OKO.press
OKO.press
Świat pędzi z taką szybkością, że trudno się w tym połapać. W podcaście drugi rzut OKA przyglądamy się temu co się zmienia i jak się zmienia. Zapraszamy Miłada Jędrysik i Anna Wójcik. Dzięki Tobie możemy pracować – śledzić, szukać, pytać, sprawdzać, opisywać, porównywać – i nie odpuszczać. https://oko.press/wesprzyj
Świat pędzi z taką szybkością, że trudno się w tym połapać. W podcaście drugi rzut OKA przyglądamy się temu co się zmienia i jak się zmienia. Zapraszamy Miłada Jędrysik i Anna Wójcik. Dzięki Tobie możemy pracować – śledzić, szukać, pytać, sprawdzać, opisywać, porównywać – i nie odpuszczać. https://oko.press/wesprzyj
Czy Europa zapłaci za większą konkurencyjność osłabieniem ochrony naszych praw?
Odcinki
Unia Europejska chce dogonić gospodarczo Stany Zjednoczone i Chiny. W tym celu Komisja Europejska proponuje uproszczenie przepisów dla firm i wspieranie „europejskich czempionów”, w tym przez poluzowanie zasad łączenia przedsiębiorstw. Ale czy w pogoni za konkurencyjnością nie poświęci tego, co stanowi o sile Unii – ochrony konsumentów, praw człowieka i uczciwej konkurencji? „W ramach dyskusji o deregulacji być może obniżamy poziom ochrony praw podstawowych” – ostrzega prof. Maciej Bernatt, prawnik specjalizujący się w prawie konkurencji, kierownik Centrum Studiów Antymonopolowych i Regulacyjnych Uniwersytetu Warszawskiego. W podcaście „Drugi Rzut Oka” Anna Wójcik rozmawia z nim o tym, kto naprawdę skorzysta na nowej polityce gospodarczej Unii Europejskiej. Czy tworzenie „europejskich czempionów”, czyli wielkich firm zdolnych konkurować na światowych rynkach, nie doprowadzi do osłabienia konkurencji i wzrostu cen dla konsumentów? Czy największe państwa UE, takie jak Niemcy i Francja, nie zyskają na tych zmianach kosztem Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej? Rozmawiamy również o tym, dlaczego prawo konkurencji jest ważne nie tylko dla gospodarki, ale także dla demokracji. Przykład Węgier za rządów Fideszu pokazuje, jak podporządkowanie instytucji państwowych władzy politycznej i tolerowanie monopoli może sprzyjać koncentracji wpływów gospodarczych, medialnych i politycznych. Z odcinka dowiesz się też: Dlaczego poluzowanie unijnych zasad pomocy publicznej może faworyzować Niemcy i Francję kosztem mniejszych państw UE; Czy tradycyjne prawo konkurencji nie wystarczało do skutecznego ograniczania nadużyć pozycji przez Google'a i innych gigantów technologicznych oraz co zmienia unijny akt o rynkach cyfrowych (DMA); co sprawa Trump przeciwko Slaughter i polski kryzys Sądu Najwyższego mówią o znaczeniu niezależnych instytucji dla gospodarki.
Na początku października Sejm uchwalił ustawę ograniczającą reklamę i dostępność alkoholu w Polsce. Jednym z flagowych rozwiązań jest tzw. Nocna cisza alkoholowa, czyli zakaz jego sprzedaży w godzinach od 22 wieczorem do 6 rano, co już teraz mogą wprowadzać gminy. W najnowszym odcinku #DlaczegoTak Konrad Skotnicki, czyli Doktor z TikToka i Dominika Sitnicka, dziennikarka OKO.press przyglądają się popularnym twierdzeniom na temat napojów wyskokowych. Czy tak zwana prohibicja działa? Jak wygląda skandynawski model dostępu do alkoholu i czy rzeczywiście wpływa na ilość spożycia? A może powoduje wzrost spożycia produktu ściąganego do kraju w sposób nieuregulowany? Dziś coraz wyraźniej do debaty publicznej przebija się przekonanie naukowców o tym, że nie ma bezpiecznej dawki alkoholu. Każda ilość jest szkodliwa dla naszego organizmu. Skąd zatem przekonanie o tym, że kieliszek czerwonego wina dziennie może zapewnić nam długowieczność? Wszystkiemu winien jest resweratrol, który można znaleźć w tym trunku. Ale żaden z propagatorów picia wina nie wspominał, że musielibyśmy wypijać dziesiątki litrów wina dziennie, by dostarczyć resweratrolu w ilości, która mogłaby zadziałać. To jednak przekonania, które w dyskursie publicznym zadomowiły się kilka dekad temu. W badaniach opinii społecznej widać wzrost negatywnych opinii na temat alkoholu i coraz większą świadomość negatywnych konsekwencji jego spożycia. Zapraszamy na odcinek! Ta publikacja powstała w ramach projektu Gen.EU. Sfinansowane przez Unię Europejską. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora(-ów) i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko Unii Europejskiej lub Komisji Europejskiej. Unia Europejska ani podmiot udzielający dofinansowania nie ponoszą za nie odpowiedzialności. #geneu_okopress
Uliczne wojny, dzielnice, do których lepiej nie zaglądać – wszyscy znamy taki obraz Szwecji zawłaszczonej przez migranckie gangi. Tymczasem szwedzkie wybory zdominowały zupełnie inne tematy. A wniosek: szwedzkie centrum wyraźnie się przesunęło w prawo. Szwecja po wyborach, które odbyły się 13 września, znalazła się w politycznym klinczu: centrolewica wygrała minimalnie, ale stworzenie stabilnego rządu utrudniają różnice między potencjalnymi koalicjantami. Liderce zwycięskich socjaldemokratów Magdalenie Andersson (na zdjęciu u góry) już dwa razy nie udało się utworzenie koalicji. Teraz misję sformowania rządu otrzymała przewodnicząca niewielkiej partii Centrum Elisabeth Thand Ringqvist. Nie zamierza ona jednak obejmować funkcji premierki, tylko wynegocjować kompromis. Perspektywa rządu z Andersson na czele jest więc wciąż jeszcze realna – o ile partie się porozumieją. Zaprosiłam mieszkającą w Szwecji pisarkę i dziennikarkę Katarzynę Tubylewicz, żeby opowiedziała, jak w ostatnich latach przesunęło się szwedzkie centrum polityczne i co stało się ze skrajnie prawicowymi Szwedzkimi Demokratami, którzy wcześnie swój polityczny sukces zawdzięczali m.in. krytyce zbyt ich zdaniem luźnej polityki migracyjnej poprzednich rządów. Mówimy też o rosnących w kraju po drugiej stronie Bałtyku nierównościach, szwedzkim egalitaryzmie, wejściu do NATO i o tym, czy Magdalena Andersson może stać się jedną z ważniejszych postaci europejskiej polityki.
Pora na reset w Trybunale Konstytucyjnym, uważa coraz więcej polityków, zwłaszcza mniejszych ugrupowań. Prawnicy przygotowują konkretne rozwiązania. Rozmawiamy z autorem najnowszej koncepcji resetu w TK, dr. Tomaszem Zalasińskim z Uniwersytetu Civitas. Kryzys w Trybunale Konstytucyjnym pogłębia się od ponad dekady. Winę ponoszą politycy, którzy instrumentalizują TK na potrzeby bieżącej walki partyjnej. Wyjście z patowej sytuacji i odbudowa kluczowej dla polskiej demokracji instytucji są jednak możliwe. Ideę konstytucyjnego resetu przedstawił po raz pierwszy w polskiej debacie publicznej w 2022 roku prof. Wojciech Sadurski w OKO.press. Po zmianie władzy w 2023 roku zdecydowano się na ewolucyjny wariant naprawy Trybunału Konstytucyjnego ustawami, ale prezydent Andrzej Duda skierował je do... TK, który uznał je za niekonstytucyjne. Tym samym ustawy „naprawcze” nie weszły w życie. W 2024 roku senatorowie koalicji rządzącej złożyli też w Sejmie projekt poprawki do konstytucji, która przewiduje reset TK, czyli powołanie wszystkich 15 sędziów na nowo. Aby dokonać resetu w obecnej kadencji Sejmu, potrzebna jest jednak większość konstytucyjna, czyli porozumienie z opozycją. Pod koniec 2026 roku idea resetu konstytucyjnego okazuje się popularna w różnych kręgach politycznych. W przeszłości za resetem opowiadali się m.in. Krzysztof Bosak z Konfederacji, Adrian Zandberg z Razem, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz z Polski 2050, a niedawno także były premier Mateusz Morawiecki promujący inicjatywę Rozwój Plus. W najnowszym odcinku podcastu „Drugi Rzut Oka” Anna Wójcik rozmawia z konstytucjonalistą dr. Tomaszem Zalasińskim, kierownikiem katedry prawa na Uniwersytecie Civitas, który przedstawił najnowszą, autorską propozycję resetu Trybunału Konstytucyjnego. Dr Zalasiński proponuje zmianę ustawy zasadniczej tak, by skrócić kadencje obecnych sędziów TK, powołać nowy skład Trybunału i zmienić zasady jego wyłaniania. Podkreśla jednak, że reforma nie może oznaczać zastąpienia politycznej dominacji jednej strony dominacją drugiej. „Przywrócenie praworządności w Trybunale Konstytucyjnym to nie jest odzyskanie Trybunału przez jedną większość” — podkreśla dr Zalasiński. Czy politycy będą gotowi porozumieć się w sprawie instytucji, której niezależność powinna służyć wszystkim obywatelom, niezależnie od tego, kto sprawuje władzę? I czy proponowany reset rzeczywiście mógłby zakończyć kryzys? Z podcastu dowiesz się: Dlaczego po ponad dekadzie kryzysu TK coraz więcej środowisk politycznych rozważa jego konstytucyjny reset, na czym polega propozycja Tomasza Zalasińskiego i czym różni się od pomysłów senatora Michała Kazimierza Ujazdowskiego i Rozwoju Plus, jak miałby się zmienić sposób wyboru sędziów do TK, co miałoby się stać z obecnymi sędziami Trybunału, także tymi wybranymi w 2026 roku, jak rozwiązać problem odmowy przyjmowania ślubowania od sędziów przez prezydenta, jak powinny wyglądać kompetencje prezesa TK, co zrobić z orzeczeniami wydanymi z udziałem osób nieuprawnionych do orzekania.
Unia Europejska i jej państwa chcą uniezależnić się od amerykańskich Big Techów, ale korzystają z nich niemal wszędzie — od chmury po oprogramowanie. Z Zuzanną Warso z Open Future rozmawiamy o tym, czy cyfrowa suwerenność UE jest możliwa. Czy Unia Europejska może stać się cyfrowo suwerenna? I co właściwie miałoby to oznaczać w świecie, w którym nasze urzędy, firmy, szkoły, szpitale, uniwersytety i sami obywatele korzystają na co dzień z technologii dostarczanych przede wszystkim przez przedsiębiorstwa ze Stanów Zjednoczonych? Komisja Europejska mówi coraz więcej o cyfrowej autonomii, ale podczas spotkań z jej urzędnikami nadal najczęściej dostaniemy link do jednego z najpopularniejszych amerykańskich narzędzi do wideokonferencji. W nowym odcinku „Drugiego Rzutu Oka” Anna Wójcik rozmawia o tym z Zuzanną Warso z think tanku Open Future, specjalizującą się w regulacjach cyfrowych Unii Europejskiej. Jeszcze kilka lat temu w kontekście Unii częściej mówiło się o „strategicznej autonomii”. Dyskusja dotyczyła przede wszystkim bezpieczeństwa i pytania, czy Europa może w pełni polegać na Stanach Zjednoczonych. Potem przyszły pandemia, zerwane łańcuchy dostaw, kryzys energetyczny, rozwój sztucznej inteligencji i narastająca rywalizacja technologiczna USA i Chin. Okazało się, że europejska autonomia nie jest wyłącznie sprawą wojska, energetyki czy handlu. Dotyczy również technologii. Jak tłumaczy Warso, UE jest dziś zależna od zagranicznych dostawców właściwie na każdym poziomie tak zwanego stosu technologicznego. Ale czy oznacza to, że w Europie powinniśmy stworzyć własnego Google’a, europejskiego Instagrama, swój odpowiednik Microsoftu i wielkie modele sztucznej inteligencji konkurujące z amerykańskimi czy chińskimi? Czym innym jest przecież sytuacja, w której szpital albo system podatkowy państwa zależy od zagranicznego operatora chmury, czym innym brak europejskiego odpowiednika sieci społecznościowej. Zdaniem Warso zamiast abstrakcyjnie dążyć do pełnej niezależności technologicznej, Europa powinna zastanowić się, które technologie i usługi są rzeczywiście kluczowe i w których obszarach zależność może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa, gospodarki lub demokracji. Z podcastu dowiesz się: Jak bardzo Unia Europejska jest zależna od amerykańskich firm technologicznych, od chmury i oprogramowania po półprzewodniki i sztuczną inteligencję; Czy UE ma realną szansę zmniejszyć tę zależność i w których obszarach jest to naprawdę konieczne; Dlaczego zamówienia publiczne mogą być jednym z najskuteczniejszych narzędzi wspierania europejskich firm technologicznych; Czym różnią się podejścia Francji, Niemiec i Polski do technologicznej autonomii i relacji ze Stanami Zjednoczonymi; Czym są europejskie fabryki i gigafabryki AI, które powstają też w Polsce. Dlaczego cyfrowa suwerenność to nie tylko kwestia gospodarki, ale także bezpieczeństwa, danych, praw obywatelskich i demokracji.
Romans Kanady z Unią Europejską wydaje się kwitnąć w najlepsze. Ale czy Europa naprawdę stanie się dla Kanady alternatywą wobec USA? „Wizerunek Stanów Zjednoczonych w Kanadzie szoruje dziś po dnie” — mówi w podcaście Drugi Rzut OKA dr Tomasz Soroka, kanadysta z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Narzucane na sąsiada cła, obraźliwe filmiki i retoryka Trumpa o Kanadzie jako 51. stanie USA wywołały silną reakcję społeczną: Kanadyjczycy bojkotują amerykańskie produkty, rzadziej podróżują do USA i coraz lepiej oceniają Unię Europejską. Czy oznacza to, że Kanada może po prostu zamienić Stany Zjednoczone na Europę? „Unia Europejska nigdy nie zastąpi Kanadzie USA” — podkreśla Soroka. Więzi gospodarcze z południowym sąsiadem są zbyt głębokie i między innymi dlatego strategia kanadyjskiego premiera Marka Carneya polega na stopniowej dywersyfikacji: zacieśnianiu relacji z Europą i innymi partnerami, ale również na pragmatycznej współpracy z Indiami, Chinami czy państwami Azji i Bliskiego Wschodu. Soroka tłumaczy też, dlaczego właśnie Carney dobrze odnalazł się w nowej sytuacji. Kanadyjczycy szukali polityka, który będzie „anty-Trumpem” — spokojniejszego, bardziej przewidywalnego i dyplomatycznego — i przywódca kanadyjskich liberałów bardzo dobrze wpisał się w tę rolę. Jednocześnie próbuje budować szerszą współpracę tzw. średnich mocarstw, które razem mogłyby skuteczniej bronić swojej autonomii wobec największych światowych potęg.
We wrześniu w Polsce rozpętała się dyskusja wokół żywienia dzieci w szkołach. Prawica podnosiła alarm, że oto od tej pory Ministerstwo Edukacji wprowadza do szkół ideologię. Mięso maksymalnie dwa razy w tygodniu, a na domiar złego - dzień przymusowego jedzenia demonicznych strączków. Jak to zazwyczaj bywa w podobnych sterowanych politycznie histeriach zgadza się tu niewiele. Rozporządzenie wydało Ministerstwo Zdrowia, a porcja mięsa dwa razy w tygodniu dotyczy polecenia podania mięsa świeżego, co do tej pory obowiązkiem wcale nie było. Co zatem jadały dzieci w szkołach? Różnego rodzaju badania, w tym raport NIK z 2025 roku, wskazują, że w placówkach jako obiad serwowano na przykład kiełbasę, kotlety z mortadeli czy makaron z truskawkami. A jednak awantura wokół rzekomego wprowadzania „diety planetarnej” do szkół zatoczyła szerokie kręgi. I przypomina oczywiście inne przypadki z ostatnich lat. Pamiętacie jeszcze o doktrynie C40, według której też mieliśmy mieć racjonowane mięso? A o rychłym obowiązku jedzenia robaków? W najnowszym odcinku #DlaczegoTak Konrad Skotnicki (Doktor z TikToka) i Dominika Sitnicka (Program Polityczny) opowiadają o tym, dlaczego jedzenie jest tematem zapalnym politycznie. I przywołują badania wskazujące na to, co rzeczywiście powinno znajdować się na naszym talerzu. Ta publikacja powstała w ramach projektu Gen.EU. Sfinansowane przez Unię Europejską. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora(-ów) i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko Unii Europejskiej lub Komisji Europejskiej. Unia Europejska ani podmiot udzielający dofinansowania nie ponoszą za nie odpowiedzialności. #geneu_okopress
Czego Europejczycy chcą od Europy i dlaczego coraz trudniej im wierzyć w jej przyszłość? Paweł Zerka opowiada o „luce wyobraźni”, braku przywództwa i niezwykłym badaniu niemal 6 tys. osób z użyciem agentów AI. Paweł Zerka z European Council on Foreign Relations przeanalizował prawie sześć tysięcy pogłębionych wywiadów przeprowadzonych w maju tego roku we Francji, Niemczech, Włoszech, Holandii, Polsce i Wielkiej Brytanii. W „Drugim Rzucie Oka” Anna Wójcik rozmawia z nim o lękach, dumie, nostalgii i przede wszystkim o tym, co Zerka określił „luką wyobraźni” i „luką przywództwa”. Badanie było nietypowe. Zamiast ograniczyć się do klasycznego sondażu, badacze wykorzystali agentów AI do prowadzenia pogłębionych rozmów z respondentami. Dzięki temu mogli połączyć skalę badania opinii publicznej z czymś, co zwykle daje dopiero rozmowa jakościowa: możliwością dopytywania, poznania skojarzeń, emocji i powodów stojących za poszczególnymi odpowiedziami. Jedno z pierwszych pytań brzmiało niemal jak z sesji terapeutycznej: wyobraź sobie, że twój znajomy zasnął pięć lat temu i właśnie się obudził. Pyta: „Jak dziś ma się Europa?”. Co mu odpowiesz? Niektórzy żartowali: „Wracaj spać”. Ale dominujący obraz był znacznie bardziej ponury. Około 70 proc. respondentów opisywało Europę przez pryzmat kryzysów ostatnich lat: pandemii, pełnoskalowej wojny w Ukrainie, kolejnych konfliktów i problemów gospodarczych. Tylko niewielka część badanych mówiła o Europie jako miejscu, które właśnie się „przebudza”, staje bardziej samodzielne i zaczyna poważniej traktować własne bezpieczeństwo. Co ciekawe, właśnie w Polsce takich odpowiedzi było najwięcej. W badaniu Zerka proponuje jednak odejście od prostego podziału na „proeuropejskich” i „eurosceptycznych”. Respondenci zostali podzieleni na cztery grupy: pozytywnych, negatywnych, „odłączonych” oraz niepewnych. Tych ostatnich jest aż jedna trzecia. Czują się Europejczykami, potrafią wskazać chwile, kiedy byli z Europy dumni, i zasadniczo chcieliby, aby projekt integracji europejskiej się powiódł. Jednocześnie nie wierzą, że Unia Europejska rzeczywiście jest dziś na dobrej drodze. Obok „luki wyobraźni” pojawia się też „luka przywództwa”. Aż 44 proc. respondentów nie potrafiło wskazać żadnego polityka, instytucji ani państwa, które byłoby dla nich przekonującym przykładem europejskiego przywództwa. Tytuł analizy, „Future Nostalgia”, pochodzi od albumu piosenkarki pop Dua Lipy, ale w raporcie nabiera politycznego znaczenia. Nie chodzi po prostu o nostalgię za dawną Europą. A raczej o tęsknotę za czasem, kiedy przyszłość wydawała się możliwa do wyobrażenia.
Czy polskie państwo jest dziś bardziej jawne niż 25 lat temu? Zdecydowanie tak. Czy jest już wystarczająco przejrzyste i rozliczalne? Zdecydowanie nie. Czy polskie państwo staje się coraz bardziej przejrzyste? Czy obywatelki i obywatele rzeczywiście mogą dowiedzieć się, jak podejmowane są decyzje, na co wydawane są publiczne pieniądze i kto ma dostęp do osób sprawujących władzę? A może wraz ze wzrostem liczby publikowanych informacji powstają jednocześnie coraz bardziej wyrafinowane sposoby utrudniania dostępu do tych, które naprawdę mają znaczenie? W nowym odcinku podcastu „Drugi Rzut Oka” Anna Wójcik rozmawia z Katarzyną Batko-Tołuć z Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, organizacji, która od ponad dwóch dekad działa na rzecz jawności życia publicznego i prawa do informacji. W tym roku przypada 25. rocznica uchwalenia ustawy o dostępie do informacji publicznej. Przez ćwierć wieku państwo zostało w dużym stopniu scyfryzowane, ogromnie wzrosła liczba informacji dostępnych w internecie, a samo prawo do informacji stało się znacznie lepiej znane. Korzystają z niego dziennikarze, organizacje społeczne, lokalni aktywiści, ale również obywatele i obywatelki, którzy chcą sprawdzić, jak funkcjonuje szkoła, szpital, urząd czy spółka wykonująca zadania publiczne. Większa liczba informacji nie oznacza jednak automatycznie większej rozliczalności państwa. Jak zauważa Batko-Tołuć, przez lata wokół ustawy powstała rozbudowana praktyka pozwalająca instytucjom publicznym opóźniać udzielanie odpowiedzi albo kwestionować publiczny charakter żądanych informacji. Pojawiły się spory o „dokumenty wewnętrzne”, informację przetworzoną czy rzekome nadużywanie prawa do informacji. Tymczasem jednym z podstawowych założeń tego prawa jest właśnie to, że obywatel nie musi wykazywać, dlaczego chce coś wiedzieć ani udowadniać swoich dobrych intencji. W rozmowie wracamy także do lat 2015–2023 i pytamy, czy okres demokratycznego regresu w Polsce wpłynął również na praktykę jawności państwa. Analizujemy też, czy po zmianie władzy w grudniu 2023 roku sytuacja się poprawiła. Poruszamy temat lobbingu i przejrzystości procesu podejmowania decyzji. Rozmawiamy również o konsultacjach społecznych i jakości procesu legislacyjnego, a także zastanawiamy się nad rolą kultury politycznej i zaufanie do instytucji.
Hiszpanie sami często mówią o „dwóch Hiszpaniach”. Można to zastosować również do obecnej sytuacji na granicy z Marokiem: wyborcy Sáncheza i tak pozostaną za Sánchezem, a wyborcy prawicy – za prawicą. I przy tym wciąż politycznie rozgrywa się wojnę domową sprzed 90 lat. Z Krzysztofem Katkowskim, socjologiem, dziennikarzem i autorem tekstów o Hiszpanii w OKO.press rozmawiamy o premierze Pedro Sánchezie – prawdziwie lewicowym rodzynku na europejskiej scenie i niechęci, jaką budzi u innych przywódców UE. A także o tym, jak opinia publiczna w Hiszpanii zareagowała na kryzys w Ceucie? I jak reaguje na trapiące kraj „plagi": susze, powodzie, pożary i koszmarne upały.
Czy pierwsi ludzie żyli na ziemi w tym samym czasie, co dinozaury? Tego zdania jest ponad 30% Polek i Polaków, co kilka miesięcy temu ujawniło badanie Eurobarometru. Jesteśmy w tym przekonaniu w europejskiej czołówce, wyprzedzają nas tylko Grecy. Czy to wina słynnego serialu „Flinstonowie”, czy jednak kwestia polskiej edukacji? Okazuje się, że Polacy nie są również przekonani, czy ludzie i małpy mieli wspólnych przodków. Zdecydowaną nieufność wzbudza w nas także naukowy konsensus dotyczący antropogenicznych zmian klimatu. Ponad połowa z nas uważa, że klimat rzeczywiście się zmienia, ale że to raczej naturalna kolej rzeczy. W najnowszym odcinku #DlaczegoTak Konrad Skotnicki (Doktor z TikToka) i Dominika Sitnicka analizują badanie Eurobarometru i zastanawiają się, z czego wynikają sceptyczne wobec nauki postawy w Polsce i innych krajach UE. I czy błędne przekonanie o działaniu laserów jest społecznie równie doniosłe, co przekonania na temat klimatu? Ta publikacja powstała w ramach projektu Gen.EU. Sfinansowane przez Unię Europejską. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora(-ów) i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko Unii Europejskiej lub Komisji Europejskiej. Unia Europejska ani podmiot udzielający dofinansowania nie ponoszą za nie odpowiedzialności. #geneu_okopress
Teorie spiskowe nie rodzą się tylko w internecie. Żywią się lękiem, historią i polityką. Dlaczego w Polsce tak dobrze się przyjmują i jaką rolę odgrywają w tym politycy? Teorie spiskowe są wszędzie: w wypowiedziach polityków, rodzinnych rozmowach, ale też w kościołach, czy szkołach. Jedne brzmią absurdalnie i łatwo je odrzucić. Inne są znacznie trudniejsze do rozpoznania, bo wykorzystują realne lęki, konflikty społeczne i poczucie zagrożenia. W jakie teorie spiskowe wierzą Europejczycy? Czy Polacy są jakoś szczególnie na nie podatni? W najnowszym odcinku podcastu „Drugi Rzut Oka” Anna Wójcik rozmawia o tym z Elżbietą Drążkiewicz z Uniwersytetu w Lund, kierowniczką projektu badawczego o teorii spiskowych finansowanego przez Europejską Radę ds. Badań Naukowych.
Czy naprawdę Bruksela chce decydować, co wolno nam pisać i oglądać w internecie? A może problem leży gdzie indziej? Przez lata właściciele największych platform, od Marka Zuckerberga po Elona Muska, mieli niemal pełną swobodę w ustalaniu, co trafia do naszych feedów i co platformy pokazują milionom ludzi. Unia Europejska próbuje tę władzę ograniczyć. Dlatego nałożyła nowe obowiązki na firmy kontrolujące platformy społecznościowe. Akt o usługach cyfrowych, przepisy o reklamie politycznej i akt o sztucznej inteligencji zwiększają odpowiedzialność platform za moderację treści i zobowiązują je do dania użytkownikom więcej informacji o tym, dlaczego widzą konkretne wpisy. Jednocześnie nowe unijne przepisy wywołują zarzuty o rzekomą cenzurę konserwatywnych treści i nadmierną ingerencję Unii w debatę publiczną. W podcaście Drugi Rzut Oka Anna Wójcik rozmawia z Marią Magierską, wykładowczynią prawa na Uniwersytecie Maastricht, specjalizującą się w ochronie danych osobowych i prawie nowych technologii, o tym, czy rzeczywiście powinniśmy obawiać się „cenzury z Brukseli” i co unijne przepisy zmieniają dla użytkowników platform. Przepisy prawa UE wymagają od platform większej przejrzystości i odpowiedzialności. Tylko czy „większa przejrzystość” rzeczywiście oznacza większą władzę użytkownika? Jeszcze trudniejsze pytania pojawiają się przy sztucznej inteligencji. Deepfake’i mają być oznaczane, ale nie znikną z internetu, tylko dlatego, że zostały stworzone przez AI. Natomiast Unia zaczęła zakazywać najbardziej niebezpiecznych zastosowań technologii, w tym narzędzi pozwalających tworzyć seksualne obrazy ludzi bez ich zgody. Rośnie rola Komisji Europejskiej, która zdobywa kolejne kompetencje wobec cyfrowych gigantów. Czy kontrola nad platformami nie powinna znajdować się dalej od instytucji politycznych? Kto zdecyduje o tym, co widzimy na platformach społecznościowych? Właściciele platform, polski urzędnik, brukselscy „eurokraci”, czy wreszcie my sami?
Można by zastanowić się i powiedzieć: „Przyjmujemy Bałkany za jednym zamachem”. Argumenty dotyczące praworządności są, z perspektywy ostatnich co najmniej 10 lat, dość chybione. Ile mamy w UE krajów, które mają problemy z praworządnością? Dlaczego ma to nadal być miarą, wedle której będziemy trzymali ludzi na dystans od członkostwa? Gościem w podcaście „Drugi Rzut OKA" był dr Spasimir Domaradzki, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego i Instytutu Europy Wschodniej. Rozmawialiśmy o ciągnącym się w nieskończoność procesie przyjmowania do Unii (albo raczej nieprzyjmowania) krajów wchodzących kiedyś w skład byłej Jugosławii oraz bałkańskiego rodzynka — Albanii. Mój gość nie szczędził gorzkich słów pod adresem państw Unii, które od lat nie są w stanie podjąć politycznej decyzji, która mogłaby zagwarantować tej części Europy tak potrzebną stabilność. Pozostawione w wiecznej poczekalni państwa tymczasem osuwają się w rządy coraz bardziej autorytarne albo w równie daleki od unijnych ideałów klientelizm.
Donald Trump podważa sens ONZ, osłabia zaufanie do NATO i stawia interes USA ponad wspólnymi regułami. Czy prawo międzynarodowe chroni jeszcze słabsze państwa i czy Europa potrafi zadbać o własne bezpieczeństwo? Odpowiada dr Agata Kleczkowska z Instytutu Nauk Prawnych PAN. Czy prawo międzynarodowe ma jeszcze znaczenie we współczesnym świecie? Czy ONZ i NATO są w stanie skutecznie reagować na łamanie zasad, zagrożenia militarne i działania hybrydowe? A może instytucje stworzone po II wojnie światowej coraz wyraźniej pokazują swoje ograniczenia? W najnowszym odcinku podcastu „Drugi Rzut Oka” Anna Wójcik rozmawia z dr Agatą Kleczkowską z Instytutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk, specjalistką w dziedzinie prawa międzynarodowego. Punktem wyjścia do rozmowy są działania Stanów Zjednoczonych pod rządami Donalda Trumpa: interwencje zbrojne, wybiórcze wycofywanie się z systemu ONZ, naciski na sojuszników w NATO. Przyglądamy się amerykańskiej koncepcji porządku międzynarodowego opartego na zasadach. Zdaniem dr Kleczkowskiej Donald Trump nie tyle całkowicie odrzucił dotychczasowy porządek, ile zradykalizował jego transakcyjny charakter, zastępując zasady logiką politycznych układów i interesów. Rozmawiamy też o skutkach ograniczenia amerykańskiego zaangażowania w ONZ i tym, czy otwiera to przestrzeń dla zwiększenia wpływów Chin i Rosji. W jakich obszarach luka przywódcza będzie najbardziej dotkliwa? Poruszamy też kwestie NATO i znaczenie artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Czy zaatakowanemu państwu automatycznie zostanie udzielona pomoc wojskowa? Czy zagrożenia hybrydowe, czyli skoordynowane działania łączące cyberataki, dezinformację, presję gospodarczą i próby destabilizacji państwa, mogą uruchomić mechanizmy wspólnej obrony NATO lub Unii Europejskiej? Zastanawiamy się też nad europeizacją NATO, rozwojem polityki obronnej w Unii Europejskiej oraz tym, czy Europa może przejąć większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo bez osłabiania więzi transatlantyckiej.
Unia Europejska otworzyła nowy etap negocjacji akcesyjnych z Ukrainą, ale droga do członkostwa wymaga zgody wszystkich 27 państw. Polska może wesprzeć Ukrainę – albo zablokować sporem o Wołyń, o rolnictwo i rozpalaniem przez polityków antyukraińskich emocji Polska debata o Ukrainie jest obecnie zdominowana przez spór o politykę historyczną naszego sąsiada. Umyka natomiast to, że Unia Europejska otworzyła kolejny etap negocjacji akcesyjnych z Ukrainą. Droga od państwa kandydującego do pełnoprawnego członka Wspólnoty będzie długa i politycznie niepewna. W najnowszym odcinku podcastu „Drugi Rzut Oka” Anna Wójcik rozmawia o tym z Karoliną Zbytniewską, politolożką, specjalistką do spraw europejskich i redaktorką naczelną „Focus Europe”. Ukraina musi dostosować swój system prawny do unijnego dorobku, wykazać postępy między innymi w walce z korupcją, wzmacnianiu praworządności i funkcjonowaniu instytucji demokratycznych. – Ukraina krok po kroku musi przejść wszystkie rozdziały negocjacyjne. Otwarcie i zamknięcie każdego z nich musi zostać zatwierdzone przez wszystkie 27 państw członkowskich – podkreśla Zbytniewska. Państwa, które po uzyskaniu członkostwa zaczęły obniżać standardy praworządności, osłabiły zaufanie do samego procesu rozszerzenia. Dlatego od Ukrainy oczekuje się nie tylko formalnego przyjmowania ustaw, ale również rzeczywistej zmiany sposobu funkcjonowania instytucji. Polska może mieć duży wpływ na przebieg negocjacji. Każde państwo członkowskie ma możliwość blokowania kolejnych etapów. Spór o pamięć o zbrodni wołyńskiej może stać się politycznym warunkiem polskiej zgody na dalszą integrację Ukrainy. – Bez złagodzenia tej sytuacji, również po stronie Ukrainy, zakończenie procesu akcesyjnego nie będzie możliwe – ocenia Zbytniewska. Nie tylko historia może jednak stać się przedmiotem trudnych negocjacji. Wielkie znaczenie będą miały także rolnictwo i rozdzielanie środków z unijnego budżetu dla najbiedniejszych regionów Unii. Dowiedz się więcej, posłuchaj „Drugiego Rzutu Oka”. Nie ma więc mowy o automatycznej ani przyspieszonej akcesji w nagrodę za obronę przed rosyjską agresją. Samo otwarcie klastra negocjacyjnego nie przesądza, że zostanie on kiedyś zamknięty.
Rekordowe 40,5°C w Polsce, dziesiątki tysięcy nadmiarowych zgonów w Europie i noce, które nie pozwalają organizmowi odpocząć. Czy tegoroczna fala upałów to tylko wyjątkowo gorące lato, czy nowa rzeczywistość, do której będziemy musieli się przyzwyczaić? W tym odcinku podcastu #DlaczegoTak sprawdzamy, co nauka mówi o związku między zmianą klimatu a ekstremalnymi temperaturami. Dlaczego takie zjawiska są dziś wielokrotnie bardziej prawdopodobne niż jeszcze dwie dekady temu? Rozmawiamy o tym, jak upały wpływają na nasze zdrowie - od bezsenności i przeciążenia układu krążenia po zwiększone ryzyko przedwczesnych porodów. Wyjaśniamy, dlaczego szczególnie niebezpieczne są gorące noce, czym są nadmiarowe zgony i dlaczego skutki fal upałów okazują się znacznie poważniejsze, niż mogłoby się wydawać. To jednak nie tylko historia o pogodzie. Przyglądamy się badaniom pokazującym, że wysokie temperatury wpływają również na nasze zachowanie: pogarszają koncentrację, zwiększają poziom agresji, sprzyjają przemocy, a nawet nasilają mowę nienawiści w internecie. Co wiemy o tych zależnościach i jak przygotować się na świat, w którym rekordowe upały przestają być wyjątkiem? Na odcinek zapraszają dr inż. Konrad Skotnicki, popularyzator nauki i twórca internetowy znany jako Doktor z TikToka oraz Dominika Sitnicka, dziennikarka OKO.press i współprowadząca „Program Polityczny". Ta publikacja powstała w ramach projektu Gen.EU. Sfinansowane przez Unię Europejską. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora(-ów) i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko Unii Europejskiej lub Komisji Europejskiej. Unia Europejska ani podmiot udzielający dofinansowania nie ponoszą za nie odpowiedzialności. #geneu_okopress
Waldemar Żurek miał być ofensywnym szeryfem praworządności. Po roku jego urzędowania kluczowe reformy w sądach blokuje prezydent. O sukcesach i granicach sprawczości ministra sprawiedliwości Anna Wójcik rozmawia z Krzysztofem Izdebskim z Fundacji Batorego. Waldemar Żurek obejmował stanowisko ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w szczególnym momencie. Rafał Trzaskowski przegrał wybory prezydenckie, a nadzieje rządzącej koalicji na szybką ustawową naprawę sądownictwa zderzyły się z blokadą prezydenta Karola Nawrockiego. Żurek miał być bardziej ofensywnym następcą Adama Bodnara. Media przedstawiały go jako szeryfa, który przyspieszy rozliczenia poprzedniej władzy i usunie z wymiaru sprawiedliwości pozostałości rządów PiS. Sam minister podtrzymywał ten wizerunek, publikując nagrania w mediach społecznościowych i sięgając po takie rekwizyty jak siekiera. Czy Waldemar Żurek rzeczywiście okazał się ofensywnym ministrem sprawiedliwości? A może stał się zakładnikiem oczekiwań, których w demokratycznym państwie prawa nie dało się spełnić? W podcaście „Drugi Rzut Oka” Anna Wójcik rozmawia z Krzysztofem Izdebskim z Fundacji im. Stefana Batorego o sukcesach, porażkach i ograniczeniach pierwszego roku urzędowania Waldemara Żurka. Jak zauważa Izdebski, życie polityczne i działanie wymiaru sprawiedliwości nie przypominają westernu. Minister nie może po prostu wkroczyć do miasta, ukarać winnych i przywrócić porządek. Żurek przedstawił projekty ważnych ustaw „praworządnościowych”, które albo utknęły w parlamencie, albo zostały zawetowane przez prezydenta. Mimo że minister był otwarty na kompromis z prezydentem Nawrocki, co pokazała ustawa o KRS. Dla prezydenta Nawrockiego i jego politycznego zaplecza kluczowe rozwiązania ustrojowe przedstawiane przez ministra Żurka są nie do zaakceptowania. Prezydent blokuje nominacje sędziowskie oraz odmawia odebrania ślubowania od pięciorga sędziów wybranych przez Sejm do Trybunału Konstytucyjnego. Minister Żurek może w tych sprawach przede wszystkim apelować. Ale nie oznacza to, że nic się nie dzieje. Udało się wprowadzić w życie przepisy chroniące uczestników debaty publicznej przed bezpodstawnymi pozwami, trwają prace nad reformą systemu biegłych, są wprowadzane nakierowane na potrzeby obywateli zmiany w postępowaniach przed sądami. O sukcesach i granicach sprawczości ministra i tym, czy „zgniły kompromis” może być jedynym sposobem rozwiązania problemu w sądach — w nowym odcinku podcastu „Drugi Rzut Oka”.
Prawie 60 procent Brytyjczyków uważa, że wyjście z Unii Europejskiej było błędem. Jednocześnie 75 procent chce bliższych relacji z Unią Europejską. Nie oznacza to jednak, że wszyscy chcą ponownego członkostwa. Raczej oczekują znacznie ściślejszej współpracy. Z socjologiem Gavinem Rae, profesorem Akademii Leona Koźmińskiego, rozmawiamy o tym, jak Brexit zmienił Wielką Brytanię, oraz czy Wielka Brytania po brexicie naprawdę tak się różni od reszty krajów Unii? Może w jednym: na pewno brakuje nam na kontynencie postaci takich jak Count Binface (różnie się jego miano tłumaczy na polski, ja wymyśliłam „Hrabia Śmietnikogęby”), który będzie w wyborach uzupełniających w Clacton-on-Sea rywalem architekta Brexitu Nigela Farage’a – i być może, jako kandydat protestu przeciwko populizmowi Reform UK, nie jest bez szans.
Co sprawia, że część z nas jest homoseksualna? Lady Gaga śpiewa, że „we were Born this way”. Prawicowi działacze są przekonani, że gejem można zostać po obejrzeniu kreskówki na Netfliksie. Spór o to, czy bardziej warunkuje nas kultura czy natura jest stary jak świat. Co zatem mówi na ten temat nauka? O tym w najnowszym odcinku podcastu #DlaczegoTak opowiedzą Wam dr inż. Konrad Skotnicki, popularyzator nauki i twórca internetowy znany jako Doktor z TikToka oraz Dominika Sitnicka, współautorka „Programu Politycznego”.Okazuje się (niespodzianka!), że nie ma czegoś takiego jak „gen geja”. Orientacji seksualnej nie da się wyczytać z DNA. Ale zarazem jest ona częściowo dziedziczna. A przede wszystkim - wieloczynnikowa. Naukowcy zaobserwowali między innymi coś, co nazwano „efektem starszego brata”. I nie, nie chodziło o wspólne wychowanie, ale bycie urodzonym przez tę samą kobietę.A poza tym co do wymienianej już natury, to w odcinku opowiemy wam także co z homoseksualnością wspólnego mają owce, bonobo i pingwiny. Ta publikacja powstała w ramach projektu Gen.EU. Sfinansowane przez Unię Europejską. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora(-ów) i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko Unii Europejskiej lub Komisji Europejskiej. Unia Europejska ani podmiot udzielający dofinansowania nie ponoszą za nie odpowiedzialności. #geneu_okopress
„Darmozjady”, „pasożyty” – takie epitety padały w dyskusji o dopłatach do składek ZUS dla artystów. A co, jeśli talent nie idzie w parze z umiejętnością zarabiania pieniędzy? Zapytaliśmy Grażynę Bastek, znawczynię dawnej sztuki i artystów, jak to było z zarabianiem na sztuce kiedyś. „To XIX wiek stworzył taki mit, że dobra artysta to biedna artysta. Musisz pędzić ten biedny, romantyczny żywot, który być może doprowadzi cię później do jakiejś sławy” – opowiada dr Grażyna Bastek, kustoszka z Muzeum Narodowego w Warszawie, wykładowczyni technik malarskich, autorka książek popularyzujących sztukę nowożytną. Rozmowę zaczęłyśmy od Davida Hockneya, bo tuż przed wejściem do studia dowiedziałyśmy się o jego śmierci. Hockney, brytyjski malarz pochodzący z klasy robotniczej, zrobił rzeczywiście oszałamiającą karierę — jego obraz „Portret artysty (basen z dwoma figurami)” z 1973 roku został sprzedany na aukcji za 90 mln dolarów i jest to do tej pory najwyższa suma, jaką zapłacono za obraz żyjącego artysty. Hockney w swoim czasie dostał za tę pracę wielokrotnie mniej, ale i tak jako jeden z najlepiej się sprzedających – i bardzo płodnych – malarzy raczej nie miał problemów finansowych. A komu się tak powiodło w czasach, którymi zajmuje się Grażyna Bastek? - Kiedy szukałam informacji na temat tego, który z nowożytnych malarzy, najlepiej sobie biznesowo radził, to wszędzie wyskakiwał Rubens. To był malarz, który miał chyba niesamowity zmysł do biznesu. Zdobywał też świetnych patronów. Był dyplomatą, pracował dla królów, arystokratów, jeździł po Europie. Kiedy wrócił do Antwerpii, był już paniskiem, założył wielki warsztat, swój dom i ogród zbudował na wzór włoskiej willi. Zatrudniał masę ludzi. Na drugim biegunie jest Vincent van Gogh, który za życia nie sprzedał żadnego obrazu, żył w niedostatku, trapiony przez chorobę psychiczną, w końcu odebrał sobie życie. Czy te epitety: „darmozjad”, „pasożyt” miałyby dotyczyć także jego? I oczywiście nie każdy był Rubensem. W jego warsztacie i warsztatach innych popularnych malarzy pracowali malarze, którzy pomagali malować różne fragmenty obrazów. „Jeśli ktoś nie czuł się na siłach, czy nie mógł zainwestować w powstanie własnego warsztatu, to zatrudniał się jako wykształcony malarz u kogoś i dostawał wynagrodzenie od namalowanej głowy, per la testa. Jak Caravaggio zatrudnił się w Rzymie na początku swojej kariery i zanim jeszcze zdobył świetnych patronów, to malował w różnych warsztatach, a to kwiatki, a to głowy” – tłumaczy Grażyna Bastek. Moja rozmówczyni zwraca uwagę, że w czasach Rubensa i Caravaggia istniał system, który wspomagał w trudnych chwilach artystów – wtedy co prawda uważanych za rzemieślników – a mianowicie cech. „Wraz z nadejściem epoki nowoczesnej artyści musieli zacząć konkurować na wolnym rynku, Powstają uczelnie artystyczne, które zastępują cechy. Kiedy opuszczasz uczelnię artystyczną, nic cię już nie chroni. Cech cię chronił, bo były jałmużny, były zapomogi, dbano o wdowy. Cech był wielką korporacją, która dbała swoich członków”. Wygląda na to, że dzięki współczesnym rozwiązaniom wspierającym mających nieregularne zarobki artystów, które przecież istnieją w wielu krajach europejskich, zakreśliliśmy koło. Składamy się solidarnie na bezpieczną przyszłość ludzi, którzy z różnych przyczyn — charakterologicznych, ale też z powodu bezlitosnej logiki rynku, który po prostu niektóre zajęcia wycenia bardzo nisko — nie mogą na nią zarobić.
Jeszcze kilka lat temu Emmanuel Macron miał odnowić francuską demokrację i przełamać polityczny duopol. Dziś Francja pogrążona jest w kryzysie zaufania, a o władzę w wyborach prezydenckich w 2027 roku będą walczyć skrajna prawica i skrajna lewica Emmanuel Macron w 2017 roku wygrał wybory z centrowym projektem, który miał przełamać tradycyjny podział na lewicę i prawicę oraz przywrócić obywatelom wiarę w demokrację. Dziś jego prezydentura oceniana jest w kraju bardziej krytycznie, a sama Francja mierzy się z głębokim kryzysem politycznym. W podcaście Drugi Rzut Oka Anna Wójcik rozmawia z prof. Karoliną Borońską-Hryniewiecką, badaczką z Instytutu Nauk Politycznych PAN oraz Uniwersytetu Paris 1 Panthéon-Sorbonne, o bilansie makronizmu i o tym, co może wydarzyć się we Francji po wyborach prezydenckich w 2027 roku. Macron był jednym z najgłośniejszych europejskich orędowników demokracji deliberatywnej i większego udziału obywateli w podejmowaniu decyzji. To on zaproponował stworzenie ogólnoeuropejskiego procesu konsultacji obywatelskich, który później przekształcił się w Konferencję w sprawie Przyszłości Europy. Jednocześnie jednak wielu krytyków zarzuca mu, że we Francji nie realizował ideałów, które sam głosił. Francja pozostaje krajem głębokiego pesymizmu. Według badań Ipsos z 2024 roku prawie 80 proc. Francuzów uważało, że ich kraj zmierza w złym kierunku. W ciągu ostatnich trzech lat państwo doświadczyło wyjątkowej niestabilności politycznej i aż pięciu zmian premierów. Tymczasem „Skrajna prawica we Francji od lat konsekwentnie pracuje nad zmianą wizerunku. Świadomie łagodzi przekaz i unika najbardziej radykalnych sformułowań, które mogłyby odstraszać wyborców” – mówi prof. Karolina Borońska-Hryniewiecka. Rozmawiamy między innymi o tym: Jakie są największe sukcesy i porażki makronizmu? Czy Francja przeżywa kryzys konstytucyjny, czy raczej kryzys zaufania do systemu partyjnego? Co proponują wyborcom skrajna prawica Marine Le Pen i Jordana Bardelli oraz lewicowa Francja Nieujarzmiona Jeana-Luca Mélenchona? Jak na wybory prezydenckie może wpłynąć coraz większe upolitycznienie rynku medialnego, w dużej mierze kontrolowanego przez miliarderów? I wreszcie – jak wynik wyborów we Francji może wpłynąć na przyszłość Unii Europejskiej oraz relacje polsko-francuskie?
Czy małżeństwa osób tej samej płci zawarte za granicą zaczynają zmieniać polskie prawo? O skutkach wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE oraz granicach sądowej i administracyjnej zmiany dla osób LGBT+ rozmawiamy z Anną Mazurczak, adwokatką specjalizującą się w tej tematyce Urzędy stanu cywilnego coraz częściej dokonują transkrypcji zagranicznych aktów małżeństw zawartych przez pary osób tej samej płci w innych państwach Unii Europejskiej. Co to oznacza w praktyce? Jakie prawa mogą uzyskać takie pary w Polsce, a jakie nadal pewnie pozostaną poza ich zasięgiem? W nowym odcinku podcastu Drugi Rzut Oka Anna Wójcik rozmawia z Anną Mazurczak – adwokatką specjalizującą się w strategicznej litygacji dotyczącej praw osób LGBT+ przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Anna Mazurczak była również dyrektorką Departamentu ds. Równego Traktowania w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, gdzie odpowiadała m.in. za prace nad projektem ustawy o związkach partnerskich. Rozmawiamy o konsekwencjach najnowszego orzecznictwa TSUE i ETPCz, o tym, jakie skutki prawne w Polsce wywołują małżeństwa jednopłciowe zawarte za granicą, oraz o przyszłości strategicznej litygacji w sprawach LGBT+. To szczególnie aktualna debata. Polski parlament przyjął niedawno bardzo ograniczony projekt ustawy o związkach partnerskich, jednak prezydent Karol Nawrocki zapowiedział już, że zamierza go zawetować. Zastanawiamy się także nad pytaniem o demokratyczną legitymację zmian zachodzących w tej dziedzinie. Czy jest właściwe, że istotne przemiany prawne dokonują się przede wszystkim za sprawą wyroków sądów europejskich, orzeczeń sądów administracyjnych i decyzji urzędników, a nie ustaw uchwalanych przez parlament?
Czy naprawdę pracujemy dziś więcej niż kiedykolwiek w historii? A może problemem nie jest sama liczba godzin, tylko sposób, w jaki pracujemy? W najnowszym odcinku #DlaczegoTak Konrad Skotnicki (popularyzator nauki znany jako Doktor z TikToka) i Dominika Sitnicka (dziennikarka OKO.press) zastanawiają się, ile prawdy jest w popularnym micie o wyluzowanych „łowcach-zbieraczach”, którym przeciwstawieni są przebodźcowani i przemęczeni pracownicy późnego kapitalizmu. W zachodnich demokracjach 70-godzinny tydzień pracy, bo tyle potrafiły wynosić normy XIX-wiecznych robotników, to już przeszłość. Dziś w Unii Europejskiej średnia wynosi 36 godzin tygodniowo. Ale różnice między regionami potrafią być ogromne. W Danii to 32 godziny, a Polska i Grecja zbliżają się do pułapu 40 godzin. Czy chodzi o coś więcej niż mniejszy udział pracy na część etatu? I czy rzeczywiście powinniśmy pracować mniej? Popularność zdobywa postulat czterodniowego tygodnia pracy. Badanie opublikowane w „Nature” na próbie niemal 2900 pracowników wykazało m.in. spadek wypalenia zawodowego, poprawę zdrowia psychicznego i większą satysfakcję z pracy — bez spadku efektywności firm. Ale nie chodziło w nim o samo skrócenie roboczogodzin, ogromne znaczenie odegrała optymalizacja procesów w zakładach. Nie o same godziny pracy jednak chodzi. „Praca zabija” - to tytuł dzieła jednego z polskich artystów sztuki współczesnej. I pewne typy prac zabijają nas i niszczą fizycznie szybciej, co pokazuje nam statystyka oraz szereg badań. To kwestie, które państwa w ustalaniu swoich polityk emerytalnych brały pod uwagę w przypadku osób pracujących np. w przemyśle ciężkim. Tymczasem już sama praca zmianowa potrafi poczynić ogromne spustoszenia w naszym organizmie, co wydaje się przez system niezauważane. Ta publikacja powstała w ramach projektu Gen.EU. Sfinansowane przez Unię Europejską. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora(-ów) i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko Unii Europejskiej lub Komisji Europejskiej. Unia Europejska ani podmiot udzielający dofinansowania nie ponoszą za nie odpowiedzialności. #geneu_okopress
Prezydent Karol Nawrocki, tak jak Andrzej Duda, obiecuje nową konstytucję i wzmocnienie pozycji prezydenta. Ale czy taka zmiana to dobry pomysł? A może Polska potrzebuje systemu kanclerskiego i wyzerowania Trybunału Konstytucyjnego? Kryzys ustrojowy w Polsce trwa już ponad dekadę i wciąż się pogłębia. Spory polityczne wokół kwestii ustrojowych dotyczących Trybunału Konstytucyjnego, Krajowej Rady Sądownictwa i sposobu powoływania sędziów sprawiają, że jesteśmy w instytucjonalnym impasie. Rządząca koalicja nie jest w stanie skutecznie przeprowadzić reform: nawet uchwalone ustawy są wetowane przez prezydenta albo trafiają do Trybunału Konstytucyjnego, który podważa ich konstytucyjność. W efekcie władza sięga po działania pozalegislacyjne, które są podważane przez opozycję, a czasami po prostu nieskuteczne. Do tego prawica napędza konflikt z europejskimi trybunałami i pytanie o granice respektowania ich wyroków. Europejskie sądy wydają orzeczenia dotyczące polskiego wymiaru sprawiedliwości, ale Pałac Prezydencki je ignoruje, czego przykładem jest uporczywe nieodbieranie ślubowań od czwórki sędziów Trybunału wybranych zgodnie z prawem przez Sejm. Czy z tego kryzysu można jeszcze wyjść? A jeśli tak – czy potrzebna jest do tego nowa konstytucja, jak proponuje prezydent Karol Nawrocki? O tym w podcaście Drugi Rzut Oka dr Anna Wójcik rozmawia z konstytucjonalistą dr. Marcinem Szwedem z Uniwersytetu Warszawskiego i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. „Od prawnika często oczekuje się planu A, B i C, jakby prawo zawsze mogło rozwiązać każdy problem. Tymczasem prawo konstytucyjne jest na styku prawa i polityki. Dlatego niezbędne są także rozwiązania polityczne i polityczny kompromis” – przypomina Marcin Szwed. W podkaście posłuchacie: – dlaczego bez kompromisu politycznego nie da się trwale zakończyć sporów wokół powoływania sędziów i Trybunału Konstytucyjnego; – dlaczego zamiast pisać nową konstytucję lepiej przeprowadzić punktową nowelizację najbardziej problematycznych przepisów; – jak można zmienić sposób wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego i ograniczyć monopol Sejmu; – dlaczego polski model władzy wykonawczej jest wadliwy i czy lepszy byłby system prezydencki albo kanclerski.
Zondacrypto. Giełda kryptowalut, która wzbudziła niezdrowe zainteresowanie rosyjskiego kontrwywiadu i niektórych posłów na Sejm RP. Dziennikarki OKO.press Anna Mierzyńska i Agata Kołodziej opowiadają w naszym podcaście, co udało im się ustalić w sprawie afery dekady. — Od jakiegoś czasu, dłuższego niż znamy aferę Zondacrypto, wiadomo, że rosyjskie służby specjalne korzystają z kryptowalut, m.in. do tego, żeby płacić tak zwanym jednorazowym agentom, czyli osobom werbowanym do przeprowadzenia akcji sabotażowych czy dywersyjnych w Europie. Kryptowaluty są stale w polu zainteresowania rosyjskich służb i służą im do pracy operacyjnej. Były zresztą takie międzynarodowe śledztwa dziennikarskie, w których na podstawie sprawdzenia, na jakiej giełdzie kryptowalut i w jakim otoczeniu znajduje się portfel kryptowalutowy, z którego płacono sabotażystom – dziennikarze doszli do tego, że za sprawą, którą badali, stali Rosjanie — mówi w podcaście Drugi Rzut OKA Anna Mierzyńska, która zajmuje się w OKO.press dezinformacją i działaniami obcych służb, przede wszystkim rosyjskich. Opowiada też o ustaleniach, jakie zawarła w swoim tekście o związkach Federalnej Służby Bezpieczeństwa, czyli rosyjskiego cywilnego kontrwywiadu, z giełdą Zondacrypto. Sięgają one bowiem dużo głębiej niż tylko traktowanie kryptowalut jako zapłaty. Agatę Kołodziej pytałam z kolei o związki afery Zondacrypto z polityką: o uporczywe wetowanie ustawy regulującej rynek kryptowalut przez prezydenta Karola Nawrockiego. Zrobił to już dwa razy i teraz, gdy afera wybuchła na dobre, będzie miał trudny orzech do zgryzienia – bo rządowa ustawa w niezmienionej formie przeszła właśnie przez Sejm. Jeszcze większy ból głowy w związku z Zondacrypto ma jednak poseł Janusz Kowalski, który z tego powodu musiał opuścić szeregi Prawa i Sprawiedliwości. Okazało się bowiem między innymi, że aż cztery razy odwiedzał miejsca związane z obecnym szefem giełdy, Przemysławem Kralem. Czy z kimś się tam spotykał? Nie wiadomo, bo akurat wtedy ktoś włączał zagłuszarki… — Poseł Kowalski, który w przeciwieństwie do Sławomira Mentzena, w przypadku którego się nie należy dziwić, że broni rynku kryptowalut i w ogóle kryptoaktywów, bo robi to od lat bardzo konsekwentnie, był tym zupełnie niezainteresowany. Tymczasem nagle uaktywnia się w 2025 roku i uczestniczy w konferencjach, występuje jako jeden z największych krytyków jakichkolwiek regulacji tego rynku — tłumaczy Agata Kołodziej. Rozmawiamy także o tym, jak to się stało, że przez lata śledztwa w sprawie różnych nieprawidłowości wokół Zondacrypto były umarzane – i czy to głównie „zasługa" prokuratury Ziobry, czy może też tej obecnej?
Po ósmych wyborach w ciągu czterech lat Bułgarzy wreszcie mogą odetchnąć z ulgą – udało im się wybrać siłę, która będzie miała większość w parlamencie. Ale dla reszty UE nowy premier Rumen Radew jest trochę zagadką Kim jest Rumen Radew, lider bloku „Postępowa Bułgaria"? Pytam o analityka z Ośrodka Studiów Wschodnich Jana Nowinowskiego. „To zawodowy wojskowy pilot myśliwców, generał lotnictwa i przez wiele lat głównodowodzący bułgarskich sił powietrznych. W okresie komunistycznym był przez kilka lat członkiem Partii Komunistycznej, gdyż wówczas to było wymagane, aby uzyskać stopień oficerski. Natomiast później, już po 1989 roku, nie był członkiem żadnej z partii politycznych. W 2016 roku został nominowany przez postkomunistyczną Bułgarską Partię Socjalistyczną na urząd prezydenta" – tłumaczy mój rozmówca. I właśnie ze względu na styl sprawowania urzędu prezydenckiego ponad podziałami, a przede wszystkim z dystansem do rządzących do tej pory ugrupowań proeuropejskich, ale silnie klientystycznych i oskarżanych o korupcję Radew stał się dla Bułgarek i Bułgarów najlepszą alternatywą. Gdy poprzedni rząd Rosena Żelazkowa podał się do dymisji po fali protestów w listopadzie 2025 roku, odszedł ze stanowiska prezydenta i stanął na czele opozycji. Ale czy Bułgarów porwał jego program? Raczej jego postawa, bo program Postępowej Bułgarii jest dość niekonkretny, a i przed objęciem stanowiska premiera Radew go nie skonkretyzował. „Mi tutaj brakuje konkretów i nie mam absolutnie przekonania, że Radew i jego ekipa ma konkretny plan na to, jak po pierwsze odpolitycznić sądownictwo, jak podjąć faktyczną walkę z korupcją" -mówi Nowinowski. Co wygrana Radewa oznacza dla Unii Europejskiej? „Radew jak na standardy europejskie może być uznawany za polityka prorosyjskiego. Jak na Bułgarię jest umiarkowanie prorosyjski. Nie traktuje Moskwy jako wroga. Mówi o tym, że powinno się wrócić do bliższej współpracy z Moskwą. Bułgarzy mają tradycyjny sentyment do Rosji, carska Rosja miała istotną rolę w walce o niepodległość Bułgarii z Imperium Osmańskim" – przypomina analityk OSW. O ile jednak nie przewiduje, żeby Radew miał być w Unii nowym Orbánem, blokującym pomoc dla Ukrainy, to widzi go raczej tam, gdzie stoją premierzy Czech i Słowacji, Andrej Babiš i Robert Fico – dający do zrozumienia, że Rosji trzeba by odpuścić, ale nie działający bezpośrednio w jej interesie. Tymczasem w biografii Radewa jest jedno frapujące wydarzenie związane ze Służbą Wywiadu Zagranicznego Rosji. Jakie to wydarzenie? Zapraszam do wysłuchania podcastu.
„Niemcy się zmieniają, ale nie w taki prosty sposób jak często przedstawia się to w polskiej debacie politycznej” – mówi politolożka Maria Skóra z Instytutu Polityki Europejskiej w Berlinie W Polsce o Niemczech mówi się dużo, ale rzadko spokojnie. Od lat prawica i sprzyjające jej media budują wokół zachodniego sąsiada polityczną obsesję: Niemcy mają narzucać Polsce swoje interesy albo stawać się symbolem upadku Zachodu. Łatwo ginie bardziej pragmatyczne spojrzenie na kraj, który pozostaje naszym najważniejszym partnerem gospodarczym i jednym z kluczowych państw UE. Ta uwaga jest przy tym asymetryczna. W Niemczech zainteresowanie Polską przez lata było znacznie mniejsze, choć w ostatnim czasie się to zmienia – między innymi za sprawą szybkiego rozwoju polskiej gospodarki, rosnącej pozycji politycznej Warszawy i inwestycji w obronność. Polska od lat próbuje też wyjść z roli „młodszego partnera” w relacjach z Berlinem. Pomaga w tym sukces gospodarczy ostatnich dekad, choć skala niemieckiej gospodarki nadal pozostaje ogromna – jest ona ponad pięć razy większa od polskiej. Tymczasem same Niemcy przechodzą dziś głęboką transformację. Nie chodzi wyłącznie o kłopoty rządu Friedricha Merza, ale o procesy narastające od lat: starzenie się społeczeństwa, spowolnienie gospodarcze, napięcia wokół migracji, różnice między wschodem a zachodem kraju oraz rosnące poparcie dla skrajnej prawicy z AfD. „Niemcy się zmieniają, ale nie w taki prosty sposób, jak często przedstawia się to w polskiej debacie politycznej. Niemieckie społeczeństwo mierzy się dziś z głębokimi zmianami demograficznymi, gospodarczymi i politycznymi, które będą miały wpływ na przyszłość kraju” – mówi dr Maria Skóra z berlińskiego Instytutu Polityki Europejskiej i badaczka wizytująca Uniwersytetu SWPS. W podcaście „Drugi Rzut Oka” Anna Wójcik rozmawia z Marią Skórą o demografii, migracji, modelu gospodarczym i o tym, jak sami Niemcy patrzą dziś na swoją przyszłość.
Węgierska demokracja i gospodarka są dziś w gorszej sytuacji niż polskie, gdy władzę w 2023 roku przejmowała rząd Donalda Tuska. Przyszły premier Péter Magyar ma jednak instytucjonalnie większe pole manewru. Jak z niego skorzysta? Anna Wójcik rozmawia z Jakubem Jaraczewskim Ruszamy z drugim sezonem podcastu „Drugi Rzut Oka”. Miłada Jędrysik i Anna Wójcik wraz z zaproszonymi gośćmi będą przyglądać się zmianom na świecie. Co naprawdę się zmienia, dlaczego się zmienia i jak te zmiany wpływają na nas? I czy my mamy jakiś wpływ? W drugim odcinku z tej serii zastanawiamy się, czy Węgrom za rządów TISZY łatwiej będzie naprawić swoją demokrację niż Koalicji 15 października w Polsce. Anna Wójcik rozmawia o tym z Jakubem Jaraczewskim z berlińskiego think tanku Democracy Reporting International. Partia Pétera Magyara zdobyła większość konstytucyjną. Zarówno w kraju, jak i za granicą, wobec przyszłego węgierskiego rządu, są ogromne oczekiwania. Po 16 latach budowania coraz bardziej autokratycznego systemu przez Fidesz Węgry stoją przed epokową szansą, żeby wzmocnić swoją demokrację i gospodarkę, to drugie między innymi dzięki odblokowaniu unijnych funduszy. „Przyszły premier musi zrobić szpagat, żeby odpowiedzieć na oczekiwania zarówno bardziej centrowych, liberalno-lewicowych jak i konserwatywnych wyborców TISZY. Pewnie wybierze bardziej ostrożny, centroprawicowy kierunek. Będzie się pilnował, żeby nie skręcić za bardzo w stronę postulatów lewicowych czy progresywnych.” – prognozuje Jakub Jaraczewski. Rozmawiamy o tym, czy Magyar powtórzy ścieżkę rządu Donalda Tuska jeśli chodzi o media publiczne, zmiany w prokuraturze i sądownictwie. „Węgrzy w istocie głosowali w ciemno – na enigmę. Oddali głos na polityka, który obiecał radykalną zmianę i potrafił znakomicie ją sprzedać: świetnie wypadał na wiecach i przed kamerami, był elokwentny i sprawnie manewrował w przekazie. Dopiero teraz okaże się, kim naprawdę jest Péter Magyar – czy okaże się reformatorem zdolnym przeciąć węgierski węzeł gordyjski, czy raczej ugrzęźnie w istniejącym układzie i nie oprze się pokusie zachowania części rozwiązań
Nad ranem wyje syrena. W tym gęstym lesie brzmi jak echo z innego świata. Wyrwani ze snu wychowankowie ustawiani są na korytarzu. Dyrektor chce wierzyć, że przy tamie na Terebli dzieci są bezpieczne. – Putin w nią nie uderzy, bo zalałoby Węgry Dział reportażu OKO.press przedstawia audioreportaż na podstawie tekstu Emilii Sułek "Przez tę cholerną wojnę mam coraz więcej dzieci. Reportaż z sierocińca daleko od frontu". Realizacja i opracowanie muzyczne: Filip Przybylski i Longstreet Studio.
Co zamierza przyszły rząd Pétera Magyara na Węgrzech? Czy jest w stanie kompleksowo przebudować Węgry? Kim są politycy TISZY? Jak zmiana w Budapeszcie wpłynie na relacje z Polską? Anna Wójcik rozmawia o tym z Andrzejem Sadeckim z Ośrodka Studiów Wschodnich Ruszamy z drugim sezonem podcastu „Drugi Rzut Oka”. Miłada Jędrysik i Anna Wójcik wraz z zaproszonymi gośćmi będą przyglądać się zmianom na świecie. Co naprawdę i dlaczego się zmienia, jak to wpływa na nas? I czy możemy jakoś na to wpłynąć? W pierwszym odcinku tej serii dyskutujemy o epokowej zmianie na Węgrzech, gdzie po 16 latach władzę stracił Viktor Orbán. Jak do tego tego doszło i czego można się spodziewać po nowym rządzie Pétera Magyara? Anna Wójcik rozmawia z dr Andrzejem Sadeckiem, kierownikiem Zespołu Środkowoeuropejskiego w Ośrodku Studiów Wschodnich. „Osoby, które weszły do parlamentu z list TISZY w dużej mierze są nowe w polityce. Był to istotny atut w kampanii. Szli do wyborów z hasłami nie tylko zerwania z epoką Orbána, ale także wyraźnie dystansowali się od wcześniejszego okresu rządów liberalno-lewicowych, które na Węgrzech nie cieszą się dobrą opinią, m.in. ze względu na skandale i problemy gospodarcze. Pytanie, jak ta strategia przełoży się na praktykę rządzenia, gdy faktycznie obejmą władzę” – mówi w rozmowie dr Sadecki.
Zmiany klimatu i migracje - oba zjawiska są faktem i oba towarzyszą nam od zarania dziejów. Człowiek od początku swojego istnienia przemieszczał się w poszukiwaniu lepszych warunków życia. Klimat także się zmieniał, ale dziś kluczowe jest bezprecedensowe tempo tych zmian, wynikające głównie z emisji gazów cieplarnianych przez człowieka. To właśnie szybkość zmian sprawia, że ludzie i całe społeczeństwa nie nadążają z adaptacją. W najnowszym odcinku #DlaczegoTak Konrad Skotnicki (popularyzator nauki znany jako Doktor z TikToka) i Dominika Sitnicka (dziennikarka OKO.press) opowiadają o tym, jak zmiany klimatyczne będą coraz silniej wymuszać migracje – zarówno te wewnętrzne, jak i międzynarodowe. Od historycznej katastrofy środowiskowej „Dust Bowl” w USA do wojny w Syrii, nazywanej czasem pierwszą wojną klimatyczną. Zmiany klimatu stają się tak zwanym „mnożnikiem problemów” i - nakładając się na istniejące już napięcia społeczne, problemy gospodarcze i polityczne - doprowadzają do wybuchu konfliktów i masowych migracji. W odcinku wyjaśniamy, które regiony świata są szczególnie narażone na ekstremalne warunki do życia w wyniku nagrzewania się planety. Rozważamy, jakie mogą być społeczne i polityczne konsekwencje migracji spowodowanych zmianami klimatu. I zastanawiamy się, czy jest polityczna wola, by ograniczyć ich skutki? Ta publikacja powstała w ramach projektu Gen.EU. Sfinansowane przez Unię Europejską. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora(-ów) i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko Unii Europejskiej lub Komisji Europejskiej. Unia Europejska ani podmiot udzielający dofinansowania nie ponoszą za nie odpowiedzialności. #geneu_okopress
Ola podpuściła kolegę, żeby odurzył się dezodorantem. Wysłała mu filmik, mówiła, że nie ma psychy tak zrobić. Zrobił i stracił przytomność. Dział reportażu OKO.press przedstawia audioreportaż na podstawie tekstu Anny Mizery-Nowickiej "„Szkoda, że jesteś”. Przemoc, algorytmy i samobójstwa. Dzieci w sieci". Realizacja i opracowanie muzyczne: Filip Przybylski i Longstreet Studio.
Piotrek zbudował na podwórku schron za sześć tysięcy. Pan X chce w swoim trzymać dzieła sztuki. Asia strzela już z visa, beryla i grota. Pytałam pod ukraińską granicą, czy ludzie czytają „Poradnik bezpieczeństwa” Dział reportażu OKO.press przedstawia audioreportaż na podstawie tekstu Małgorzaty Domagały "Masz plan na wojnę? Przecież wszyscy nie wyjedziemy". Realizacja i opracowanie muzyczne: Filip Przybylski i Longstreet Studio.
Światowe media znowu intensywnie dyskutują na temat manosfery. W ostatnich tygodniach szczególnie głośno o influencerze Clavicularze, który doczekał się poświęconych mu artykułów w najbardziej poważnych pismach, choć jedyne, czym się właściwie zajmuje, to poprawianie swojego wyglądu. Looksmaxxerzy, jak tę grupę nazywa się w sieci, proponują młodym mężczyznom nie tylko niebudzące większych kontrowersji ćwiczenia na siłowni, czy zbilansowaną dietę, ale także branie sterydów na rozrost mięśni, twardych narkotyków na zabijanie łaknienia oraz… okładanie się pięścią i młotkiem po twarzy, by móc ją odpowiednio wymodelować.W najnowszym odcinku #DlaczegoTak nie tylko wyjaśniamy, czy teorie i praktyki zaczerpnięte z manosfery mają jakikolwiek sens, ale staramy się odpowiedzieć na pytanie, skąd biorą się w nas takie pomysły. „Bonesmashing” stosowany przez looksmaxxerów jest oczywiście ekstremalny i absurdalny, ale twarde dane pokazują jasno, że rynek operacji plastycznych i niechirurgicznych zabiegów kosmetycznych rośnie w szalonym tempie. Tylko w ostatnich pięciu latach powiększyć się o 40 proc.To, co pragniemy w sobie zmienić nie jest zupełnie losowe. W ogromnym stopniu nasze gusta i pragnienia kształtują media społecznościowe, co potwierdzają całkiem pokaźne ilości badań. Czy wszyscy zostaniemy looksmaxxerkami?Dominika Sitnicka i Konrad Skotnicki (Doktor z TikToka) zapraszają na #DlaczegoTak. Ta publikacja powstała w ramach projektu Gen.EU. Sfinansowane przez Unię Europejską. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora(-ów) i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko Unii Europejskiej lub Komisji Europejskiej. Unia Europejska ani podmiot udzielający dofinansowania nie ponoszą za nie odpowiedzialności. #geneu_okopress
„To nie jest zjawisko lifestyle'owe, to jest faszyzm, to jest bunt autorytarnych mężczyzn przeciwko demokracji” – mówi w podcaście „Drugi Rzut OKA” Agnieszka Graff, profesorka w Ośrodku Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego Kreują się na samców alfa. W mediach społecznościowych pokazują, że odnieśli sukces. Są sławni, mają pieniądze, miliony obserwujących, godną pozazdroszczenia sylwetkę i otaczają ich piękne kobiety. Jednocześnie przedstawiają się jako mentorzy „zwykłych” mężczyzn. Udzielają im rad jak odzyskać kontrolę nad swoim życiem. Sami tkwią w innym modelu relacji opartej na jednostronnej monogamii – oczywiście z ich strony, bo partnerka ma siedzieć w domu, opiekować się dziećmi i zmywać naczynia. Obrażają kobiety, jednocześnie mówiąc, że je „kochają”. O kim mowa? O influencerach ze świata manosfery. Moją gościnią jest Agnieszka Graff – badaczka feminizmu i ruchów anty-gender, znana feministyczna publicystka, felietonistka (m.in. „Wysokich obcasów”) i pisarka. Graff jest też autorką pracy naukowej – „Manosfera, czyli bunt upokorzonych samców”. Jeśli wy, słuchacze i czytelniczki macie jakieś pomysły, tematy, przemyślenia, z którymi chcielibyście się podzielić, to zapraszam do kontaktu! natalia.sawka[at]oko.press IG: nataliasawka_
„Rosja do tej pory mogła żyć w przekonaniu, że nawet jeśli nad głowami latają drony, to jakoś da się to przetrwać. Ale nagle wojna wkroczyła wprost w ich codzienne życie” – mówi Agnieszka Jędrzejczyk, dziennikarka OKO.press w podcaście „Drugi Rzut OKA”. Od początku marca w Rosji trwają częściowe wyłączenia internetu mobilnego w Moskwie i Petersburgu. „Pojawiła się taka teza, że ukraińskie drony, które atakują rosyjskie miasta, mogą wykorzystywać sygnał internetowy do namierzania celów” – mówi Agnieszka Jędrzejczyk, dziennikarka OKO.press. W ten sposób Kreml wyłączenia w dostawach internetu tłumaczy względami bezpieczeństwa. Najczęściej przywołuje konieczność zapobiegania atakom ukraińskich dronów i werbunkowi dywersantów w sieciach społecznościowych. Jędrzejczyk wskazuje, że wyłączanie internetu uderza głównie w cywilów, bo przestają działać aplikacje ostrzegające przed nalotami. „Drony natomiast nadal trafiają i jest ich coraz więcej” – dodaje. Kreml w ostatnich miesiącach stara się odciąć Rosjan od niezależnych informacji. Stara się też ich zmusić do przejścia na rosyjski komunikator Max, który jest zawodny i pozbawiony wielu funkcji. Aplikacja nie ma zabezpieczeń i służy rosyjskim służbom specjalnym do szpiegowania swoich obywateli. Sami Rosjanie wyśmiewają braki oraz niedociągnięcia tej aplikacji, choć nieoficjalnie mówi się, że stanie się obowiązkowa, ponieważ władzom Kremla bardzo zależy, by wszystkich Rosjan zmusić do korzystania z niej. Przebywający na emigracji właściciel Telegramu Paweł Durow został przez Rosję oskarżony o wspieranie terroryzmu z uwagi na odmowę masowego cenzurowania treści na polecenie władz. Od 2025 roku rozmowy wideo w Telegramie i WhatsAppie są ograniczane, a w lutym 2026 roku władze zaczęły „spowalniać” Telegram, choć komunikator ten wykorzystywany jest przez Rosjan na froncie i to tym intensywniej, że stracili dostęp do Starlinków. Z przerwami w dostępie zmagają się nie tylko żołnierze, ale też mieszkańcy Moskwy, Petersburga i wielu innych miast. Brak internetu uciążliwy jest w centrum stolicy i na niektórych liniach metra. Rosjanie nie mogą korzystać z podstawowych aplikacji, które dotychczas służyły im do pisania ze znajomymi, jak Telegram (ponad 95 mln użytkowników) czy WhatsApp. Problemy dotyczą także sieci telefonicznej. Nie działają terminale bankowe, nie można zamówić taksówki czy jedzenia do domu. Media jednak podają, że blokowane wcześniej treści i aplikacje stają się okazjonalnie dostępne. U niektórych operatorów pojawił się dawno zablokowany w Rosji YouTube. Nie wiadomo, dlaczego tak się dzieje. Blokowanie dostaw do internetu pogarsza już i tak trudną sytuację gospodarczą Rosji. Rosyjski dziennik ekonomiczno-polityczny „Kommersiant” szacuje, że moskiewscy przedsiębiorcy stracili z tego powodu od 3 do 5 miliardów rubli (około 120-200 mln zł). Najbardziej ucierpieli drobni przedsiębiorcy, ale też firmy kurierskie, taksówkarskie i związane z wynajmem samochodów. Czy brak internetu spowoduje, że mieszkańcy rosyjskich miast wyjdą na ulice, by protestować? Niekoniecznie. Jak donosi niezależny rosyjski portal Meduza, w sieci pojawił się ruch o nazwie „Szkarłatny Łabędź”, który zachęca mieszkańców Rosji do protestów przeciwko blokadom internetu w niedzielę 29 marca. Wybór dnia ma nawiązywać symbolicznie do artykułu 29 rosyjskiej konstytucji o wolności słowa i zakazie cenzury. Jeden z rosyjskich portali wylicza, że co najmniej 28 miast w 17 regionach zwróciło się do władz o zgodę na organizację protestów. Jednak większość zgromadzeń nie uzyskała na to zgody. O tym, jak Rosja radzi sobie bez internetu i dlaczego Kreml wprowadził zakazy, dowiedzą się Państwo z rozmowy z Agnieszką Jędrzejczyk w „Drugim Rzucie OKA”. Zachęcamy też Państwa do śledzenia artykułów Agnieszki z cyklu Goworit Moskwa – pod tym linkiem.
Tysiące Romów w Ukrainie żyje bez dokumentów. Jeśli Ukraina chce wejść do Unii Europejskiej, musi coś z tym zrobić. Na razie próbują prawnicy i aktywiści Dział reportażu OKO.press przedstawia audioreportaż na podstawie tekstu Emilii Sułek "Dowody na istnienie Roma. Reportaż z paszportyzacji na Zakarpaciu". Realizacja i opracowanie muzyczne: Filip Przybylski i Longstreet Studio.
Amerykanie mają ogromne pieniądze, które czasami dają fantastyczne rezultaty techniczne, ale czasami dzieją się w związku z tym dziwne rzeczy. Są trochę tak jak taki nowobogacki, który kupuje to, co najdroższe, bo go na to stać – mówi o US Army ekspert od obronności dr Michał Piekarski – Jakim przymiotnikiem określiłbyś tę wojnę? – zapytałam Michała Piekarskiego, analityka obronności z Uniwersytetu Wrocławskiego (i autora OKO.press). – Zaskakująca, a wręcz absurdalna – odparł po krótkim namyśle. – Nie wiadomo, jakie cele polityczne stawia sobie administracja Trumpa i Izrael. Rozmawialiśmy jednak przede wszystkim o militarnym aspekcie tej wojny, a więc: o tym, dlaczego tuż przed wybuchem wojny Amerykanie zabrali z Bliskiego Wschodu swoje ostatnie cztery okręty przeciwminowe 0 korzystnym dla USA przebiegu kampanii powietrznej o tym, czy US Army naprawdę jest najpotężniejszą i najnowocześniejszą armią świata jakie znaczenie miały dla niej lekcje wyniesione z Wietnamu i Mogadiszu i dlaczego od czasu do czasu decyduje się na „przedobrzone" projekty zbrojeniowe. Po wysłuchaniu tej opowieści musiałam zapytać, nawiązując do głośnego sporu politycznego o SAFE, co i w jakich proporcjach do innych zakupów zbrojeniowych powinniśmy kupować u Amerykanów. Odpowiedź mojego rozmówcy na pewno rozczaruje jedną ze stron tego sporu. Rozmawialiśmy też o odporności Ukrainy i jej armii, już cztery lata broniącej się przed pełnoskalową inwazją i o tym, dlaczego drony nie są w tej wojnie – jak i w każdej następnej – najważniejsze. I tu opinia Michała Piekarskiego może być na pierwszy rzut oka zaskakująca. Po namyśle jednak trudno nie przyznać mu racji.
Piotr Osęka, historyk: – IPN powinien mieć nazwę w liczbie mnogiej. Bo pamięć nie jest jedna, pamięci jest wiele Dział reportażu OKO.press przedstawia audioreportaż na podstawie tekstu Emilii Sułek i Agnieszki Kamińskiej "Róża nie kreda, zmazać się nie da. Dlaczego Zamość boi się Róży Luksemburg". Realizacja i opracowanie muzyczne: Filip Przybylski i Longstreet Studio.
Niemieckie media pisały, że 10% dla AFD, to już jest sufit. Potem, że 15%. Potem, że 20% to już limit. Teraz poparcie dla partii sięga ponad 25% i nikt nie wie, co będzie dalej – mówi Łukasz Grajewski, autor wydanej właśnie książki o AfD „Alternatywa dla Niemiec czy zagrożenie dla świata?" – to tytułowe pytanie książki Łukasza Grajewskiego, byłego korespondenta wielu polskich mediów w Niemczech. Mój rozmówca prześledził historię tego ugrupowania, rozmawiał z wieloma politykami z kolejnych partyjnych szczytów – kolejnych, bo historia AfD to dzieje zwycięstw kolejnych, coraz bardziej radykalnych frakcji. Mało kto zapewne w Polsce wie, że AfD powstała w 2014 roku jako „partia profesorów" domagających się wyjścia ze strefy euro po kryzysie finansowym 2008 roku. Taka miała być oryginalna alternatywa dla Niemiec. Rok później wydarzył się jednak kryzys migracyjny – do niemieckich granic dotarły dziesiątki tysięcy uchodźców z ogarniętej wojną Syrii i nie tylko stamtąd. Otworzenie granicy to kardynalny błąd Angeli Merkel? „Tak naprawdę to było jak w Radiu Erewań, nie otworzyła, tylko nie zamknęła" – tłumaczy Grajewski. „Orbán wtedy mówi Austriakom, że tych ludzi jest około tysiąca, Austriacy mówią Niemcom, że to będzie maximum trzy tysiące, a tak naprawdę w pierwszą noc już do Niemiec dociera 12 tysięcy". A Merkel nie ma się z kim skonsultować, bo partyjni i koalicyjni koledzy są zajęci i nie odbierają telefonów. W końcu kapituluje – wpuszczamy, damy sobie radę. „AfD była bardzo skłócona i prawdopodobnie mogłaby się rozpaść, gdyby nie nie to, co się wydarzyło we wrześniu 2015" – mówi Łukasz Grajewski. Od tej pory temat migracji, a właściwie walki z migracją jest osią politycznej narracji AfD. Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej o: związkach polityków i doradców AfD z Rosją, a nawet z rosyjskimi służbami; coraz bardziej niepokojącej retoryce partii, jeśli chodzi o granicę na Odrze i Nysie; mistrzostwie, z jakim AfD używa mediów społecznościowych; znaczącej zmianie pokoleniowej, jeśli chodzi o poparcie dla tego ugrupowania; posłuchaj naszego podcastu.
Do Die Linke zaledwie w rok zapisało się 60 tys. nowych osób. Ma teraz 123 tys. członków, dwa razy tyle, co AfD (51,5 tys.). Wstąpili głównie młodzi, średnia wieku w partii z 45 spadła do 38,6 lat. Co przyciąga młodych do niemieckiej lewicy? Dział reportażu OKO.press przedstawia audioreportaż na podstawie tekstu Joanny Strzałko "Rewolucja jest wspaniała, wszystko inne to bzdury. Piosenka o Heidi Reichinnek". Realizacja i opracowanie muzyczne: Filip Przybylski i Longstreet Studio.
Dlaczego w kraju, w którym 86 proc. osób żyje „na swoim”, problem mieszkaniowy wciąż jest tak dotkliwy? Dominika Sitnicka, dziennikarka OKO.press i współprowadząca „Program Polityczny" oraz dr inż. Konrad Skotnicki, popularyztor nauki i twórca internetowy znany jako Doktor z TikToka zapraszają na pierwszy odcinek wspólnego podcastu „Dlaczego tak?". To nowy cykl OKO.press realizowany w ramach GEN.EU, czyli projektu współtworzonego przez międzynarodowe konsorcjum europejskich mediów.W „Dlaczego tak?" będziemy poruszać tematy, które mają wpływ na codzienne życie młodych ludzi. W kolejnych miesiącach porozmawiamy m.in. o przyszłość rynku pracy, wyzwaniach stojące przed systemem edukacji, problematyce równości płci, konsekwencjach zmian klimatycznych oraz zagadnieniach związane ze zdrowiem, dobrostanem psychicznym i prawami obywateli.W pierwszym odcinku przyglądamy się krajobrazowi polskiego mieszkalnictwa. Dlaczego niemal 40 proc. młodych ludzi wciąż dzieli domy z rodzicami? Czy w przeludnionych mieszkaniach, w których żyje prawie 40 proc. Polek i Polaków (przy średniej unijnej 17%), można mówić o stabilności czy komforcie?Czy rekordowe budowy - około 200 tysięcy mieszkań rocznie – przekładają się na ich większą dostępność? Dlaczego właściwie gminy pozbywają się lokali komunalnych (spadliśmy z 1,7 mln w 1994 roku do ok. 770 tys. dziś)? Wreszcie - czy politycy mają odpowiedzi na mieszkaniowe bolączki Polaków?W „Dlaczego tak?" opowiadamy o luce czynszowej, w którą wpada nawet 35% gospodarstw domowych – zbyt „bogatych” na mieszkanie komunalne i zbyt „biednych”, by bezpiecznie kupić własne. O mikroapartamentach, które stały się symbolem obniżonych oczekiwań. I o politycznych obietnicach – od kredytów 2 proc. i 0 proc. po dopłaty do czynszów – które w teorii mają pomagać, a w praktyce doprowadzają do wzrostów cen.Premierze podcastu towarzyszy wydarzenie na Discordzie: Ciasne i niewłasne. Czy czeka nas przyszłość bez wygodnych mieszkań?Wezmą w nim udział Konrad Skotnicki, Dominika Sitnicka, Maria Rożek, Mikołaj Tyczyński oraz Bartosz Kocejko-Szukalski. Serdecznie zapraszamy do dołączenia i zabrania głosu.Dołącz do spotkania 👉 https://discord.com/invite/XaHtxDER?event=1471489614307922073Sfinansowane przez Unię Europejską. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora(-ów) i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko Unii Europejskiej lub Komisji Europejskiej. Unia Europejska ani podmiot udzielający dofinansowania nie ponoszą za nie odpowiedzialności.#geneu_OKOpress
„Boję się, że kiedy mnie zabraknie, nikt nie będzie wiedział, że syn nie może jeść na przykład bananów, brokułów czy pora, bo potem bardzo cierpi”. Bogdan, 73 lata Dział reportażu OKO.press przedstawia audioreportaż na podstawie tekstu Niny Lussy "Chciałam wjechać z córką w mur. Kto zajmie się naszymi dorosłymi dziećmi?". Realizacja i opracowanie muzyczne: Filip Przybylski i Longstreet Studio.
„W Izraelu jest bardzo silne poczucie, że opinia o nim na zewnątrz jest niesprawiedliwa: w najlepszym przypadku to niechęć do zrozumienia izraelskiej sytuacji, a w najgorszym – antysemityzm" – w podcaście Drugi Rzut OKA rozmawiamy z Markiem Matusiakiem z Ośrodka Studiów Wschodnich Czy wyobraża pan sobie zakończenie konfliktu izraelsko-palestyńskiego w przewidywalnym czasie? Takie pytanie zadałam mojemu rozmówcy, ekspertowi z OSW Markowi Matusiakowi. Było to pytanie raczej retoryczne. Nie tylko wydarzenia ostatnich dwóch lat, od ataku Hamasu 7 października po odwet Izraela w Gazie, który zdaniem wielu ekspertów i organizacji nosi znamiona ludobójstwa, nie pozwalają sobie tego wyobrazić. „Po stronie izraelskiej zanikła w ogóle gotowość rozmawiania o państwie palestyńskim. Polityk, który dzisiaj by coś takiego powiedział, właściwie się skazuje na śmierć polityczną, niezależnie od tego, jaką część spektrum politycznego reprezentuje" – mówi Matusiak. Jego zdaniem to nie tylko kwestia klasy politycznej, ale ewolucji izraelskiego społeczeństwa w stronę prawicową i nacjonalistyczną. To długofalowy proces, który nie zaczął się 7 października. Już po nagraniu tej rozmowy okazało się, że 8 lutego 2026 roku izraelski rząd przyjął rozporządzenie dotyczące okupowanego od 1967 roku Zachodniego Brzegu, które m.in. ułatwia Żydom zakup ziemi na terytoriach okupowanych, ułatwia też zakupy gruntów przez izraelskie władze, rozszerza uprawnienia organów ścigania w cieszących się różnymi stopniami autonomii strefach B i A oraz odbiera władzom palestyńskim zarządzanie najważniejszymi obiektami kultu, jak meczet Abrahama w Hebronie. To wyraźny krok w stronę dalszej ekspansji izraelskiej na Zachodnim Brzegu. Rozmawiamy też o tym, że nie widać na horyzoncie palestyńskich przywódców, którzy mogliby być jednocześnie popularni wśród Palestyńczyków, ale też akceptowalni dla społeczności międzynarodowej. „Z jednej strony mamy rzeczywiście siły polityczne, które się Palestyńczykom nie bardzo udały. Ale z drugiej strony też warunki, w których te siły polityczne funkcjonują, są bardzo, bardzo trudne. I mamy Izrael, który absolutnie nie jest zainteresowany tym, żeby Palestyńczycy mieli jakiekolwiek silne, skonsolidowane, posiadające autorytet na arenie międzynarodowej i przywództwo" – mówi ekspert. Sytuacja jest więc bardzo trudna, ale tu wjeżdża na białym koniu prezydent Stanów Zjednoczonych ze swoim „planem pokojowym". Rozbieramy go więc w podcaście na czynniki pierwsze – i nie będzie niespodzianką, że niewiele z niego zostaje.
Meksykański kartel Sinaloa działa już w Polsce i Europie Centralnej. Ale zamiast szmuglować narkotyki, wysyłają kucharzy, którzy produkują je w laboratoriach ukrytych w wioskach Dział reportażu OKO.press przedstawia audioreportaż na podstawie tekstu Szymona Opryszka "Halo, dzwonię z Polski, zatrudnię kucharza. Jak narcos gotowali metę na Podlasiu". Realizacja i opracowanie muzyczne: Filip Przybylski i Longstreet Studio.
Dlaczego nasze mózgi są mniejsze niż naszych przodków wyjaśniają antropolożka i biolog Dr Hanna Mańkowska-Pliszka z Zakładu Anatomii Prawidłowej i Klinicznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz dr Maciej Golan z Instytutu Psychologii Akademii Pedagogiki Specjalnej opowiadają słuchaczom o prawdopodobnie najbardziej złożonej rzeczy we wszechświecie, którą jednocześnie każdy z nas posiada. Mianowicie o ludzkim mózgu. Na początek dotykamy ważnej sprawy, czyli tego, czy rozmiar się liczy. W toku ewolucji mózgi naszych przodków stawały się coraz większe. Jednak potem ten wzrost się zatrzymał, a mózgi od kilkudziesięciu tysięcy lat się zmniejszają (choć nasze zdolności umysłowe raczej się zwiększyły). Nie znamy jednoznacznej tego przyczyny. Jednak nauka ma w zanadrzu kilka solidnych hipotez. Jedną z nich jest to, że część naszych zdolności umysłowych przenieśliśmy na zewnątrz mózgów. Dowiemy się, jak przenosimy zdolności poznawcze poza nasze ciała. Moi rozmówcy wyjaśnią też, dlaczego mózgi są takie kosztowne w utrzymaniu (i jak bardzo), że „ptasi móżdżek” to mit, a orki ulegają modom i noszą różne nakrycia głowy zależnie od sezonu. Potem wracamy do spraw poważniejszych, czyli co z mózgiem czyni bezustanny stres i szum informacyjny. Oraz kiedy tak naprawdę dojrzewa ludzki mózgi i czy dzieciom powinniśmy ograniczać dostęp do smartfonów. Rozmawiamy też o tym, jak starzeją się nasze mózgi i co możemy dla nich dobrego zrobić. Czy lepsze dla nich jest rozwiązywanie krzyżówek, nauka obcych języków czy aktywność zawodowa do późnego wieku – wyjaśniają antropolożka i biolog.
Etyka się opłaca – tłumaczy dr Maciej Zając, filozof i etyk, specjalizujący się w etyce konfliktów zbrojnych i technologii wojskowych, w rozmowie z Michałem Roleckim. Czy każde państwo może sobie strzelać do łodzi pod obcą banderą, tak jak Stany Zjednoczone do wenezuelskich łodzi na wodach międzynarodowych? Nie może. Ani w czasie pokoju, ani w czasie wojny. Bo nawet konflikty zbrojne rządzą się pewnymi zasadami etycznymi, które zostały skodyfikowane przez prawo międzynarodowe. Etyka, zwłaszcza podczas wojny, jest dla frajerów? Skądże. Zasady prowadzenia konfliktów zbrojnych mają głęboki praktyczny sens – tłumaczy nam dr Maciej Zając z Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. Rozmowę prowadzi Michał Rolecki, stały współpracownik OKO.press, który rozbraja pseudonaukowe mity i tłumaczy naukowe osiągnięcia. Prowadzenie wojny bez zasad pozbawia morale, a morale to na wojnie niebywale cenna rzecz. Owszem, te zasady są łamane. Bywają naciągane do granic możliwości. Jednak żadnemu z krajów, które je naruszają, nijak nie wychodzi to na dobre. Dlaczego? Zapraszam do słuchania, dlaczego etyka opłaca się nawet na wojnie.
„Wenezuela pokazała, że Donald Trump właściwie może wszystko. Nie tylko w polityce wewnętrznej, ale także w polityce zagranicznej” – mówi ekspertka Magdalena Górnicka-Partyka Operacja w Wenezueli nie wydarzyła się z dnia na dzień. Poprzedziły ją miesiące nacisku. Donald Trump stopniowo podkręcał konflikt: od gróźb, przez ultimatum z konkretną datą odejścia Maduro, po działania wywiadowcze i pokaz siły z użyciem lotniskowców i wojska, aż po otwarty atak. To była eskalacja krok po kroku, testowanie granic i reakcji otoczenia. Teraz mamy do czynienia z groźbami wobec Grenlandii. „W przypadku Grenlandii widać bardzo podobny schemat. Trump najpierw rzucił hasło, że wyspa powinna stać się częścią Stanów Zjednoczonych. Teraz napięcie systematycznie rośnie” – mówi Magdalena Górnicka-Partyka, ekspertka ds. komunikacji w amerykańskiej polityce. „Trump zawsze może sięgnąć po ostateczne środki, ale najwyraźniej zakłada, że nie będzie musiał. W jego logice Europa jest zbyt słaba, zbyt zależna od USA i zbyt przestraszona wizją rozpadu NATO, by realnie się sprzeciwić” – dodaje ekspertka. Efekt? Absurdalny i niepokojący zarazem. Potężne państwo świata grozi militarnie innemu państwu NATO. Donald Trump sugeruje użycie siły, by przejąć bogate w surowce, autonomiczne terytorium Danii. Brzmi jak political fiction, ale to nie jest scenariusz serialu. To dzieje się naprawdę. Dla NATO to nie lada problem. Sojusz znalazł się w sytuacji, w której jego podstawowe mechanizmy polityczne i prawne przestają działać. Sojusz Północnoatlantycki ma odstraszać wrogów zewnętrznych. Nigdy nie zakładano, że zagrożenie może przyjść z samego centrum NATO – ze strony Stanów Zjednoczonych. Duńskie władze chcą, by administracja Donalda Trumpa zaprzestała publicznych gróźb dotyczących przejęcia Grenlandii „po dobroci lub w trudniejszy sposób”. W Kopenhadze narasta przekonanie, że wypowiedzi amerykańskiego prezydenta destabilizują relacje sojusznicze i podważają dotychczasowe ustalenia dotyczące statusu wyspy. Więcej o tym, co może się wydarzyć, dlaczego Trumpowi zależy na Grenlandii, wysłuchają Państwo w kolejnym odcinku „Drugiego Rzutu OKA”. Jeśli wy, słuchacze i czytelniczki macie jakieś pomysły, tematy, przemyślenia, z którymi chcielibyście się podzielić, to zapraszam do kontaktu! natalia.sawka[at]oko.press IG: nataliasawka_
Ginekolog: – Mogę publicznie powiedzieć, nawet na Stadionie Narodowym, że moi koledzy oszukują pacjentki dla pieniędzy Dział reportażu OKO.press przedstawia audioreportaż na podstawie tekstu Anny Pamuły "Zrobię pani pochwę jak u nieródki. Śledztwo o biznesie intymnym, cz.3". Realizacja i opracowanie muzyczne: Filip Przybylski i Longstreet Studio.