówię tu tylko o emocjach i odczuciach "negatywnych", takich jak strach, stres czy presja. Mówię też o tych "pozytywnych" np. o szczęściu, radości, euforii, entuzjazmie, współczuciu czy miłość. Kiedy stawki idą w górę, rośnie emocjonalna intensywność a spada nasza umiejętność logicznego i racjonalnego myślenia. Włącza nam się pierwotny, automatyczny pilot z 4 prostymi i paraliżującymi programami. Program walki lub ucieczki i program zastygania lub poddania. Program zastygania objawia się tym, że nie jesteś w stanie JASNO i SKUTECZNIE myśleć. Dębiejesz. Jeleń w świetle reflektorów. Program poddania, jak sama nazwa wskazuje, sprawia, że nie jesteś w stanie się skonfrontować więc wchodzisz w tryb bezmyślnego podporządkowania się. Bierny, mierny ale wierny. Marzenia o panowaniu i posiadaniu właśnie poszły się jebać... Kolega z tych nieco mniej bojowych... Ponieważ nie umiemy żyć z tą emocjonalną intensywnością, "parzy" nas ona, więc wracamy do tego co znane, wygodne i typowe. Wracamy zatem do tego co letnie. Wracamy do naszego przeciętnego, pozbawionego głębszego sensu, kolorów i intensywności życia. Wracamy, bo za bardzo piecze nas „życie niebezpieczne”. Wracamy, bo zapominamy o tym co chcemy osiągnąć. Wracamy, bo nie pamiętamy, że do tego co za zimne lub za gorące możemy się zahartować. Wracamy, bo nie potrafimy nadać tej emocjonalnej intensywności właściwego, wzmacniającego nas sensu. Kiedy Nietzsche namawia nas do „niebezpiecznego życia”, kiedy mówi o tym, że mamy „panować i posiadać” chodzi mu o to – moim zdaniem – żebyśmy odnaleźli w naszym życiu to właśnie głębsze znaczenie, to KIM naprawdę jesteśmy i żebyśmy następnie wyrażali siebie, w działaniu, w sposób szczery i autentyczny. Mówiąc prościej, żebyśmy potraktowali nasze życie jako okazję do EKSPRESJI. Jednak, co często powtarzam, żeby się wyrazić, trzeba się narazić, co ponownie przywraca nam temat wystawiania się na emocjonalny dyskomfort i zranienia oraz hartowania się, czyli wyrabiania zarówno emocjonalnej twardości jak i emocjonalnej elastyczności. O ile bowiem, każdy z nas, jako tako, potrafi ustawić w jednej linii myśli, słowa i czyny wtedy, gdy jest lekko, łatwo i przyjemnie, nieco gorzej idzie nam to kiedy środowisko jest nieprzyjazne czy po prostu wrogie. Mówiąc inaczej – dajemy dupy koncertowo – ale tylko za każdym razem i tylko wtedy, kiedy to się naprawdę liczy... Ale, ducha nie gaście bracia i siostry, w końcu ten program nie nazywa się PANUJ i POSIADAJ na marne

Powiązane podcasty